Społeczeństwo
A co, jeżeli Rebecca się pomyli i pomoże wypuścić na wolność bezwzględnego mordercę? (Bigflick/Shutterstock)
A co, jeżeli Rebecca się pomyli i pomoże wypuścić na wolność bezwzględnego mordercę? (Bigflick/Shutterstock)

Serce wali mi w piersi jak uwięziony ptak o szybę. Po mojej prawej stronie znajduje się ogromna betonowa ściana, zwieńczona metalową rurą i zwisającym na niej zwojem drutu kolczastego. Natomiast po lewej mam jedno ze skrzydeł Graymoor – wzniesionego z czerwonej cegły gmachu więzienia o zaostrzonym rygorze, upstrzone rzędami małych białych zakratowanych okienek. Więziennych cel.*

Powietrze wilgotne od dżdżu przecina zaczepny gwizd oraz krzyk. Nie wiem, skąd dochodzą, ale wiem, że ktoś mnie widzi. Samotny pas zieleni u podnóża muru patroluje mężczyzna z owczarkiem niemieckim. Pies napręża smycz, ciąg nąc za sobą funkcjonariusza. Zarówno zwierzę, jak i mężczyzna spuszczają wzrok, szukając kontrabandy przerzuconej przez mur. Idziemy szeroką asfaltową ścieżką, którą docieramy do łukowatych drewnianych drzwi starego więzienia. Towarzyszy mi moja nowo mianowana przełożona Louise pełniąca funkcję star szej psycholog sądowej.

Czy w seksualnych drapieżcach można wzbudzić empatię wobec ich ofiar? (Shutterstock)

Ze skórzanej saszetki przy pasku wyciąga pęk wielkich kluczy i otwiera drzwi, odsłaniając zakratowaną bramę. Ta po otwarciu się szeroko do wewnątrz wpuszcza nas do tak zwanego Centrum więzienia. Spoglądam w górę, nie spodziewając się wysokiego sufitu. Znajdujemy się w przestrzeni, z której rozchodzą się promieniście cztery skrzydła, wysokie na cztery piętra, wszystkie otoczone metalowymi prętami w kolorze kremowym oraz stalową siatką.

Pierwsze, co mnie uderza, to charakterystyczny fetor będący mieszaniną zapachów niemytych ciał osadzonych mężczyzn oraz gotowanych warzyw, których aromat rozchodzi się przez cyrkulację zatęchłego powietrza w systemie ogrzewania i wentylacji wiktoriańskiego więzienia. Drugą rzeczą jest hałas.

Głośny, głęboki ciągły pomruk rozmawiających mężczyzn. Nie można wyodrębnić jednego głosu, to raczej strumień dźwięków, przypominający dudniącą rzekę. Od czasu do czasu daje się słyszeć krzyk lub nawoływanie, jeden głos wznoszący się ponad inne. I szczęk zamka. Chrobot metalu o metal. Ten niepokojący dźwięk oznacza zamykanie drzwi celi.

Stoję na szarej posadzce, próbując złapać oddech; mam sucho w ustach. Czuję się jak w wielkiej metalowej klatce. Z miejsca, w którym się znajduję, przez zakratowane bramy widzę każde skrzydło, mogę też spojrzeć w dół. Na każdym piętrze po obu stronach znajdują się rzędy zielonych metalowych drzwi. Nie ma tu okien, a mimo to wysoki biały sufit stwarza niezwykłą iluzję wolności i przestrzeni.

Celem terapii, którą poprowadzi Myers, jest zrozumienie, dlaczego więźniowie dopuścili się tak potwornych czynów i upewnienie się, że więcej tego nie zrobią (loreanto / Shutterstock) , Zupełnie sama w celi ze skazanym przestępcą seksualnym, który mógł zrobić, co chce? (Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl)

W więzieniu jest właśnie pora obiadowa. Osadzeni wracają do swoich cel po porannych zajęciach lub warsztatach edukacyjnych. Nie są skuci kajdankami, po prostu idą jak mężczyźni opuszczający biuro lub fabrykę po zakończonej zmianie. Zbiorowisko różnych ludzi ubranych w niebieskie dżinsy i biało-niebieskie koszule w paski. Wyglądają jak zwyczajni mężczyźni. Młodzi i starzy, jedni czarnoskórzy, inni biali, niektórzy bystrzy, w więk szości niechlujni, ale ich więzienne ubrania i świadomość, że wszyscy popełnili ohydne zbrodnie, sprawiają, że czuję się onieśmielona i nie wiem, gdzie podziać wzrok. Patrzę w dół na swoje eleganckie, wypolerowane szpilki i odsłonięte nogi w cienkich rajstopach.

Żałuję, że włożyłam spódnicę. Mam na sobie kurtkę z paskiem, który podkreśla moją wąską talię, i z ogromnym futrzanym kołnierzem w kolorze palonej pomarańczy. Wygląda to  tak, jakbym owinęła sobie wokół szyi ciepłego, szorstkiego lisa. Czuję, jak oblewa mnie pot. Podążam w ślad za Louise, która przystaje w milczeniu, pozwalając mężczyznom przejść. Od czasu do czasu któryś z więźniów odzywa się do niej.

– Cześć, panienko. – Słyszy i kiwa głową w odpowiedzi. Przyciągam powłóczyste spojrzenia wyrażające zaciekawienie. Rozglądam się.

Jesteśmy z Louise jedynymi kobietami w zasięgu wzroku. Mam dwadzieścia dwa lata. Szczupła blondynka, absolwentka psychologii. W tym więzieniu jest osadzonych około ośmiuset mężczyzn, i są oni w ciągłym ruchu. Zbiorowisko morderców, gwałcicieli i tych, którzy molestowali dzieci. Przez głowę przelatuje mi myśl, że jeśli w tym momencie wszyscy więźniowie zechcieliby spróbować ucieczki, to skromna liczba funkcjonariuszy niewiele byłaby w stanie zdziałać wobec tego ludzkiego strumienia. Czuję się bezbronna, stojąc tak jako obserwator, choć nie widzę oznak zbliżającego się buntu. Skazani przepływają obok mnie i odnajdują właściwe skrzydło więzienia, stosując się karnie do panujących reguł. Z ulgą przyjmuję to, że dla bezpieczeństwa przenosimy się do biura Centrum.

Rebecca Myers pracę w więzieniu zaczęła jako dwudziestodwuletnia świeżo upieczona absolwentka psychologii (Bigflick / Shutterstock)

Moje "ułaskawienie" jest tymczasowe. Wejście do biura Centrum jest jak znalezienie się w legowisku pająka. Kłębi się tam tłumek kilkunastu funkcjonariuszy więziennych w oficjalnych niebiesko-białych uniformach i lśniących butach. Ja stoję w moim nowym kostiumie z Topshopu totalnie onieśmielona. Ponownie wbijam wzrok w podłogę i kurczę się, cofając za Louise.

Czuję się jak mucha w pajęczej sieci. Nie jestem pewna, gdzie skupiam na sobie niechcianą uwagę: w biurze z męskim personelem czy stojąc na zewnątrz z mordercami i gwałcicielami.

Kilku pracowników przerywa swoje zadania, aby przyjrzeć się jedynej spódniczce w zasięgu ich wzroku, z nieskrywaną satysfakcją lustrując mnie od góry do dołu. Są późne lata dziewięćdziesiąte. Młode, niewinnie wyglądające kobiety stanowią niezwykle rzadki widok w więzieniach o zaostrzonym rygorze. Zwłaszcza takie odziane w futro.

– Co ta dziewczynka tu robi? Szkoła już się skończyła? – mruczy jeden z nich.

Inny chichocze w odpowiedzi.

Biuro Centrum to najbardziej strategiczne miejsce budynku; przez duże szklane okna pracownicy mogą śledzić każde skrzydło i spojrzeć w dół na każdy podest, tak jak w wiktoriańskich więzieniach. Nie ma tu żadnych zakamarków, które zasłaniałyby widok, co pomaga zapewnić bezpieczeństwo personelu i osadzonych oraz porządek i kontrolę w obiekcie. To ruchliwe miejsce. Kilku funkcjonariuszy obserwuje "trasę kolejki" – więźniów przemieszczających się jeden za drugim po korytarzach, pod nadzo rem personelu. Pracownicy wchodzą i wychodzą, a krótkofalówki przy ich paskach trzeszczą i bzyczą niczym rój os. W każdym dostępnym miejscu na ceglanych ścianach wiszą chaotycznie porozwieszane tablice z listami obecności, zaś z tyłu widzę dużą drewnianą tablicę z wypisanymi kredą numerami.

Zostaję przedstawiona oficerowi karnemu. Niski i przysadzisty, z papierosem zwisającym z cienkich ust jakby na przekór grawitacji, jest człowiekiem odpowiedzialnym za Centrum. Objaśnia mi rolę, jaką odgrywa tablica z numerami, a papieros tkwi dalej na swoim miejscu. Na tablicy w dowolnej chwili można sprawdzić całkowitą liczbę więźniów, za których oficer jest odpowiedzialny, jak również to, gdzie w danym momencie powinni się znajdować. Weryfikacja, czy nie ma ucieczek lub zgonów, to poważna sprawa.

Myers zgłosił się do jednego z najcięższych więzień w Wielkiej Brytanii, gdzie wyrok odsiaduje ponad ośmiuset morderców, seryjnych gwałcicieli i pedofilów (Nikola Fific/Shutterstock)

Z przyczyn naturalnych lub innych, jak z przymrużeniem oka mówi mężczyzna. Sprawdzanie listy odbywa się kilka razy dziennie.

Być może, aby podkreślić swój punkt widzenia, oficer opowiada historię o najbardziej niesławnej kontroli listy w więzieniu Graymoor.

Zobacz wideo Specjalista ds. kryminologii: 60 proc. społeczeństwa chciałoby przywrócenia kary śmierci

Jak głosi swego rodzaju legenda, pewnego razu seryjny morderca Robert Maudsley wszedł do biura w jednym ze skrzydeł więzienia, położył nóż na biurku przed funkcjonariuszami i powiedział: Dziś wieczorem będzie was dwóch na liście.

Maudsley, cieszący się złą sławą z powodu wcześniejszego morderstwa i aktu kanibalizmu na pacjencie w szpitalu, zabił dwóch więźniów, a ciało jednego z nich ukrył pod swoim łóżkiem. W ten sposób liczba jego ofiar wzrosła do czterech.

– Wszystko w porządku – uspokaja niski oficer karny. – To było dawno temu. Odkąd sięgam pamięcią, Bob mieszka na bloku. I prawdopodobnie pozostanie tam tak długo, jak będzie mógł – mówi ze śmiechem.

Mężczyzna ma na myśli blok segregacyjny, w którym więźniowie są trzymani w izolacji dla bezpieczeństwa własnego lub innych osadzonych. Zauważam, że pozostali funkcjonariusze czekają na moją reakcję. Naśladuję podejście Louise i niezobowiązująco kiwam głową, starając się zachować spokój. Przez cienkie szklane okna widzę, jak więźniowie przepływają obok, nie dalej niż kilka metrów ode mnie. Jak i skąd mieliby wziąć nóż?

'Więzienna terapeutka' napisana przez debiutującą autorkę Rebeccę Myers to jej wspomnienia z początków pracy (Shawn Bolduc/Shutterstock)

Wtedy nie zastanawiałam się zbytnio nad swoim bezpieczeństwem. Uznałam, że nie zostanę sam na sam z więźniem, zwłaszcza z niebezpiecznym albo z recydywistą. Choć to właśnie ci ostatni stanowili jeden z powodów, dla których zainteresowałam się tą pracą. Byłam zapaloną fanką programów telewizyjnych o więzieniach i pożeraczką książek kryminalnych. Takie zbrodnie przyciągają uwagę opinii publicznej w niezwykłym stopniu, a im bardziej makabryczne, tym "lepiej". Ludzie chcą krwawych szczegółów, historii z pierwszej ręki.

Mnie jednak chodziło o coś innego niż makabryczne szczegóły. Chciałam spróbować zrozumieć, dlaczego niektórzy ludzie podejmują tak straszne decyzje i popełniają potworne czyny, narażając siebie i innych na przerażające konsekwencje. Nie byłam w stanie wymyślić nic ciekawszego, czym mogłabym się zajmować w życiu.

Pociągał mnie również nieco wojerystyczny altruizm i zależało mi, aby spotkać się i porozmawiać z tymi dziwnymi, skrytymi, zamkniętymi w klatkach istotami i zobaczyć, czym różnią się od nas. Przez cały okres studiów nastawiałam się na taką ścieżkę zawodową i dokładnie wiedziałam, gdzie chcę pracować: w męskim więzieniu o zaostrzonym rygorze. Nigdy nie byłam zainteresowana pracą z kobietami. Wydawały się zbyt skomplikowane, tragiczne i emocjonalne. Mężczyźni sprawiali wrażenie o wiele prostszych.

*Publikujemy fragment książki "Więzienna terapeutka. W celi z mordercami i przestępcami seksualnymi" Rebekki Myers, w tłumaczeniu Tomasza Illga, którą w wersji elektronicznej można kupić w Publio. Wydawnictwo Znak, premiera 28.02.2024