W lipcu 1531 roku ktoś doniósł biskupowi Ferberowi, że astronom współżyje ze swoją gospodynią. A do tego przyczynił się do rozbicia jej małżeństwa.*
(...)
Kim był donosiciel? Tradycyjnie zakłada się, że to kanonik Achacy von Trenck. Jego tożsamość ustalono jednak metodą eliminacji – to musiał być ktoś rezydujący we Fromborku, kto był naocznym świadkiem owego noclegu w trasie powrotnej z jarmarku. Inaczej cały donos można by zlekceważyć jako powtórzenie pogłosek.
Zatem: zapewne inny kanonik. Taki, który chciał zaszkodzić Kopernikowi. Ten był raczej lubiany przez konfratrów, zwłaszcza mieszkających na stałe w kapitule. Potem przybędzie mu wrogów we Fromborku, ale w 1531 roku miał w zasadzie tylko tego jednego. Za drugiego można ewentualnie uważać kanonika Snellenberga, który jednak trzymał się z daleka od intryg w kapitule.
A kim była "owa kobieta"? Tradycja przedstawia ją jako Annę Schilling. Jednak to nazwisko nie pada w donosach na Kopernika ani w jego odpowiedziach na reprymendy. Wymieniono je tylko raz, już po śmierci astronoma. Kapituła warmińska 10 września 1543 roku donosiła biskupowi Dantyszkowi, że we Fromborku pojawiła się dawna służąca doktora Mikołaja, który "zwolnił ją z wiadomych powodów". Miała dom w tym mieście, przyjechała go sprzedać. Kanonicy pytali Dantyszka, czy mogą zabronić Annie Schilling przebywania na terenie miasta.
Ten 13 września wyraził obawę, by ta kobieta nie zawróciła im w głowie tak jak temu, który zmarł niedawno (ewidentnie chodziło o Kopernika!). I odpowiedział, że byłoby lepiej, gdyby nie miała zezwolenia na pobyt we Fromborku, bo tyle szkód już zdążyła wyrządzić kapitule. Czy chodzi o tę samą kobietę co w donosie z 1531 roku? Tak uważa większość kopernikologów, choć twardych dowodów brak (no i wygląda na to, że ten pojedynczy nocleg w trasie z Królewca do Elbląga trochę się tej pani przeciągnął).
Dla mnie przekonującym argumentem jest to, że wśród listów w sprawie romansu doktora Mikołaja, krążących przez kilkanaście lat między Fromborkiem, Lubawą i Lidzbarkiem, cały czas konsekwentnie mowa jest o "owej kobiecie", ewentualnie "służącej" czy "kucharce". Nadawca za każdym razem zakłada, że adresatowi to wystarczy, domyśli się na tej podstawie, będzie wiedział, o kogo chodzi.
Gdyby tych romansów – albo tych kucharek – było więcej, pojawiłaby się jakaś dodatkowa informacja w rodzaju "nowa służąca" albo "kolejna kochanka". Kopernikowi zarzucano by kobieciarstwo, tymczasem zarzuca mu się co innego: że dał się omotać podstępnej nierządnicy. "Tej nierządnicy" w liczbie pojedynczej.
To rozumowanie ma jedną słabość: zakłada nieomylność donosicieli. Zważywszy jednak, że w większości są to donosiciele Dantyszka – akceptuję to założenie. Jako dyplomata, szpieg i intrygant Dantyszek był zawsze człowiekiem doskonale poinformowanym. On po prostu wiedział, kto z kim, jak często i w jakiej pozycji. Jego triumf w wyścigu do sakry biskupiej dowodzi tego aż nadto dobrze – wygrał dzięki temu, że wiedział, kogo może pozyskać, kogo zastraszyć, a kogo pominąć.
Zaznaczę więc dla porządku, że są inne rekonstrukcje zakładające, że Ferber i Dantyszek udzielali Kopernikowi reprymend w sprawie dwóch różnych kobiet. Ja jednak uważam tak jak większość autorów, że to była "ta kobieta". Jedna i ta sama przez ostatnie kilkanaście lat życia astronoma.
***
Wyłania się z tego wszystkiego interesująca chronologia. Znajomość Kopernika z Anną Schilling musiała w okresie pierwszego donosu trwać już od paru lat.
Jerzy Sikorski rekonstruuje to tak: Anna pojawia się w życiu Kopernika około 1525 roku. Właśnie skończyła się wojna, kanonicy urządzają się we Fromborku w nowych domach – to też naturalny moment na szukanie nowej służby. Może Anna została osierocona albo musiała uciekać przed pożogą wojenną?
Ile miała lat? Wiemy, że w 1543 roku nadal jest kobietą na tyle atrakcyjną, że Dantyszek uważa ją za zagrożenie dla cnoty kolejnych kanoników. Raczej nie mogła więc wtedy mieć więcej niż 50 lat. Do dzisiaj zwyczajowo uważa się ten wiek za bezpieczny próg dla księżowskich gospodyń.
Zatem ile lat mogła mieć w roku 1525? Najwyżej trzydzieści, ale zapewne znacznie mniej. Może była nawet nastolatką? Kopernik jest akurat w przełomowym momencie swojego życia. Ten moment, w którym upewnił się, że jego teoria jest prawdziwa – czyli ten, który pokazał mistrz Matejko – miał miejsce właśnie gdzieś w tym roku. Może romans zaczął się pod wpływem euforii związanej z naukowym sukcesem?
Przerażony potencjalnymi konsekwencjami, które romans mógł przynieść im obojgu, Kopernik nakłonił Annę do wyjścia za mąż – być może za jakiegoś fromborskiego mieszczanina nazwiskiem Schilling. Musiało to być najpóźniej w 1529 roku, skoro Jan Ferber zdążył jeszcze być zaangażowany w proces unieważniania tego małżeństwa.
Małżeństwo było nieudane, ale (jak wynika z korespondencji Dantyszka z kanonikiem Reichem) jeszcze w 1539 roku istniało, przynajmniej na papierze. Zapewne Anna nie była w stanie przedstawić dowodu, że małżeństwo nie zostało skonsumowane – czyli że jest dziewicą. Nietrudno zgadnąć, czemu był z tym taki problem. Jak to się stało, że zwykła służąca miała własny dom? To nie było typowe w tej grupie zawodowej.
Najprostsze wyjaśnienie: był to dom Herr Schillinga, który zmarł bezpotomnie wkrótce po swoim "suchym szwagrze". A więc majątek przeszedł na wdowę. To wszystko pasowałoby do listu Reicha do Dantyszka z 1539 roku, w którym sugerował, że "ta kobieta" nie miałaby gdzie mieszkać po wygnaniu z kurii Kopernika. Dom należał jeszcze wtedy do jej męża.
***
Dzięki wojnie na donosy wiemy, że rozpustnych kanoników było we Fromborku trzech – Sculteti, Kopernik i Niederhoff. Wszyscy trzej powiązani z układem gdańskim. Z Gdańskiem były też związane ich kochanki.
Krzysztof Mikulski domniemuje, że Anna Schilling mogła być żoną gdańskiego kupca Arenda von den Schellings. Inne rekonstrukcje czynią z niej córkę toruńsko-gdańskiego mincerza Matthiasa Schillinga. W liście do Dantyszka z 1538 roku Kopernik pisał – usprawiedliwiając się, czemu wciąż nie znalazł sobie nowej gospodyni – że niełatwo mu było znaleźć odpowiednią kandydatkę. Po łacinie użył słów: "non erat facile familiam necessariam ac probam protinus inuenire".
I tutaj znowu mamy kilka przekładów, różniącym się głównie interpretacją słowa 'familiam". Według Mikulskiego Kopernik szukał "spokrewnionej i uczciwej gospodyni", według Sikorskiego "zaprzyjaźnionej i uczciwej rodziny". I znów, nie będę oceniać przekładów z łaciny, ale będę się trzymać wersji Drewnowskiego: "niełatwo było znaleźć natychmiast potrzebną i uczciwą służbę".
Założenie, że gospodyni była "spokrewniona", prowadzi badaczy do szukania Anny Schilling na rozszerzonym drzewie genealogicznym Watzenrodów-Koperników-von Allenów. Najczęściej kojarzona jest z toruńsko-gdańską rodziną Korduli von Allen. Skądinąd wiemy, że Kopernik utrzymywał relacje z tym skrzydłem krewnych swojej matki. Może poznał Annę podczas jakichś odwiedzin?
***
Gdańsk w latach 1525–1526 był niebezpiecznym miejscem. Zarówno przy protestanckich rozruchach, jak i przy przywracaniu "ładu i porządku" przez wojska królewskie ginęli ludzie. Może Anna uciekła przed tymi rozruchami, może ją w nich osierocono, a może jej rodzina wysłała ją do bezpieczniejszego Fromborka?
Nie jestem przekonany, że Anna Schilling rzeczywiście była spokrewniona z Kopernikiem (te hipotezy sprowadzają się do interpretowania jednego, wieloznacznego słowa!), ale najprawdopodobniej była gdańszczanką. Z donosu niezawodnego kanonika Płotowskiego z 1539 roku wiemy, że Anna "wysłała swoje rzeczy do Gdańska", ale wciąż pozostawała u boku astronoma.
Z donosów wyłania się obraz kobiety samodzielnej, światowej, jakby niepasującej do fromborskich obyczajów. Biskup i kapituła w 1543 roku zgodnie uważają, że należy ją wygonić z miasta, a druga taka się już w nim nie znajdzie.
Wszyscy trzej rozpustni kanonicy byli związani z gdańskim patrycjatem, podobnie jak ich kochanki. Dopóki więc rządził biskup Ferber, skoligacony lub spokrewniony z nimi i z ich kochankami, nie mieli się czego obawiać. Dlatego pierwszy list Kopernika bagatelizuje całą sprawę. Astronom doskonale znał mechanizmy obowiązujące na zamku w Lidzbarku, więc wiedział, że skoro wpłynęło pismo w tej sprawie, biskup nie może nie zareagować.
Nawet jeśli nie zamierza nic zrobić, to musi jednak wysłać "reprymendę", a kanonik jakoś na nią odpowiedzieć. Obaj będą wtedy mieli podkładkę, że postąpili zgodnie z procedurą – i będą mogli zapomnieć o sprawie. Dlatego zresztą wierzę, że przez cały czas chodziło o tę samą kobietę. Kopernik w 1531 roku po prostu nie miał realnych powodów, żeby ją wygonić z domu. Wszystko się zmieniło, gdy w 1537 nowym panem na zamku w Lidzbarku został Dantyszek. Początkowo nie traktował Kopernika jako wroga – przeciwnie, usiłował go raczej przeciągnąć na swoją stronę.
Głównym wrogiem był Sculteti, który usiłował Dantyszka zniszczyć donosami – więc teraz nowy biskup rewanżował mu się tym samym. Rykoszetem oberwali pozostali dwaj "rozpustni kanonicy", z czego my mamy taki pożytek, że dowiedzieliśmy się więcej na temat Anny i Mikołaja. Gdyby nie wojna na donosy, być może nie zostałby w dokumentach żaden ślad tego romansu!
Z kolei gdyby jednak Dantyszek walczył tylko ze Scultetim, przez palce patrząc na podobne zachowanie innych kanoników – ten by to wykorzystał, odwołując się w Rzymie. Przedstawiłby siebie jako niewinną ofiarę nagonki zawistnego rywala (i tak zresztą robił, nie bez powodzenia). Biskup warmiński, kościelny przełożony i zarazem świecki administrator,
mógł rozpustnego kanonika dyscyplinować na wiele sposobów, aż po ekskomunikę włącznie. Łukasz Watzenrode, jak pamiętamy, uwielbiał rzucać takimi pogróżkami na prawo i lewo.
Dantyszek potraktował jednak Kopernika lepiej od rodzonego wuja. Ze wszystkich dostępnych mu sposobów na wywieranie nacisku wybrał stosunkowo najłagodniejszy. Zwrócił się z prośbą do liderów dawnego układu gdańskiego, teraz rozbitego i bezzębnego, ale nadal spojonego przez przyjaźń i pokrewieństwo, do Reicha i Giesego, żeby ci jakoś po swojemu wytłumaczyli doktorowi Mikołajowi, że celibat jego też obowiązuje.
Znów: nie zachowały się wszystkie dokumenty w tej sprawie, jesteśmy więc skazani na zgadywanki i rekonstrukcje. Zostało jednak dość materiałów, by wyobrazić sobie ówczesną sytuację astronoma.
To z listu Dantyszka do Giesego w sprawie fromborskiej rozpusty wiemy, że Kopernik pozostawał pod wpływem Scultetiego i uważał go za intelekt przewyższający wszystkich pozostałych kanoników. Łasemu na pochlebstwa Dantyszkowi musiało być przykro, że astronom – którego przecież cenił – nie mówił tak o nim.
Kopernik tymczasem swojego biskupa po prostu otwarcie lekceważył. Spławiał go jak byle jakiego natręta, udzielając wymijających obietnic, że odprawi swoją gospodynię w bliżej nieokreślonej przyszłości.
*Publikujemy fragmenty książki "Kopernik. Rewolucje" Wojciecha Orlińskiego, którą w formie elektronicznej można kupić w Publio.


