– Pierwszy rok specjalizacji onkologicznej. Pracowałam z kilkoma pacjentami z rakiem trzustki, który jest jednym z najbardziej agresywnych nowotworów – zaczyna opowieść Agnieszka, lekarka onkolożka z 10-letnim stażem pracy. – Jedna z pacjentek w momencie rozpoznania choroby była w bardzo dobrej kondycji. Miałam nadzieję, że dzięki połączeniu leczenia wspomagającego oraz chemioterapii uda się poprawić jej rokowania, a może nawet ją wyleczyć. Byłam bardzo zaangażowana w ten proces – dodaje.
Niestety, mimo że udało się zapewnić pacjentce wysoką jakość życia, choroba szybko się rozwinęła i kobieta zmarła po kilku miesiącach.
– Jej przypadek był książkowy – od rozpoznania żyła dokładnie tyle, ile podają wskaźniki przeżywalności – wyjaśnia Agnieszka i dodaje: – Nie chodzi o to, że ja tego nie wiedziałam, ale zawsze pojawia się nadzieja, że może ten przypadek będzie inny, zwłaszcza jeśli pacjent ma dobre wyniki, dobrze się czuje.
Agnieszka przekonuje, że na studiach medycznych nikt nie uświadamia przyszłych medyków, jak w trakcie leczenia może czuć się lekarz prowadzący danego pacjenta.
– Niby wiemy, że będziemy świadkami ludzkiego cierpienia, że jak ktoś trafi do szpitala, to znaczy, że może tego szpitala nie opuścić, ale nie jesteśmy na to przygotowani. Na studiach miałam trzy godziny zajęć online z psychoonkologii – i tyle. Tematyka dotyczyła jednak pracy z pacjentem, a nie tego, jak my, lekarze, możemy radzić sobie z emocjami, do kogo możemy się zwrócić, gdy poczujemy się gorzej, jak ważne jest, aby rozmawiać o trudnych momentach w pracy, jak chociażby śmierć pacjenta, z którym byliśmy związani przez wiele miesięcy. Nie jesteśmy uczeni również tego, jak może objawiać się wypalenie zawodowe, czym jest mobbing i dyskryminacja w miejscu pracy – opowiada.
Agnieszka była zaskoczona, że może na tak wczesnym etapie kariery odczuwać objawy wypalenia zawodowego. – Wypalenie kojarzy się z ludźmi, którzy przepracowali w zawodzie kilkadziesiąt lat, a nie z młodymi osobami, które teoretycznie powinny mieć jeszcze mnóstwo energii i motywacji do pracy. Okazuje się, że może dotknąć jednak każdego na każdym etapie życia zawodowego – podkreśla.
W jej przypadku zaczęło się od bólów głowy i brzucha odczuwanych w drodze do pracy, drażliwości w kontakcie z pacjentami, zniecierpliwienia. – Sytuacja w pracy zaczęła mocno wpływać na moje życie prywatne i relacje z ludźmi. Skorzystałam z pomocy psychologa prywatnie. W moim miejscu pracy nie miałam gdzie się udać, bo psycholog w szpitalu pracuje z pacjentami, nie z personelem – wyjaśnia.
W efekcie poszła na trzytygodniowy urlop wypoczynkowy. – Na szczęście zareagowałam stosunkowo szybko i ten czas wystarczył, aby się zregenerować, odpocząć. Ale znam przypadki lekarzy ze zdiagnozowaną ciężką depresją, którzy byli zmuszeni iść na kilkumiesięczne zwolnienie – opowiada.
Jak dodaje, trzy tygodnie to i tak bardzo dużo. – Rzadko kiedy lekarze pracujący w ochronie zdrowia otrzymują zgodę na tak długi urlop, otrzymanie dwóch tygodni ciągiem graniczy z cudem – dodaje. – Jest nas tak mało, że nie ma nas kto zastąpić w przypadku nieobecności, nawet w przypadku naszej choroby.
Agnieszka pracuje obecnie w placówce państwowej. – Cały czas zastanawiam się, czy nie wyjechać z kraju. Jestem bardzo zmęczona tym, jak funkcjonuje ten system – podsumowuje.
Biurokracja
Według najnowszego raportu zrealizowanego przez fundację Polki w Medycynie pt. "Zdrowie psychiczne polskich Medyków i Medyczek" ponad 74 proc. pracowników ochrony zdrowia deklaruje, że w ciągu ostatniego miesiąca odczuwało smutek, niemal 59 proc. wskazuje, że ma problemy ze snem, a u ponad 15 proc. pojawiły się myśli samobójcze.
Jak wynika z publikacji, najbardziej zestresowane i obciążone emocjonalnie są osoby pracujące w zawodzie bez specjalizacji lub będące w jej trakcie. Poziom stresu jest też wyraźnie wyższy w ciągu pięciu pierwszych lat pracy.
Małgorzata Osmola, prezeska fundacji Polki w Medycynie, specjalistka onkologii klinicznej, podkreśla, że w wielu polskich placówkach ochrony zdrowia to lekarz/lekarka jest pierwszą osobą, która bierze na siebie emocje pacjenta. Wspomina, jak pracowała w szpitalu we Francji podczas stażu zagranicznego. – W placówkach medycznych funkcjonuje consultation d'annonce. Jeśli pacjentowi trzeba przekazać trudną wiadomość – bo okazało się, że zdiagnozowano u niego nowotwór lub choroba nowotworowa bardzo się rozwinęła – organizowana jest specjalna wizyta, w której bierze udział lekarz oraz psycholog – opowiada.
Jak precyzuje, to sprawia, że na lekarza nie spada cała odpowiedzialność związana z radzeniem sobie z emocjami pacjenta. Pacjent ma też od razu możliwość otrzymania wsparcia psychicznego. – Zazwyczaj pierwszą reakcją pacjenta na informację o diagnozie jest jej odrzucenie, często pojawia się także złość. To są bardzo trudne momenty – wyjaśnia dr Osmola – które zostają z nami na długo.
Kolejnym czynnikiem silnie wypalającym i stresogennym dla medyków, w tym lekarzy, jest biurokracja. – Lekarze wciąż są zmuszeni do wypełniania ogromnych ilości dokumentów. Teoretycznie cała dokumentacja miała być już wyłącznie elektroniczna, ale w praktyce wygląda to tak, że musimy wciąż generować wiele dokumentów i w formie elektronicznej, i drukowanej, czyli w efekcie wykonujemy podwójną robotę. Lekarzy czasem wspomagają sekretarki medyczne, ale nie wszystkich. W większości przypadków sami muszą taką dokumentację prowadzić, a to ogromne marnotrawienie ich potencjału – opowiada dr Osmola.
Obiad jadłam dopiero po 23
Paulina Kukla, elektroradiolożka, w zawodzie jest od 10 miesięcy. – Kontakt z pacjentem nie zawsze jest łatwy, nawet jeżeli to nie my jesteśmy osobami, które przekazują złe wieści, prowadzą leczenie. Nigdy nie zapomnę starszej pani chorej na nowotwór, której wykonywałam badanie podczas praktyk studenckich. Opowiadała mi, jak to się nie może doczekać komunii wnuka, która jest za kilka miesięcy. Badam ją i nagle cała sztywnieję, bo widzę, że postęp choroby jest tak duży, że ona prawdopodobnie tej komunii nie dożyje – wspomina Kukla.
I dodaje: – Takie historie w nas żyją. Nie mamy czasu, żeby się nimi zająć i je przeżyć, bo często pracujemy ponad miarę. Nieraz zdarzyło mi się wrócić po całym dniu pracy lub zajęć na studiach i po prostu się rozpłakać.
Paulina zwraca uwagę na tryb, w jakim funkcjonują lekarze i medycy, co ma często druzgocący wpływ na zdrowie psychiczne. – Często pracujemy zmianowo, po kilkanaście godzin na dobę. Rzadko wychodzimy z pracy zgodnie z grafikiem, bo nagle pięć minut przed naszym planowanym wyjściem z pracy przyjeżdża np. pacjent z zawałem lub pacjent powypadkowy, który wymaga natychmiastowej pomocy, specjalistycznych badań. Który medyk w takiej sytuacji powie: "Ale moja zmiana już się skończyła"?
Jak podkreśla, kierat rozpoczyna się już na studiach, które są bardzo wymagające, a mnóstwo osób musi łączyć je ze względów finansowych z pracą, czy to dorywczą, czy, na jakimś etapie, związaną z zawodem. – A kryteria, które trzeba spełnić, żeby otrzymać stypendium rektora lub stypendium socjalne, są bardzo restrykcyjne – przekonuje Kukla.
– Miałam ogromne szczęście, bo przez dużą część studiów wspierali mnie finansowo rodzice, nie musiałam równolegle pracować w innym zawodzie. Obserwowałam jednak znajomych, którzy łączyli studia medyczne i pracę na przykład w gastronomii czy na produkcji. Pracowali na długie zmiany. Inni udzielali korepetycji. Mieszkali w akademiku, który pękał w szwach, bo studentów kierunków medycznych przybywa, ale miejsc, gdzie mogą zamieszkać za rozsądne pieniądze, już nie. Nie wyrabiali się z nauką, nie dbali o higienę snu, mieli problem ze zdaniem wszystkich egzaminów na oceny, które mogłyby zapewnić im stypendium rektora, podupadali psychicznie – dodaje.
Paulina rozpoczęła pracę w zawodzie na dziennych studiach magisterskich – miała już uprawnienia po ukończeniu studiów licencjackich. Doskonale wie, jak to jest łączyć studia z pracą. – Rano zajęcia od 8-13.00, potem godzinna przerwa i praca do wieczora. Zdarzało się, że obiad jadłam dopiero o 23. Trzeba było się nieźle nagimnastykować, żeby połączyć grafik w pracy z grafikiem zajęć na uczelni. Bywało, że poza zajęciami chodziłam do pracy na 30 godzin tygodniowo. Był to bardzo obciążający psychicznie okres w moim życiu – opowiada.
Przepracowanie
Według raportu fundacji na gorsze wyniki w zakresie dobrostanu psychicznego wpływ ma to, w jakim trybie pracują respondenci i ile czasu spędzają w pracy. Zauważalne jest jego znaczne pogorszenie wśród osób pracujących powyżej 48 godzin tygodniowo. Tak samo dzieje się w przypadku wykonywania pracy w trybie zmianowym.
Raport potwierdza także, że problemy psychiczne medyków zaczynają się już na studiach. Większość badanych czuje się przytłoczona ilością materiału koniecznego do przyswojenia. Równie znaczącym problemem jest brak balansu między życiem prywatnym a nauką. Ponad połowa badanych studentów korzysta z profesjonalnej pomocy psychologicznej.
Jagoda Hofman-Hutna, członkini fundacji Polki w Medycynie, współtwórczyni raportu: – Studenci wszystkich kierunków medycznych muszą przyswajać ogromne ilości materiału, dostanie się na niektóre specjalizacje, jak endokrynologia czy dermatologia, w obecnym systemie niemalże graniczy z cudem, bo trzeba zdobyć prawie 100 proc. prawidłowych odpowiedzi na lekarskim egzaminie końcowym. Znam osoby, które próbują dostać się na te specjalizacje po sześć–siedem razy – opowiada Hofman-Hutna.
Od studentów oczekuje się jednak nie tylko tego, żeby stawili czoła wymogom edukacyjnym, ale także tego, że te wymogi w żaden sposób nie wpłyną na ich poziom wydajności.
– Na czwartym roku studiów zdiagnozowano u mnie depresję – opowiada Hofman-Hutna. – Na szóstym roku miałam tak silny epizod, że ledwo byłam w stanie wstać z łóżka. Nauka sprawiała mi ogromne trudności. Wiedziałam jednak, że jeśli nie będę zaliczać egzaminów zgodnie z harmonogramem, to mogę mieć problemy z zamknięciem roku, co na tamtym etapie wiązało się już bezpośrednio z ukończeniem studiów. Wzięłam wtedy trzy dni wolnego – to były jedyne dni wolne, jakie wzięłam podczas całych sześcioletnich studiów. Na szczęście prowadzący zajęcia był na tyle wyrozumiały, że pozwolił mi odrobić te godziny w innym terminie. Nie wszyscy mogą jednak liczyć na takie ludzkie podejście.
Podsumowuje opowieść: – To był najczarniejszy okres w moim życiu, a przypadł niestety na okres sesji zimowej. Codziennie zmuszałam się więc do tego, żeby się uczyć, i płakałam nad notatkami.
Hofman-Hutna zna przypadki osób, które były nieobecne na zajęciach przez tydzień–dwa z powodu na przykład operacji i w konsekwencji nie zaliczyły semestru lub roku. Nawet pomimo przedstawienia władzom uczelni zwolnienia lekarskiego za ten okres. – Więc gdzie tu mowa o przerwie dla podreperowania zdrowia w sytuacji kryzysu psychicznego – podkreśla i dodaje: – Niedawno otrzymałam e-mail od osoby z jednego z uniwersytetów medycznych w Polsce, gdzie powstało miejsce wsparcia psychologicznego dla studentów. Można tam m.in. zgłaszać prośby o indywidualny tryb nauczania w związku z kryzysem psychicznym. Osoba ta chciała poprosić o pomoc w przełożeniu terminu ważnych egzaminów z powodu ogromnych trudności psychicznych. Usłyszała jednak, że będzie to bardzo trudne i żeby może jednak spróbowała wziąć się w garść. Pytanie więc, czy nawet jeśli jakaś pomoc jest dostępna, to czy ma ona realne przełożenie na sytuację osób w kryzysie, na ich cele naukowe, zawodowe – zastanawia się Hofman-Hutna.
Presja na bycie nieomylnym
Hofman-Hutna zwraca uwagę na kolejny czynnik stresogenny wśród młodych medyków – presję na bycie nieomylnym.
– Dużo młodych medyków opowiada o tym, jak bardzo boją się popełnić w pracy błąd – dopiero co ukończyli naukę, cały czas się uczą, a jednak nie zawsze mają możliwość skonsultowania swoich decyzji z przełożonym ani nie jest to systemowo rozwiązane tak (głównie ze względu na brak czasu i obciążenie liczbą pacjentów), że każda ich decyzja na tym pierwszym etapie kariery jest weryfikowana. Oczywiście co oddział czy szpital, to inne zwyczaje, ale to powszechny problem w polskich placówkach ochrony zdrowia, że podział odpowiedzialności nie jest jasno określony i mocno obciąża osoby dopiero rozpoczynające swoją pracę – opowiada.
Hofman-Hutna obecnie zaczyna specjalizację z zakresu psychiatrii dorosłych w szpitalu miejskim w Wiedniu. – Tutaj jest systemowo określone, kto zatwierdza decyzję medyka będącego na początku swojej zawodowej ścieżki – podpis na wypisie czy zaleceniach odnośnie do leczenia należy do mnie, ale również do kierownika oddziału, z którym można także skonsultować każdy etap leczenia i mieć pewność, że podjęte działania są w pełni poprawne. W ten sposób cała odpowiedzialność nie spoczywa tylko na mnie. Podczas dyżurów lekarz nigdy nie jest sam, zawsze obecny jest też lekarz rezydent i lekarz specjalista. Działają zespołowo, konsultują się ze sobą. Zdejmuje to z barków ogromny ciężar – tłumaczy Hofman-Hutna.
Jeden psycholog na kilkanaście oddziałów
W Polsce powstaje coraz więcej inicjatyw – czy to w ramach uczelni, czy w placówkach medycznych – gdzie medycy mogą liczyć na wsparcie psychologiczne.
Okręgowe Izby Pielęgniarek i Położnych oferują konsultacje psychologiczne dla swoich grup zawodowych. Studenci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego czy Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego mogą skorzystać z bezpłatnej konsultacji psychologicznej.
We wrześniu 2023 roku Ministerstwo Zdrowia uruchomiło "Program wsparcia psychologicznego kadry medycznej". Program oferował 15 tys. bezpłatnych wizyt i konsultacji ze specjalistami z zakresu psychologii, psychologii klinicznej i psychoterapii dla każdego pracownika kadry medycznej oraz studentów studiów medycznych na terenie całego kraju. Trwał jednak wyłącznie do końca grudnia 2023 roku. Według danych Ministerstwa Zdrowia zrealizowano w tym czasie 4858 interwencji.
Ogromnym problemem, jak mówi Hofman-Hutna, jest jednak brak wsparcia w miejscu pracy medyków. – Zdarza się, że w szpitalach jeden psycholog pracuje na kilkunastu oddziałach. Nie ma on czasu dla pacjentów, więc co dopiero dla personelu. A brak możliwości konsultacji specjalistycznej po traumatycznych wydarzeniach powoduje pogłębianie się problemów psychicznych i przeradzanie się ich w większe zaburzenia typu zespół stresu pourazowego, depresja czy uzależnienia – opowiada Hofman-Hutna.
W czerwcu 2024 roku Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie nawiązała współpracę z Fundacją Nie Widać Po Mnie, której celem jest poszerzenie pomocy lekarzom i lekarzom dentystom w kryzysach psychicznych. Osoby zrzeszone w Izbie mają możliwość korzystania z programów fundacji skierowanych zarówno do nich, jak i członków ich rodzin – bezpłatnych konsultacji, materiałów edukacyjnych, warsztatów i szkoleń, m.in. z zakresu komunikacji z nastawieniem na profilaktykę zdrowia psychicznego i na przeciwdziałanie wypaleniu zawodowemu.
Urszula Szybowicz z Fundacji Nie Widać Po Mnie przekonuje, że co miesiąc odbywa się od kilkuset do tysiąca konsultacji psychologicznych dla medyków. Jak podkreśla, to wciąż zdecydowanie za mało. – Problemy ze zdrowiem psychicznym w środowisku medyków to wciąż temat tabu. Nadal wśród medyków funkcjonuje przekonanie, że oni nie mogą prosić o pomoc, albo nie wiedzą jak, albo nie wiedzą gdzie – stwierdza.
Z "Raportu z badania stygmatyzacji chorych z zaburzeniami ośrodkowego układu nerwowego", przygotowanego na zlecenie Fundacji Nie Widać Po Mnie oraz Fundacji EPI-Bohater, z 2023 roku wynika także, że aż 54 proc. lekarzy uważa, iż depresja "to wymysł naszych czasów", a 46 proc. zgadza się z opinią, że "depresja w ogóle nie istnieje".
Jagoda Hofman-Hutman: – Jako medycy funkcjonujemy pod ciągłą presją – zewnętrzną, ale i wewnętrzną. Mamy dość specyficzny rys osobowości. Jesteśmy często perfekcjonistami. To my mamy pomagać innym, a nie inni mają pomagać nam. Najpierw utwierdzają nas w tym studia medyczne, podczas których tylko tego się uczymy, a potem środowisko zawodowe.
***
Światowa Organizacja Zdrowia w ramach projektu finansowanego przez Komisję Europejską rozpoczęła w październiku 2024 roku pierwsze tak duże badanie na terenie Europy na temat zdrowia psychicznego i dobrego samopoczucia pracowników ochrony zdrowia. Jego celem, jak czytamy, jest zebranie kluczowych danych pozwalających lepiej zrozumieć wyzwania, przed którymi stoją lekarze i pielęgniarki w swoim środowisku pracy w 29 krajach, a następnie zaproponowanie zmian w sposobie, w jaki kraje te i poszczególne miejsca pracy powinny wspierać zdrowie lekarzy. Zbieranie danych potrwa do lutego 2025 roku.
Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 r. W redakcji magazynu Weekend od 2019 r. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia.
