Społeczeństwo
Szafiarka Dorka mieszka w Olsztynie, już nie pracuje, ale nie potrzebuje powodu do codziennego stylizowania się (Archiwum prywatne)
Szafiarka Dorka mieszka w Olsztynie, już nie pracuje, ale nie potrzebuje powodu do codziennego stylizowania się (Archiwum prywatne)

Szafiarka Dorka – tak się nazywają pani profile w mediach społecznościowych. Pierwszy raz na Instagramie pokazała się pani w 2022 roku.

Nie pojawiła się we mnie potrzeba Instagrama, tylko potrzeba pokazania swojego stroju, sklepowej zdobyczy. Kupiłam na wyprzedaży bluzę, założyłam ją i wystylizowałam. Byłam tak zadowolona z efektu, że postanowiłam się w niej nagrać i wrzucić na profil filmik. Miałam obawy, ale uznałam, że potem ewentualnie zmierzę się z konsekwencjami.

Byłam przygotowana na hejt, a okazało się, że go nie było. Wręcz odwrotnie – pod postem pojawiły się komentarze: Slay! [ang. powalić, określenie wyrażające bycie pod wrażeniem – przyp. red.]. Nie wiedziałam, co to znaczy, sprawdziłam i okazało się, że to komplement i wyraz uznania pod moim adresem. 

Zdecydowałam, że skoro zostałam tak miło przyjęta, to będę od czasu do czasu wrzucała swoje stylizacje.  

Pani styl to...

Elegancja połączona z elementami sportowymi. Wybieram przede wszystkim nowoczesne zestawienia, modne fasony. Unikam ubrań ciotkowatych, pańciowatych.

Szafiarka Dorka zaczęła od publikowania stylizacji na TikToku, później pojawiła się na Instagramie (Archiwum prywatne) , Znakami charakterystycznymi Szafiarki Dorki są dlugie włosy i minimalny makijaż (Archiwum prywatne)

Czyli jakich? Pańciowatość wydaje mi się trudna do wyłapania.

Wbrew pozorom łatwo ją uchwycić. Ubierając się klasycznie, dodajemy sobie lat, bo klasyka zawsze postarza. Noszenie sukienuś, deseni w kwiatusie, stylu boho dodaje lat. Pewne ubrania świetnie wyglądają na młodych kobietach, a inne doskonale prezentują się na paniach w moim wieku, 60 plus, w wieku vintage – jak go określam.

Mam swój określony styl i wyczulony radar na pańciowate ubrania i dodatki. Patrzę i je widzę. Kobiety, które na co dzień się tak ubierają, nie zdają sobie sprawy z tego, jak wyglądają i że można się inaczej ubrać. Te stylizacje są dla nich naturalne – oczywiste. I tu wkraczam ja, pokazując na własnym przykładzie, jak i jakie ubrania można zestawiać, żeby wyglądać młodziej i nowocześniej. 

Zestawiam także ciotkowate stylizacje i moje obserwatorki się za głowę łapią, piszą do mnie wiadomości: Matko Bosko, ja się dokładnie tak ubieram! Jestem ciotką klotką! Dopiero na moim przykładzie to widzą. Ale wystarczy inaczej popatrzeć na własny wygląd, dać sobie szansę na zmianę, a wtedy pańciowatość zniknie. 

W Polsce kobiety po sześćdziesiątce skazuje się na niebyt, mają siedzieć na ławce w parku i bujać wózki z wnukami, nic nie chcieć od życia, a życie niczego od nich nie wymagać. Nic bardziej mylnego!

Ta rolka, w której pokazuje pani efekt przed i po, która przewija się przez pani posty, robi duże wrażenie.

Kobiety w wieku vintage mają zamiłowanie do noszenia ubrań, w których kiedyś dobrze wyglądały. Mają 50–60 lat i zakładają ulubione zestawy sprzed 25–30 lat. A te są niespójne z ich aktualną osobowością, kłócą się także z ich stylem życia. Kobiety zatrzymują się modowo na pewnym etapie, a na dodatek część z nich nie zwraca uwagi na to, co zakłada.

Błędem jest kupowanie ubrań we wzory, w kwiatki i myślenie, że ten wyrazisty deseń lub mocny, ekstrawagancki kolor "zrobią stylizację".

Nie jest tak, że jeden mocny akcent zwalnia z myślenia o tym, czy poszczególne elementy stroju do siebie pasują. Bo przecież 'nikt nie będzie patrzył na spódnicę i buty, skoro bluzka jest taka świetna i efektowna'. To działa dokładnie na odwrót – właśnie bluzka w kwiaty i byle jaka spódnica tworzą ciotkowatą stylizację.  

A nie jest tak, że doszliśmy do punktu w modzie, w którym nie działają odgórnie narzucane zalecenia i zasady, wymyślone metamorfozy, bo każdy ma prawo wyglądać, jak chce?

Owszem, ale pod warunkiem że robi to świadomie. Wiele kobiet jest nieświadomych i moją rolą jest pokazanie im ich ciotkowatości. Jeśli moja rówieśnica obejrzy moją rolkę, zobaczy, dostrzeże pańciowatość stylu, ale powie: Pasuje mi to, dobrze się w takiej garderobie czuję, będę się tak ubierać – to nic mi do tego. Przyjmuję to i akceptuję w pełni. Ale można wyglądać nowocześnie, czego skutkiem ubocznym jest odjęcie sobie kilku lat. Odmładzanie się to nie noszenie plastikowych, opinających ciało bluzeczek w żywe desenie.

Klasyka? Zdaniem Szafiarki Dorki - dodaje lat (Shutterstock/aniarenard)

Warto ubierać się ponadczasowo?

Ubrania ponadczasowe czy "niebycie" w trendach to dla mnie słowa wytrychy, mówiące o tym, że ktoś się nie chce zmieniać. Uważam, że nie ma czegoś takiego jak ubrania ponadczasowe – 10 lat temu inaczej wyglądała "ponadczasowa" marynarka, 20 lat temu była inna i dzisiaj też jest inna.

Kolejna ważna sprawa: ponadczasowość ma niewiele wspólnego z życiem współczesnej kobiety. Dwudziestokilkulatka na studiach potrzebuje innych ubrań, kiedy ta sama kobieta zostaje mamą innych, a kiedy rozwija karierę – jeszcze innych. Dzisiaj ktoś w wieku 24 lat ma myśleć o marynarce, która odnajdzie się idealnie za dwie dekady? Nie ma to większego sensu. Ubrania powinny pasować do momentu w życiu, w którym akurat jesteśmy.

Gadanie o klasykach to bicie piany, takie ubrania można kupować, kiedy jest się po czterdziestce, ale niechże one mają w sobie nutę nowoczesności i będą dobrej jakości! Zapłaci się za nie więcej, ale na dłużej zostaną w szafie.

A trendy? 

Trzeba wiedzieć, co się dzieje w modzie, i dopasowywać trendy do swojego stylu, własnej szafy. Właśnie odpowiadanie i wplatanie trendów jest przejawem nowoczesności w stylizacji. Nie mówię, że chodzi o wymianę całej garderoby – wystarczy modna spódnica lub kurtka czy dodatki: buty, torebka. 

Stylizacje, które pani proponuje, oprócz tego, że są bliskie pani stylowi, są także bardzo w trendach. Wygląda na to, że trzyma pani rękę na pulsie.

Nie mam wykształcenia modowego ani wiedzy historycznej na temat mody. Zresztą nie są mi one do niczego potrzebne. Oglądam sylwetki pokazywane w czasie tygodni mody, ale głównie koncentruję się na propozycjach projektantów marek, które są mi bliskie i w moim stylu: Saint Laurent, The Row bliźniaczek Olsen, a z sieciówek w moim guście są Zara i Massimo Dutti.

Nieżyjąca już Iris Apfel była modowym kolorowym ptakiem (Shutterstock/Ron Adar) , Aktorka Helen Mirren z wiekiem stała się modow bardziej odważna (Shutterstock/Fred Duval) , Maye Musk, matka Elona Muska i modelka, ceniona jest za wyrazisty styl (Shutterstock/lev radin)
Śledzę wybrane pokazy i przeglądam zagraniczne pisma o modzie. I tak buduję wiedzę na temat tego, co będzie modne. Staram się wychwytywać powtarzające się i pasujące mi trendy na nadchodzące sezony. I wplatam je od razu w zestawy, które pokazuję w rolkach. Z tego powodu moje pomysły czasami nie spotykają się ze zrozumieniem, bo ja już wiem, co będzie modne zimą 2025, a obserwujący mnie jeszcze nie.

Śledzę także zagraniczne influencerki, bo one funkcjonują w rzeczywistości, w której tolerancja i wolność modowa są znacznie większe niż w Polsce. Więcej jest starszych świetnie ubranych kobiet. Co prawda ich stylizacje często wpisują się w kanon "kolorowych ptaków". Jestem poza tym nurtem, bo nie uważam, że zestaw czy ubranie powinno krzyczeć kolorem, żeby dobrze wyglądać.

Osoby interesujące się modą, wiedzą z wyprzedzeniem, co będzie modne za rok (Shutterstock/pabloperezlopez9)

W kontrze do tego, jak świat chce postrzegać kobiety 60 plus, są pani długie włosy. Wyróżnia się pani także minimalnym makijażem. Odstaje pani, bo nie używa filtrów, nie wygładza się, nie wypełnia. 

Bardzo świadomie na początku w ogóle ominęłam Instagram i zaczęłam swoją aktywność w sieci od TikToka. Instagram kojarzy mi się z kreacją, wystudiowaniem, wypacykowaniem, wyfotoszopowaniem, przefiltrowaniem. To sztuczny świat niemający pokrycia w rzeczywistości. TikTok jest bliższy prawdy, ludzie, pokazując się tam, wydają się bardziej szczerzy i naturalni. Moją prawdziwość przeniosłam na Instagram właśnie z TikToka. Jestem sobą, nikogo nie udaję, nie nakładam filtrów, nie muszę być piękna, z wyprasowaną twarzą i idealnymi włosami, żeby się akceptować.

Sztuczne odmładzanie mnie nie interesuje, bo jestem ze swoim wyglądem i wiekiem pogodzona. Ba, więcej! Jestem szczęśliwa i zadowolona, będąc w miejscu, w którym teraz się znajduję. Nie będę na siłę odejmować sobie lat, bo po co? Nie widzę powodu, dla którego miałabym to robić.  

Pod tym względem przypomina mi pani obecną postawę Pameli Anderson.

Jest to pewnego rodzaju filozofia oparta na tym, że odchodzimy od trendu kultu wiecznej młodości. Nie trzeba być do śmierci młodym, szczupłym i wysokim, żeby cokolwiek w życiu osiągnąć. Ważniejsze jest, żeby być sobą, żyć w zgodzie ze sobą, mieć swoje pasje i marzenia, a nie udawać kogoś, kim się nie jest.

Dokąd pani chodzi tak wystylizowana? Bo przyznam, że mi brakuje powodów do wyglądania szałowo. 

Zgadzam się, w dobie pracy zdalnej potrzeba wiele samodyscypliny, żeby się ciekawie ubierać, a nie chodzić tylko w dresach. Powrót do przykładania wagi do wyglądu na co dzień jest wyzwaniem. Kobiety piszą mi, że całkiem nie mają na siebie pomysłu i ściągają moje stylizacje 1:1. I dobrze! Bo dzięki temu mogą posprawdzać, co im pasuje.

Pamela Anderson na czerwony dywan nie maluje, ani nie czesze się specjalnie. Szkoda jej czasu, który spędziłaby na przygotowaniach (Shutterstock/Fred Duval)

Proszę o konkret: jakie pani znajduje okazje do stylizowania się?

Nie muszę mieć powodu. Wstaję i zawsze mam chęć dobrze wyglądać, sprawia mi to radość. Mam kilkanaście elementów w szafie i z przyjemnością je sobie łączę na różne sposoby. 

I dokąd pani idzie?

No jak to dokąd? Do Lidla po cukier!

Nie widzę powodu, żeby cały boży dzień chodzić w legginsach i bluzie. Po domu też nie chodzę w dresach. Coco Chanel ponoć mawiała, że powinniśmy zawsze wyglądać tak, jakbyśmy mieli spotkać miłość życia lub największego wroga. 

Gdzie tu miejsce na wygodę?

Moim zdaniem ubrania niewygodne to te wykonane z byle czego. Stawiam na dobre materiały: wełnę, bawełnę, jedwab, wiskozę, lyocell, skórzane buty, paski, torebki. Ekstremalnych fasonów nie noszę – to kłóci się z wygodą. Kupuję rzeczy z sieciówek, ale dobrej jakości.

Szafiarka Dorka pokazuje, jak nie ubierać się pańciowato (Archiwum prywatne) , Pokazując na sobie, chce dodać odwagi kobietom do zmiany podejścia do mody (Archiwum prywatne) , Ubrania, które pokazuje to zdobycze z sieciówek (Archiwum prywatne)

Kim są obserwujące panią osoby?

Ogląda mnie cały przekrój wiekowy, po równo od 18-latek po 65-latki. Najwięcej słyszę opinii, że mój profil otwiera im oczy. Że można inaczej. Kobiety w wieku vintage boją się chodzić do galerii i sieciówek, bo uważają, że to są sklepy dla młodych ludzi. Ale zakupy można robić też w sklepach internetowych, to pomaga niektórym pokonać lęk.

252 tys. obserwujących w dwa lata to jest więcej niż imponujący wynik!

Tak, ale był to skutek uboczny, a nie mój cel. Niczego po Instagramie nie oczekuję i niczego od niego nie chcę. Nie muszę za jego pomocą i na bazie komentarzy budować poczucia własnej wartości. Daję, niczego nie oczekując w zamian. 

Moją misją jest pokazanie, że można wyglądać inaczej, młodziej, nowocześniej. Są panie, które mają problem z wizerunkiem, chciałyby, ale nie wiedzą, jak i co zrobić, żeby go zmienić. Zależy mi, żeby wyszły ze swojego zaścianka, roli, którą narzuca im społeczeństwo. Żeby zobaczyły siebie w innym świetle, same się doceniły po tylu latach dawania siebie innym. I mogły się wyrażać przez modę, bo wreszcie mają czas i możliwości.
Wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy z tego, że mogłaby wyglądać lepiej, modniej, bardziej na czasie (Shutterstock/MikeDotta)

Okazało się, że to, co robię, ma sens i siłę. Dzwonią do mnie przedstawiciele różnych fundacji i programów pomocowych dla kobiet z zaproszeniami do poprowadzenia warsztatów. Ubraniem można zbudować poczucie własnej wartości, zacząć dostrzegać siebie, nabrać odwagi w realizowaniu pasji. 

Ubrania to nie są – wbrew temu, co myślą niektórzy – "tylko ciuszki". Moda sięga głębiej, a wygląd ma bezpośrednie przełożenie na nasze życie. My decydujemy, co zakładamy lub czego nie zakładamy na grzbiet, i już to wiele o nas mówi. Nowoczesny zestaw świadczy o otwartości na nowości. Osoba ubrana jak ciotka klotka strojem sugeruje zachowawczość i konserwatywny stosunek do życia.

Ma pani duży profil, pochyla się pani nad określoną niszą. Takie osoby są łakomym kąskiem dla marketingowców.

Odzywają się do mnie polskie firmy, ale nie będę reklamowała niskiej jakości ubrań sprowadzanych z Chin albo szytych w Polsce, ale o fasonach modnych dwie dekady temu. I choć te drugie są starannie wykonane i uszyte z teoretycznie dobrych tkanin, to niestety niemodne. W życiu bym ich nie założyła, a tym bardziej komuś poleciła.

Z kolei polskie świetne marki, z którymi mogłabym z czystym sumieniem współpracować, nie widzą chyba jeszcze potencjału nabywczego u kobiet z mojego przedziału wiekowego i mnie omijają.

Jestem za to w kręgu zainteresowania firm, które robią transmisje zakupowe na Facebooku. Te plastikowe ciuchy i obcisłe, dopasowane bluzeczki w kwiateczki to nie jest moja bajka. Takie ubrania nie mają nic wspólnego z modą i stylem i są zwyczajnym sprzedawaniem ubrań – firma ich nakupiła, to teraz musi sprzedać, wciskając w czasie live’ów.    

Od czego zatem zacząć zmianę i wymianę szafy?

Od odwiedzenia sieciówki. Ja polecam Zarę. Warto zabrać do przymierzalni ubrania spoza swojej strefy komfortu, zupełnie inne od tego, co nosimy. Nosisz rurki, ciasne żakiety i przylegające bluzki? Przetestuj szerokie spodnie garniturowe z zakładkami, szerokie jeansy, ovesize'ową marynarkę, dużą koszulę. Może na etapie przymierzania kliknie coś w głowie: o kurczę, to mi się podoba! Dobrze w tym wyglądam i świetnie się czuję. 

Swój styl określa jako elegancję z elementami sportowymi (Archiwum prywatne) , W zakupach sugeruje stawianie na dobre, jakościowe materiały ubrań i dodatków (Archiwum prywatne)

Powiedziała pani, że kobiety 60 plus boją się wchodzić do sieciówek. Za dużo tam możliwości? Nie wiedzą, jak to później zestawić?

Wejście do sklepu czy do przymierzalni nie jest przerażające – to jest tylko środek do zmiany wyglądu. Panie boją się opinii innych ludzi: co powie mąż, córka, sąsiadka, listonosz, kurier, ksiądz.

Ciotka klotka jest niewidzialna, wtapia się w tłum, bo takich kobiet jest cała masa. Kiedy idzie do dyskontu po masło, to jest jedną z wielu. Jeśli się dobrze ubierze, to nagle wychodzi z cienia, ryzykuje, że ktoś ją dostrzeże. Jak zareaguje i co, jeśli źle oceni?

Ja się oceny nie boję, bo wiem, że ja nadążam za modą, a oceniający mnie nie. 

Trzeba odwagi do zmiany, ale i poczucia własnej wartości, a to się buduje całe życie. Lubię odwracać tę zasadę: załóż świetną stylizację i zobacz, jak podniesie się twoja pewność siebie. Nie musisz być najpierw pewna siebie, żeby potem się dobrze ubrać – zrób odwrotnie. To prosty mechanizm, który pozwala się poczuć pewnie: fajnie wyglądam, dobrze się czuję, jestem świetną kobietą. 

Zastanawiała się pani, w jakim kierunku chciałaby, żeby pani profile na Instagramie i TikToku poszły?

Nie. Jest mi to kompletnie obojętne, nie mam planów, to nie jest moja praca, wszystko dzieje się na bieżąco i nie wiem, w którą stronę pójdzie. Jestem w wieku, w którym już nie wiadomo, jak się życie potoczy.

Moja instagramowa działalność toczy się poza moją kontrolą. Nie planowałam pokazywania się, nie spodziewałam się takiego odbioru. Niczego nie oczekuję, to jest dla mnie czysta przyjemność i możliwość realizowania mojej pasji, to nie jest mój pomysł na karierę ani pracę. 
Zobacz wideo 100 lat sukienek na komunię. Polskie gusta od 1915 roku

Czy czegoś w byciu modową influencerką pani żałuje?

Tak. Bardzo żałuję, że nie zaczęłam działać wcześniej. 

Jakie ma pani modowe marzenie?

Chciałabym polecieć do Nowego Jorku i albo zobaczyć na żywo pokaz w czasie nowojorskiego tygodnia mody, albo wystąpić na nim jako modelka. Ale zdaję się na los, sama o to nie będę zabiegać.

Szafiarka Dorka. Twórczyni profilu na Instagramie o tej samej nazwie, na którym pokazuje na własnym przykładzie, jak stylizacjami odjąć sobie lat i uwspółcześnić garderobę. Nie jest już aktywna zawodowo i może z pełnym zaangażowaniem poświęcić się pasji, którą jest moda. Mieszka w Olsztynie.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. W wolnych chwilach trenuje jeździectwo.