Biografie
Henry Kissinger i Lee Radziwiłł w 1974 r. (fot. U.S. National Archives and Records Administration)
Henry Kissinger i Lee Radziwiłł w 1974 r. (fot. U.S. National Archives and Records Administration)

Można było odnieść wrażenie, że Lee miała wszystko: okazałe domy, syna Anthony’ego urodzonego cztery i pół miesiąca po ślubie, córkę Annę Christinę, czy też Tinę, urodzoną trzy miesiące przed czasem w 1960 roku, oraz kochającego męża. Ale Staś [książę Stanisław Albrecht Radziwiłł, mąż Lee Radziwił - przyp.red] zaczął ją męczyć, więc począwszy od 1961 roku, spędzała coraz więcej czasu w Stanach Zjednoczonych.*

Konstytucja USA zakazuje posługiwania się dziedziczonymi tytułami. Mimo to Amerykanie mają obsesję na ich punkcie, nawet jeśli są ewidentnie fałszywe. Kiedy Lee urzędowała w  Nowym Jorku i  Waszyngtonie, była znana jako księżna Radziwiłł. Również „New York Times" dał się na to nabrać. W listopadzie 1961 roku w tej prestiżowej amerykańskiej gazecie pojawił się artykuł zatytułowany Księżna Lee Radziwiłł dodaje uroku każdej scenerii. W tekście tytułowano ją w ten sposób raz za razem, co sprawiło czystą rozkosz głównej zainteresowanej. Nie była to jednak zwykła uprzejmość: szwagier Lee został prezydentem Stanów Zjednoczonych, a jej siostra pierwszą damą. 

Lee uwielbiała sławę i uznanie, które potwierdzały jej wartość, ale przez całe życie nie potrafiła oprzeć się wrażeniu, że zawsze gdzieś za rogiem czai się Jackie. Podczas kolacji w pałacu Buckingham, którą królowa Elżbieta wydawała na cześć prezydenta i pani Kennedy, książę Filip powiedział do Lee: „Jesteś taka jak ja: musisz trzymać się trzy kroki z tyłu". 

Na poważnych przyjęciach za czasów administracji Eisenhowera nikt nie bawił się szczególnie dobrze. Natomiast Biały Dom Kennedych przepełniały nowa energia i ekscytacja, które osiągnęły punkt kulminacyjny w listopadzie 1961 roku, kiedy para prezydencka zaprosiła na kolację Lee i Stasia jako gości honorowych. Niektórzy z obecnych w Pokoju Niebieskim tańczyli twista – bardzo wówczas modny, choć nieelegancki, taniec polegający na pląsaniu w miejscu. Taki frywolny obraz mógłby zaszkodzić młodemu prezydentowi, toteż biuro prasowe Białego Domu zaprzeczyło, jakoby ktokolwiek dał się tam ponieść takim bezwstydnym podrygom. 

Pod koniec wspomnianej kolacji JFK wzniósł toast za swoją szwagierkę. Prezydent nazwał Lee czarującą kobietą i podkreślił, że za każdym razem, kiedy zdarza mu się wejść do pokoju, w którym „siostry ze sobą rozmawiają, zawsze milkną". Dodał, że najpewniej mówiły wówczas same miłe rzeczy o Stasiu i o nim. Tylko że gdyby istotnie tak było, dlaczego miałyby milknąć? W pokoju znajdowało się wielu dobrze poinformowanych waszyngtończyków, którzy zaśmiali się, jakby ktoś opowiedział im dowcip dla wtajemniczonych. Jeśli siostry istotnie rozmawiały o swoich mężach, to najprawdopodobniej obrzucały ich błotem. 

Charles Spalding, książę Stanisław Radziwiłł, Jacqueline Kennedy oraz John F. Kennedy przed rodzinną rezydencją prezydenta w Hyannis Port, Massachusetts, USA, 28 lipca 1963 (fot. Cecil Stoughton. White House Photographs. John F. Kennedy Presidential Library and Museum, Boston, Massachusetts, USA)

(...) 

Lee i Staś ponownie pojawili się w USA na święta Bożego Narodzenia, więc siostry mogły wówczas często się spotykać. Potem w marcu 1962 roku Lee towarzyszyła Jackie podczas prywatnej, jak ją określano, wyprawy do Indii i Pakistanu. Oczywiście prywatność nabierała w tym przypadku całkiem nowego znaczenia. Jeszcze przed wyjazdem sióstr „New York Times" doniósł, że „podróż nabrała charakteru azjatyckiej karawany pokaźnych rozmiarów". I przez cały ten czas na Lee padał gigantyczny cień jej siostry.  

Małżeństwo ze Stasiem przypominało fajerwerki z okazji Dnia Niepodległości: nagłe rozbłyski chwilowo rozjaśniające noc, a potem już tylko ciemność. Lee boleśnie przekonała się, że jej mąż nie przypominał baśniowego księcia z jej dziecięcych fantazji. Był jedynie podstarzałym ekscentrycznym mężczyzną, który brał znacznie więcej, niż dawał. Mimo że Lee nadal nosiła jego nazwisko, bez skrupułów znalazła sobie nowego kochanka – Aristotelisa Onasisa, mężczyznę ze zwierzęcą werwą i ogromną fortuną. Nie tyle samouk, ile ignorant, miał w sobie nieokrzesaną bezpośredniość, która wydawała jej się ekscytująca i niebezpieczna. 

Kiedy Aristotelis pragnął jakiejś kobiety, zamęczał ją swoim zainteresowaniem, a tym razem padło na Lee. Ten magnat transportu morskiego od dawna romansował ze śpiewaczką operową Marią Callas, co jednak nie powstrzymało Lee przed wypłynięciem w rejs imponującym stumetrowym jachtem Onasisa: Christiną O. W barze ustawiono stołki wykonane z worków mosznowych wielorybów, a nie było to jedyne kojarzące się nieprzyzwoicie miejsce na statku. Staś był jednak wyrozumiałym mężem. Jako że nie miał większego wyboru, topił smutki, popijając wódkę i zajmując się własnymi sprawami. 

Kiedy w sierpniu 1963 roku zmarł nowo narodzony syn Kennedych Patrick, Lee poleciała do Stanów, aby wesprzeć siostrę. Potem udała się do Grecji ponownie spędzić trochę czasu z Arim. Musiała jednak mieć na uwadze swoje rodzinne koneksje z prezydentem Stanów Zjednoczonych. Większość Amerykanów miała konserwatywne poglądy, więc informacja o tym, że zamężna szwagierka głowy państwa sypia z kontrowersyjnym greckim magnatem, mogła poważnie zaszkodzić politycznej karierze Jacka. Dyskrecja miała zatem istotne znaczenie, choć zdawało się, że ani Lee, ani Ari nic sobie z tego nie robili. Co więcej, pojawili się jako para na spektakularnym przyjęciu z okazji otwarcia nowego hotelu Hilton w Atenach, wydarzeniu tak ważnym dla firmy, że nawet syn właściciela Nicky Hilton przyleciał tam tego wieczoru. 

– Prawdziwa z niej laska – skomentował Nicky, zwracając się do Ariego, kiedy taksował wzrokiem Lee. – Szczęściarz z ciebie. 

– To prawda. Jest wspaniała – odparł Ari i zanim jego rozmówca zdążył odpowiedzieć, dodał: – Wiesz, że to siostra Jackie Kennedy? Bo Ariemu zależało przede wszystkim na tym pokrewieństwie.  

Lee w marcu 1962 r. (fot. Cecil Stoughton. White House Photographs. John F. Kennedy Presidential Library and Museum, Boston) , John F. Kennedy i Jackie Kennedy w dniu ślubu, 12 września 1953 r. (fot. Library of Congress)

Tymczasem Jackie przeżywała trudne chwile, próbując uporać się ze śmiercią Patricka, więc w październiku Lee poprosiła Ariego, aby zaprosił pierwszą damę na pokład Christiny O. Ten siostrzany gest wydawał się stosowny, ale gdy tylko Jackie weszła po trapie, Lee zrozumiała, że popełniła potworny błąd. Ari był oczarowany żoną prezydenta i nie potrafił trzymać się od niej z daleka. Lee nigdy wcześniej nie doświadczyła tak gwałtownego i bolesnego porównania do siostry, a koszmar o życiu w roli wieszaka na płaszcz Jackie powrócił jeszcze bardziej żywy 

Ari nie krył się ze swoimi uczuciami i wyraził je przez prezenty, które podarował siostrom, zanim opuściły jacht. Jackie otrzymała okazały naszyjnik z brylantów i rubinów, a Lee trzy liche bransoletki. Była przekonana, że nawet pięcioletnia córka jej siostry Caroline nie założyłaby ich na własne przyjęcie urodzinowe. 

Miesiąc później Lee ponownie poleciała do Waszyngtonu, aby wspierać i pocieszać Jackie po zamachu na prezydenta Kennedy’ego. Samotna wdowa nie zamierzała jednak nosić czerni do końca życia. Przeprowadziła się więc z dwójką dzieci do Nowego Jorku, aby zacząć nowy rozdział. Lee też potrzebowała odmiany, więc w 1964 roku razem ze Stasiem kupiła apartament na Manhattanie, na rogu Piątej Alei i Siedemdziesiątej Ósmej Ulicy, nieopodal muzeum Metropolitan, dziewięć przecznic na południe od lokum siostry. Lee przywłaszczyła sobie dużą sypialnię, a męża wypchnęła do pokoiku nie większego od pomieszczenia dla służącej.  

Lee cechowała kreatywność, której jednak nigdy nie potrafiła spożytkować. Ubierała się dobrze i żyła na wysokim poziomie, ale nic ponadto. W Nowym Jorku ponownie zaczęła pisywać teksty o modzie do magazynów dla kobiet, lecz dziennikarska dyscyplina nie była dla niej, dlatego szybko zaczęła się rozglądać za innymi rozrywkami, które z radością zapewnił bliski jej sercu Truman.  

Mimo że pisarz ślubował już miłość i dozgonne oddanie Babe oraz Marelli, nie dało się tego porównać z płomiennymi słowami przysięgi, którą złożył Lee. Łączyła ich szczególna relacja. Lee bez względu na to, co robiła i gdzie bywała, zawsze znajdowała się na drugim planie, stojąc w gigantycznym cieniu swojej siostry. Z kolei Truman jako gej zapraszany na salony potężnych i bogatych zawsze czuł się tam niczym gość drugiej kategorii. Z tego powodu również on był spychany w cień.  

W tamtym czasie trudno było wyjść na lunch do którejś z ekskluzywnych restauracji, żeby nie spotkać tam pisarza w towarzystwie Lee. Umawiali się ze sobą tak często, że Suzy Knickerbocker słusznie odnotowała: „Ktoś powinien powiedzieć Trumanowi, że Lee Radziwiłł nie może mieć go dla siebie na wyłączność. On jest tylko jeden, a to my wypatrzyliśmy go pierwsi". 

Lee Radziwiłł w Indiach, 1962 r. (fot. Cecil Stoughton. White House Photographs. John F. Kennedy Presidential Library and Museum, Boston)

(…) 

Jesienią zrozpaczona Lee zadzwoniła do Trumana. Dopiero co dowiedziała się o zdradzie, którą uważała za niewyobrażalną. Jackie zgodziła się bowiem wyjść za mąż za Onasisa. Grecki magnat transportu morskiego powinien był należeć do niej. Zdaniem Lee dla jej siostry to był zwykły interes. „Jak mogła mi to zrobić?! – wrzeszczała do słuchawki podczas rozmowy z Trumanem. – Jak mogła?! Jak to się mogło stać?!". Mimo przepełniającej ją złości Lee prezentowała światu jedynie siostrzane oddanie i zachwyt z powodu zbliżającego się ślubu Jackie. 

W 1971 roku Lee odwiedziła Jackie na należącej do Ariego wyspie Skorpios. Pani Onasis przedstawiła siostrę Peterowi Beardowi, który spędzał w tamtym miejscu większość lata. Był absolwentem Yale, został fotografem przyrody i działaczem ruchu na rzecz jej ochrony. W 1965 roku wydał "The End of the Game", książkę pełną tekstów i zdjęć dokumentujących destrukcję afrykańskiej fauny i flory. Kiedy Beard potrzebował pieniędzy, porzucał życie w afrykańskim buszu, żeby zarabiać fotografowaniem modelek, przy okazji czerpiąc z tego przyjemność. A że ubierał się ze swobodnym szykiem lat sześćdziesiątych, wyglądał niewiarygodnie przystojnie. 

Staś jeździł z Peterem na safari i uważał go za przyjaciela. Nie miało to jednak żadnego znaczenia dla Lee i fotografa, którzy na wyspie wdali się w romans. Skoro nowy kochanek tak szybko zapomniał o przyjaźni łączącej go z Radziwiłłem, kobieta powinna zadać sobie pytanie, czy równie łatwo nie zdradzi jej. Ale trzydziestopięcioletnia Lee wpadła w szpony namiętności z prawie pięć lat młodszym od siebie mężczyzną i inne kwestie już niezbyt ją interesowały. 

Staś próbował grać rolę fantastycznego męża wyrozumiałego wobec flirtów swojej żony. Być może nie miał pojęcia, co działo się każdej nocy po sąsiedzku, w sypialni w willi Petera, lecz zdawał sobie sprawę z tego, że żona go unika. Czuł się dotknięty, przez co jeszcze więcej pił. 

Z kolei zafascynowana fotografem Lee namówiła męża na wspólny wyjazd na safari do Afryki, podczas którego mogła wymykać się i przeżywać ekstatyczne chwile ze swoim kochankiem. Później zaprosiła Petera do Londynu, gdzie mieszkał z Radziwiłłami przez pewien czas, oraz na wakacje na Karaiby. Pięćdziesięciosiedmioletni Staś godził się na wszystkie te upokarzające go sytuacje  – w  tym wieku nie miał już wielkich oczekiwań dotyczących przyszłości i tylko kurczowo trzymał się resztek swojego małżeństwa. Natomiast Lee marzyła o rozwodzie i rozpoczęciu nowego życia u boku Petera w Ameryce. Nie chciała jednak zrezygnować z tytułu „księżnej". 

*Fragmenty książki  "Kobiety Capotego" Leamer Laurence, tłumaczenie: Natalia Wiśniewska. Premiera książki 8.03.2023