Społeczeństwo
'Podróże dodają osobie z niepełnosprawnością pewności siebie i wiary we własne możliwości'. I coraz częściej są możliwe. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. Kamila Kubat / Agencja Wyborcza.pl)
'Podróże dodają osobie z niepełnosprawnością pewności siebie i wiary we własne możliwości'. I coraz częściej są możliwe. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. Kamila Kubat / Agencja Wyborcza.pl)

Łukasz: im trudniej, tym lepiej

Nie jest w stanie zliczyć, w ilu podróżach był. – Trzeba szacować w dziesiątkach – uśmiecha się. Raz wybiera podróż samolotową, innym razem survivalowy spływ tratwami po Biebrzy. Łukasz Hećman, 40-letni doktor nauk prawnych, autor profili w social mediach niePelnosprawnyturysta i dr Luka, od ponad dwóch dekad na skutek nieudanej operacji kręgosłupa porusza się na wózku. Po Polsce i po świecie.

– Podróże, jako osobie z niepełnosprawnością, dodają mi pewności siebie i wiary we własne możliwości. Budują mnie i dzięki nim jestem silnym człowiekiem. Po powrocie z wyprawy czuję dumę, widzę, że pokonałem swoje ograniczenia, i mam poczucie, że jestem mocniejszy. Z tym że każda podróż zaczyna się od małego kroku. Od przekonania siebie, że dam radę – mówi.

Tak było podczas pierwszego większego wyjazdu. Celem miał być Rzym, do którego wybrał się z partnerką. Chociaż wszystko teoretycznie zaplanował, już po wyjściu z samolotu pojawiły się pierwsze problemy. – Samolot miał opóźnienie, przez co nie zdążyliśmy na ostatni pociąg z lotniska do miasta. Taksówka była za droga, więc został nam autobus dalekobieżny, kompletnie niedostosowany. Mam w życiu trochę odwagi, dlatego poprosiłem Polaków, żeby wnieśli mnie do autobusu. Kierowca krzyczał: "Impossible, impossible". Ale jak już byłem na pokładzie, to mnie nie wyrzucił. Tym sposobem dotarłem do celu, ale uświadomiłem sobie, że w podróży może spotkać mnie wiele trudności – zaznacza.

Bywa różnie, ale coraz częściej osoby z niepełnosprawnością nie są już ograniczane barierą schodów. Co nie znaczy, że problem nie istnieje. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl)

To właśnie wtedy postanowił, że swoim doświadczeniem podzieli się ze światem. Żeby osoby z niepełnosprawnościami mogły odpowiednio przygotować się do wyjazdów i mieć z tyłu głowy wszystkie potencjalne niedogodności. – Warto podróżować, ale trzeba się do tego przygotować, bo różne niespodzianki mogą nas spotkać. Mimo trudnego początku w Rzymie zakochałem się we Włoszech. Włosi są bardzo pomocni dla osób z niepełnosprawnościami, ja i partnerka, z którą byłem, mieliśmy wszędzie wstęp za darmo – wspomina.

Do każdej kolejnej podróży Łukasz dokładnie się przygotowywał. – Zawsze robię research i selekcję, informuję hotel o swoich potrzebach. Wychodzę z takiego założenia, że muszę brać pod uwagę potencjalne perturbacje i niedogodności. Istotna jest jednak skala problemu – podkreśla.

Zdarzało się, że nie został wpuszczony do obiektu, który chciał odwiedzić. – Na przykład do wieży widokowej w Berlinie. Wytłumaczono mi, że nie mogę wjechać, bo jak winda się zepsuje, to będzie problem ze zniesieniem mnie. Tak się może zdarzyć i wtedy warto odpuścić i po prostu się nie stresować – opowiada.

Chociaż, jak przyznaje, to drugie nie zawsze jest do zrobienia. – Podróż do Izraela zostanie mi w pamięci na długo, bo przy wylocie zostałem wezwany na bardzo szczegółową kontrolę. W trakcie standardowej rozmowy nagle pojawiła się osoba z karabinem, która zaczęła mnie przesłuchiwać. Zaprowadzili mnie na zaplecze, zabrali wózek i posadzili na małym krzesełku. Przez kolejne 40 minut kontrolowali na różne sposoby. Potem bez słowa wypuścili. Wyjazd był fajny, miejsce piękne, ale przez sytuację na lotnisku raczej tam nie wrócę – mówi.

Są jednak miejsca i formy wyjazdów, do których wraca chętnie. Na przykład do biwakowania. – Kiedy usiadłem na wózek, byłem przekonany, że pod namiotem już nie przenocuję, myślałem, że sobie nie poradzę. Kilka lat temu zaryzykowałem i zobaczyłem, że nie mam z tym większego problemu. Od tamtej pory zdarza mi się uczestniczyć w kilkudniowych rajdach samochodowych, gdzie śpi się na dziko. Mam w planach podróż kamperem, to zawsze nowe wyzwanie – tłumaczy. A wyzwania to żywioł Łukasza.

'Chcę się nażyć na zapas, skorzystać jak najwięcej, zobaczyć i doświadczyć tyle, ile mogę, dopóki mogę'. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Wyborcza.pl)

Na pierwszy rzut oka plan wydaje się niemożliwy do zrealizowania? Tym lepiej. – Bo ciekawiej. Czasami porywam się na ekstremalne tematy, jak chociażby flyspot. Staram się próbować trudnych rzeczy, z pozoru awykonalnych dla mnie. Dwa razy byłem na spływie tratwami po Biebrzy. Przez kilka dni płyniemy rzeką na tratwie zbitej z dech, jest dosyć mała, przez co mam na styk miejsca, żeby się poruszać. Tratwę trzeba aktywnie wspomagać, żeby działała. No i przez cały rejs nie schodzi się na brzeg, bo po obu stronach są wzniesienia. Całe życie toczy się na wodzie i trzeba sobie radzić. Wracam zmęczony, ale usatysfakcjonowany, czyli tak, jak lubię najbardziej – zaznacza.

Łukasz nie może doczekać się kolejnych wypraw. Jak najszybciej chce odwiedzić Azję. Japonia i Korea Południowa to jego marzenia. – A po drodze pewnie zdarzy się jakiś city break albo wypad pod namiot – dodaje.

"Chcę się nażyć na zapas, doświadczyć, ile mogę, dopóki mogę"

Kiedy umawiam się z Anią na wywiad, jest na lotnisku, właśnie zaczyna swój wymarzony wyjazd na Majorkę. Rozmawiamy tydzień później. – Było przepięknie. Wszystko było świetnie dostosowane, promenady szerokie. Zazwyczaj trzymam się zasady, żeby dwa razy nie jechać w to samo miejsce, bo jest tyle, które chciałabym zobaczyć, ale dla Majorki zrobiłabym wyjątek. Może jeszcze dla jeziora Garda we Włoszech – uśmiecha się.

Ania Wróbel, autorka bloga Zasmakuj Życie, od urodzenia choruje na rdzeniowy zanik mięśni (SMA). Lekarze dawali jej 18 lat życia, w tym roku kończy 40. – Przy mojej chorobie dożycie do tego wieku to jest Mount Everest. Lekarze mówili moim rodzicom, że 18 lat życia to i tak będzie super. A tu kolejna piątka i kolejna. Czterdziestka przerosła moje oczekiwania – mówi.

Ania od najmłodszych lat marzyła o podróżach, jednak do pewnego momentu nie miała możliwości finansowych ani osób, z którymi mogłaby wyjeżdżać. – Potrzebuję pomocy, trzeba mnie wnieść, znieść, ogarnąć. Chcę podróżować z ludźmi, do których mam zaufanie i jakakolwiek sytuacja się wydarzy, będą ze mną. Bardzo doceniam, że mam to szczęście – opowiada.

W pierwszą podróż poleciała do Rzymu. Nie dla zabytków, ale jak mówi – dla doświadczenia atmosfery Wiecznego Miasta. – I przepadłam. Poznałam uśmiech i otwartość Włochów, zachłysnęłam się filozofią dolce vita. Mój organizm zareagował świetnie na podróż, co nie było od początku oczywiste. Lekarze pozostawili mi decyzję, nie wiedzieli, jak będę czuła się w podróży. To kwestia płuc, oddechu, siły. To lawirowanie i postawienie na swoją intuicję, która nie zawiodła – tłumaczy.

Przy kolejnych wyjazdach zaufanie intuicji też okazało się kluczowe. – Kiedy nie wiesz, ile czasu ci zostało, to inaczej podchodzisz do życia. Ludzie zdrowi przeważnie najpierw odkładają na mieszkanie, życie, obiecując sobie, że będą podróżować na emeryturze. Ja nie mam takich obietnic ani planów, bo mam świadomość kruchości i ulotności życia ze względu na moją chorobę, która w jednym momencie może obrócić się przeciwko mnie. Dlatego chcę się nażyć na zapas, skorzystać jak najwięcej, zobaczyć i doświadczyć tyle, ile mogę, dopóki mogę – mówi Ania.

Do tej pory zwiedziła Turcję, Egipt, Hiszpanię. W swojej ukochanej Italii była kilka razy, zawsze w innym rejonie. – Mam za sobą świetny samochodowy eurotrip przez Czechy, Słowację, Węgry, Niemcy, Holandię, Belgię i Luksemburg. Podróżuję z przyjaciółką, opiekunką. W dniu moich urodzin przyjechałyśmy do Austrii i tam podróż się skończyła, bo zepsuł nam się samochód. To był spontan, nie miałyśmy zaplanowane, gdzie dokładnie jedziemy, noclegi rezerwowałyśmy na bieżąco. Nie było wiadomo, jak się będę czuła w takiej podróży, raczej wolę mieć wszystko zaplanowane, ale było wspaniale – wspomina.

W Czechach zdobyły Śnieżkę. – Od strony czeskiej możliwy jest wjazd gondolą na sam szczyt, dlatego zdobycie góry nie stanowiło problemu – zaznacza. W Austrii "zaliczyły" kilka szlaków. – Zaskoczyły mnie tam góry, wszędzie były idealne drogi. Mogłam dojechać wysoko samochodem, a potem przesiąść się na wózek elektryczny i zobaczyć niesamowite widoki. Zakazany owoc najbardziej smakuje. Jeżeli nie mogę chodzić po górach, to mnie to najbardziej kręci. Moja przekorna dusza daje o sobie znać w takich sytuacjach – śmieje się Ania, po czym dodaje, że mimo wszystko podróże uczą ją pokory. – Z jednej strony jestem bardzo ambitna, zachłanna tego doświadczania, ale z drugiej wiem, że muszę czasami odpuszczać. Jak byłyśmy w Egipcie, dwa dni z rzędu kąpałam się w morzu kilka razy dziennie. Tak namachałam się rękoma, że nie mogłam się ruszyć kolejnego dnia, bo zwyczajnie przeciążyłam mięśnie – tłumaczy.

Takie rozwiązanie też pomaga w zwiedzaniu i poznawaniu świata. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Wyborcza.pl)

Oprócz pokory w podróży Ania stawia na bezgraniczne zaufanie. – Muszę zaufać sobie i osobie, z którą jestem. Uczę się otwartości na nieznane, nie wiem, co się wydarzy. A i tak zawsze staram się być przygotowana. Jeżeli kupuję wycieczkę zorganizowaną, jakiegoś lasta, to przy zakupie zgłaszam, że jestem osobą z niepełnosprawnością, i całą resztą zajmuje się biuro podróży. Podróże na własną rękę są większym wyzwaniem. Muszę zadbać o to, żeby zgłosić obsłudze lotniska, że mam wózek i potrzebuję asystenta na lotnisku – wyjaśnia. Kiedy dopytuję Anię o to, co dają jej podróże, bez zastanowienia odpowiada, że możliwość zdystansowania się. – Dzięki nim z innej perspektywy patrzę na siebie i swoje życie. Podróże działają na mnie terapeutycznie. Dają mi motywację i nowe pokłady sił. Chciałabym wyjeżdżać więcej, ale czasami zwyczajnie się nie da i trzeba znaleźć balans w codzienności, którą też lubię. Chociaż po tegorocznym eurotripie stwierdziłam, że muszę uważać na marzenia i być w nich ostrożna, bo się spełniają. Myślę więc o Azji. Chciałabym zwiedzić Indie, ale wiem, że to byłby problem i wyzwanie pod względem dostosowania. Tajlandia jest bardziej dostępna i nad nią zastanawiam się dosyć intensywnie. I może też nad rejsem statkiem wycieczkowym. Oby tylko sił starczyło, a mięśnie współpracowały i szef był skłonny urlopy podpisywać.

"Przez świat na czterech kołach"

Ewelina z powodu rozszczepu kręgosłupa od dzieciństwa porusza się na wózku. Jak mówi, podróżuje przez świat na czterech kołach. – Mam za sobą wyjazd do Dubaju. Byłam w Holandii, Hiszpanii, we Włoszech, w Chorwacji, w Bośni i Hercegowinie, promem popłynęłam do Szwecji. Bardzo ważne jest dla mnie, żeby poczuć atmosferę miejsca, poznać jego historię. Uwielbiam zwiedzać, próbować potraw, podziwiać miejsca i ludzi. Chcę dokładnie zwiedzić Europę, potem wezmę się za resztę świata – uśmiecha się.

Za kilka dni wylatuje do swojej wymarzonej Szwajcarii. Tym razem zdecydowała się na wyjazd zorganizowany przez jedną z fundacji, z którą współpracuje, ale bywa i tak, że podróże planuje sama. – Z wyjazdami na własną rękę wiążą się pewne niebezpieczeństwa. Nawet jeżeli kilka razy o coś się dopytujemy, to rzeczywistość bywa zaskakująca. Może okazać się, że hotel nie jest dostosowany, mimo potwierdzeń, że jest dostępny dla osób z niepełnosprawnościami. Najgorzej jest, jak w ogóle nie wjedziesz do hotelu, bo okaże się, że wejście jest zbyt wąskie albo ma dwa–trzy schodki. Zdarzyły mi się takie sytuacje, ale mimo to nie rezygnuję z wyjazdów – opowiada.

Także tych solo. Samodzielne podróże, chociaż obarczone większym stresem, dają Ewelinie wolność. – Trzeba być nastawionym na różne sytuacje, ale i tak czerpię z nich dużo. Na solo tripy jeżdżę po Polsce. Nie jestem do końca samodzielna, tak że w grę wchodzą tylko kilkudniowe wyjazdy. W zeszłym roku byłam w Olsztynie. Nie obyło się bez przygód, bo mimo że hostel był dostosowany, to popsuła się w nim winda – wspomina. 

Z dostępnością, jak przyznaje, jest coraz lepiej, chociaż nadal nie tak, jak być powinno. 

– W Chorwacji kiedyś było bardzo źle, teraz jest znacznie lepiej, ale i tak nie wszystkie miejsca są dla mnie dostępne. W Dubrowniku zwiedzę deptaki, ale na wzgórza czy starodawne budowle się nie dostanę. Koloseum w Rzymie jest dostępne dla osób poruszających się na wózkach. Polska, jeżeli chodzi o dostosowanie, wypada średnio, Stare Miasto w Warszawie nie jest do końca dostępne – zauważa.

Problemem przez wiele lat była dostępność plaż dla osób z niepełnosprawnościami. – Jako dziecko jeździłam z rodzicami na wczasy nad polskie morze. Wtedy wyglądało to tak, że jechaliśmy na plażę i siedzieliśmy kilka godzin w miejscu, bo nie można było pojeździć sobie po deptakach wózkiem. Trzy lata temu odwiedziłam to samo miejsce i byłam w szoku, jak bardzo się zmieniło. Mogłam nawet wjechać wózkiem do morza – wspomina.

'Muszę zaufać sobie i osobie, z którą jestem. Uczę się otwartości na nieznane, nie wiem, co się wydarzy'. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl)

Według Eweliny nadmorskie miejscowości powinny brać przykład z hiszpańskich. – Tam w sezonie turystycznym nawet w małych miasteczkach osoby z niepełnosprawnościami mogą skorzystać z kąpieli morskich. Ratownicy są przeszkoleni, mają specjalne wózki, którymi wjeżdża się do morza. Chociaż chętnych bywa tak dużo, że czas w wodzie jest ograniczony – mówi. 

Ewelina każdorazowo przed podróżą sprawdza nie tylko dostępność zabytków, atrakcji turystycznych i hoteli, ale przede wszystkim środków transportu. – Dobrze, żeby w autokarze była winda, która podniesie wózek. Pociągi uwielbiam, bo w większości są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami. Trzeba tylko wybrać odpowiednie miejsce podczas rezerwacji biletu - wyjaśnia. I dodaje: - Osoba z niepełnosprawnością może uzyskać pomoc przy wsiadaniu do pociągu i wysiadaniu, wcześniej zgłaszając tę potrzebę na infolinii albo w Centrum Obsługi Klienta.  Z podróżami samolotami wiążą się dodatkowe procedury. Zazwyczaj jest tak, że osoby z niepełnosprawnościami przeszukuje się bardzo szczegółowo ze względu na to, że w wózku są metale i piszczymy przy przechodzeniu przez bramki. Nieraz było tak, że czułam się jak przestępca – śmieje się.

Zobacz wideo Myślenie magiczne pomaga nam ruszyć się z "miejsca"?

Pozytywnie zaskoczyło ją lotnisko w Dubaju. – Na to przeszukanie przeznaczony jest tam specjalny pokój intymności. To daje duży komfort i fizyczny, i psychiczny – podkreśla. 

Przekraczając granice miast i krajów, Ewelina przekracza swoje bariery. – Jeszcze kilka lat temu nie zdecydowałabym się na solo podróż ze względu na problemy z dostępnością, teraz nie stanowi to dla mnie problemu. Podróże są odskocznią, dają mi szczęście, wzbogacają mnie. Marzy mi się wyprawa nocnym pociągiem. Trochę obawiam się, czy byłoby to bezpieczne, ale pokonuję swoje lęki. Każdy ma swój szczyt. Moim było zdobycie Morskiego Oka, co na wózku w zaspach śniegu jest sporym wyzwaniem. Może teraz czas na Kilimandżaro?

Anna Korytowska. Dziennikarka od tematów społecznych. Lubi ludzi, a każda rozmowa uczy ją czegoś nowego. Chce oddawać głos osobom, które są go pozbawiane.