Społeczeństwo
Mirai Clinic w Otwocku została utworzona w starym budynku w stylu świdermajerów (materiały prasowe)
Mirai Clinic w Otwocku została utworzona w starym budynku w stylu świdermajerów (materiały prasowe)

Edyta mieszka w Szwecji od 30 lat. Mimo to leczyć się przyjeżdża do Polski. Prywatnie, bo ze szwedzkiej pensji ją na to stać. Do szwedzkich lekarzy chodzi tylko w nagłych wypadkach. – W Polsce leczyłam niepłodność. Trwało to trzy lata, w tamtym czasie zdarzało się, że co kilka tygodni byłam w Warszawie. Do Polski latam do stomatologa, ginekologa, dermatologa, kardiologa, na wszystkie cykliczne badania: krwi, moczu, USG piersi itd. Leczę tu syna, namówiłam też do tego swojego męża Szweda – wymienia.

Dlaczego? Powodów jest kilka. – W Szwecji, żeby dostać skierowanie do specjalisty albo wykonać jakieś dodatkowe badania, trzeba stanąć na głowie i mieć naprawdę ku temu powód. Leczeniem zajmują się przede wszystkim lekarze pierwszego kontaktu – na wiele dolegliwości przepisuje się alvedon, czyli miejscowy paracetamol. Gdy kiedyś poprosiłam o możliwość zrobienia morfologii krwi, bo coś mnie niepokoiło, usłyszałam: "Ale robiła pani dwa lata temu, więc nie ma powodu". W mojej rodzinie są przypadki raka piersi, skóry, potrzebuję kompleksowej opieki i kontroli nie co dwa lata, ale częściej. A w Szwecji jest takie podejście, że jak nie jest się umierającym, to jest się zdrowym – opowiada Edyta.

W ciągu 30 lat wydała na leczenie w Polsce – łącznie z kosztami noclegów i biletów samolotowych – prawdopodobnie około 200 tys. złotych. Jak mówi, ze Szwecji do lekarzy w Polsce lata nie ona jedna. – W grupie dla Polaków mieszkających w Szwecji widzę, jak ludzie usilnie starają się dostać do endokrynologa, bo problemami z tarczycą zajmuje się tu lekarz pierwszego kontaktu, albo szukają za wszelką cenę lekarza Polaka. Wytłumaczenie wszystkich swoich dolegliwości w języku, który zna się słabo albo wcale, graniczy z cudem – przekonuje. Zamierza wkrótce przyjechać do Polski na zabieg ortopedyczny kolana.

Do stomatologa, na operację plastyczną

Anna Białk-Wolf, prezes Instytutu Badań i Rozwoju Turystyki Medycznej, mówi, że zanim wybuchła pandemia, co roku w celach medycznych do Polski z zagranicy przyjeżdżało około 180 tys. osób. – Liczbę turystów medycznych szacuje się na podstawie danych GUS o osobach przyjeżdżających do uzdrowisk i w celach zdrowotnych oraz danych przesyłanych nam przez kliniki o ich pacjentach. Nie wszystkie są niestety skłonne dzielić się takimi informacjami – tłumaczy.

Do Polski obcokrajowcy przyjeżdżają między innymi na zabiegi bariatryczne, operacje powiększania piersi, zabiegi stomatologiczne (Shutterstock.com) , (Shutterstock.com) , (Shutterstock.com)

Jak podkreśla, istotną grupę wśród "medycznych turystów" stanowią Polacy, którzy mieszkają na stałe za granicą. Dlaczego wolą leczyć się u nas? Wśród motywacji wymieniają brak bariery językowej i kulturowej oraz przekonanie, że jakość leczenia w Polsce jest wysoka, a stawki konkurencyjne wobec tych w USA czy Niemczech. W dodatku po zakończeniu leczenia dostają od ubezpieczycieli w miejscu zamieszkania zwrot pieniędzy, które zainwestowali w zdrowie.

Z danych przesłanych przez Białk-Wolf wynika, że w 2018 roku aż 90 tys. obcokrajowców skorzystało z usług polskich dentystów. Byli to przede wszystkim mieszkańcy Norwegii, Wielkiej Brytanii i Niemiec. 55 tys. osób wybrało się do polskich uzdrowisk – przede wszystkim Niemcy. 25 tys. osób wykonało w Polsce operację plastyczną. A 12 tys. mieszkających za granicą skorzystało z leczenia szpitalnego.

Prezes Instytutu Badań i Rozwoju Turystyki zaznacza, że obcokrajowcy korzystają w Polsce z leczenia ortopedycznego, a także onkologicznego. Z tego drugiego szczególnie mieszkańcy Ukrainy, którzy nie mają w swoim kraju dostępu do wielu nowoczesnych terapii.

Marek Hołówko, współzałożyciel portalu Clinichunter.com zrzeszającego kliniki z całego świata, które oferują swoje usługi klientom zagranicznym, do listy atrakcyjnych usług medycznych w Polsce dodaje leczenie niepłodności. Z operacji plastycznych największą popularnością cieszą się zabiegi powiększania piersi, liposukcja. Coraz bardziej popularne stają się również zabiegi bariatryczne, czyli chirurgiczne leczenie otyłości. Do Polski obcokrajowcy przyjeżdżają również na przeszczep włosów, mimo że w Turcji jest taniej. Nie zawsze jednak cena jest najważniejsza.

Część klientów obawia się wyjazdu do Turcji, bo to dla nich zupełnie inna kultura. Mają też wątpliwości co do jakości usług. A przyjazdu do Polski na zabieg nie obawiają się wcale. Ważne, że Polska jest w Unii Europejskiej – opowiada Hołówko.

Brytyjczycy czy Skandynawowie, jak mówi, mają bardzo dobrą opinię o polskich lekarzach. – Pamiętam doskonale pewnego Brytyjczyka, który sam był lekarzem i specjalnie do Polski jechał na zabieg stomatologiczny. W jego przypadku zupełnie nie liczyły się koszty, ale właśnie przekonanie o tym, że u nas otrzyma dużo lepszą jakość usługi – wspomina.

Dla znacznej większości zagranicznych pacjentów cena jednak gra rolę. – Do Polski leczyć się przyjeżdża klasa średnia, niższa – mówi Hołówko.

I dodaje, że pod tym względem dla polskich klinik i usług konkurencyjne są tureckie, ukraińskie czy węgierskie – dwie ostatnie zwłaszcza jeśli chodzi o stomatologię. Marek Hołówko jest jednak przekonany, że Polska jeszcze długo będzie stanowić atrakcyjny rynek usług medycznych dla pacjentów z Zachodu. – Jak w 2005 roku byłem w Wielkiej Brytanii i badałem rynek turystyki medycznej, to myślałem, że w ciągu kilku–kilkunastu lat ceny między Polską a Anglią się mniej więcej wyrównają. W 2021 roku wciąż jest między nami przepaść. Niektóre zabiegi w naszym kraju kosztują nawet o połowę mniej niż w Wielkiej Brytanii – dodaje.

Centrum Słuchu i Mowy Medincus (materiały prasowe) , Carolina Medical Center (materiały prasowe)

Dostępność

O ile pandemia mocno uderzyła w turystykę, również medyczną, o tyle są w Polsce kliniki, które w trudnym 2020 roku odnotowywały wręcz wzrost liczby pacjentów zagranicznych. I to nawet o 40 proc. Dlaczego? – Pandemia sparaliżowała system opieki zdrowotnej w wielu krajach – wyjaśnia Anna Białk-Wolf.

Danuta Milanowska, menedżer ds. turystyki medycznej z Carolina Medical Center w Warszawie, gdzie przeprowadza się przede wszystkim zabiegi ortopedyczne, mówi: – W 2019 roku około 25 proc. wszystkich pacjentów przyjeżdżających z zagranicy stanowiła Polonia. W 2020 roku – już 65 proc. Gdy pytaliśmy naszych pacjentów, dlaczego zdecydowali się na leczenie w Polsce, zazwyczaj odpowiadali to samo - że odwołano im zaplanowane przed pandemią zabiegi w ramach publicznej służby zdrowia – ze względu na obostrzenia. Wszystkie operacje mające na celu "jedynie" poprawę jakości życia nie były wykonywane, przeprowadzano wyłącznie te ratujące życie.

I tak na przykład klinika ortopedyczno-chirurgiczna Mirai w Otwocku okazała się wybawieniem dla sportowca z Anglii, który przyjechał do Polski na zabieg nadgarstka. – Musiał przygotowywać się do sezonu, a w Wielkiej Brytanii w związku z pandemią tego zabiegu nie mogli wykonać od razu – opowiada Jarosław Sot z Mirai Clinic.

Pandemia sprawiła też, że rozwinęła się w Polsce telemedycyna. – W czasie pandemii wyjazd do innego kraju wiązał się z wieloma niedogodnościami: należało wykonać test na COVID-19, ewentualnie odbyć kwarantannę. Zdarzało się, że loty były z dnia na dzień odwoływane. Konsultacja odbywała się więc online – pacjent wysyłał lekarzowi całą dokumentację i przez Internet omawiali możliwości i oczekiwania. Lekarz wyceniał całą usługę, pacjent wpłacał depozyt i do Polski przyjeżdżał od razu na niezbędne badania i operację – opowiada Marek Hołówko.

Prof. Piotr H. Skarżyński z Centrum Słuchu i Mowy "Medincus" w Kajetanach przekonuje, że rozwój telemedycyny sprawił, że rynek turystyki medycznej się poszerzył. – Kontaktuje się z nami coraz więcej pacjentów z różnych stron świata, między innymi z Arabii Saudyjskiej czy z Kazachstanu. Wielu rozważa leczenie operacyjne w Polsce. Zgłaszają się także osoby, które otrzymały diagnozę od lekarza w swoim kraju i chcą się upewnić, że jest ona prawidłowa, przeanalizować możliwości leczenia.

Białk-Wolf zaznacza, że nowe oblicze telemedycyny to operacje przeprowadzane na odległość. W czerwcu ubiegłego roku lekarze z Kliniki Chirurgii Naczyniowej i Angiologii SPSK1 w Lublinie wzięli udział w zdalnym zabiegu – pacjent był w Bułgarii, lekarze w Polsce. Mogli to zrobić dzięki specjalnym goglom, przez które widzieli na żywo, w formie hologramu, operowanego tętniaka aorty brzusznej. 61-latka fizycznie na miejscu operowała druga część polskiego zespołu, złożona z lekarzy i informatyków.

Specyficzny klient

Zarówno Białk-Wolf, jak i Hołówko, podkreślają, że żeby zarabiać na turystyce medycznej, trzeba spełnić wiele warunków. – W niektórych klinikach wyobrażają sobie, że autobusy z pacjentami będą przyjeżdżać tylko dlatego, że ceny są niższe niż za granicą. A to tak nie działa. Turysta medyczny to klient, który ma specyficzne wymagania – przekonuje Białk-Wolf.

Kliniki, które stawiają na pacjentów zagranicznych, mają osobne działy do obsługi turystyki medycznej. Pracują tam osoby posługujące się zazwyczaj kilkoma językami. Jeżeli pracownicy jakiegoś języka nie znają, to zatrudniany jest tłumacz.

Hołówko mówi, że cała usługa to nie tylko zabieg. – Kluczem jest zbudowanie zaufania, odpowiednie zaopiekowanie się pacjentem. Z takim klientem należy być w ciągłym kontakcie, zorganizować nie tylko stronę medyczną, ale też znaleźć nocleg, zapewnić transfer z lotniska – wylicza.

Dodaje, że nie wszystkie kliniki są w stanie takiego pacjenta obsłużyć. – Najczęściej współpracujemy z kilkunastoma placówkami, które doskonale rozumieją tę specyfikę, mają wypracowane procedury. Jak do Polski przyjeżdża pacjent z zagranicy, to wiadomo, że nie zostanie on na miesiąc, ale spędzi tu kilka dni. Czasem wymaga to przełożenia przez lekarzy wizyt innych pacjentów. Klient zagraniczny nie przyjeżdża tylko "na plombę", ale zazwyczaj na skomplikowane, kosztowne operacje. Pamiętam świetnie pacjenta, który w ciągu kilku dni w Polsce wydał na leczenie 70 tys. złotych – opowiada Marek Hołówko.

Przekonuje, że większość klientów jest zachwycona jakością usług medycznych w Polsce. Choć przyznaje, że zdarzają się klienci z zastrzeżeniami co do efektu operacji plastycznej. Co mogą zrobić na przykład w takiej sytuacji? Sprawę wyjaśniają bezpośrednio z kliniką. Marek Hołówko jako pośrednik może zapewnić dodatkowe ubezpieczenie podróżne, które pokrywa między innymi koszty wynikające z przedłużania się procesu leczenia – bo pacjent musiał zostać dłużej po operacji i w związku z tym trzeba przesunąć lot, przedłużyć nocleg w hotelu.

Na wakacje, odpoczynek

Dla medycznego turysty znaczenie ma też cała otoczka usług leczniczych, w tym położenie ośrodka, dostępność miejsc hotelowych, restauracji, atrakcyjność miejsca. Przykład? Klinika Mirai w Otwocku została utworzona w odrestaurowanym zabytkowym pensjonacie Abrama Gurewicza z 1906 roku zbudowanym w stylu słynnych świdermajerów. – Na letnie miesiące przyjeżdżali tu dobrze sytuowani warszawiacy, żeby odpocząć od dusznego miasta. Jak na ówczesne czasy było to wyjątkowe miejsce: kanalizacja, linia telefoniczna z Warszawą, samochody z szoferami do dyspozycji pensjonariuszy, a wszystko w otoczeniu sosnowego lasu. W czasie wojny budynek przejęli Niemcy, potem Rosjanie, a po wojnie stał się szpitalem i szkołą pielęgniarską – opowiada Jarosław Sot.

Mirai Clinic w Otwocku (materiały prasowe) , (materiały prasowe) , (materiały prasowe)

Ostatnie kilkanaście lat to okres postępującej degradacji pensjonatu. – Dosłownie w ostatniej chwili znaleźli się inwestorzy, którzy postanowili go odrestaurować, przywrócić mu funkcję medyczną i wypoczynkową.

Za pięć dni pobytu rehabilitacyjnego – z wyżywieniem, badaniami, konsultacjami medycznymi i intensywnym programem ćwiczeń – trzeba w Mirai zapłacić 4490 złotych. Klinika nastawia się na trzy rodzaje klientów z zagranicy: tych pochodzących ze Wschodu, w szczególności z Ukrainy, tych z Bliskiego Wschodu, na przykład z Arabii Saudyjskiej, Omanu, oraz na Polaków mieszkających za granicą.

Są w Polsce miejsca, które przyciągają przede wszystkim renomą. Jedną z takich placówek jest Centrum Słuchu i Mowy "Medincus" w Kajetanach. Trafiają tu osoby zza wschodniej granicy, ale także z Europy Zachodniej, wśród których liczną grupę stanowi Polonia. Przy wyborze placówki medycznej ważne jest też to, czy ma ona dostęp do nowoczesnych technologii. Tym chwali się Szpital na Klinach w Krakowie, który przyjmuje przede wszystkim pacjentów leczących się prywatnie. – Wykonujemy operacje – onkologiczne, ginekologiczne, urologiczne – ze wsparciem nowoczesnych technologii, w tym systemu chirurgicznego da Vinci. Dzięki niemu operacje są minimalnie inwazyjne i o wiele bardziej precyzyjne. Do niedawna Polacy wyjeżdżali za granicę, głównie do Niemiec czy Belgii, w poszukiwaniu takiej oferty medycznej. Dzisiaj my leczymy pacjentów z zagranicy – tłumaczy Joanna Szyman, prezes zarządu Neo Hospital.

Ile pieniędzy zostawiają w Polsce osoby, które przyjeżdżają się tu leczyć? Nie ma na ten temat dokładnych informacji. Z dostępnych danych opublikowanych przez GUS wynika, że w 2018 roku turyści medyczni wydawali w Polsce średnio 2790 złotych. Zakładając, że takich pacjentów jest około 180 tys. rocznie, wartość rynku można szacować na ponad 500 mln złotych.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.