Społeczeństwo
Grażyna Biskupska (arch. prywatne)
Grażyna Biskupska (arch. prywatne)

Grażyna Biskupska przez większość zawodowego życia tropiła niebezpieczne gangi. Była naczelniczką Wydziału ds. Zwalczania Aktów Terroru w Komendzie Stołecznej Policji, a potem naczelniczką w Centralnym Biurze Śledczym Komendy Głównej Policji. Nadzorowała największe policyjne akcje w stolicy, rozpracowała gang żoliborski, wykryła też zabójców maturzysty Tomka Jaworskiego. Po akcji w Magdalence, w której zginęło dwóch policyjnych antyterrorystów, a siedemnastu policjantów zostało rannych, posadzono ją na ławie oskarżonych, ale została oczyszczona z zarzutów. Gdy po ponad 30 latach służby przeszła na emeryturę, zamierzała w spokoju cieszyć się wnukami. Ale 1 stycznia 2017 roku weszła w życie tzw. ustawa dezubekizacyjna. Zgodnie z nią każdy, kto służył w milicji przed 1 sierpnia 1990 roku, został pozbawiony dużej części emerytury.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje

Grażyna Biskupska zamiast wyliczonych wcześniej 5 tys. zł zaczęła dostawać niewiele ponad 1,8 tys. zł.

– Czuję się okradziona, upodlona. Oceniam, że w tej chwili, za ostatnie dwa lata, państwo powinno mi oddać ponad 100 tys. zł – mówiła nam w 2019 roku.

Odwołała się od decyzji Zakładu Emerytalno-Rentowego MSWiA, w 2018 roku jej sprawa z ZER trafiła do sądu. Postępowanie przed Sądem Okręgowym w Warszawie zaczęło się jednak dopiero w styczniu 2022 roku. Biskupska wygrała, ale ZER złożył apelację. – 15 czerwca sąd ją oddalił, a korzystny dla mnie wyrok od razu stał się prawomocny. Pod koniec lipca dostałam zaległe pieniądze – opowiada.

Grażyna Biskupska w sądzie, 2006 rok (Bartosz Bobkowski / Agencja Wyborcza.pl)

I dodaje: – Bez odsetek. I od razu z części zwróconych pieniędzy zabrano mi 41 proc. na poczet podatku, bo wskoczyłam w drugi próg. Najważniejsze jednak, że moja emerytura będzie znów naliczana tak, jak powinna. Od stycznia przyszłego roku będę dostawać pełną kwotę. Moja przyjaciółka, której mąż był objęty tą samą ustawą, zadzwoniła do mnie niedawno, że on też wygrał w sądzie. Gdy dostał zaległe pieniądze, emocje odpuściły i wylądował na kardiologii.

Resort wypłacił już prawie 287 mln zł

Zdzisław Czarnecki, były prezydent Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP, podaje, że emerytury obcięto w sumie 43 tys. osób. Do sądu poszło około 26 tys. – Szacujemy, że w sądach okręgowych zapadło już około 7,5 tys. wyroków korzystnych dla emerytów. Jednak ZER odwołuje się od każdej decyzji. To świństwo, cierpią na tym także wdowy po funkcjonariuszach, którzy nie doczekali wyroków – mówi Czarnecki.

Sam jest emerytowanym policjantem, choć ustawa szczęśliwie go nie objęła, wspiera tych, którzy walczą o odzyskanie świadczeń. – Wielu to moi koledzy, których namawiałem do pracy w CBŚ. Świetni policjanci, którzy dziś często mają problemy, by przetrwać – podkreśla.

Zobacz wideo Wypalenie zawodowe uznane za poważne zagrożenie dla zdrowia

Kilka dni temu po telefonach i ponagleniach poseł Nowoczesnej Adam Szłapka dostał z resortu dane, z których wynika, że do końca czerwca tego roku Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA wypłacił niemal 287 mln zł osobom, które skutecznie zaskarżyły decyzję o obniżeniu ich emerytur i rent.

W swoim piśmie ZER MSWiA podaje, że do 31 grudnia 2021 roku zrealizowano 661 prawomocnych wyroków sądu i z tego tytułu wypłacono świadczenia w łącznej kwocie 74 060 386,41 zł. Natomiast od stycznia do 27 czerwca tego roku zrealizowano 1544 prawomocne wyroki sądu na łączną kwotę 212 871 615,97 zł – wylicza Szłapka.

Wśród wygranych jest także Grażyna Piotrowicz, która w 1990 roku przeszła pozytywną weryfikację i została policjantką. Była rzeczniczką komendanta Centrum Szkolenia Policji w Legionowie, a od 2003 do 2012 roku naczelniczką wydziału w Komendzie Głównej Policji. Na emeryturę przeszła po 31 latach służby. – Moja emerytura została obniżona do 1716 zł. Nie miałam z czego opłacić czynszu za mieszkanie w Warszawie, który wynosił około 900 zł. Do tego kredyt i inne zobowiązania – wspomina.

Grażyna Piotrowicz podczas protestu (arch. prywatne)

Piotrowicz w zeszłym roku wygrała proces. Co prawda resort i w tym przypadku się odwołał, ale przegrał. Sąd Apelacyjny wyrok pierwszej instancji utrzymał i od maja 2022 roku była policjantka dostaje emeryturę w pełnym wymiarze. – Sprawa trwała cztery lata, wygrana sprawiła mi niesamowitą radość. Mimo że weszłam w wyższy próg podatkowy i potrącono mi 41 proc. podatku – przyznaje.

Od razu oddała długi i spłaciła kredyt. – Poczułam niesamowitą ulgę. Szaleć co prawda nie mogę, ale odzyskałam poczucie bezpieczeństwa – mówi.

Radości z doniesień o kolejnych wygranych sprawach nie kryje również Czarnecki. Jednak do beczki dobrych wieści dodaje łyżkę dziegciu. – Wspaniale, że zwrócono niesłusznie zabrane świadczenia, ale przecież byli policjanci i tak są stratni. Po pierwsze, wchodzą w nowy próg podatkowy, więc niektórym zabiera się nawet po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Drugą sprawą jest brak odsetek. Będziemy więc, jako środowisko, domagać się odszkodowań. Wiele osób zachorowało, wiele popadło w tarapaty finansowe – opowiada Czarnecki.

Pożyczki i komornik

Wielu funkcjonariuszom po obcięciu emerytur rzeczywiście bieda zajrzała w oczy. Zaczęli mieć problemy z płaceniem czynszu za mieszkanie czy kupowaniem leków. Niektórzy realizowali recepty co kilka miesięcy, na zmianę ze współmałżonkiem. W trudnej sytuacji znalazł się między innymi Zbigniew Hadaś, były komendant Straży Granicznej. – Przez lata służby chroniłem granice państwa. Gdy przechodziłem na emeryturę, miałem 4,2 tys. miesięcznie i byłem dla banków w pełni wypłacalny. Wziąłem więc dwie pożyczki, żeby wyremontować mieszkanie i wyposażyć na przyszłość dorastające dzieci. Po obcięciu emerytury do 1711 zł i potrąceniu rat dostałem na konto zaledwie 511 zł. Ja mam świadczenie generalskie, ale większość funkcjonariuszy dostawało około 800 zł – wspomina Hadaś.

Protest byłych funkcjonariuszy, Warszawa 2020 rok (Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl)

Banki nasłały na niego komornika, na szczęście udało mu się odroczyć spłatę rat. Dziś, po waloryzacji, dostaje niewiele ponad 2 tys. zł emerytury. – Poszedłem do sądu we wrześniu 2017 roku. W czerwcu tego roku moją sprawę rozpatrywał Sąd Okręgowy w Gdańsku. Trwała dosłownie parę minut. Sędzia nakazał ZER-owi przywrócić mi emeryturę w pełnym wymiarze – relacjonuje pogranicznik.

Jego sprawa wciąż się toczy. Kilka tygodni temu dostał pismo, że ZER złożył apelację. – Z moich wyliczeń wynika, że w tej chwili powinienem w sumie dostać około 250 tys. zł. Przypuszczam, że kolejna rozprawa odbędzie się na początku przyszłego roku – mówi.

"Będziemy się domagać odszkodowań od Skarbu Państwa"

Czarnecki przytacza historię funkcjonariusza, który wziął kredyt mieszkaniowy, a po obniżeniu emerytury z 4 tys. zł do 1,9 tys. nie miał na spłatę rat. – W takich sytuacjach będziemy się domagać odszkodowań od Skarbu Państwa. Do tego dochodzi inflacja – pięć lat temu za 2 tys. zł można było kupić więcej niż dziś – podkreśla.

Ponieważ ustawa dezubekizacyjna nadal obowiązuje, emeryci i renciści, którzy wygrali w sądach z ZER MSWiA, nie dostają odsetek. Wielu prawdopodobnie może w ogóle nie doczekać zwrotu. – Uważam, że może to być co najmniej kilka tysięcy funkcjonariuszy. Nie ma miesiąca, żebym nie miał sygnału o czyjejś śmierci. Mój kolega wygrał w pierwszej instancji, a przed wyrokiem drugiej zmarł – opowiada Czarnecki.

Grażyna Piotrowicz od lat prowadzi białą księgę – wpisuje do niej nazwiska tych, których śmierć jest związana z obcięciem emerytur. – Według najnowszych danych 13 osób popełniło samobójstwo, pozostałe przypadki to udary i zawały serca. Jakieś dwa tygodnie temu wpisałam do księgi 63. osobę. To policyjny emeryt, który wygrał w pierwszej instancji, ZER się odwołał i w apelacji mundurowy przegrał. Drugiego dnia po tym, jak dostał niekorzystny wyrok, dostał zawału i zmarł – opowiada Piotrowicz.

Andrzej Rozenek (Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl)

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje

Poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej Andrzej Rozenek mówi krótko: – Zastosowano odpowiedzialność zbiorową, co jest potworne. Ci ludzie nie tylko powinni odzyskać swoje emerytury, ale i zostać przeproszeni przez przedstawicieli państwa. Przez lata nazywano ich zbrodniarzami, co jest po prostu podłe i obrzydliwe.

Biskupska podsumowuje gorzko: – Żyję 66 lat. Przez czternaście toczyła się sprawa Magdalenki, przed kolejnych pięć emerytalna. Więc jedną trzecią swojego życia spędziłam na walce sądowej. Dreszczyk emocji czuję cały czas. Ale najważniejsze, że wygrałam, wnuki rosną i sprawiają mi dużo radości.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z odważnymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów.