Biografie
Zelda Fitzgerald (fot. Domena publiczna / Gazeta.pl)
Zelda Fitzgerald (fot. Domena publiczna / Gazeta.pl)

Przez lata uważano ją za szaloną, destrukcyjną kobietę. Taką, która zgodziła się wyjść za młodego Francisa Scotta Fitzgeralda dopiero wtedy, gdy miał w kieszeni kontrakt na wydanie książki. Miała być jego utrzymanką, zrujnować mu karierę pisarza i wysokimi rachunkami za leczenie psychiatryczne doprowadzić go do bankructwa.

Jednak współcześni biografowie Zeldy Sayre Fitzgerald uważają, że było inaczej. Nie tylko była muzą męża, lecz także stała za sukcesem wielu jego książek i wspierała go, gdy rozwijał karierę. Nie do końca wiadomo, na jakie zaburzenie psychiczne cierpiała, ale z pewnością nie leczono jej odpowiednio.

Scott w liście do terapeuty żony napisał: "Zapewne byłaby geniuszem, gdybyśmy się nie poznali". Jeśli rzeczywiście to zrozumiał, to zbyt późno.

Dziecina

Gdy najmłodsza córka sędziego Sayre przyszła na świat, jego żona Minerva Buckner Machen, zwana Minnie, miała 40 lat. W 1900 roku nie było nic dziwnego w tym, że kobieta 40-letnia zostawała babcią, ale tak późne macierzyństwo Minnie urosło w Montgomery w stanie Alabama do rangi niezwykłego wydarzenia.

Dziewczynka, beniaminek (państwo Sayre mieli już pięcioro starszych dzieci), otrzymała imię Zelda. Jej matka, która w ostatniej ciąży zaczytywała się w romansach, zaczerpnęła je od swojej ulubionej bohaterki literackiej, Cyganki Zeldy. Zelda jeszcze przed pojawieniem się na świecie była tematem plotek. Nigdy nie przestała ich wywoływać.

Od dziecka Zelda ani myślała zachowywać się tak jak według powszechnej opinii przystało dobrze urodzonej panience z Południa. Darła sukienki, wspinając się na drzewa i dachy, włączała dla zabawy alarm przeciwpożarowy, czym pewnego wieczoru postawiła na nogi całe miasteczko. Państwo Sayre bardzo długo patrzyli przez palce na wybryki Dzieciny, jak przez całe życie nazywali swoją najmłodszą córkę. Kiedy Zelda podrosła, przez ekscesy takie jak nocne spacery z chłopcami bez przyzwoitki, zbyt krótkie sukienki noszone bez gorsetu i kąpiel w rzece w cielistym, obcisłym kostiumie kąpielowym panna Sayre zyskała opinię ladacznicy. I na to ojciec, sędzia sądu najwyższego, nie mógł już pozwolić.

Zelda Sayre w 1917 roku (fot. Domena publiczna)

Pan Sayre próbował ograniczyć Dziecinie swobodę, ale rozpieszczana od najmłodszych lat Zelda niemal co wieczór wymykała się z domu na tańce. Matka usiłowała skierować jej zainteresowanie na bardziej odpowiednie tory, chciała, żeby córka kontynuowała zaczęte w dzieciństwie lekcje baletu lub chociaż brała udział w balach charytatywnych. Jak na ironię właśnie podczas jednego z nich 18-letnia Zelda poznała mężczyznę, który zawrócił jej w głowie, a dla rodziców stał się kolejnym powodem do zmartwień.

Stacjonujący w Camp Sheridan nieopodal Montgomery młody ochotnik Francis Scott Fitzgerald nijak nie przystawał do wyobrażenia państwa Sayre o idealnym zięciu. Nie dość, że był Jankesem, a na Południu nawet lata po zakończeniu wojny secesyjnej niechęć do ludzi z Północy wciąż była żywa, to jeszcze nie pochodził z wystarczająco szanowanej rodziny. Do tego sporo pił, nie miał grosza przy duszy, a na utrzymanie zamierzał zarabiać pisaniem powieści. Ich śliczna jak z obrazka Dziecina nie narzekała na brak powodzenia u bardziej odpowiednich zalotników, nie powinna więc zadowalać się takim nieudacznikiem. Ale właśnie to, co jej rodzice poczytywali za wady, Zeldzie jawiło się jako zalety. Scott był o niebo ciekawszy od wymuskanych, praktycznie myślących młodzieńców z Południa. A jego jankeskie pochodzenie stało się pretekstem do wyrwania się z prowincjonalnego miasteczka.

Scott zakochał się w Zeldzie bez pamięci. Ale choć panna Sayre również darzyła go uczuciem, trwała wojna, a on miał lada chwila wyjechać na front. I nawet tak szalona dziewczyna jak ona nie przyjęłaby oświadczyn mężczyzny, który nie byłby jej w stanie zapewnić życia na odpowiednim poziomie. Scott dostał więc kosza. Wyjechał, mając w pamięci słowa Zeldy, że wyjdzie tylko za kogoś, kto ma perspektywy. Po latach motyw młodego żołnierza odrzuconego przez rozpieszczoną wybrankę Fitzgerald zawrze w swojej najsłynniejszej powieści "Wielki Gatsby".

Gdy wojna dobiegła końca, Fitzgerald wrócił do Nowego Jorku, gdzie zatrudnił się w agencji reklamowej. Równolegle ulepszał odrzuconą wcześniej przez wydawnictwo Scribner’s debiutancką powieść zatytułowaną "Po tej stronie raju". W finalnej wersji ukochana głównego bohatera, Rosalind, ma wiele cech Zeldy, a monolog Amory’ego na cmentarzu inspirowany jest fragmentem jej dziennika. Ba, jego większa część to słowa Zeldy przeniesione dosłownie do książki. W tekście pojawiają także zdania wprost zaczerpnięte z listów pisanych przez Zeldę.

Ku radości młodego autora wydawnictwo Scribner’s postanowiło wydać jego powieść. Uzbrojony w pozytywną odpowiedź od wydawcy, z pierścionkiem kupionym za zaliczkę Scott udał się do Montgomery. Tym razem jego oświadczyny zostały przyjęte.

Scott i Zelda w 1921 roku (fot. Domena publiczna)

Gwiazdy

Szybka i skromna ceremonia ślubna w zakrystii kościoła św. Patryka w Nowym Jorku, gdzie Scott ściągnął narzeczoną, z pewnością odbiegała od romantycznych wyobrażeń młodej dziewczyny. Zelda w swoim wielkim dniu wystąpiła w prostej granatowej garsonce. Karmiona opowieściami Scotta o Nowym Jorku pragnęła zerwać z przeszłością i żyć nowocześnie. Dlatego nie narzekała, gdy okazało się, że zamiast do własnego gniazdka wprowadzi się wraz z mężem do hotelu Biltmore.

Jej miłość do Scotta podgrzewało uwielbienie, jakim pisarz po wydaniu pierwszej powieści cieszył się w Nowym Jorku. W zaledwie dwa tygodnie sprzedano 20 tys. egzemplarzy "Po tej stronie raju", a Fitzgeralda obwołano głosem pokolenia. Jednak już podczas pierwszego przyjęcia na jego cześć wyszło na jaw, że Zelda, choć czarująca, odstaje od nowojorskiej bohemy. Jej suto zdobione, falbaniaste sukienki trąciły prowincjonalnym stylem. Scott postanowił więc wziąć sprawy w swoje ręce – poprosił znaną z dobrego gustu znajomą, pannę Hersey, by zabrała Zeldę na zakupy. Ta ubrała ją w prosty kostium od Patou. Ale to pani Fitzgerald już wkrótce miała wyznaczać trendy.

Zelda początkowo była onieśmielona Nowym Jorkiem, szybko jednak zrozumiała tamtejsze zasady gry. Ze zdziwieniem odkryła, że to, co w jej rodzinnych stronach budziło zgorszenie, w świecie nowojorskiej cyganerii artystycznej jest nie tylko akceptowane, ale wręcz pożądane. Dlatego kupiła kilka ledwie zasłaniających kolana, wydekoltowanych sukienek – choć w Paryżu w 1920 roku były ostatnim krzykiem mody, to w konserwatywnych Stanach wciąż mało było kobiet dość odważnych, by je nosić. Ale Zeldzie nigdy nie brakowało odwagi. Dlatego też obcięła włosy na modnego boba, znowu jako jedna z pierwszych. Stała się kimś, kogo dziś nazwalibyśmy "it girl" – ikoną mody, dziewczyną wyznaczającą trendy.

Wkrótce Zelda i Scott stali się pożywką dla plotkarskich kolumn nowojorskich czasopism. Rozpisywano się o jej nocnej kąpieli w fontannie przy Union Square czy bójce, w którą wdał się podjudzany przez żonę Scott. W hotelowym apartamencie młodych małżonków trwała nieustanna impreza; Fitzgerald zatrudnił nawet osobę odpowiedzialną wyłącznie za dostarczanie dżinu. Bo choć w USA trwała prohibicja, artystyczna cyganeria znała tysiące sposobów na zdobycie nielegalnego alkoholu.

Zelda skrupulatnie uwieczniała wszystkie ekscesy w swoich dziennikach. Scott był zwykle zbyt pijany, by cokolwiek zapamiętać, dlatego chętnie czytał zapiski żony. Szybko zrozumiał, że Zelda ma niesłychany talent do opisywania rzeczywistości. I nie był w tej opinii odosobniony.

Zelda skrupulatnie uwieczniała wszystkie ekscesy w swoich dziennikach (fot. Domena publiczna) , Scott był zwykle zbyt pijany, by cokolwiek zapamiętać, dlatego chętnie czytał zapiski żony (fot. Domena publiczna)

Pani Fitzgerald przeszła do historii jako muza sławnego męża. Wiemy, że większość bohaterek powieści i opowiadań Scotta jest wzorowana na niej. Ale na tym nie koniec. Nancy Milford, biografka Zeldy Sayre, przywołuje w książce "Zelda" sytuację, gdy George Jean Nathan, redaktor pisma, w którym Scott publikował swoje opowiadania, odkrył dzienniki Zeldy. Stało się to podczas weekendu w domu w Westport, wynajętym przez Fitzgeraldów na lato. „Zainteresowały mnie tak bardzo, że jako redaktor czasopisma zaproponowałem nieco później ich opublikowanie. Kiedy powiadomiłem o tym jej męża, odparł, że nie może się na to zgodzić, bo zaczerpnął z nich dużo natchnienia, a fragmenty chce wykorzystać we własnych powieściach i opowiadaniach, na przykład w "Żelkach".

Pisarz robił wszystko, by jego żona nie zrobiła pisarskiej kariery. Milford pisze, że najwyraźniej Zelda nie sprzeciwiła się temu, iż mąż samowolnie odrzucił ofertę Nathana. Dzienniki pozostały własnością literacką raczej Scotta niż jej samej. Już w niedalekiej przyszłości miała zrozumieć swój błąd.

Obłęd

Druga powieść Fitzgeralda "Piękni i przeklęci", historia nieszczęśliwego małżeństwa, zawiera sporo wątków autobiograficznych i jest mocno "inspirowana" dziennikami Zeldy. Ponoć kiedy ta przeczytała książkę, urządziła mężowi karczemną awanturę. Wielu biografów twierdzi, że mniej więcej w tym okresie na dotychczas radosnej i pogodnej osobowości Zeldy zaczęły się pojawiać rysy. Awantury, ataki szału przeplatane okresami przygnębienia początkowo były jednak przypisywane małżeńskim problemom.

Choć Fitzgerald po sukcesie drugiej powieści znów był na topie, a wydawnictwa wręcz biły się o jego twórczość, był wiecznie spłukany. I nic dziwnego – tylko w pierwszym roku małżeństwa para przepuściła na imprezy blisko 30 tys. dolarów (równowartość dzisiejszych około 1,5 mln zł). Zelda pochodziła z domu, w którym pieniędzy nigdy nie brakowało, a rozmowa o nich uchodziła za nietakt. Dlatego ona kupowała kreacje od Chanel, a on zamawiał hurtowe ilości dżinu i szampana. Wynajmowali domy i luksusowe apartamenty, nie licząc się z kosztami. Rozrzutnego stylu życia nie zmieniły nawet narodziny córki. Frances, zwana Scottie, przyszła na świat w 1921 roku. Zelda zapisała w swoich dziennikach, że kiedy zobaczyła nowo narodzoną córeczkę, powiedziała: "Mam nadzieję, że będzie piękna i głupia". Bohaterka "Wielkiego Gatsby’ego" Daisy Buchanan tak samo zwraca się do swojego dziecka.

Zanim jednak Scott napisze swoją wielką amerykańską powieść, w życiu jego i Zeldy wydarzy się jeszcze sporo turbulencji. Gdy w niecały rok po narodzinach Scottie Zelda odkryła, że znów jest w ciąży, zdecydowała się na aborcję. Następnie, aby podreperować finanse, nie rezygnując z ulubionego stylu życia, Fitzgeraldowie wyjechali do Paryża. Kurs franka francuskiego względem dolara był wówczas tak korzystny, że pobyt we Francji stanowił dla spłukanych Amerykanów świetny sposób na to, by bawić się za dużo mniejsze pieniądze. Luksusowe dziś Antibes, gdzie Fitzgeraldowie wynajęli dom na lato, było wówczas małą mieściną, która dopiero po latach miała zyskać prestiż. Ale romantyczna wyprawa wkrótce zamieniła się w koszmar.

Scott w 1937 roku (fot. Carl van Vechten / Library of Congress)

We Francji Scott pracował nad "Wielkim Gatsbym", Scottie zajmowała się francuska niania, a Zelda zawierała nowe znajomości. Jedna z nich, z młodym lotnikiem Edouardem Jozanem, przerodziła się w romans. Z dzienników Zeldy nie wynika jasno, jak zażyła była to relacja. Wiadomo za to, że narzekająca od dłuższego czasu na brak zainteresowania ze strony męża kobieta żywiła do francuskiego lotnika na tyle silne uczucie, że zażądała rozwodu.

Fitzgerald wpadł w szał, zamknął żonę w areszcie domowym. Wypuścił ją dopiero wówczas, gdy obiecała, że go nie zostawi. Kilka dni później Zelda przedawkowała leki nasenne. Udało się ją odratować. Sytuację uznano za wypadek, ale przyjaciele pary byli przekonani, że zrozpaczona rozstaniem z kochankiem targnęła się na swoje życie.

Tymczasem Scott ukończył "Wielkiego Gatsby’ego", wydawca był zachwycony. Aby uczcić sukces i poprawić relacje z żoną, Fitzgerald zabrał ją w podróż do Rzymu i na Capri. Wyjazd znów był jednak daleki od sielanki. Zelda coraz częściej wpadała w stany depresyjne, Scott pił na umór. Pewnego wieczoru zaczął na oczach żony flirtować z Isadorą Duncan. Zelda wstała od stołu i rzuciła się ze schodów tarasu. Kiedy mąż pośpieszył jej na pomoc, spokojnie wstała i poszła do toalety doprowadzić się do porządku.

W podróży stan Zeldy się pogarszał. Scott zarządził więc powrót do Paryża. Tam jednak było jeszcze gorzej – Fitzgerald spędzał całe dnie ze swoim przyjacielem Ernestem Hemingwayem, a Zelda czuła się porzucona. Robiła mężowi awantury, zaczęła go oskarżać o romans z Ernestem. Coraz bardziej doskwierało jej też poczucie, że nie ma nic własnego, nic, co definiowałoby ją inaczej niż jako żonę sławnego męża.

Ukojenie znalazła w tańcu. Zarzucona w młodości aktywność teraz stała się prawdziwą obsesją. Zelda zatracała się w marzeniach o karierze baletnicy, która miała stać się czymś, co wreszcie byłoby tylko jej, czego Scott jej nie zabierze. Nauczycielka Zeldy, Madame Jegorowa, stwierdziła, że wprawdzie 28 lat to późny wiek dla początkującej tancerki, ale widząc talent i determinację uczennicy, doszła do wniosku, że ma ona szanse występować na mniej prestiżowych scenach. Tak się jednak nie stało.

Diagnoza

Zelda podporządkowała marzeniom o karierze baletnicy swoje życie. Ćwiczyła całymi dniami, obsesyjnie dbała o wagę, przez co czasem przez kilka dni nie jadła. Post i intensywny wysiłek fizyczny przyczyniły się do pogorszenia jej stanu psychicznego. Pewnego dnia Zelda wróciła ze spaceru i przerażona powiedziała Scottowi, że kwiaty miały twarze. Pisarz, którego już wcześniej niepokoił stan żony, odwiózł ją do kliniki w szwajcarskim Valmoncie. Jak pisze Lisa Appignanesi w książce "Szalone, złe i smutne. Kobiety i psychiatrzy", tamtejszy lekarz stwierdził, że u Zeldy, "jeśli chodzi o organiczny punkt widzenia, nie występowały oznaki choroby umysłowej". Czuła się źle, ale chciała wracać do Paryża, by móc tańczyć. Na to Scott się nie zgadzał w obawie, że jej stan znów się pogorszy. Zelda przystała ostatecznie, żeby mąż umówił ją na wizytę w klinice w Prangins. Tam dr Oscar Forel zdiagnozował u Zeldy schizofrenię. Czy była to właściwa diagnoza – nie wiadomo.

Leczenie Zeldy nie przynosiło oczekiwanych rezultatów, zdarzały się lepsze i gorsze okresy. Wydawało się, że pacjentce służy brak kontaktu z mężem, jednak para ze sobą korespondowała. Z pewnością do znacznego pogorszenia stanu Zeldy doszło, gdy w 1934 roku wydano kolejną powieść Scotta, zatytułowaną "Czuła jest noc". Jej bohaterka Nicole Diver podczas pobytu na południu Francji zmaga się z chorobą psychiczną. Nawet zamroczona lekami psychotropowymi Zelda natychmiast zauważyła, że ta postać jest wzorowana na niej. W dodatku powieść zawiera obszerne fragmenty jej dzienników i zapisków, które zamierzała wykorzystać we własnej książce. Lekarz w klinice w Baltimore, do której przeniesiono Zeldę, zalecił jej pisanie jako formę terapii. Tak powstała jej jedyna ukończona powieść "Zatańcz ze mną ostatni walc".

Kiedy Scott przeczytał rękopis, wpadł w szał. Żona przedstawiła go w nim w nie najlepszym świetle. Ostatecznie zgodził się jego publikację, ale pod warunkiem, że to on zajmie się redakcją. Wyciął obszerne fragmenty – nie tylko te, które jego dotyczyły – i część z nich wykorzystał we własnej powieści. Oczywiście o ile Scott zażądał autoryzacji, o tyle Zelda na ostateczny kształt opowieści inspirowanej nią i jej dziennikami nie miała wpływu. "Zatańcz ze mną ostatni walc" ukazała się w 1932 roku, "Czuła jest noc" – dwa lata później. Powieść Scotta odniosła wielki sukces, książka Zeldy, okrojona przez jej męża niemal o jedną trzecią, przeszła praktycznie bez echa.

"Zezłościło mnie, że zrobił z dziewczyny takiego potwora i wciąż powtarzał, jak złamała mu życie, a ja musiałam się z nią utożsamiać, bo miałyśmy tyle wspólnych przeżyć" – pisała o bohaterce powieści męża Zelda w swoim dzienniku. Ale ostatecznie wybaczyła Scottowi. Nie miała zresztą wyjścia. Po tym jak w 1931 roku zmarł jej ojciec, mąż stał się jej jedynym opiekunem, płacił za jej leczenie i łożył na utrzymanie.

Scott podjął jeszcze próbę ratowania małżeństwa. Być może mimo wszystko miał wyrzuty sumienia, choć o stan żony obwiniał jej geny – babcia i ciotka Zeldy ze strony matki popełniły samobójstwo, jej starszy brat Anthony zabił się, wyskakując z okna szpitala psychiatrycznego. Scott chętnie wspominał o tym znajomym, z których część obarczała go odpowiedzialnością za doprowadzenie żony do szaleństwa.

W 1938 roku, po wakacjach na Kubie, które podobnie jak poprzednie okazały się katastrofą, para definitywnie się rozstała. Scott związał się z dziennikarką Sheilą Graham. To ona znalazła go, gdy w 1940 roku organizm pisarza nie wytrzymał lat choroby alkoholowej. Fitzgerald zmarł na rozległy zawał serca.

Zelda przebywała wówczas w klinice Highland w Karolinie Północnej. Osiem lat później w kuchni budynku wybuchł pożar. Zelda tak jak kilka innych pacjentek spłonęła żywcem w zamkniętym od zewnątrz pokoju. Ogień strawił też rękopis drugiej powieści, której nie zdążyła ukończyć: "The Caesar’s Things" – "To, co cesarskie". Nigdy się nie dowiemy, czy wolna od mężowskiej ingerencji odniosłaby sukces.

Książki Francisa Scotta Fitzgeralda do kupienia na Publio.pl

Natalia Jeziorek. Absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UJ i Wydziału Form Przemysłowych ASP. Na florenckiej Polimodzie studiowała fashion marketing i organizację eventów. Obecnie współpracuje z magazynem K MAG, portalami Sezon, Pride i Enter the Room.

Cykl o kobietach

W nowym cyklu Weekend Gazeta.pl będziemy przybliżać historie kobiet, które zmieniły świat, ale ich zasługi zostały przemilczane bądź przypisane innym osobom.