Przy okazji Międzynarodowego Dnia Walki z Wypaleniem Zawodowym przypominamy rozmowę na temat wypalenia zawodowego.
Mój znajomy zamknął wymagający projekt w pracy, który trwał około miesiąca i kosztował go sporo wysiłku intelektualnego, emocjonalnego i fizycznego także. Wziął tydzień urlopu, oświadczając: jestem wypalony. To możliwe?
Trudno mi to jednoznacznie ocenić, mając tak skrótowy opis. Taki scenariusz może wskazywać po prostu na zmęczenie i naturalną potrzebę odpoczynku po wykonaniu zadania, a nie wypalenie, zwłaszcza jeśli wcześniej znajomy nie miał z pracą większych problemów. Wypalenie to nie jest gorszy tydzień w pracy, chwilowe obniżenie nastroju czy spadek energii. Zakładam więc, że termin ten został użyty w przenośni. Każdy potrzebuje przerw na regenerację, zależnie od typu osobowościowego dłuższych lub krótszych. Niestety, często o tym nie pamiętamy, więc po jakimś czasie takie zaniedbywanie siebie faktycznie może się skończyć wypaleniem. Ale jednostkowa sytuacja raczej nim nie jest.
Kiedy w takim razie można mówić o wypaleniu zawodowym? Czy da się je zamknąć w jakiejś definicji, która ułatwi rozpoznanie problemu? W świetle badań problem jest. Z raportu Mindgram "Jak wygląda kondycja psychiczna polskich pracowników" wynika, że 45 proc. z nich doświadcza syndromu wypalenia, a 26 proc. dostrzega objawy.
"Wypalenie zawodowe dotyka niemal 50 procent Polaków"
Z syndromem wypalenia zawodowego mamy do czynienia, gdy chronicznie doświadczamy różnych negatywnych emocji związanych z pracą, m. in. stresu. Istnieje wiele definicji, ponieważ powstawały na różnych etapach zainteresowania problemem. Pierwszym badaczem zajmującym się wypaleniem zawodowym był w latach 70. XX wieku Herbert Freudenberger, który definiował je jako konsekwencję długotrwałego stresu zawodowego i ogólnego wyczerpania, wynikającego z nadmiernego angażowania energii życiowej w coś, co nie do końca spełnia nasze oczekiwania. To z kolei może negatywnie wpływać na poziom motywacji, zaangażowania w pracę i pogorszenie relacji z ludźmi. Obecnie najczęściej korzysta się z holistycznej definicji Christiny Maslach, która określa je jako psychologiczny zespół wyczerpania emocjonalnego, w efekcie którego może pojawić się depersonalizacja, czyli przedmiotowe traktowanie innych, dystansowanie się w relacjach, a także obniżone poczucie własnych dokonań, czyli podważanie swoich kompetencji oraz niezauważanie sukcesów w życiu zawodowym.
Wspomniała pani, że wypalenie zawodowe to syndrom. Nie jest chorobą, mimo że kilka lat temu WHO wpisała je na listę chorób. Liczono nawet na to, że pracownik będzie mógł otrzymać zwolnienie lekarskie na wypalenie.
Choć WHO w 11. klasyfikacji chorób wymienia wypalenie zawodowe, to nie jako chorobę, ale właśnie syndrom, czyli zespół objawów, które powstają w wyniku długotrwałego przeciążenia na poziomie fizycznym, psychicznym i emocjonalnym. Wobec tego zwolnienie lekarskie w Polsce jako takie nie przysługuje na nie, ale jeśli ten syndrom przyczynia się na przykład do pojawienia się objawów depresyjnych, to wtedy już tak.
Podkreślmy: wypalenie zawodowe może prowadzić do depresji?
Oczywiście. Jeśli nie wychwycimy jego symptomów albo nie zareagujemy na nie, bo ciągle będą pilniejsze sprawy, może to doprowadzić do pojawienia się objawów depresyjnych.
Na co powinniśmy zwracać uwagę?
Pierwsze symptomy wypalenia zawodowego mogą być bardzo delikatne, wręcz niezauważalne, jeśli nie mamy dużego wglądu w siebie – choćby takie jak lekkie, ale nieustępujące poirytowanie, przemęczenie, nawet po wyspaniu się, niechęć do angażowania się w kolejne projekty, brak energii na życie poza pracą. Możliwe są także objawy somatyczne, np. silne migreny, bóle głowy, brzucha, problemy z gardłem, zatokami czy bóle stawów.
Czy to może być na przykład taki scenariusz: ktoś rozpoczyna pracę, ma silną motywację, praca sprawia mu radość, właściwie świetnie mu idzie, choć - patrząc z boku - można powiedzieć, że zaczyna przypominać chomika na kołowrotku.
Jest znieczulony własnym działaniem ponad swoje siły i możliwości. Nagle – choć to się zaczęło zapewne dużo wcześniej, bo to jest proces długotrwały - dociera do niego, że jego potrzeba uznania, uwagi, docenienia za pracę, nie jest w ogóle realizowana. Nie mówię o awansie, ale o zwykłej pochwale, zauważeniu, rozmowie. I wtedy motywacja zaczyna spadać. Jeśli ten stan będzie się utrzymywać dłuższy czas, będzie ją coraz trudniej podnieść na początkowy poziom. Tak zaczyna się spirala wypalenia: pracownik jest bardziej zniechęcony, ma poczucie, że nikt nie zauważa i nie docenia jego wkładu pracy albo może nawet odbiera mu się część zasług. Czuje frustrację, przeciążenie, bo zadań jest za dużo jak na jego niższy poziom zaangażowania, a wraz z przeciążeniem pojawia się wyczerpanie. Nakładają się więc na siebie: rozczarowanie, frustracja, napięcie, chroniczne zmęczenie, niechęć do pracy, którą wcześniej lubił i która go satysfakcjonowała, brak umiejętności dysponowania czasem, spadek efektywności. Zmiany mogą zachodzić także w relacjach z otoczeniem, w efekcie osoba taka odczuwa coraz większe poczucie braku sensu w tym co robi, izolację i wewnętrzną pustkę.
Zwraca pani uwagę, że wypalenie zawodowe może prowadzić do depresji, ale gdy wymienia pani jego symptomy, mam wrażenie, że są one bardzo podobne do występujących w zaburzeniach depresyjnych.
Mówimy o psychice, więc nie możemy sztywno ustalić niepodważalnego zestawu objawów charakterystycznych w przypadku wypalenia zawodowego czy zaburzeń depresyjnych. Tu decydują kwestie osobowościowe. Dlatego tak ważne jest, by obserwować siebie i patrzeć, co staje się u nas objawem chronicznym. Kiedy niepokojące objawy się utrzymują, iść do lekarza, do psychoterapeuty, sięgać po wsparcie, bo z wypalenia zawodowego można wyjść, ale trzeba działać.
Czym różni się wypalenie zawodowe od depresji?
W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że wypalenie jest bardziej związane z naszymi negatywnymi emocjami głównie w miejscu pracy – frustracją, gniewem, cynicznym podejściem do otoczenia, poczuciem bezsensu wykonywanej pracy, a depresja wywołuje poczucie winy, wyrzuty sumienia, niemoc, utratę życiowego napędu. Do momentu, gdy mimo że miewamy zły nastrój i coś nam w pracy przeszkadza, funkcjonujemy normalnie, wstajemy każdego ranka i idziemy do niej, a także wykonujemy codzienne obowiązki, mówimy o syndromie wypalenia zawodowego. Zaburzenie psychiczne, jakim jest depresja, wynikać może z chronicznego stresu, wyczerpania i "niezaopiekowanego" wypalenia. Pojawia się, gdy układ emocjonalny nie jest już zdolny do regeneracji i w końcu dochodzi do jego "odcięcia". "Nie idę do pracy", "nie odwiozę dzieci do szkoły". Mówimy tu już jednak o sytuacji zaburzenia psychicznego, wymagającej interwencji klinicznej.
Czy są osoby bardziej narażone na doświadczenie wypalenia zawodowego?
Tak, zwykle bardzo dobrze wykształcone, ambitne, mocno zaangażowane w swoją pracę, mające duże oczekiwania w stosunku do wyznaczonego celu i siebie, osoby odsuwające własne potrzeby na rzecz pracy, wymagające od siebie za dużo, ponadprzeciętnie wrażliwe. Wypalenie łatwiej dosięga tych, którzy pracują w stałym kontakcie z drugim człowiekiem, w profesjach wymagających pomagania, czyli na przykład lekarzy, psychoterapeutów, policjantów, nauczycieli, ale dziś już wiemy, że wypalenie nie dotyka tylko określonych grup zawodowych. Może pojawić się np. u osób, które mają nienormowany czas pracy lub zabierają pracę do domu. Częściej też występuje u kobiet, bo to one częściej łączą obowiązki domowe z zawodowymi.
Według obiegowej opinii wypalenie dotyczy osób z dłuższym stażem pracy, no bo "jak się wypalić po dwóch latach, przecież to niemożliwe".
Wypalenie zawodowe dotyka również osoby bardzo młode! Jeśli przytrafia się w wieku 20–30 lat, może być efektem przeciążenia niechcianymi obowiązkami, braku umiejętności stawiania granic, czy idealistycznych oczekiwań wobec pracodawcy. Może też wynikać z uzmysłowienia sobie przez młodych ludzi, że popełnili błąd, wybierając określony zawód, niezgodny z ich talentami i potencjałem.
I co wtedy?
Do młodego pracownika dociera: jestem kreatywną, artystyczną duszą, więc co ja robię przy tych tabelkach od pięciu lat? Jednak taka sytuacja jest i tak łatwiejsza do zarządzenia, bo 30-latek ma przed sobą długą perspektywę i czas na zmiany. W trudniejszej sytuacji mogą być osoby dojrzałe, które całe życie zawodowe czuły, że są w nie swojej roli, ale trwały w niej, z różnych powodów (kredyt, dzieci, choroba, cały kołowrotek życia), a podczas kryzysu wieku średniego doświadczają tego poczucia w znacznie silniejszym stopniu (np. z powodu odczuwania upływu czasu, syndromu pustego gniazda, rozwodu). Zaczynają je wiązać nie tylko z drogą zawodową, ale i życiową. To może prowadzić do frustracji, bo ludzie odkrywają, że nie wybierając swojej ścieżki, nie zrealizowali pragnień. I nawet jeśli to poczucie zmarnowanego życia czy niemożności odmiany jest wyłącznie w ich głowie, zaczyna przytłaczać i uruchamiać poczucie braku sensu, i kierunku w życiu. Takie osoby doświadczają wypalenia, ale już na innym, głębszym i bardziej zaawansowanym poziomie.
Czy na liście osób podatnych na wypalenie zawodowe znajdują się też perfekcjoniści?
Naturalnie. Perfekcjonizm jest silnym czynnikiem wypalenia zawodowego – także zresztą relacyjnego czy rodzicielskiego – bo nieustannie utrzymuje perfekcjonistę w lęku, że coś nie jest wystarczająco dobre, że z czymś nie da sobie rady. Praca często jest dla niego sensem życia, co przekłada się na zaniedbanie innych jego obszarów. Cały czas się boi, że jego wewnętrzna narracja o nim samym może się nie pokrywać z rzeczywistością, że mógłby więcej, że ze wszystkimi zadaniami "da radę", więc nie stawia granic.
Z mediów społecznościowych płynie inny przekaz, bardziej optymistyczny, że "wszystko jest możliwe" i właśnie "dasz radę".
A to tak nie działa. Maski, które sobie założyliśmy, w końcu zaczną uwierać – i to też wpływa na wypalenie. Wypalenie może wynikać także właśnie z nadmiernego, fasadowego kreowania swojego wizerunku, który jest bardzo trudny do utrzymania i ostatecznie nas wyczerpuje. Ciekawe badania na ten temat w 2020 r. przeprowadziła dr Dorota Szczygieł z Uniwersytetu SWPS wraz z zespołem, która co prawda badała zjawisko wypalenia rodzicielskiego, ale zdobyta przez nią wiedza przekłada się także na wypalenie zawodowe i relacje. Wynika z nich, że im mamy wyższy stopień perfekcjonistycznych oczekiwań, tym wyższy jest poziom wypalenia. Może warto się więc przyjrzeć swoim oczekiwaniom, wręcz roszczeniom wobec życia, bo jeśli są nierealne, zbyt wyidealizowane, to zbyt duży rozdźwięk spowoduje wypalenie, frustrację, złość i poczucie pustki. Im częściej będziemy siebie urealniać i rozmawiać o tym z innymi, tym lepiej, bo może się okazać, że inni też tak mają. W organizacji ważny jest dialog pracowników z pracodawcami, wymiana doświadczeń, efektywna i otwarta komunikacja.
W jakim stopniu wykonywanie pracy poniżej kwalifikacji i umiejętności przekłada się na wypalenie?
Pracownik zaczyna odczuwać, że marnuje talent i energię. Jeśli to trwa zbyt długo – nie mówimy o sytuacji sporadycznej – to może doprowadzić do wypalenia. Czasem pracodawca nie jest nastawiony na odkrywanie talentów, bo finalnie liczy się tylko konkretny wynik w Excelu. Jeszcze gorzej jest, gdy pracownik przyszedł do firmy, miał wykonywać określone zadania, a tymczasem świadomie "schowano go do pomieszczenia na szczotki". Nie wykorzystuje się jego potencjału, nie pozwala na rozwój, nie przydziela mu się żadnych ważnych zadań ani projektów. Taka osoba ma poczucie dryfowania. Kiedy taki stan trwa miesiącami, to pracownik może mieć poczucie, że pracuje za karę. Stagnacja staje się coraz bardziej przytłaczająca, płyną sprzeczne sygnały, a to prowadzi równią pochyłą do wypalenia.
Wśród czynników ryzyka Komisja Europejska wymienia też m.in. system zmianowy, konflikt interesu, brak decyzyjności, presję czasu albo bezczynność oraz mobbing. Jak dochodzi do wypalenia w sytuacji mobbingu?
Mobbing jest jednym z najsilniejszych czynników, które w pracy mogą wpływać na poziom wypalenia zawodowego. Powoduje wpierw wystąpienie chronicznego stresu, a w połączeniu z dodatkowymi sytuacjami, które się zwykle wydarzają w przypadku mobbingu, poczynając od braku szacunku, przez podważanie całej kariery zawodowej, naszych umiejętności, aż po unieważnianie nas samych, powodując ekstremalne doświadczenie braku motywacji do pracy. Dojmujące może być to, że ktoś podważa nasze cele życiowe, to, co jest związane z naszą tożsamością, z tym, kim jesteśmy i jak się definiujemy. To prowadzi nie tylko do braku poczucia sensu działania, ale też poczucia braku sensu w życiu. Stąd już blisko do silnego wypalenia w miejscu pracy i do depresji.
W takiej sytuacji od razu zmieniać pracę?
Na początek można skorzystać z procedur, które dziś w organizacjach już często obowiązują. Warto sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego mamy zmieniać pracę, którą kiedyś lubiliśmy, skoro to nie my zachowujemy się niewłaściwie. Toksyczny szef czy współpracownik będzie mobbingował kogoś innego po naszym odejściu. Trzeba przyznać jednak, że jest to sprawa bardzo indywidualna i delikatna. Nie każdy ma siłę, by w ten sposób działać, zwłaszcza jeśli już doszło do wypalenia. W przypadku toksycznego środowiska szybkie odcięcie się od niego jest pożądane.
Jak się ratować samodzielnie w typowych przypadkach wypalenia zawodowego?
Zatrzymać się i przewartościować życie. Strategie kariery – taki przedmiot między innymi prowadzę na Uniwersytecie SWPS – to nie jest tylko hasło. Czasem w młodym wieku buduje się karierę tak, żeby spełnić oczekiwania innych: rodziców, partnerów. Wybór studiów w wieku 18 lat też nie ułatwia decyzji "na zawsze", a w praniu wychodzi, czego człowiek rzeczywiście pragnie. Czasem ta wiedza przychodzi późno i nagle coś nas zatrzymuje, i każe się zastanowić, czy nadal chcemy "chodzić w czyimś ubraniu". Warto powalczyć o sprawczość. Wśród różnych rad, jak odzyskać siebie, ona jest kwestią zasadniczą. Pozwala odzyskać energię, motywację i wiarę w sens tego, co robimy, pozwala wychodzić z magmy negatywnych emocji. Warto starać się małymi krokami przywracać równowagę między pracą a życiem prywatnym. Ważne też być przekonanym, że to, co się robi zawodowo, jest z nami spójne. W Polsce tym zagadnieniem zajmuje się prof. dr hab. Roman Cieślak, Rektor Uniwersytetu SWPS. Z jego badań wynika m.in. jak ważne jest informowanie pracowników o tym, co dzieje się w firmie i w jaki sposób pracownik może mieć na to wpływ. To sprzyja redukowaniu wypalenia zawodowego.
A kiedy szukać pomocy na zewnątrz?
Skutki wypalenia są różne na różnych etapach. Niekiedy po bardzo silnym zaangażowaniu w pracę, stopniowo, z różnych powodów, o których wspominałam, entuzjazm zaczyna przygasać. Zaczynamy wątpić w sens pracy i nasze umiejętności, stres narasta. W tym pierwszym etapie, jeśli pracownik rozpoznał, co się wydarzyło, jest w stanie samodzielnie przewartościować swoje cele życiowe. Nie sugeruje się jeszcze podejmowania psychoterapii, ale konsultację pomagającą rozpoznać sytuację. Chodzi o to, żeby zredukować nasze zobowiązania w pracy, zejść z oczekiwań perfekcjonisty, przestać się zaharowywać, poszukać równowagi, wysypiać się, zadbać o ruch, dietę. Sytuacją idealną byłaby możliwość wzięcia długiego urlopu, żeby ograniczyć źródła stresu. W drugim etapie nie rekomenduje się jeszcze zmiany pracy, bo zwykle obciążony pracownik nie ma na to siły. Można powoli zwiększać obciążenia, adekwatnie do tego, ile mamy siły i potencjału. Już wiemy, w jakiej pracy chcemy być, przywracamy zdolność reagowania na sygnały z ciała, więc na przykład nie lekceważmy tego, że boli nas głowa i nie pracujemy ponad miarę, pijąc napój energetyczny. Stawianie granic to podstawa. Jeśli nie uporamy się sami z problemem na tych dwóch etapach wypalenia zawodowego, wtedy trzeba już sięgnąć po pomoc specjalisty, by nie ryzykować depresji. Na trzecim etapie wypalenia terapia może być konieczna, by przyjrzeć się sobie. Sama zmiana pracy nic nie da, bo tkwimy w schemacie, który wymaga przepracowania. Dopiero wtedy przychodzi pora na nową pracę, gdy zrewidujemy swój potencjał i kierunki, w których chcemy podążać.
Brzmi to dobrze, ale jednocześnie nieco idealistycznie.
Wiem, bo nadal większość szefów nie uświadamia sobie problemu wypalenia zawodowego i uważa je za fanaberię. Ale nie wszyscy. Dlatego w sprawnie działających organizacjach, działy HR podejmują temat i starają się rozwiązywać problem systemowo. Zdaje się, że wypalenie zawodowe przybrało na sile po pandemii, kiedy przenieśliśmy pracę do domu i niezależnie czy ją nadal wykonujemy zdalnie, czy nie, cały czas o niej myślimy. Takie nieoddzielenie przestrzeni zawodowej od prywatnej jest bardzo szkodliwe. Nie ma więc wyjścia, dla własnego dobra, trzeba się uczyć stawiać granice, słuchać siebie i ćwiczyć swoją odporność w coraz dynamiczniej i szybciej zmieniającym się świecie.
dr Agnieszka Kowalczewska. Psycholog organizacji, doktor nauk ekonomicznych. Adiunkt w Katedrze Zarządzania i Przywództwa Uniwersytetu SWPS w Warszawie. Pracę naukowo-dydaktyczną skupia wokół psychologii komunikacji. Zajmuje się technikami kreatywnego podejścia do komunikacji w organizacjach oraz rozwojem umiejętności interpersonalnych i psychospołecznych. Specjalizuje się w psychologii zmiany oraz rozwoju osobistym. Równolegle z działalnością naukowo-dydaktyczną prowadzi konsultacje psychologiczne, szkolenia i warsztaty w obszarze relacji interpersonalnych. Autorka książek,m.in. "Wybrane zagadnienia miękkiego zarządzania organizacjami", "Komunikacja interpersonalna w szkołach wyższych".
Lidia Raś. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, dziennikarka, redaktorka. Kiedyś m.in. w "Dzienniku Gazecie Prawnej", obecnie w Weekend.gazeta.pl. Pasjonatka teatru i literatury, wielbicielka czeskiej Pragi i polskich gór.



