Społeczeństwo
Internet ułatwia skok w bok - czy to wyłącznie wirtualny, czy taki, który z czasem przechodzi do świata rzeczywistego (fot: Shutterstock.com)
Internet ułatwia skok w bok - czy to wyłącznie wirtualny, czy taki, który z czasem przechodzi do świata rzeczywistego (fot: Shutterstock.com)

Czy można zdradzać przez Internet? Kilkadziesiąt lat temu nie zadawalibyśmy sobie tego pytania. Rozważalibyśmy, czy zdradą jest pocałunek, flirt, a może już rozmowy na tematy prywatne z koleżanką z pracy. Czy dziś zdradą może być nawet niewinne zaczepienie kogoś na Facebooku albo założenie konta na Tinderze z ciekawości? - Można przez Internet flirtować, można nawiązywać relację seksualną, na przykład wysyłając sobie intymne zdjęcia. Jedni powiedzą, że przez Internet nie da się stworzyć prawdziwej relacji - i rzeczywiście, łatwiej pomylić wyobrażenie o kimś z tym, jaki jest naprawdę. Z drugiej strony wiemy doskonale, że można czuć się bliżej z kimś, z kim rozmawia się wyłącznie przez Messengera, niż z kimś, z kim się mieszka - mówi Aleksandra Żyłkowska, psychoterapeutka.

Jednocześnie podkreśla, że wielu jej pacjentów nie wie, jak powinni się odnieść do nietypowego zachowania partnera w sieci. - Pytają: "Mój mąż korzysta z erotycznych kamerek, czy zostałam zdradzona?". Trudno odpowiedzieć. Na pewno jest to jakaś forma przekroczenia granicy. Jeśli ktoś się ze mną tym dzieli, najwyraźniej nie jest mu to obojętne. Pojawia się obawa, że partner zaczął szukać bliskości gdzieś indziej, co może oznaczać, że w swoim związku tej bliskości nie znajduje - tłumaczy.

Dowód zdrady

Na pytanie, czy zdrada przez Internet to prawdziwa zdrada, każdy odpowie inaczej. A jak zdradę internetową zinterpretuje sąd, jeśli osoba, która poczuła się zdradzona w taki sposób, zechce wnieść pozew o rozwód z orzeczeniem o winie? W 2018 roku świat obiegła informacja, że sąd we Włoszech przyznał rację kobiecie, która opuściła męża, gdy odkryła, że szuka on w Internecie nowej partnerki. Jaki wyrok wydałby sąd w Polsce? Bardzo możliwe, że podobny. Jak informuje adwokatka Joanna Daczyńska, w polskim orzecznictwie funkcjonuje pojęcie tzw. zdrady emocjonalnej.

Nie trzeba wykazać, że mąż czy żona uprawia z kimś seks, żeby sąd uznał, że doszło do zdrady. To, co trzeba udowodnić, to że doszło do naruszenia wierności małżeńskiej. Takim naruszeniem może być prowadzenie rozmów na Tinderze - tłumaczy.
W Internecie trudno ukryć zdradę. Zawsze zostaje jakiś ślad (fot: Shutterstock.com) , (fot: Shutterstock.com)

Wspomina klientkę, która przyznała się przed sądem do zdrady, mimo że nie spotkała się ze swoim kochankiem na żywo. - Mieszkali w dwóch różnych miejscowościach: ona z mężem i dziećmi w Szczecinie, on w Olsztynie. Pracowali w jednej firmie, ale w różnych oddziałach. Ona nie była w stanie przekroczyć kolejnej granicy i spotkać się z nim w realu, ale przyznawała otwarcie, że się w nim zakochała, że znalazła oparcie w innym mężczyźnie niż jej mąż. Zdała sobie sprawę, że z mężem nic jej już nie łączy, i wniosła pozew o rozwód - opowiada Daczyńska.

Jak przestrzega adwokatka Anna Koziołkiewicz-Kozak, przy pozyskiwaniu dowodów zdrady należy zachować ostrożność. - Miałam taką sytuację: kobieta podejrzewała męża o zdradę, bo dowiedziała się, że ma profil na portalu randkowym. Postanowiła też założyć sobie konto, żeby go wyśledzić. Rzeczywiście udowodniła, że taki profil sobie założył. Dla sądu nie był to jednak dowód przesądzający o jego winie. Sąd dowiedział się tylko tyle, że oboje mieli teraz konta na portalu randkowym - opowiada.

Byliśmy sobie pisani

Nie ma danych na temat tego, ilu Polaków utrzymuje intymne relacje w sieci bądź jak wiele romansów rozpoczęło się od rozmów przez Internet. Według danych CBOS z 2011 roku zaledwie 5 proc. osób, które dopuściły się zdrady, swojego kochanka lub kochankę poznało w sieci. Ale to dane sprzed 10 lat.

Zdaniem Joanny Daczyńskiej romansów, które zaczęły się w świecie wirtualnym, jest bardzo dużo. – Często jest tak, że ludzie poznają się w świecie rzeczywistym, na przykład w pracy albo na jakiejś imprezie, ale gdyby nie Internet, ich znajomość prawdopodobnie nie miałaby kontynuacji – żeby nawiązać z kimś kontakt, musieliby na przykład poprosić wspólnego znajomego o numer telefonu, a to może być ryzykowne. Dzisiaj wystarczy, że znajdę tę osobę na Facebooku i zagadam – tłumaczy adwokatka.

Prowadziła sprawy rozwodowe osób, które po latach małżeństwa postanowiły zostawić rodzinę i związać się ze swoją miłością z czasów licealnych. – To byli ludzie z wielu powodów nieszczęśliwi w swoich obecnych związkach. Z ciekawości chcieli sprawdzić, jak ułożyło się życie ich dawnych miłości. Gdzie ich szukali? Na portalach społecznościowych. I okazywało się, że wyidealizowany ukochany jest na podobnym etapie w życiu lub jest samotny. Relacja się rozwinęła, para doszła do wniosku, że "byliśmy najwyraźniej sobie pisani" – opowiada Daczyńska.

Po latach małżeństwa postanowili zostawić rodzinę i związać się ze swoją miłością z czasów licealnych (fot: Shutterstock.com)

Niewinny flirt?

Czasem wystarczy więc zwykła zaczepka na Facebooku. Z badania brytyjskich naukowców Andreasa Vosslera i Naomi Moller "Romanse w Internecie. Perspektywa partnera i doświadczenie zdrady internetowej", przeprowadzonego w 2019 roku, wynika, że Internet ułatwia skok w bok, czy to wyłącznie wirtualny, czy taki, który z czasem przechodzi do świata rzeczywistego. Badani przekonywali, że Internet może prowadzić do zdrady nawet wtedy, kiedy ktoś nie szuka romansu. Mówili na przykład, że ich partner zakochał się... przez przypadek. "Gdy zapytałam go o powody, był zagubiony, bo czuł się ze mną szczęśliwy. Zakładam więc, że niewinny flirt przemienił się w coś poważnego, mimo że on nie miał intencji, żeby tak się stało" – tak tę sytuację opisywała jedna z badanych osób. Inna dodała: "Nie uważam, że to social media sprawiły, że stał się niewierny. Pewnie zawsze ta tendencja w nim była, ale ciekawi mnie, czy gdyby nie social media, to czy szukałby okazji w świecie rzeczywistym, czy raczej by stłumił swoje potrzeby lub zachował je w tajemnicy".

28-letnia Sandra jest zdania, że Internet bardzo ułatwia zdradzanie, bo stwarza iluzję, że łatwo coś ukryć. – Weźmy choćby takiego Snapchata, z którego po kilku chwilach znika wiadomość – mówi.

Uważa jednocześnie, że jak ktoś będzie chciał zdradzić, to poradzi sobie i bez Snapchata. Tak było w przypadku jej partnera. – Mój – już były – chłopak poznał dziewczynę, z którą zdradzał mnie przez Internet. To była moja koleżanka z pracy. Widzieli się raz. Dodał ją do znajomych na Facebooku. Potem ona wyjechała do innego miasta. Jak się dowiedziałam, że mają kontakt? Moje koleżanki, które też ją znały, wysyłały mi print screeny z ich korespondencją, bo ona im je przesłała. Podobno rozmawiali ze sobą przez kamerkę, jak ja byłam w pracy – opowiada Sandra. Gdy Sandra powiedziała swojemu chłopakowi, czego się dowiedziała, usłyszała: "Przesadzasz". – Nie zliczę, ile razy słyszałam to słowo przez trzy miesiące. W końcu, tuż przed sylwestrem, na którego mieliśmy iść razem, zerwałam z nim. Pamiętam, że żartowałam z koleżankami, że byłoby zabawnie, jakby tego sylwestra spędził z nią. I tak właśnie się stało. Do tej pory są razem – mówi Sandra.

- To już nie te czasy, kiedy kobieta odkrywała zdradę, bo znalazła na koszuli męża ślady szminki – twierdzi Marcin Miklaszewski, prywatny detektyw.

Zazwyczaj ta druga strona czuje, że partner inaczej się zachowuje, dużo czasu spędza z telefonem, od jakiegoś czasu odkłada go szybką w dół, zakłada na niego blokadę. Nieważne, czy do zdrady doszło tylko online, czy także w realu, nasze działania zaczynają się od śledztwa w Internecie. Tam zawsze zostaje jakiś ślad.

Do detektywa Norberta Trelki klientka przyszła z komputerem męża, bo dowiedziała się, że mężczyzna ma profil na portalu randkowym. - Okazało się, że on rzeczywiście romansował z kobietą przez Internet, ale był to romans sprzed dwóch lat. Pani poprosiła nas, żebyśmy upewnili się, że w tej chwili jej mąż z nikim się nie spotyka na żywo. Przez trzy weekendy obserwowaliśmy go, jak wychodzi wieczorami z kolegami na miasto, co robi w czasie wolnym. Żadnej zdrady nie wykryliśmy - twierdzi detektyw.

Zdrada przez Internet może być tak samo bolesna i niszcząca dla związku jak zdrada w świecie rzeczywistym. I mieć podobne konsekwencje: rozstanie, separacja, rozwód.

38-letni Marek opowiada, że zwrócił uwagę na nietypowe zachowanie swojej żony. Małżeństwem byli od kilku lat. W pewnym momencie ona bardzo dużo czasu zaczęła spędzać w Internecie, odbywało się to kosztem czasu spędzanego z nim. Gdy jej o tym mówił, zawsze słyszał jakąś wymówkę: że robi zakupy online albo rozmawia z koleżanką przez Messengera.

W końcu postanowił zainstalować w jej komputerze program szpiegowski. Odkrył rozmowy żony z innym mężczyzną. Jak mówi, były to rozmowy zakochanych w sobie ludzi. - Nigdy nie czułem się tak upokorzony - wyznaje Marek.

Powiedział żonie, że odkrył jej intymną konwersację z mężczyzną. - Przyrzekała, że nigdy się z nim nie spotkała, że nie doszło do stosunku seksualnego. Prosiła, żebym jej wybaczył, obiecała, że zakończy tę znajomość. Nie byłem w stanie, rozwiedliśmy się pół roku później - opowiada Marek.

Przed decyzją, czy wybaczyć partnerowi skoki w bok w Internecie, stanęła 31-letnia Klaudia, która nakryła swojego partnera na korzystaniu z erotycznych kamerek i na rozmowach z kobietami w sieci. - Korzystałam z laptopa mojego partnera, intuicja podpowiedziała mi, żeby sprawdzić historię przeglądania. Pojawiły się linki do czatów i stron internetowych z usługami erotycznymi, wyświetliły mi się zdjęcia kobiet, z którymi rozmawiał - opowiada.

Jak mówi Aleksandra Żyłkowska, do zdrady - czy tej online, czy w realu - zazwyczaj dochodzi, gdy czyjeś potrzeby nie są zaspokajane (fot: Shutterstock.com)

Klaudia skonfrontowała partnera z tym znaleziskiem. - Wszystko zrzucił na stres i potrzebę jego rozładowania. Przyznał, że kiedyś leczył się z uzależnienia od pornografii. Zarzekał się, że nigdy z nikim nie spotkał się w realu. Obiecał, że pójdzie na terapię. To było dla mnie zaskakujące, bo w łóżku zawsze układało nam się świetnie, nie mieliśmy nigdy dłuższych przerw we współżyciu. Ale o ile oglądanie pornografii i korzystanie z kamerek byłam w stanie przeboleć, o tyle kontaktowania się z kobietami i rozmów z nimi już nie - opowiada Klaudia. Kobieta początkowo wybaczyła partnerowi, po kilku miesiącach zdecydowała się jednak na rozstanie. - Na terapię nie poszedł, z czasem zaczął mnie o wszystko obwiniać. Byłam ciągle zestresowana, sama szukałam winy w sobie - wspomina.

Łatwiej przekroczyć granicę

Nie wszystkie historie zdrad internetowych jednak kończą się źle. – Jakiś czas temu zgłosił się do mnie mężczyzna, który był przekonany, że jego żona ma romans – mówi prywatny detektyw Michał Rybak.

Po wstępnym śledztwie okazało się, że na pewno żona nie zdradza go w świecie rzeczywistym. – Mężczyzna odetchnął z ulgą, bo bardzo kochał swoją żonę. Udało mi się ją jednak odnaleźć na jednym z portali randkowych – opowiada detektyw.

Rybak stworzył fałszywy profil i zaczął z nią rozmawiać. Po jakimś czasie zaproponował spotkanie. – Ona odpowiedziała, że nie jest zainteresowana relacją w realu – wspomina detektyw.

Okazało się, że nie był jedynym mężczyzną, z którym żona jego klienta budowała bliskie relacje w sieci.

- Mąż powiedział, że wie o wszystkim, żona bardzo się przejęła. Przekonywała, że nie dopuściłaby się zdrady na żywo, że nie wie, dlaczego to robi – wyjaśnia Rybak. - Od zleceniodawcy dowiedziałem się, że kobieta poszła na psychoterapię, podczas której wyszły na jaw jej traumy z młodości, potrzeba sterowania znajomościami, nieumiejętność dzielenia się w bliskiej relacji swoimi problemami. Z tego, co wiem, udało im się przepracować problem. Nadal są razem.

Jak mówi Aleksandra Żyłkowska, do zdrady – czy tej online, czy w realu – zazwyczaj dochodzi, gdy czyjeś potrzeby nie są zaspokajane: - Osoba dojrzała będzie potrafiła na ten temat ze swoim partnerem porozmawiać, nie będzie się bała. Często jednak jest tak, że łatwiej jest przekroczyć pewną granicę, niż porozmawiać. Dlaczego? Terapeuci wciąż zadają sobie to pytanie i nie znajdują odpowiedzi.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. Wcześniej pracowała w Wirtualnej Polsce, w serwisie miejskim Gazeta.pl. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia.