Sztuka i design 
Iwan Wyrypajew. (Fot. Alexandra Muraveva / Materiały prasowe)
Iwan Wyrypajew. (Fot. Alexandra Muraveva / Materiały prasowe)

Z Iwanem Wyrypajewem spotykam się na bulwarze Flotylli Pińskiej, gdzie mieści się siedziba jego fundacji Teal House. W jednym z drewnianych budynków właśnie odbywa się próba jego nowego spektaklu "Mahamaya Electronic Devices", który będzie podróżował po całym świecie. Spektakl pokazywany był już w Londynie, teraz czas na Warszawę.

Siadamy przy stoliku, Iwan Wyrypajew pyta mnie, czy może zapalić. Skręca papierosa. - 6 lipca rzucam - mówi.

Dlaczego 6 lipca?

Wtedy zaczyna mi się urlop. Pierwszy od długiego czasu. Tutaj nie jestem w stanie tego zrobić – za dużo pracy, za dużo stresu.

Skąd tyle stresu i tyle pracy?

Bo m.in. tworzymy nowy spektakl, który jest częścią dużego projektu. Będziemy z nim jeździć po wielu krajach, przede wszystkim anglojęzycznych. Mamy zamiar dojechać do San Francisco i pokazać spektakl przedstawicielom firm zlokalizowanych w Dolinie Krzemowej – mamy plany zaprosić na to wydarzenie Elona Muska, Sama Altmana i innych ważnych przedstawicieli AI.

Plakat zapowiadający warszawską premierę spektaklu Iwana Wyrypajewa 'Mahamaya Electronic Devices' (detal). (Fot. Materiały prasowe.)

Liczycie na to, że przyjdą obejrzeć przedstawienie?

Po pierwsze, przyjaźnię się z wieloma członkami zarządów głównych firm zajmujących się AI i to oni organizują to wydarzenie. A po drugie, spektakl podejmuje tematy, które ich dotyczą - tego, jak nowoczesne technologie kreują i zmieniają rzeczywistość. Zadaję pytanie, czy za pomocą umysłu można zrozumieć, czym jest sens życia. Spektaklowi będą towarzyszyć panele dyskusyjne, warsztaty rozwojowe. Pokazywany był już w Londynie, teraz czas na Warszawę, a jesienią ruszamy w trasę. Spektakl funkcjonuje także jako franczyza. Będzie realizowany w teatrach w różnych krajach - z lokalnymi aktorami, w oryginalnych językach. To produkcja taka jak musical broadwayowski - koncepcja, scenariusz, scenografia, muzyka są zawsze takie same, zmienia się natomiast zespół, który przygotowuje projekt.

Spektakl wystawiany jest w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Jaka atmosfera tam panuje po odejściu Moniki Strzępki?

Nie wiem, my wyłącznie wynajmujemy od teatru scenę. Ale dziękujemy dyrekcji, technikom, menedżerom za bardzo miłe przyjęcie. Gramy z zespołem międzynarodowym w wersji anglojęzycznej, duża część aktorów pochodzi z Wielkiej Brytanii, natomiast przedstawienie obsługiwane jest od strony technicznej przez pracujących dla naszej fundacji Teal House imigrantów i uchodźców. Ze względu na toczącą się w Ukrainie wojnę większość pochodzi właśnie stamtąd.

Praca w fundacji bardzo pana pochłania?

Bardzo. Zajmuje mnóstwo czasu i energii. Nie jestem już tylko artystą, który pisze i tworzy spektakle, ale także menedżerem i specjalistą od pozyskiwania funduszy. W ramach fundacji prowadzimy też studio teatralne dla dzieci ukraińskich, w którym poprzez teatr rozwijają się i zdobywają wiedzę o sztuce i życiu. Jednocześnie muszę zarabiać, żeby fundacja mogła funkcjonować. Właśnie wróciłem z Tel Awiwu, gdzie miałem występ ze swoimi wierszami, przygotowuję także sztukę "Don Juan" dla jednego z francuskich teatrów w koprodukcji z Festiwalem w Awinionie, pracuję nad projektem w Nowym Jorku, tworzę start-up - platformę internetową. Od dwóch lat nie byłem na urlopie. Ta przygoda z fundacją jest piekielnie ciężka, jednocześnie jest to fantastyczne doświadczenie - uczy mnie uważności, komunikacji z ludźmi, niesamowicie mnie rozwija.

Po wybuchu wojny w Ukrainie zdecydował się pan wraz z Karoliną Gruszką, współtwórczynią fundacji, poszerzyć działalność właśnie o wspieranie uchodźców i imigrantów. Dlaczego?

Trochę nie miałem wyjścia.

Jak to?

Ktoś musiał tym młodym ludziom, którzy zmuszeni byli uciekać ze swojego kraju, pomóc.

Iwan Wyrypajew. (Fot. Alexandra Muraveva / Materiały prasowe)

Ale dlaczego pan? Poczucie winy czy obowiązku, bo jest pan Rosjaninem?

Czuję żal, wstyd, złość, ale na pewno nie mam poczucia winy. Jestem absolutnym przeciwnikiem Władimira Putina. W grudniu 2023 roku zostałem zaocznie skazany przez sąd w Moskwie na osiem lat kolonii karnej za rzekome prowadzenie działalności dezinformacyjnej.

Rosyjskie MSZ wystawiło za panem list gończy.

Gdybym pojawił się na terenie Rosji, od razu by mnie aresztowano. Ale nie tylko tam. Gdy tylko planuję jakąś podróż, to muszę uważać, żeby nie przesiadać się w kraju, który jest sojusznikiem Putina, czyli np. w Indiach, Dubaju czy niektórych krajach azjatyckich. Jestem pewien, że od razu zostałbym przechwycony. W Polsce także nie mogę się czuć do końca bezpiecznie. Działa tu mnóstwo rosyjskich szpiegów, nie mam prywatnego ochroniarza, nie ukrywam się, żyję normalnie, więc jakby Putin bardzo chciał, to mógłby mi coś zrobić.

Czuje pan na co dzień strach?

Nie mam czasu na strach. Putin na pewno byłby szczęśliwy, jakby mógł mnie postawić przed sądem, jednocześnie nie sądzę, abym był jakimś ważnym dla niego celem - daleko mi do Aleksieja Nawalnego. Zajmuję się wąską działką, jaką jest wsparcie młodych artystów.

A wracając do tego, że nie miał pan wyjścia…

Bo ci młodzi, gdy tylko wybuchła wojna, zwrócili się po pomoc do mnie. Bo do kogo innego mieli? Znają mnie, bywałem w Ukrainie dość często. Wystawianych było tam sporo spektakli opartych na moich sztukach i jestem bardzo dobrze znany wielu ukraińskim aktorom. Dlatego w Warszawie zwracają się do mnie ludzie teatru.

Iwan Wyrypajew przed Ambasadą Federacji Rosyjskiej w Warszawie na jednoosobowej pikiecie w obronie Aleksieja Nawalnego, 23 stycznia 2021 rok. (Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Wyborcza.pl)

Nie było przeszkodą to, że jest pan Rosjaninem?

Sztuka jest tym, co nas łączy. Jako Rosjanin mam jakieś poczucie odpowiedzialności wobec tych ludzi. Na pewno nie bez znaczenia jest to, że sam jestem imigrantem, wiem, co to znaczy przyjechać do obcego kraju i musieć się tu odnaleźć, gdy nie zna się zwyczajów, kultury, języka. Ci młodzi ludzie, którzy obecnie mają dwadzieścia kilka lat, są w okresie najintensywniejszego rozwoju. Oni nie chcą i nie mają czasu, żeby wciskać przycisk "pauza" na czas wojny, oni chcą dalej żyć. A my z Karoliną chcemy i możemy dać im tę możliwość. Jednocześnie uważam, że to wyjątkowo ważne, aby nie tylko mieli szansę znaleźć w Polsce schronienie, ale także by mogli zintegrować się z polską społecznością, kulturą, nie zamykali się w swoich narodowościowych grupach.

W przyszłości chciałbym pracować nie tylko z uchodźcami z Ukrainy, Białorusi, Rosji, ale także z innych krajów: Tadżykistanu, Uzbekistanu. I nie tylko z artystami, ale włączać w działania kulturalne ludzi z różnych środowisk. Mogę jednak działać wyłącznie na bardzo niewielkim polu. Martwi mnie to, że Polska nie ma żadnej strategii dotyczącej uchodźców.

Jesteśmy na etapie, czy ich przyjmować, czy nie.

Ale oni już tu są i będzie ich jeszcze więcej. Często korzystam z Ubera, więc spotykam ich praktycznie codziennie. Wielu pochodzi z krajów rosyjskojęzycznych, więc zdarza się, że ich pytam, co tu robią, czy uczą się języka, czy interesują się polską kulturą, czy w dni wolne, kiedy nie pracują, odwiedzają jakieś domy kultury, miejsca spotkań. Najczęściej odpowiadają, że nie. Że to ich nie obchodzi. A w niedziele chodzą do meczetu, żeby się pomodlić. Ci ludzie są pozostawieni sami sobie, łączą się w enklawy. Nie poznają polskiej kultury, zwyczajów, nie poznają ludzi stąd. Polska żyje iluzją, że problem imigrantów jej nie dotyczy albo że uda się jakoś powstrzymać ich napływ.

Wydaje nam się, że u nas problem imigrantów jest inny niż gdzie indziej.

Ale też dochodzi do konfliktów na granicy. O większości z nich zapewne nie wiemy. Udajemy, że nic się nie dzieje, że sytuacja jest pod kontrolą. Jestem przeciwnikiem stawiania murów, jestem za przyjmowaniem imigrantów, ale z głową. Żeby to robić, trzeba mieć na to pomysł i strategię. Nie można dać ludziom paru groszy, pliku dokumentów i pozostawić ich samym sobie. Trzeba ich zmusić do nauki polskiej kultury, integrowania się z polską społecznością. Moim zdaniem rząd powinien rzucić wszystko - oczywiście symbolicznie - i zająć się tym tematem.

À propos niechęci wobec obcych. Czy jako Rosjanin spotyka się pan z niechęcią ze strony Polaków? Według sondażu CBOS Rosjanie to narodowość, której Polacy nie lubią najbardziej.

Nie spotkałem się z żadną niechęcią ze strony Polaków, wręcz przeciwnie, widzę, że Polacy są sympatyczni i wyrozumiali dla tych Rosjan, którzy sprzeciwiają się Putinowi i jego reżimowi. W Polsce nie ma rusofobii. Polacy są niesamowitymi ludźmi, życzliwymi i wyrozumiałymi.

Próba spektaklu 'Ożenek' Mikołaja Gogola w reżyserii Iwana Wyrypajewa (c). Teatr Studio, rok 2013. (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)

Kim się pan czuje, biorąc pod uwagę obecną sytuację geopolityczną? Od maja 2022 roku ma pan polskie obywatelstwo, w wywiadach z jednej strony pobrzmiewa żal, że jest pan przez Rosję odrzucany, jednocześnie sam próbował pan się zrzec rosyjskiego obywatelstwa - ze względu na wyrok nie może pan tego zrobić.

Te kwestie tożsamościowe są trudne i złożone. Ja natomiast postrzegam to, kim jestem, w sposób bardziej złożony. Nie jestem tylko Rosjaninem czy tylko Polakiem, jestem człowiekiem, jestem energią, jestem świadomością. Narodowość jest pewnego rodzaju narzędziem, z którego korzystam. Jednocześnie zawsze będę związany z rosyjską kulturą - to jest mój kod, sposób myślenia, po rosyjsku myślę, piszę.

Rosja zawsze była i niestety jest w tej chwili okupantem, to jednak nie oznacza, że wszyscy Rosjanie są źli. Niemcy to nie tylko Hitler, to nie tylko faszyści. Za każdą kulturą stoi ogromne bogactwo. Jednocześnie zgadzam się z Ukraińcami, którzy twierdzą, że kultura rosyjska jest kulturą imperialistyczną - jej celem jest podbijać. Chciałbym, żeby ludzie to rozumieli, a Rosjanie - żeby pokazali, że mogą zachować swoją kulturę i jednocześnie być antyreżimowi oraz, co ważne, antyimperialistyczni. Na tym polega też integracja. Zachowuję swój kod kulturowy, ale wchodzę w relację z innym kodem. Staję się taką mozaiką kulturową, wszystkie jej elementy są ze sobą połączone, a jednocześnie stanowią odrębną część.

Czy nie obawia się pan, że Putin i nas zaatakuje?

Myślę, że nie zaatakuje, bo nie ma do tego środków - w tej chwili ma problem, żeby zdobyć kolejną ukraińską wioskę. Mówiąc to, kieruję się logiką zdrowego rozsądku, ale Putin - jak wiemy - jest nieobliczalny. Mógłby moim zdaniem zrzucić bombę atomową, ale to zagrożenie nie dotyczy wyłącznie Polski.

Czyli nie myśli pan o wyprowadzce z kraju?

Polska to mój dom. Mam tu rodzinę, przyjaciół. Lubię tu żyć. Jedyny powód, dla którego mógłbym się stąd wyprowadzić, jest brak pracy. Już jest tak, że pracuję praktycznie wyłącznie za granicą - w Londynie, we Francji, w Stanach Zjednoczonych. Poza oczywiście prowadzeniem fundacji. Od pięciu lat nie zrobiłem w Polsce żadnego spektaklu. Chciałbym tu pracować, ale nie mam na to szans.

Dlaczego?

Bo nie mam swojej sceny, a w teatrach mnie nie chcą.

Znów zapytam: dlaczego?

Polski teatr funkcjonuje na takich zasadach jak za komuny. Aktor dostaje pieniądze nie za to, że jest wybitny czy szczególnie nadaje się do określonej roli, ale dlatego, że jest, bo ma etat. Ja nie chcę pracować ze stałym zespołem, chcę angażować do projektów aktorów, którzy moim zdaniem do danej roli się najbardziej nadają. Potrzebna jest w Polsce reforma teatrów.

Iwan Wyrypajew. (Fot. Alexandra Muraveva)

Z drugiej strony to daje aktorom poczucie bezpieczeństwa i stabilizację finansową. I tak ci teatralni aktorzy nie mają zazwyczaj łatwego życia.

No tak - komunizm. Każdemu po równo, nieważne, czy ma talent, czy nie. A najlepiej zabrać bogatym i oddać biednym. Ja się z tym nie zgadzam, uważam, że w teatrze powinno być jak w filmie: jest projekt teatralny, uruchamia się casting i rolę dostają najlepsi. Spektakli nie robi się dla aktorów, po to, żeby zarobili, tylko dla widza, bo to on płaci.

Najlepsi albo ci, których lubi reżyser…

Tak funkcjonują teatry na Zachodzie i mnie się ten model podoba. Ale ma pani rację, polskim aktorom jest to na rękę, więc wątpię, żeby cokolwiek się szybko w tej kwestii zmieniło.

A własna scena?

Otwarcie własnej sceny wiąże się z dużymi kosztami, które przekraczają moje możliwości.

Warlikowskiemu się udało.

Bo jest Polakiem. I wybitnym twórcą. I bardzo mu tego gratuluję. Zasługuje na to jak mało kto. Ale dla mnie własna scena jest poza moim zasięgiem.

Zobacz wideo Smoleń-Starowieyska: Nie bójmy się, jeśli możemy, tego normalnego życia

W jednym z wywiadów wyraził pan złość wobec polityki, jaką USA czy Unia Europejska prowadzą wobec Rosji. Jak zatem ta polityka państw Zachodu wobec Putina powinna wyglądać?

Z jednej strony potępiamy działania Putina, z drugiej - w dalszym ciągu prowadzimy z nim interesy. Ewentualne sankcje wprowadzane są bardzo powoli. Stany Zjednoczone przekazują broń Ukrainie, ale pod wieloma warunkami i nie na tyle dużo, aby dać jej realną szansę na wygranie wojny. Mam wrażenie, że strategią Zachodu jest powolne niszczenie Putina. Robią to jednak czyimi rękami? Ukraińców. Zdalnie grają w grę, w której giną tysiące ludzi. To okrutne. Uważam, że Zachód powinien się określić. Zadać sobie pytanie, kim jest Putin. Czy jest politykiem, czyli podmiotem, z którym można się dogadać, czy jest jak Państwo Islamskie - terrorystą i bandytą, czyli osobą, z którą nie można się dogadać. Jeśli tym drugim, to należy odciąć całkowicie relacje z nim. OK, będzie trzeba się liczyć z kryzysem gospodarczym, ale trudno - musimy się z tym pogodzić i wziąć to na klatę.

Iwan Aleksandrowicz Wyrypajew. Rosyjski i polski aktor, reżyser i dramatopisarz rosyjskiego pochodzenia.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. W mediach od 2011 roku. Słuchanie ludzi to, obok tańczenia, jej ulubiona aktywność. Wierzy, że każda historia jest wyjątkowa. To, co jednak w każdej opowieści najcenniejsze, to jej walor uniwersalny. Takie historie chce opowiadać.