Społeczeństwo
'Większość mężczyzn, z którymi stykam się zawodowo, nie doświadczyła czegoś takiego jak bliska relacja z dorosłym mężczyzną.' (Gokhan Dogan / Shutterstock.com)
'Większość mężczyzn, z którymi stykam się zawodowo, nie doświadczyła czegoś takiego jak bliska relacja z dorosłym mężczyzną.' (Gokhan Dogan / Shutterstock.com)

Samotność to plaga naszych czasów. Z badań wynika, że częściej dotyczy mężczyzn niż kobiet. Czy mężczyźni tak naprawdę marzą o prawdziwej przyjaźni?

MARIUSZ: ŚWIAT SIĘ KURCZY

Znałem jego głos, ale jak wygląda, wiedziałem tylko ze zdjęć. Po kilku miesiącach znajomości mieliśmy się zobaczyć pierwszy raz. Stresowałem się.

Przyjechał samochodem pod wieczór. Przywitaliśmy się niezgrabnym misiem. Było niezręcznie. Na tyle, że poszliśmy się napić. I jak się napiliśmy, to było już dobrze. Poszliśmy na plażę, a potem spędziliśmy cały wieczór, gadając i grając na konsoli. Okazało się, że jak się napije, to ma dużo energii i krzyczy. Nic mu nie powiedziałem, bo nie chciałem, żeby się tym przejął. Pełna akceptacja.

Po kolei

W szkole miałem wielu kolegów, kilku przyjaciół. Wtedy łatwiej było się zaangażować w relację, inni też byli bardziej otwarci. Wiele osób się wykruszało. Ale to było takie… niewidoczne. Jeszcze na studiach poznałem dobrych kumpli. Na przykład z Mateuszem pracowaliśmy razem w telewizji. Spędzaliśmy cały dzień w pracy, potrafiliśmy pisać ze sobą przez resztę wieczoru. To było szczere. Ale potem on wyjechał do Gdańska, a ja zostałem w Krakowie.

Nagle się zorientowałem, że prawie z nikim się już nie widuję. Brakowało mi przyjaciela. A w pracy trudno kogoś poznać. Każdy ma swoje życie. Mówicie sobie "cześć" i niewiele więcej. Stwierdziłem, że to zmienię.

Mariusz. 'Szukanie przyjaciół w sieci wygląda jak randkowanie, tylko nie ma flirtu'. (Archiwum prywatne)

Apki

WeWorld, BeFriends, Boo… Szukanie przyjaciół w sieci wygląda jak randkowanie, tylko nie ma flirtu. Najpierw była euforia, że poznaję tylu ludzi. Tylko że często te rozmowy wyglądały tak: "– Co tam? –Spoko. A u ciebie? – Też spoko". I nikt się więcej nie odzywa. W realu, jak kogoś spotkasz, zazwyczaj pogadasz przynajmniej kilka minut. Znajomości z Internetu są takie szybkie. Albo od razu jest super, albo szukasz dalej.

Z kilkoma osobami spotkałem się na żywo. Nigdy nie było niezręcznie, nie mam trudności z utrzymaniem miłej rozmowy. Ale wszystkie znajomości się szybko wypalały.   

Mijam czasem ludzi z apek na ulicy. Kiwam im głową.

Żabka i paczkomat

Mam pod domem sklep i paczkomat. Obecnie pracuję zdalnie. Nie jestem już dziennikarzem, tylko marketingowcem. Na żywo widzę ludzi z pracy raz na rok.

Pandemia mnie r******a. Bardzo poczułem, że po prostu tęsknię za byciem wśród ludzi. Nawet w sklepie albo w autobusie. Pandemia się dawno skończyła, a ja dalej tak mam. A mimo to, kiedy ktoś proponuje spotkanie, często odmawiam, wolę posiedzieć z książką. Tęsknię, ale chyba odzwyczaiłem się od ludzi. Kiedy mojego partnera nie ma w domu, to potrafię się do nikogo nie odezwać przez kilka dni. Kiedy idę do sklepu, nie muszę rozmawiać nawet z kasjerem, bo jest kasa samoobsługowa.

Była chemia

No, a potem poznałem Marcina. Najpierw pisaliśmy, potem zaczęliśmy gadać przez telefon. Była chemia. Lubiliśmy te same gry, te same seriale. Obaj interesowaliśmy się astronomią.

Graliśmy na konsoli przez Internet i gadaliśmy na voice chacie. Jakieś żalenie się sobie, wygadywanie. To samo przyszło. On wtedy dużo randkował, szukał dziewczyny. W końcu zaczęliśmy do siebie jeździć. Mieliśmy swoje żarty. Mój partner nie miał pojęcia, z czego się śmiejemy.

Obaj byliśmy z małych miejscowości, obaj mieliśmy ojców alkoholików. Gadaliśmy o tym. Ja nawet poznałem jego braci. Trudno mi rozmawiać o tym, co mam w środku. On chyba podobnie. Ale umiałem poznać, kiedy coś nie grało.

Po półtora roku znajomości powiedziałem: "Uważam, że jesteś moim przyjacielem". "O, ty też" – powiedział, ale czułem, że mówi tak, bo czuje, że wypada. Może o takich rzeczach nie należy mówić na głos? "Uważam, że jesteś moim przyjacielem". Teraz, jak to mówię, to wręcz pali mnie język z żenady. Ale tak myślałem o nim.

Plejady i satelity

Jeździliśmy z jego znajomymi na Kaszuby. Nie robiliśmy nic poza piciem piwa, leżeniem na molo i pływaniem kajakami i gadaniem. Czułem ulgę prawie, tak mi tego brakowało. Innym razem byliśmy z nim i jego koleżanką za miastem. Patrzyliśmy w gwiazdy, podawaliśmy sobie lornetkę: Saturn i jego pierścienie, plejady i satelity, kontur Andromedy – pierwszy raz to widziałem tak wyraźnie.

'Patrzyliśmy w gwiazdy, podawaliśmy sobie lornetkę'. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl)

Poznał dziewczynę. Gadał ze mną rzadko, nie miał czasu się spotkać. Mówił tylko o niej. Ostatni raz widziałem go dwa lata temu. Chciał się przytulić, bo zawsze robiliśmy tego misia. A ja mu pomachałem. Nie wiedziałem, że to ostatni raz. Jeszcze pisaliśmy… Potem on zapomniał o moich urodzinach, ja mu później też nie złożyłem życzeń. I tyle. Nie chciałem się narzucać.

Wiem, że mam tendencję do zamykania się. Nie inicjuję raczej kontaktu, co nie znaczy, że mi nie zależy. Kiedy się z kimś spotykam, staram się angażować w stu procentach.

Nie to samo co wcześniej

Przeprowadziłem się z moim partnerem do Gdańska. Tam odnowiłem kontakt z Mateuszem, przyjacielem z pracy, ale czuję, że to nigdy nie będzie to samo co wcześniej.

W Gdańsku chodziłem na siłownię. Myślałem, że tam kogoś poznam. "Siema", ludzie mówią do siebie i tyle. "Ile ci serii zostało?". Takie rozmowy. Ludzie chodzą w słuchawkach. Ja też. Bo nudzę się w ciszy.

Z wiekiem możliwości zdobycia przyjaciela się zmniejszyły. Mam poczucie, że w ciągu kilku lat po studiach nagle kurczy ci się świat.

DOJMUJĄCY PROBLEM

Według badań z 2022 roku samotność dotyczyła 41 proc. mężczyzn i 32 proc. kobiet. Według innych badań najbardziej samotne jest pokolenie Z (65 proc. osób w wieku 13–28 lat). Samotność dotyka prawie połowę osób w wieku 80 +.

W Stanach Zjednoczonych w badaniu z tego roku 30 proc. osób zadeklarowało, że uczucie samotności nachodzi je każdego tygodnia. Co ludzie robią, kiedy czują się samotni? 38 proc. zwraca się do członka rodziny albo do bliskiej osoby. 50 proc. szuka ulgi w oglądaniu telewizji, podcastach i social mediach.

Dawni przyjaciele, nowi znajomi

Jacek Masłowski, psycholog i twórca instytutu Masculinum: Skąd bierze się przyjaźń? Po pierwsze, żeby relacja stała się przyjaźnią, musi być równa, nie może trwać kosztem żadnej ze stron. Po drugie, przyjaciół muszą łączyć jakieś wspólne wartości: w sensie tego, czym faktycznie żyją. Dla jednego jest ważne, żeby zarabiać pieniądze, dla drugiego – żeby spędzać czas z rodziną itd.

W dzieciństwie wartością jest wspólna zabawa. Wiele osób mówi, że ich przyjaciele są właśnie "z dzieciństwa". Albo że "byli z dzieciństwa". To bierze się z tego, że jako dorośli jesteśmy coraz bardziej obciążeni różnymi zadaniami. Trzeba się bardziej postarać, żeby znaleźć dla siebie czas. Rozjeżdżają się wartości. Dawni przyjaciele stają się z czasem znajomymi.

Problem jest powszechny, dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Ale u mężczyzn jest dojmujący. Większość mężczyzn, z którymi stykam się zawodowo, nie doświadczyła czegoś takiego jak bliska relacja z dorosłym mężczyzną. Przez całe życie, w ogóle.

MICHAŁ: SKORUPA

Dobijam do pięćdziesiątki, pływam od 22. roku życia. Kiedyś na statku były relacje. Wieczorami nie było co robić. Grało się w karty, gadało się o życiu, o kobietach, niejedna flaszka pękła. Było jakieś życie.

Internet zaowocował tym, że każdy zamyka się w kabinie. Nie wiem, co tam robią, ja oglądam Netfliksa. Na statku jest prohibicja. Flaszki nie uświadczysz, nie ma katalizatora rozmów.

Prawdziwa przyjaźń

Dla mnie w przyjaźni ważna jest szczerość. Do bólu. Jeśli jest szczerość, to wszystko powinno się poukładać.

Przyjaźń jest wtedy, kiedy z drugim człowiekiem można wszystko. Kiedy można mu całkowicie zaufać. To jest dla mnie coś nieosiągalnego. Nigdy tego nie doświadczyłem. To znaczy… miałem kogoś takiego bardzo dawno temu. Teraz mamy dużo gorszy kontakt i to chyba jest moja wina. Miałem do siebie o to żal.

Krzysztof się nazywał.

W tamtym czasie mogłem mu powiedzieć wszystko. I on mi też. Przykład? Powiedzmy, że w młodości nie wylewałem za kołnierz. On mnie kilka razy wziął i opier****ł. Ostro: że jestem poje****y, że życie sobie i innym zrujnuję, bo miałem już żonę. Komuś innemu kazałbym się odwalić, ale jego posłuchałem.

Czemu to była przyjaźń? Bo od piaskownicy. Wszystko razem, przez całą szkołę: imprezy, wyjazdy, obóz wędrowny po górach, spanie pod namiotem. Żadnej zawiści, ja się szczerze cieszyłem, jak coś mu się udało. Prawie zostalibyśmy szwagrami, bo miał fajną siostrę.

Co się stało? Przeprowadził się za miasto. Miał dzieci sporo wcześniej niż my, więc nie można było razem chodzić z dzieciakami na plac zabaw. A jak u mnie się pojawiły dzieci, to zadzwonienie do Krzycha zeszło na trzeci plan.

To samo się stało ze wszystkimi dawnymi kumplami. Ludzie pozakładali rodziny. Porozjeżdżali się. Łatwiej kogoś znajomego spotkać w Wielkiej Brytanii, Irlandii czy na Islandii niż w Trójmieście. A ja wsiąkłem w towarzystwo żony. Wbrew temu, co mówi, zawsze myślałem przede wszystkim o rodzinie. Bo teraz jestem w trakcie sprawy rozwodowej. I ten moment mi uświadomił, że zostałem sam. Z Krzychem czasem gadamy, ale to nie jest to samo. Nie chciałbym go tym obarczać.

Samopomoc, whisky, dziwne rozmowy

Mam ludzi dookoła, tak. Sąsiedzi są: grilla zrobić, pomóc z remontem. Czy się sobie zwierzamy? Nie, nie, nie. Są granice tej znajomości.

Mam jednego dobrego znajomego, też Michała. Poznaliśmy się dzięki mojej małżonce. Łączy nas poczucie humoru, rozrywka, zamiłowanie do podobnych trunków. Styl mamy raczej szorstki, docinamy sobie. Jak komplement, to raczej w stylu "ładna koszula, ale męskich nie było?".

Teraz trwa moja sprawa rozwodowa, to sprzyja dziwnym rozmowom... On mi wytyka, że na za dużo się zgadzam w sądzie. Odpowiadam, że to moja żona.

Ja jestem zabytek lat 80. i 90. Ciężko mi uzewnętrzniać swoje uczucia. Dla mnie taki płaczący facet to słabe. To ludzie niekoniecznie chcą słuchać o moich problemach. Tylko przyjaciel nie wnerwi się na telefon o drugiej w nocy. Do przyjaciela mógłbym, że coś mi się przypomniało. Bo czasem coś z małżeństwa się przypomni i się człowiek rozkleja. Do Michała głupio mi się odezwać z takim tematem.

'Ludzie pozakładali rodziny. Porozjeżdżali się'. Zdjęcie ilustracyjne. (FotoDuets/ Shutterstock)

Raczej zamykam się w skorupie, na co mi moja pani psycholog zwraca uwagę. Siedzę w domu. Pogrzebię w samochodzie, Netflix... Samotnia taka.

Czy przyjaźń mi się jeszcze przydarzy? Myślę, że może się pojawić, jak najbardziej. Skoro ludzie się w sobie zakochują, to czemu po pięćdziesiątce nie można by na nowo przyjaźni zawrzeć?

DETERMINACJA

Jacek Masłowski: Fundamentem budowania relacji z dorosłymi mężczyznami jest relacja, jaką mieliśmy w dzieciństwie z ojcem. Jeśli ktoś miał agresywnego, nieobecnego ojca, to w dorosłości łatwo będzie mu poczuć, że inni mężczyźni będą go traktować tak samo.

Kiedy mężczyźni szukają w swoich środowiskach głębszej relacji, spotykają się często z odrzucającymi komunikatami. "A coś ty, p***ł?". Te szorstkie komplementy, docinki. Z jednej strony "zwracam uwagę na ciebie", ale z drugiej – "nie pomyśl sobie, że jesteś dla mnie ważny". To jest manipulacja, która często wynika z lęku. Wielu mężczyzn czuje podskórnie, że chcieliby z innym facetem mieć bliższą relację. Mężczyzna naprzeciwko też może tak czuje. Ale żaden z nich nie może się odważyć.

Czy można się nauczyć przyjaźni? Tylko wchodząc w relacje z innymi. Od lat prowadzimy w  Masculinum warsztaty, na których staramy się stworzyć warunki, żeby przełamać ten lęk. W tym roku do sierpnia zapisało się około tysiąca osób. To jest tyle, ile przez poprzednich sześć lat łącznie! Przyjeżdżają ludzie z całej Polski, z zagranicy. To pokazuje, jak duża jest ich determinacja. I jak bardzo mężczyźni tęsknią za przyjaźnią.

W internecie

"Nie mam się komu wygadać", "Panowie, gdzie znaleźć nowych przyjaciół po trzydziestce?" – piszą mężczyźni w grupach dla facetów. "Marzę o takiej typowej, może stereotypowej męskiej przyjaźni", "Czuję straszną pustkę i samotność. Żadnych kolegów, przyjaciół. Kobieta nie zastąpi ziomka", "Chciałbym z kimś pogadać", "Potrzebuję zwyczajnej rozmowy".

Piszę post z pytaniem, czy w ogóle da się zdobyć przyjaciela w dorosłym życiu. Krystian twierdzi, że tak.

KRYSTIAN: LUDZIE PEWNI

Kto to jest dorosły?

Ja dorabiam, od kiedy byłem nastolatkiem. Tata był surowy, miałem być facetem. Od dzieciaka zarabiałem. Kiedy miałem 20 lat, wyprowadziłem się z narzeczoną z mojej wioski do Wrocławia. Teraz mam 26 lat, ale usamodzielniłem się sześć lat temu. Liczy się?

We Wrocławiu było na początku ciężko. Nikogo tam nie znałem. Ze znajomymi z wioski i ze szkoły też nie miałem kontaktu. Tak jakoś wyszło. Czy brakowało mi kogoś, żeby się wygadać? Czasem na pewno. Bo z dziewczyną nam się nie układało. Myślałem wtedy jeszcze, że facet nie może pokazać słabości, nie gadałem z nią o tym, że czasem jest ciężko. Złościła mnie. Nie dawałem sobie rady do tego stopnia, że drzwiczki od lodówki były powgniatane, bo waliłem w nie pięściami.

Z Kubą i Dawidem znam się pięć lat. Dawid jest moim sąsiadem. Pamiętam naszą pierwszą rozmowę, bo sytuacja była dziwna. Podjechał SUV Mercedesa. Wysiadł facet w płaszczu, w koszuli, z zegarkiem na ręce. I podbija do mnie na bajerę: "Co tam dłubiesz?". Ja pogadam z każdym i o wszystkim...  Przeszliśmy na ty, zamieniliśmy kilka zdań przy następnej okazji. Potem poszliśmy na piwo. Ot, taki kumpel.

'Podbija do mnie na bajerę: Co tam dłubiesz?'. Zdjęcie ilustracyjne. (Tricky_Shark/ Shutterstock)

Kubę znam z pracy, wtedy jeździłem wózkiem widłowym na magazynie. Podobnie – koleżeńska znajomość. Teraz myślę, że on szukał przyjaciela. Dawid, sąsiad, chyba nie, ale był na to otwarty, to na pewno. Sam zagadał, nie?

Teraz to są moi bracia. Z Dawidem możemy razem płakać i razem się śmiać. Z Kubą jest trudniej. Ja się przed nim otworzę. Ale on to jest trochę mały chłopiec w skorupie skurczybyka. Widzę po nim, że jest bardzo szczęśliwy, bo żeni się w październiku. Ale jak się go zapytam, jak się z tym czuje, to tylko wzruszy ramionami.

Kocham ich. Z Dawidem przy flaszce sobie obiecaliśmy, że nigdy żadna kobieta nas nie rozdzieli.

Prezenty? Na przykład luźno gadałem z Dawidem o sygnetach, że "dobrze to wygląda". Zbliżały się jego urodziny. Ja do jubilera... i dostał ode mnie sygnet, cały ze srebra. On mi podarował felgi, za jakieś dwa i pół koła. Był moment, kiedy grubo to szło, nasze dziewczyny musiały nas uspokajać.

Ludzie pewni

A, miałem ci powiedzieć, jak to się stało, że zostaliśmy przyjaciółmi.

Z Kubą było tak, że miałem problem. Pokłóciłem się z teściami, wyszedłem, trzasnąłem drzwiami. Trzeba było pomieszkać w samochodzie.

W pracy zazwyczaj lubię pożartować. Znałem tam już masę osób, ale tylko Kuba wyczaił, że coś jest nie tak. Zaczął mnie ciągnąć za język. I pękłem. Wyżaliłem mu się, a Kuba powiedział, że jego znajomy ma mieszkanie do wynajęcia za dobre pieniądze. Byłem w szoku. Pomyślałem: o, na niego można liczyć. Dalej tam mieszkam.

Zobacz wideo

Dawid tak samo – wyciągnął do mnie grabę, chociaż nie musiał. Kupiłem używanego SUV-a, mercedesa, i bardzo źle na tym wyszedłem, bo bez końca trzeba było go naprawiać. Wydałem już prawie 90 tys., dalej nie działał. Byłem strasznie na minusie. Chodziłem dużo do roboty, odmawiałem wyjścia na piwo i tylko stałem nad maską i próbowałem go naprawić.

Dawid przyszedł z flaszką. Powiedział, że chyba mnie rozumie, bo był w podobnej sytuacji – jest 13 lat starszy. Powiedział, że jeśli potrzebuję pomocy, to od niego tę pomoc uzyskam. Nie przyjąłem pożyczki, bo nie chcę nic za darmo, ale też byłem zaskoczony. Że zauważył, miał czas, że chciało mu się przyjść.

Kultura darów

Skoro oni mi pomogli, to mogą na mnie liczyć.

Dawid ma firmę wykończeniową. Wspomniał kiedyś, że ma problem, bo gonią go terminy. Powiedziałem, że mam wolne tylko niedziele, ale jak trzeba, to pomogę. Grosza nie wziąłem, a pół roku prawie tak ciągnęliśmy. Zrobiliśmy.

Kuba do mnie kiedyś zadzwonił o drugiej w nocy. Zawsze zgrywa twardziela, a wtedy zapłakany. Pojechałem do niego od razu. Ja go ogarniałem, a ona się pakowała.

Wiele razy się wyciągnęliśmy z g***a. Komuś się zepsuł samochód na zadupiu i drugi po niego jechał. A później siedzieliśmy do trzeciej w garażu, żeby to naprawić. I takich sytuacji była masa. Nigdy się na nich nie zawiodłem.

A tak na co dzień? Jak któryś dłużej się nie odezwie, to dzwonię. Martwię się, czy wszystko w porządku. Z Kubą długo chodziliśmy razem na siłkę. Z Dawidem jesteśmy obaj samochodziarzami. Wszyscy trzej mamy takie samo poczucie humoru.

Nie miałem nigdy takiej relacji jak z nimi. A czemu to się udało? Sam nie wiem. Dla mnie w życiu najważniejsza jest lojalność i rodzina. Oni mają tak samo. Może to jest to?

Do Kościoła mi daleko, ale jestem mocno wierzący. Myślę, że oni na mojej drodze pojawili się nieprzypadkowo.

Tekst ukazał się pierwotnie 22 sierpnia 2024 roku.