Historia
Karol Szymanowski, Stanisława Korwin-Szymanowska i Zofia Nałkowska w willi 'Atma' w Zakopanem (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / domena publiczna)
Karol Szymanowski, Stanisława Korwin-Szymanowska i Zofia Nałkowska w willi 'Atma' w Zakopanem (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / domena publiczna)

"Szymanowski – jaki ładny!" – pomyślała, gdy usiadł przy jej stoliku w restauracji po zakopiańskim przedstawieniu Domu kobiet i zaczął komplementować jej dramat. I się zaczęło: zauroczył ją. "Śliczny – myślała o nim – bardzo grzeczny", "mobilizuje we mnie całą wartość". Gadają więc godzinami, o wszystkim, Zofia czuje się w tych rozmowach swobodnie – nareszcie. On odwiedza ją w "Maratonie", ona przyjmuje go początkowo w salonie, potem, w miarę rozwoju znajomości, także w swoim pokoju, on zaprasza ją do "Czerwonego Dworu" na Kasprusiach, a właściwie do niewielkiej oficyny w ogrodzie, którą zajmuje sam.*

Widują się codziennie. Ona niby wie, bo o tym się mówi, o jego homoseksualizmie, ale mimo to daje się uwodzić i czuje się szczęśliwa. Chadzają razem na koncerty, dzięki niemu Zofia odkrywa dla siebie muzykę, o której dotąd, jak przyznaje, nie miała zielonego pojęcia. Szymanowski imponuje jej inteligencją, urodą, sposobem bycia. Zachowuje się jak nastolatka, swojej namiętności wcale nie ukrywa.

Irena Krzywicka w Wyznaniach gorszycielki pisze: "Zadawano sobie tylko w naszych kołach pytanie: czy jawna miłość Nałki (tak ją nazywali przyjaciele) jest wzajemna, no i czy po prostu śpią ze sobą1" . Nie spali. Nawet się nie pocałowali. Ale czasem nachodzą ją wątpliwości. "Po prostu siada w kawiarni przy naszym stoliku, a ja gorzko myślę, że woli być gdzie indziej" – pisze. Nie ma racji, Szymanowski naprawdę ją lubi. Podoba mu się jej inteligencja, "pierwszorzędna istota" – pisze o niej, adoruje ją z wielką przyjemnością. Tyle że on właśnie taki jest, podoba się kobietom i chyba się tym trochę bawi. I Zofia Stryjeńska, i Maja Berezowska, obie znające go z zakopiańskich czasów, pozostawiły rysunki – karykatury, przedstawiające Karola w otoczeniu mnóstwa kobiet. Taki właśnie był.

Zofia Nałkowska, fot. Wikimedia Commons/domena publiczna (fot. Wikimedia Commons/domena publiczna)
Kiedy już widział, że staje się wybrankiem, co być może zaczynało mu przeszkadzać, przeprowadzał poważną rozmowę, w której przyznawał się do swojej homoseksualnej orientacji. Nałkowska bardzo przeżyła ten moment – on był smutny, mówił o swoim dramacie i wynikającej z niego samotności, ona mu współczuła i bardzo chciała stać się jego pocieszeniem.

I mimo tego wszystkiego czuła się przez niego wybrana. Oto czarodziej! Patrzą sobie w oczy, ona analizuje wieczorami, leżąc w łóżku, jego spojrzenia, gesty, słowa, chwile milczenia. "Jutro mija miesiąc od dnia, gdy mi w Zakopanem wyznał to, co nie wiem, czy jest miłością, czy jakąś najcudowniejszą na ziemi, żałosną przyjaźnią" – notuje. Plotkują o nich, mawiają nawet, że on się z nią ożeni, siostry Karola byłyby zadowolone, ślub może uciąłby podejrzenia, które i tak są faktami wszystkim znanymi.

Zwykły zakopiański dzień Zofii Nałkowskiej: "Jest biało, śnieg padał od rana. Pisałam pierwszą scenę dramatu, obiad kazałam podać na górę. Wyszłam o czwartej, by kupić Wiadomości Literackie, gdzie jest coś o mnie, i zielonego atramentu, bez którego źle jest z moim natchnieniem. O szóstej przyszedł na chwilę Szymanowski, by mię zaprosić na jutro na obiad (z obojgiem Malczewskimi) i jeszcze na jakiś wieczór (…). Było cicho, miło i spokojnie. Mówiliśmy o pisaniu i o muzyce, choć o muzyce mówi bardzo rzadko. Przy pożegnaniu była znów taka chwila, jak kiedyś na początku. Pochylił głowę w taki sposób, jakby czekał na ten pierwszy gest z mojej strony, przytulił się twarzą do mej dłoni. Wytrzymałam tę chwilę bez tchu i nie zrobiłam nic".

Wiosną 1931 roku Nałkowska jeszcze się miota, ale już zauważa, że 'żyje jego życiem' i że przez to uczuciowe zaangażowanie 'zapomniała, jaka jest'. Ta przedziwna relacja zaczyna ją wreszcie męczyć, bo mimo ostatecznej rozmowy Karol cały czas wysyła sprzeczne sygnały, a przynajmniej ona tak je odczytuje.

Z jego listów wiemy, że owszem, była dla niego ważna, ale jako przyjaciółka i nic poza tym. "Więc trwają te miłe, poufne i konwencjonalne zarazem słodycze przyjaźni, informowanie się o sprawy zdrowia, o projekty" – pisze Nałkowska latem 1931 roku i zatruwa ją smutek. To czysto platoniczne uczucie naturalną koleją rzeczy słabnie, aż wspólne zakopiańskie wieczory stają się po prostu miłym wspomnieniem. W grudniu napisze: "Świetną rzeczą jest, że już zupełnie zapomniałam o Karolu Szymanowskim".

Willa 'Atma', w której mieści się Muzeum Karola Szymanowskiego (Fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl) , Przedmioty należące do Karola Szymanowskiego (Fot. Paweł Piotrowski / Agencja Wyborcza.pl)

Pozostało kilka fotografii. Zdjęcie z ogrodu przy domku na Kasprusiach. Stoją obok siebie: Stanisław Wyrzykowski, Zbigniew Uniłowski, Zofia Jachimecka, Zofia Nałkowska, Piotr Perkowski i Karol Szymanowski. W tle wysokie jodły. Z pokoju w "Atmie": Karol siedzi na fotelu, ona (z papierosem w ręce) i jego siostra Stanisława na kanapie. Potem zamienią się miejscami: obok Nałkowskiej rozsiądzie się Szymanowski. I jeszcze jedno: on, Marusia Kasprowiczowa w jasnej sukience i ona okutana płaszczem w jak zwykle nasuniętym głęboko na oczy kapeluszu.

Zobacz wideo Wyjedź poza Zakopane. Przystań w Czorsztynie, panorama Czorsztyna i Niedzicy, Osada w Kluszkowcach

***

Do Karola często przyjeżdżają siostry, zwłaszcza Stanisława, dwa lata od niego młodsza, śpiewaczka naznaczona tragedią, bo kilka lat wcześniej zmarły jej dzieci: w 1925 roku najpierw zginęła w tragicznym wypadku kilkuletnia Alusia, a na skutek szoku, jakiego doznała, Stanisława, która była wtedy w ciąży, urodziła martwe dziecko. Pięknym sopranem śpiewa wszystkie kompozycje wokalne swojego brata, właściwie on tworzy je trochę pod nią, ona zawsze wykonuje je jako pierwsza. Popołudnia w "Atmie" są pełne muzyki, jak tego dnia, gdy Marusia Kasprowiczowa przyszła, żeby usłyszeć prawykonanie utworu do słów jednego z wierszy jej niedawno zmarłego męża. Śpiewała oczywiście Stasia, bardzo przejmująco, bardzo pięknie. Goście słuchali poruszeni.

Do "Atmy" przychodziło się popołudniami, bo od rana Karol pracował. Często można było u niego spotkać znaną ilustratorkę Maję Berezowską, której zmysłowe i erotyczne rysunki publikowane w czasopismach wywoływały u części czytelników oburzenie.

Maja przyjeżdżała do Zakopanego wielokrotnie, czasem na wielotygodniowe pobyty. Była zabawna, dowcipna, bezpruderyjna, towarzyska.

Zawsze najwięcej czasu spędzała u Szymanowskiego, bywała u niego nawet codziennie, ale często wychodzili na cały wieczór do "Morskiego Oka". "Tam też poznałam Berezowską, malarkę, osobę ładną, grubą i wesołą" – zanotowała Nałkowska w dzienniku w sierpniu 1930 roku.

Siostrzenica Karola Szymanowskiego, Krystyna Dąbrowska, która spędzała pod opieką wujka co roku niemal całe lato, wspominała niektóre jego znajome. Na przykład za Nałkowską nie przepadała: "Pani Zofia Nałkowska zjawiała się przez parę sezonów w Zakopanem i często spotykała z Wujciem, który mówił: »To wielka pisarka!«. I szedł z nią do Trzaski albo do Morskiego Oka". Nie lubiłam pani Nałkowskiej. Była strasznie wspaniała, dostojna i duża2". O Berezowskiej natomiast pisze w innym tonie: "Przyjazd Mai do Zakopanego wnosił w nasze życie mnóstwo wesołości. Zawsze chyba, odkąd pamiętam, była taka sama. Pełna życzliwości dla ludzi, tryskająca humorem i gorsząca co cnotliwsze damy". Jej rysunki zdobiły ściany domów, w których pomieszkiwał Karol, można je było zobaczyć także w "Atmie".

Maja Berezowska z przyjaciółmi w górach, 1930 r. (Polona)

W tym czasie Nałkowska po raz pierwszy odwiedziła "Harendę" i została przedstawiona Marusi Kasprowiczowej. Skomentowała to w dzienniku enigmatycznie: "(...) pani Marusia istotnie zajmująca, niezwykle miła, choć ani ładna, ani młoda". Kilka dni później, po kolejnej na "Harendzie" wizycie z Szymanowskim, pisała bardziej przychylnie: "Owa Marusia – całkiem nieoczekiwana, żywa, finezyjna – jest świetnym partnerem". Partnerem do rozmowy, przegadały razem niejedną godzinę w kolejnych latach. Kasprowiczowa miała dużą łatwość w przyjaźniach, gościła u siebie tłumaczki, poetki, malarki, pisarki. W swoich wspomnieniach zapisała: "Lubię rozmowy z kobietami, dlatego, że lubię kobiety w ogóle. Są cieplejsze, bardziej żywiołowe niż mężczyźni. Nauczyć się życia można lepiej i gruntowniej z pomocą kobiety niż mężczyzny. Są oni po większej części aż irytujący przez swój brak intuicji. Najzwyklejsza kobieta potrafi powiedzieć w najtrudniejszej sprawie rzecz tak mądrą i tak prostą, na którą żaden mężczyzna nie wpadłby na pewno3".

Do "Harendy" często przychodziła w odwiedziny Kazimiera Alberti, poetka zafascynowana twórczością Kasprowicza. Ciekawe, że mimo to Kasprowiczowa nie wymieniła jej w swoich wspomnieniach. Pewnego dnia umówiły się we trzy z Nałkowską w "Morskim Oku", o czym napisał Henryk Worcell, który był tego spotkania świadkiem. Kazimiera Alberti mieszkała z mężem w Białej, a ich dom był znanym salonem, do którego chętnie przyjeżdżali różni znajomi artyści.

Natalia Budzyńska (Fot. materiały prasowe) , Pocztówka z widokiem na Morskie Oko (Polona.pl/Domena Publiczna)

Bywała u Albertich też Kasprowiczowa, Hanna Nałkowska, rzeźbiarka, siostra Zofii, a także Witkacy. Alberti, pełna życia i pomysłów, doskonała kompanka do zabawy, brała z życia pełnymi garściami. Była wysoką, zgrabną kobietą, ubierała się świetnie, uwielbiała modę, robiła wrażenie i na mężczyznach, i na kobietach.

Pisała młodopolskie wiersze tatrzańskie. Debiutancki zbiór poezji Bunt lawin wyszedł w 1927 roku, a rok później napisała powieść Tatry, narty, miłość, w którym zimowe Zakopane, to dansingowe i kawiarniane, odgrywało ważną rolę. W kolejnych latach ukazywały się nowe tomiki wierszy, zawsze jednak kwitowane przez recenzentów epitetem najgorszym z możliwych: przeciętne. Porównywano ją do innych autorek, stawiano obok i ostatecznie mówiono, że owszem, wiersze są miłe.

Czy w "Morskim Oku" z Nałkowską rozmawiała o literaturze właśnie czy może o strojach? – nigdy się tego zapewne nie dowiemy.

I. Krzywicka, Wyznania gorszycielki, Warszawa 1996, s. 314.
2 K. Dąbrowska, Karol z Atmy, Warszawa 1977, s. 63–64
M. Kasprowiczowa, Spadające księżyce. Z pamiętników, Warszawa 2001, s. 48–49.

*Publikujemy fragment książki "Zakopane artystek" Natalii Budzyńskiej, która ukazała się 15 maja 2024 roku nakładem Społecznego Instytutu Wydawniczego Znak.