Mówisz o sobie: dojrzała amantka charakterystyczna. Odważnie! Współczesny świat wymaga, żebyśmy były wiecznie młodymi amantkami.
A ja jestem dojrzała. I to jest bardzo dobry czas w moim życiu. Oczywiście, że się stykam z przeciwnościami losu – nikt nie obiecywał, że będzie łatwo – ale im bardziej dojrzewam, tym więcej jest we mnie miłości do ludzi i życia. A że aktorka charakterystyczna? Bóg dał te warunki, ale też pracowałam wiele lat, żeby wyglądać, jak wyglądam. (śmiech)
Jako aktorka jesteś kojarzona przede wszystkim z komedią, która chyba nie jest gatunkiem łatwym...
Jest bardzo szlachetnym gatunkiem, który traktuję bardzo poważnie. Komedia jest wymagająca i trzeba ją wykonywać z sercem. W końcu to jest dramat, tyle że taki, który przytrafia się innym.
Absolutnie nie chcę podchodzić do twojego wieku jako do przydarzającego się innym dramatu, aczkolwiek obie wiemy doskonale, że jak w mediach piszą o "paniach w starszym wieku", to najczęściej w kontekście menopauzy albo bólów kostno-stawowych.
Ja się przede wszystkim cieszę, że w ogóle dożyłam tego wieku, co biorąc pod uwagę, jak niezdrowo żyłam – nie spałam, nie jadłam ani nie ćwiczyłam regularnie – można rozpatrywać w kategoriach sukcesu. (śmiech)
Dopiero teraz zaczynam o siebie dbać. Czasem przyszaleję w którejś z krakowskich piwnic, ale zaczynam dbać.
A mówiąc serio: siedzimy tu razem, jest piękna jesień, zaczyna się kolejna jesień naszego życia. Fajnie! Fajnie jest żyć.
Czy zawsze jest łatwo? Pewnie, że nie. Czy pojawiają się dolegliwości, problemy? Życie nastolatki również było usiane problemami, tylko że zupełnie innymi. Nie chciałabym jeszcze raz przechodzić okresu dojrzewania.
Dziś kocham żyć! Nie mam traumy, że mam sześćdziesiątkę. Miałam, być może, jak kończyłam 18 czy 30 lat.
Dlaczego? Odczuwałaś presję sukcesu?
Dzięki Bogu nigdy nie czułam zbyt dużej presji. Może dlatego, że pochodzę z robotniczej rodziny: mama była sprzedawczynią, tata budowlańcem.
Dlaczego przeżywałam 30. urodziny? Może się wtedy jeszcze bałam życia? Na szczęście już pięćdziesiątka przeszła niezauważona, a dziś mówię z głębi serca: mam lat 60 i po prostu się cieszę, że żyję.
A co jest plusem tego wieku w moim zawodzie? W garderobie stoi tylko jeden fotel. W "Siostruniach" w Teatrze Kwadrat, w których gram matkę przełożoną, prócz mnie występują same młode dziewczyny i chłopaki i wiadomo, że to ja siadam w fotelu! (śmiech)
Próby były bardzo ciężkie! To musical, a na pięć głosów to ja ostatnio śpiewałam na studiach. Trzeba też stepować, czego nigdy w życiu nie robiłam. Moje gabaryty i stepowanie! Wszystkie młode aktorki już znały układ – przez sen by to mogły zatańczyć – tylko nie ja. Żadna mi nigdy nie odmówiła pomocy. Podchodziłam: "Dziecko kochane, powtórz to ze mną jeszcze raz, proszę cię". "Dobrze, Aldonko".
Jakie to jest piękne, że młodzi okazują serdeczność i rozumieją, że ja potrzebuję troszkę więcej czasu!
A jak ty sama się z tym czujesz?
Normalnie.
Nie wkurzasz się na siebie?
Nie. I nie mam problemu z dyscypliną aktorską. Gorzej mi idzie ze sportem, z ćwiczeniami – wtedy się na siebie wkurzam.
Ale słuchaj, nie demonizujmy! Hanka Bielicka nigdy nie ćwiczyła i zobacz, dożyła pięknego wieku 91 lat, śpiewała i tańczyła do samego końca.
Był czas, kiedy aktorki się żaliły, że jak kończą 40 lat, to się stają niewidzialne.
(śmiech) Jechałam taksówką na imprezę z okazji swoich 60. urodzin. Pan pyta: "Co to dzisiaj, pani Aldonko, dokąd jedziemy?". "Do przyjaciół. Mam urodziny". A że wystrojona byłam, odwalona jak stróż na Boże Ciało, to zagaduję: "Wie pan, jak to jest, po sześćdziesiątce kobieta staje się niewidzialna". I czekam, aż on powie: "Co też pani mówi?! Świetnie pani wygląda". Tymczasem on: "Wie pani, coś w tym jest!". (śmiech)
A tak serio: co to znaczy być widzialną albo niewidzialną?
Chyba po prostu chodzi o bycie obiektem seksualnym?
Ja nie jestem niestety specjalnie rozseksualizowana, ale mam koleżanki w moim wieku, które na pewno są widzialne. A jak sama mam dobry nastrój – szczególnie kiedy wyjadę gdzieś na wakacje – również bywa, że nawet się nie muszę specjalnie odlaszczyć, a widzę, że jestem widzialna.
Może na co dzień po prostu tego nie dostrzegamy?
Nie twierdzę, że nie odczuwam, że czas płynie. Leci np. "Leśniczówka", moja mama ogląda…
Ile mama ma lat?
80. Ja widzę na ekranie siebie, czyli panią, której kamera dodała kilogramów: trochę spuchniętą, utytą.
A mamunia mówi…
"Moje dziecko malutkie kochane, córunia moja malutka!"
Wszystko jest kwestią postrzegania!
Nie wydaje mi się, żeby w byciu 60-latką było cokolwiek smutnego. Niezależnie od wieku uważam za genialne przykazania prof. Leszka Kołakowskiego dotyczące szczęśliwego życia. Po pierwsze, przyjaźń – czyli wielka miłość człowieka do człowieka; po drugie – nie chcieć od życia zbyt wiele.
Fenomenalne.
A miłość?
Miłość romantyczna się ludziom zdarza albo nie zdarza.
A jeśli się zdarzy, to nie musi trwać do końca życia. Może to być jednym z bardziej przykrych odkryć.
Większość z nas niestety tego doświadcza. Mniejszością są szczęściarze, którzy znaleźli miłość na całe życie.
Wiem, że jesteś singielką. Czy mogę zapytać, czy zapisałaś się na portale randkowe?
Nie. Miałam taki pomysł, ale uznałam, że to nie dla mnie.
Powiem jedno: doświadczenie z randkowania mam takie, że faceci się boją aktorek. Spotykasz się z mężczyzną, on pyta: "Co robisz w życiu?". "Aktorką jestem". No więc on cię googluje i widzi te czerwone dywany, te inne pierdoły!
Blichtr i bogactwo. I boi się, że to za wysokie progi?
Albo że ukryta kamera. Jak bum-cyk-cyk!
A ja wiodę normalne, zwyczajne życie. Na co dzień się nawet nie maluję. Dzisiaj dla ciebie wytuszowałam rzęsy.
I obie mamy paznokcie pociągnięte wyłącznie odżywką. Wracając do miłości: czy jej szukasz?
Nie. Jestem po długoletnim związku – jednym, drugim – i uważam, że jak miłość się ma zdarzyć, to się zdarzy.
Dziś nie szukam. Ale też nie wykluczam! Jeśli się zdarzy, to będzie, natomiast nie mam parcia.
Czy to, że jesteś kobietą do wzięcia, ma coś wspólnego z zawodem, jaki wykonujesz? Anna Seniuk mi powiedziała, że aktorki Teatru Starego w Krakowie jej powtarzały: "Aktorka nie może mieć dzieci!". Bo to jest tak wymagający zawód, że nie można mieć rodziny.
Uprawianie zawodu aktorki na pewno utrudnia utrzymanie związku. Nie wyklucza go, natomiast nie jest łatwo. Partner musi być niezwykle wyrozumiały, szczególnie gdy kobieta – jak ja – krąży między dwoma miastami.
O mnie w Warszawie myślą, że ja jestem krakowską aktorką, a w Krakowie – że warszawską!
Rozmawiamy 1 września, za kawiarnianym oknem śmigają młode dziewczyny w białych bluzkach. Co byś powiedziała tym, które marzą o karierze aktorki?
Przede wszystkim zapytałabym, czy lubią podróżować.
Jak miałam 18 lat i chciałam zdawać do szkoły teatralnej, poszłam do pana Michała Grudzińskiego, wspaniałego aktora Teatru Nowego w Poznaniu...
Po spektaklu: "Dzień dobry, chciałabym zostać aktorką, co mi pan doradzi"?
Tak jest. Powiedziałam wiersz, zaśpiewałam piosenkę i spodziewałam się, że on coś powie o mojej urodzie, talencie. Zamiast tego zapytał: "Dziecko, a ty zdrowa jesteś? Zdrowe masz serce?". Byłam oburzona. (śmiech) A on mnie pytał o najważniejsze rzeczy!
Bo trzeba mieć siłę do tego zawodu?
Siłę! Dlatego zapytałabym: czy lubisz podróżować? Będziesz potrafiła zasnąć w autobusie, w pociągu, na planie, w hałasie?
Nikomu nie powiedziałabym: nie idź, nie próbuj. Natomiast dałabym też taką radę: pamiętaj, że kiedy będziesz szła do góry, będziesz spotykała te same osoby, które staną na twojej drodze, kiedy będziesz spadała w dół.
To samo mi powiedział Leszek Miller. Dodał, że kiedy człowiek spada, wtedy ci, którzy się uśmiechali i byli uprzejmi, czasem przestają tacy być. Nie pytam, czy wybierasz się na emeryturę…
Nie stać mnie.
A czy serial może być funduszem emerytalnym?
Nie, dlatego że może się skończyć z dnia na dzień. W tym zawodzie pewne jest tylko jedno: że nic nie jest pewne.
Jak to znosisz?
Różnie. Aczkolwiek z wiekiem człowiek się do tego przyzwyczaja.
W moim życiu był, jest i będzie teatr, który jest dla mnie najważniejszym, co może być. A jeśli chodzi o emeryturę, jest też najlepszym sposobem utrzymania się w formie. Musisz! W teatrze nie ma ściemy. Nie ma dubla!
Nie wiem, czy mam się przyznać, że dla mnie zawsze będziesz Danutą Hojarską z "Rozmów w tłoku"…
(śmiech) Ależ proszę cię bardzo. To był świetny program, świetna postać!
Ten program dał ci rozpoznawalność, a powiedzmy sobie szczerze: można grać najambitniejsze role w teatrze, ale w twoim zawodzie rozpoznawalność to jest waluta.
Dzięki temu programowi stałam się bardziej medialna i ułatwiło mi to wiele rzeczy. Do dziś zdarza się, że ludzie dopytują: "A to pani grała w ‘Rozmowach w tłoku’"?
To był szczęśliwy traf, że w odpowiednim czasie i miejscu zeszli się odpowiedni ludzie, których scalił Szymon Majewski. Świetny mieliśmy czas. Ale też cholernie wymagający! To była praca na okrągło. Często miewałam obręcz na żołądku, czy się uda. Parodie, teksty nieraz były pisane na ostatnią chwilę.
Któregoś razu jako Danuta Hojarska leżałam w pudle zasypana kawą, z nosa wystawały mi rurki, na co Ola Wolf, moja przyjaciółka i jedno z najważniejszych odkryć zawodowych w życiu, puka do tego pudła: "Aldona, tam zmiana w tekście jest!".
Do tego stopnia byliśmy wszyscy zarobieni, że ja sama nie oglądałam tego programu. Bo nie miałam czasu!
Kiedy się skończyło, musiałaś być bardzo rozczarowana.
Odwrotnie. Uważam, że ten program zakończył się w najlepszym czasie.
Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść?
Niedosyt jest zdecydowanie lepszy niż przesyt, a dla mnie aktorsko wcale nie byłoby dobrze ugrząźć na zbyt długi czas w roli Danuty Hojarskiej czy Zyty Gilowskiej. Mogłoby się tak zdarzyć, że utożsamiono by mnie z którąś postacią tak mocno, że już niczego więcej bym nie zagrała.
Kto z dzisiejszych polityczek i polityków nadawałby się do stworzenia idealnej postaci komediowej?
Nie mam pojęcia. Polityki nie oglądam, jak widzę obrady Sejmu, przełączam kanał. Tak na mnie podziałała atmosfera rządów PiS. Odeszłam od polityki bardzo daleko.
OK, zostawmy politykę. Jak stworzyć dobrą postać komediową? Co jest zabawne?
Kiedy chcę stworzyć zabawną postać, zawsze szukam drobnego defektu, słabostki. Za to właśnie publiczność kocha postaci na scenie.
Jeżeli wyszłaby idealna pani lat 60, która ma figurę nastolatki i żadnej zmarszczki…
Nicole Kidman po prostu…
O, tak, piękna w każdym calu, świetna aktorsko... OK, można podziwiać, w co jest ubrana, jak naciągnięta, natomiast nie utożsamimy się z nią. To nie jest postać, która nas rozbawi. Natomiast kiedy zobaczymy swoje słabości w postaci, która jest na scenie – wtedy owszem! Zabawnie jest wtedy, kiedy możemy się w tej postaci przejrzeć. Nie robimy dramatu z tego, że nie jesteśmy perfekcyjni, tylko się z tego śmiejemy.
Z siebie samych się śmiejemy?
"Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!" – tak właśnie jest.
Ja szczególnie ukochałam tragikomedię. Mam doświadczenie z wielu monodramów, a aktualnie ze spektaklu o Hance Bielickiej "Hallo, tu Bielicka, czyli być jak Hanka", którego jestem współautorką i w którym gram w Teatrze Kamienica wspólnie z Radkiem Pazurą, że ludzie owszem, chcą się pośmiać, ale chcą się też wzruszyć.
Oglądanie sztuki może pomóc się zdystansować od tego, co nam się nie udaje, czego nigdy nie zdobędziemy, do naszych życiowych niepowodzeń.
Już powiedziałaś, że nie masz presji osiągnięcia sukcesu. A zawodowe marzenia?
Mam tylko jedno, ale Peter Falk mnie ubiegł: chciałabym zagrać "Columbo". Kocham ten serial. W najtrudniejszych momentach życia go oglądam i zawsze pomaga.
Również jestem fanką! Na pytanie, jak ma na imię, Columbo odpowiada: "Porucznik Columbo".
A jego pies ma na imię Pies. Genialne!
Mówiąc serio, chciałabym zagrać tragikomiczną rolę w filmie, bo ja kocham film. Postać zabawną, ale w szlachetny sposób.
Ale czy to trzeba traktować w kategorii wyzwań, marzeń?
Spełnienia?
Co to w ogóle znaczy być spełnioną?
Pewnie dla każdego coś innego.
Ja jestem zadowolona z tego powodu, że w moim wieku żyję ze swojego zawodu, ponieważ wiem, jak jest to trudne. Utrzymywałam się w życiu z różnych zawodów; do 35. roku życia dorabiałam w Krakowie jako kelnerka.
Bardzo nowojorskie!
W tamtym czasie byłam jedną z pierwszych aktorek, które to robiły. Bardzo to lubiłam. Bardzo dużo dobrych ludzi spotkałam w branży gastronomicznej. Nieraz jak nie bardzo miałam na obiad, to się miałam do kogo uśmiechnąć.
Mama mi zawsze mówiła: "Pamiętaj, dziecko, ucz się, bo jak nie, to miotełka, szczoteczka i na ulicę".
No i co? Skończyłam studia, miotełka, szczoteczka i sprzątałam.
Sprzątaniem też dorabiałaś?!
Sprzątałam ludziom w domach. I hale produkcyjne również.
Już po PWST?
Owszem.
Była kiedyś taka sytuacja, że pracując w Teatrze Ludowym, zobaczyłam, że tuż obok w restauracji szukają osoby, która ogarnie przestrzeń rano, przed otwarciem. Facet na mnie patrzy: młoda, silna. "Dobra, ma pani tę robotę! Tyle i tyle pani zarobi". A ja mówię: "Tylko wie pan, ja będę musiała nie o dziesiątej, ale za piętnaście dziesiąta wyskakiwać, żeby do teatru zdążyć na próbę". "Jaja sobie robisz, gówniaro? Gdzie jest ukryta kamera?!" I nie dał mi tej pracy. Mówiłam: ludzie nie ufają aktorkom!
Sprzątanie to było upokorzenie?
Nie. Dlaczego miałoby być?
Dlatego że – jak sama powiedziałaś – aktorstwo to splendor i czerwone dywany.
To nie było żadne upokorzenie, tylko szkoła życia. Fakt, że skończyłam studia, nie sprawia, że od kogokolwiek jestem lepsza.
Masz w sobie zachwycająco dużo pokory.
Z takiego domu wyszłam. Mnie po studiach rodzice nie pytali, czy jestem szczęśliwa ani czy mam chłopca, tylko czy mam pracę. Jak chodzisz do pracy i sobie dajesz radę, to znaczy, że nie jest z tobą źle.
Dobrze wychowany człowiek przychodzi do pracy na czas, szanuje innych. Praca człowieka określa!
A więc to, że jako pani 60-letnia potrafię się utrzymać ze swojego zawodu, jest kolejnym powodem do zadowolenia z życia.
A ja, jako kobieta 41-letnia, której zdarzają się rozterki wieku średniego, słucham cię z zachwytem i wdzięcznością, że pomagasz patrzeć w przyszłość z optymizmem.
Jak miałam dokładnie tyle lat co ty dzisiaj, zdarzyło się, że podróżowałam pociągiem z emerytowaną lekarką. Uwielbiam rozmowy w przedziale z nieznajomymi. Mówiłam to, co ty teraz: że czterdziestka na karku, że człowiek nie wie, w którą iść stronę itd., na co ona powiedziała: "Ja mam 70 i jestem tak szczęśliwa! Niech się pani niczego nie boi. Każdy wiek ma swoje radości".
Miała rację. Mogę się podpisać obiema rękami.
Aldona Jankowska. Aktorka teatralna, filmowa, serialowa oraz kabaretowa, a także stand-uperka. Absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Pierwszą rolę komediową – Bianki w "Poskromieniu złośnicy" – zagrała w Teatrze Ludowym w Krakowie. W emitowanym w TVN programie "Szymon Majewski Show" parodiowała m.in. Danutę Hojarską, Zytę Gilowską i Tadeusza Rydzyka. W 2013 r. nominowana do Wiktorów w kategorii odkrycie telewizyjne. Obecnie występuje m.in. na deskach warszawskich teatrów Kamienica i Kwadrat oraz w krakowskim Teatrze STU, a także serialu "Na dobre i na złe". Pisze skecze i sztuki teatralne.
Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in. z "Gazetą Wyborczą Wrocław", "Dziennikiem Polska Europa Świat" i "Dziennikiem Gazetą Prawną" oraz "UWAGĄ!" TVN. W 2016 r. nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.


