Społeczeństwo
O czym marzą młodzi mężczyźni? Pierwsza część cyklu o męskości Jana Rybickiego (FOT . AGNIESZKA SADOWSKA / Agencja Wyborcza.pl)
O czym marzą młodzi mężczyźni? Pierwsza część cyklu o męskości Jana Rybickiego (FOT . AGNIESZKA SADOWSKA / Agencja Wyborcza.pl)

"Mężczyźni w kryzysie", "toksyczna męskość", "mężczyźni powinni się zmienić" – słyszymy to od lat. Porozmawiajmy o polskich mężczyznach inaczej, zobaczmy ich z innej perspektywy.
Czym żyją, w co wierzą, o czym marzą, jacy chcą być? Czym dla nich jest męskość? Jadę w teren, by to sprawdzić i dowiedzieć się, jakie pomysły na siebie mają mężczyźni w 2025 roku: ci z dużych miast i ze wsi, o prawicowych i lewicowych poglądach, ojcowie, mężowie i single. Nie oceniam, pytam.
W pierwszym reportażu odwiedzam najmłodszych.

embed

Marzenie Bartosza (21 lat)

Zbawienie. Każdy człowiek jest powołany do świętości.

Marzenia doczesne? Tak, ma takie. Rodzina. Wspierająca i kochająca się. Taka, która jest ze sobą bez względu na wszystko, bo przecież w życiu są trudne momenty. A nawet lata.

Marzenie doczesne drugie: – Chciałbym zmienić rzeczywistość na lepszą. W duchu narodowym i konserwatywnym.

Marzenie Maksa* (21 lat)

W zasadzie plany, a nie marzenia. Rodzina, trójka dzieci. Dom, w którym będą mieszkać. Nie musi go sam zbudować, może być kupny.

Własna firma. Pieniądze. Na etacie przynajmniej 30 tys. zł na miesiąc. Jako przedsiębiorca? Zadowoliłoby go 80 tys. miesięcznie.

Marzenie Mateusza (22 lata)

Pojechać rowerem gdzieś daleko i przeżyć przygodę.

Zostawić po sobie coś dobrego.

Założyć rodzinę. Nie powielać szkodliwych stereotypów na temat ról płciowych.

Historia Bartosza

Pochodzi z Rawy Mazowieckiej. Studiuje zaocznie prawo, pracuje na etat, utrzymuje się sam, choć podkreśla, że otrzymuje ogromne wsparcie ze strony rodziny. Do realizacji swoich marzeń potrzebuje dwóch cech: odpowiedzialności i konsekwencji. Stara się je rozwijać każdego dnia.

– W Wielkim Poście staram się ograniczyć słodycze. A pokus nie brakuje, bo jak na złość od Środy Popielcowej każdego dnia ktoś mnie nimi częstuje. Może to nie brzmi poważnie, ale silną wolę kształtuje się też małymi wyrzeczeniami.

Dla niego branie odpowiedzialności to najbardziej męska z cech. Nie tylko za siebie i najbliższych, ale też za Polskę.

Jedno i drugie zrozumiał dzięki wstąpieniu do Młodzieży Wszechpolskiej (MW). Pod koniec gimnazjum kolega zaproponował mu, żeby wybrał się z nim rozdawać plakaty w ramach kampanii społecznej "Kocham Polskę". Miał 15 lat i podobało mu się to, że chłopakom chodzi "o coś więcej". Rozmawiali o polityce: czy nowo powstała Konfederacja będzie ich ugrupowaniem. Gadali o aborcji: tu byli za życiem "jak jedna pięść". Zdaniem Bartosza nie chodzi tylko o zakazy, ale też o wspieranie kobiet w trudnej sytuacji. Wiele z nich zawiodło się na mężczyznach (nad czym ubolewa). – A na takie kobiety czyhają środowiska aborcyjne – mówi.

Największy sukces Bartosza

Osiągnął go w wieku 17 lat. Wtedy na budynku urzędu miejskiego w Rawie Mazowieckiej zawisła tablica upamiętniająca Romana Dmowskiego.

Bartosz podczas uroczystości odsłonięcia tablicy (Archiwum prywatne)

– Poruszyłem temat na spotkaniu rawskiej MW. Pomysł się spodobał i zostałem koordynatorem projektu. Trzeba było zebrać podpisy pod petycją do władz miasta, odbyć spotkanie z burmistrzem, zebrać pieniądze na tablicę, wybrać wykonawcę.

Założyli zbiórkę w serwisie zrzutka.pl i zebrali ponad 12 tys. zł. Wpłat było 123 – tyle, ile lat Polska pozostawała pod zaborami – cieszy się Bartosz. Czuje satysfakcję za każdym razem, kiedy przechodzi obok budynku z ich tablicą.

Rodzina była dumna. Szczególnie babcia, która była przesłuchiwana przez wojskowych za mówienie prawdy o Katyniu.

Po ukończeniu liceum wyjechał do Warszawy na studia. Praca marzeń? Przede wszystkim – żeby miała sens. Dobrze, jakby zarabiał 7–8 tys. zł. netto.

– I tę część, żeby praca miała sens, już udało mi się zrealizować. Jestem asystentem w Ordo Iuris. Zajmuję się sporządzaniem pism procesowych oraz wniosków i bieżącą pomocą naszym prawnikom. Najważniejszą sprawą, w której mogłem pomagać, jest ta dotycząca rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Ich przedstawiciele ubiegają się o pociągnięcie do odpowiedzialności urzędników przygotowujących lot ze względu na niedopełnienie obowiązków. To jest emocjonalne, ciągnie się od lat... W grę wchodzi empatia. Chcę tym ludziom pomóc. Nie mogę zrobić błędu, bo ktoś za to będzie ponosić koszty.

– A o czym pomyślałeś najpierw, kiedy zapytałem cię o marzenia? – pytam.

– O rodzinie – odpowiada Bartosz bez wahania. – O kochającej się rodzinie. Chcę być dobrym ojcem i mężem. Jeździć z dziećmi na wakacje czy ferie zimowe albo zabierać je na wycieczki na weekend. I chcę być takim mężczyzną, żeby moja żona nigdy nie pomyślała sobie po ślubie: "za jakiego dzbana wyszłam" – mówi. 

Maks szuka żony

Maks nie chce zmieniać Polski. Interesuje go miłość.

Ostatnio dostrzegł dla siebie szansę. Ich spojrzenia spotkały się w Atlas Arenie w Łodzi podczas Kongresu Zero Krzysztofa Stanowskiego. On: wysoki blondyn, 21-letni student Politechniki Gdańskiej. Ona: chyba w jego wieku, z pięknym uśmiechem. Odebrała od niego kurtkę w szatni.

Dopiero w samochodzie wspomniał ojcu i bratu, że wpadła mu w oko. Zawrócili. Maks wbiegł do Areny – dziewczyna z szatni na szczęście była wciąż w pracy. Uśmiechnął się do niej, spięty zapytał, czy może dostać jej numer. Do Gdańska wracał szczęśliwy.

Wymienili kilka wiadomości i w następny weekend znowu pojechał do Łodzi. Przegadali osiem godzin. – Zobaczymy. Na razie raczej uznaliśmy, że nie ma "tego czegoś" – mówi Maks.

'Maks nie chce zmieniać Polski. Interesuje go miłość'. Zdjęcie ilustracyjne. (FOT. JAKUB OCIEPA / Agencja Wyborcza.pl)

Ale jest zadowolony, że spróbował. Wcześniej miał dwie dziewczyny. Pierwsza: licealna miłość. Miała wiele cech, których szuka u przyszłej żony: inteligentna, z pasją do rysowania, lubiła czytać, bardzo atrakcyjna. W którymś momencie pomyślał, że chciałby czegoś więcej, ale wtedy ona mu powiedziała, że podoba jej się inny chłopak. Rozstali się.

Drugą dziewczynę poznał w duszpasterstwie akademickim, już na studiach. Nie wyszło, to jego wina. Nie mógł zapomnieć o pierwszej.

Teraz "już się z niej wyleczył" i myśli o związku z perspektywami. Ojciec Szustak, znany z YouTube’a dominikanin, powiedział kiedyś, że najprostszym sposobem na zaczęcie nowej znajomości jest podejść do kogoś i powiedzieć "cześć". Zainspirowało go to. Rozgląda się na korytarzach Politechniki Gdańskiej, w autobusie, w duszpasterstwie akademickim i nieraz pluł sobie w brodę, że nie starczyło mu odwagi, żeby spróbować.

Maks: dom nie gorszy, niż mam

Maks chce nie tylko związku. Chce stworzyć własną rodzinę.

Jakim ojcem chce być? Obecnym. Ojciec jest dla Maksa wzorem męskości. Imponuje mu jego sprawczość. Nigdy nie mówi, że się nie da, zawsze ma jakiś pomysł i umie wszystko załatwić. Widział, jak ciężko pracuje. Podziwia go za to, ale sam tak nie chce.

Już teraz inwestuje swoje oszczędności z pracy wakacyjnej. Czyta na ten temat artykuły, ogląda filmiki w internecie, na regale ma książkę "Kryptowaluty". Kiedyś grał na giełdzie agresywnie, ale teraz uważa, że to w najlepszym razie zabawa, a nie sposób na zabezpieczenie sobie przyszłości. Teraz kupuje bezpieczne aktywa i obligacje. 

Praca? Zamierza pracować jeszcze około dziesięciu lat, do trzydziestki, żeby rozkręcić firmę, zajmującą się najprawdopodobniej drukiem 3D. Chce dawać możliwie najlepsze warunki zatrudnienia i dobrą atmosferę. Po trzydziestce chciałby firmę oddać w dobre ręce. Wtedy w całości skupi się na życiu rodzinnym.

Chciałby, żeby było ich przynajmniej pięcioro. Żeby mieszkali w domu, co najmniej tak ładnym jak ten, w którym mieszka teraz. I marzy mu się ciepło, dokładnie takie, jakie czuje w swoim obecnym domu, kiedy są wszyscy razem. Wspólne obiady, które ciągną się godzinami, bo nikt nie chce wstawać od stołu.

Wciąż drzewo i syn

Anna Maria Szutowicz, etnografka, badaczka, właścicielka agencji strategiczno-badawczej Y&LOVERS, specjalistka ds. zmiany pokoleniowej i komunikacji z generacją Z i Y:

– Bardzo trudno mówić o młodych mężczyznach jako o jednej grupie. 18-latek wychowany w dużym mieście, któremu rodzice opłacają lekcje tenisa, programowania i wyjazdy zagraniczne od podstawówki, ma zupełnie inne doświadczenia niż jego rówieśnik, któremu dopiero 500 plus pozwoliło na pierwsze używane air force’y, symbol nastoletniego prestiżu [chodzi o model butów – red.] i który ma za sobą doświadczenie pracy fizycznej. 

Jeśli coś ich łączy, to marzenia. Prawie wszyscy młodzi mężczyźni chcą tego samego: stworzyć rodzinę i być w związku, który daje im poczucie bezpieczeństwa. Dla 87 proc. młodych mężczyzn w wieku 18–25 lat to właśnie rodzina jest nadrzędną wartością. Kolejne dwie najczęściej wymieniane to zdrowie i bezpieczeństwo. Stereotypowe męskie marzenie o tym, żeby zbudować dom i spłodzić syna, wciąż jest aktualne.

'Marzenie o tym, żeby zbudować dom i spłodzić syna, jest aktualne'. Zdjęcie ilustracyjne (Anatoliy Gleb via Shutterstock)

Młodzi mężczyźni marzą o wielkiej miłości. I boją się, że jej nie znajdą. Z badań Y&LOVERS wynika, że 52 proc. mężczyzn z pokolenia Z obawia się, że nikt nie pokocha ich tak bardzo jak mama czy tata. Nie chodzi o to, że tak samo – ale tak bardzo. Że nikt nigdy nie zaakceptuje ich w całości takimi, jakimi są.

Marzenia o rodzinie i miłości to dla młodych mężczyzn bardzo duże życiowe wyzwanie. Mniej niż połowa mężczyzn w wieku 18–25 lat ma za sobą inicjację seksualną. Żyją w świecie psychologicznych oczekiwań, które trudno im spełnić. Kobiety szukają w partnerach inteligencji emocjonalnej, relacyjnej, erotycznej, zasobów finansowych pozwalających na konsumowanie ciekawych doświadczeń. Dlatego  preferują starszych partnerów. Młodzi faceci czują, że zbudowanie związku nie przychodzi łatwo – i godzą się z tym, że to zakłada jakąś pracę nad sobą, chociaż część z nich to frustruje. Prawie bez wyjątku, nawet jeśli mają poglądy konserwatywne, widzą, że relację mogą stworzyć prawie wyłącznie w modelu partnerskim. Wizja mężczyzny, który wróci z pracy i usiądzie przed telewizorem, czekając na obiad, jest dla kobiet skrajnie nieatrakcyjna. I oni zdają sobie z tego sprawę.

Nie mogą i nie chcą zachowywać się jak "ojciec". Młodzi Polacy nie chcą tak ciężko pracować, jak to robiło starsze pokolenie. Chcą pracować sprytnie, dorobić się, mieć przestrzeń na "prawdziwe życie". Podziwiają swego tatę, jeśli ten tyra na dwa etaty, żeby zapewnić rodzinie wikt i opierunek, ale wiedzą, że to nie jest życie, tylko morderczy stres i emocjonalne długi wobec bliskich. Chcą inaczej.

Wzór dla Mateusza

– Chciałbyś być takim mężczyzną jak…? – pytam.

– Bernie Sanders – mówi Mateusz bez wahania.

Bernie Sanders, 83-letni polityk amerykański, dwukrotny przegrany w prawyborach prezydenckich, dwukrotnie żonaty (tu akurat nie chce się na nim wzorować). Mateuszowi imponuje jego niezłomność.

– Zawsze, niezależnie od okoliczności, stawał po stronie mniejszości, słabszych grup – mówi. Z podobnych powodów wzorem jest również Ignacy Daszyński. Mateusz chce być jak oni.

Kiedy o nich mówi, ma na myśli raczej "wzór" niż "wzór męskości". W "męskie" i "kobiece" cechy nie wierzy. Uważa, że to przesąd, sam nie chce czuć żadnej presji z tego powodu. Ma dziewczynę i zależy mu na równości. Rozumie ją dosłownie – dzielić się wszystkimi obowiązkami na pół. Dbaniem o dom, o wspólnie spędzony czas, o to, by załatwiać drobne naprawy. Nie chce, żeby jego dziewczyna oczekiwała czegoś od niego tylko dlatego, że jest mężczyzną – i na odwrót.

Chciałby mieć rodzinę. Dlaczego? Nigdy nie zastanawiał się nad tym szczególnie. Może to stąd, że bardzo lubi wracać do siebie, do Bielska-Białej, na święta. Jeśli rodzina jakoś pachnie, to Bożym Narodzeniem – i to jest zapach bezpieczeństwa. Chciałby stworzyć coś takiego dla swoich dzieci.
Na razie ma 22 lata i już widzi, że nie będzie łatwo.

Moja obawa

– Chciałbym moim dzieciom dać możliwość rozwoju, mieć dla nich czas, zarażać je pasjami. Ale z drugiej strony trzeba na to pracować. W Polsce nie da się pracować mało, jeśli chce się wynająć albo kupić mieszkanie.

Jak pogodzić intensywną pracę z tym, żeby mieć czas dla rodziny? Nie wymyślił tego jeszcze. Pamięta, jak zmęczony był, kiedy musiał łączyć pracę ze studiami. Pracował jako kurier rowerowy. Wracał i nie miał na nic sił.

Kurier rowerowy. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. Anna Lewańska / Agencja Wyborcza.pl)

– Nie miałem czasu nawet na swoje zainteresowania, a co dopiero na to, żeby dawać komuś innemu energię. I to było powszechne wśród moich kolegów. Ciągłe zmęczenie i ciągły brak czasu. Tak że człowiek pod koniec dnia jest workiem, który zwala się do łóżka.

Teraz ma stresującą pracę biurową, która czasem wymaga od niego kilkudniowych wyjazdów. Telefon nie przestaje dzwonić o siedemnastej.

– I znowu po ciężkim dniu wolę usiąść, odpalić Netfliksa i iść spać. Moja dziewczyna też żyje intensywnie, więc możemy odpocząć razem, ale żadne z nas nie ma siły.

Kiedy odpoczywa, ma poczucie winy, że marnuje czas. Kiedy działa bez przerwy, czuje dojmujące zmęczenie. Czego sam sobie życzy? Chciałby wymyślić, jak to wszystko ułożyć.

Sposobem

Anna Maria Szutowicz: – Wielkim pragnieniem młodych mężczyzn jest sprawczość. Młode kobiety z jednej strony są bardziej ambitne – lepiej wykształcone, bardziej społecznie mobilne. Z drugiej mają tendencję do doceniania małych radości, takich jak komplement od koleżanki czy serialowy maraton z mamą pod kocem.

Mężczyźni nie są uczeni doceniania małych rzeczy. Częściej czują, że nie są w stanie sprostać presji. Ich satysfakcjonuje przede wszystkim zaradność finansowa. To, że zarobią, coś zdobędą. Powszechne są marzenia o biznesie: już od 16-latków mających 120 zł na koncie słyszę, że dążą do osiągnięcia dochodu pasywnego. Jedni chcą zarobić na kryptowalutach, "ogarnąć hajs". Częściej niż młode dziewczyny dokonują zakupów podnoszących status i rzadziej oszczędzają na codziennych wydatkach.

Dla mężczyzn, którzy dopiero wkroczyli w dorosłość, wykonywany zawód czy pełniona funkcja nie jest tak ważna jak dla starszych pokoleń. Dawniej praca definiowała człowieka, w dzisiejszej, sprekaryzowanej rzeczywistości nikt nie buduje swojej tożsamości na byciu kierowcą Ubera, pracownika korporacji czy urzędnika. Najważniejsze kryteria męskiego sukcesu i osie tożsamości są dwie: niezależność finansowa i kochająca się rodzina. Trzecia na podium jest pasja – najlepiej podnosi status i gwarantuje społeczne uznanie.

Marzenie maksymalne

Wyobraź sobie, że możesz mieć zupełnie wszystko. Zamarz o czymś bez ograniczeń.

Bartosz: – Założyć rodzinę, działać na rzecz Polski, mieć satysfakcjonującą pracę i jednocześnie nieco czasu dla siebie. Niczego więcej nie chcę. Marzenie maksymalne? Żeby mieć to wszystko naraz.

Mateusz: – Nic więcej nie przychodzi mi do głowy.

Maks: – Może tyle, żeby dzieci była piątka, a nie trójka. I wśród nich syn.

Zobacz wideo

* Na prośbę Maksa, posługuję się jego drugim imieniem.