Historia
W USA historia basenowego boomu to zarazem zapis gigantycznych rasowych napięć (zdjęcie ilustracyjne) (Fot. Everett Collection/Shutterstock.com)
W USA historia basenowego boomu to zarazem zapis gigantycznych rasowych napięć (zdjęcie ilustracyjne) (Fot. Everett Collection/Shutterstock.com)

Czwartek, 8 listopada 2018 roku. Przy Camp Creek Road w hrabstwie Butte w północnej Kalifornii zapala się wadliwa linia elektroenergetyczna. Wybucha najbardziej śmiercionośny pożar w dziejach Kalifornii i jeden z najstraszliwszych w historii USA. Otrzyma imię Campfire (Ognisko).

Na trasie Campfire leży Paradise (Raj) – miasteczko, które w historycznym pożarze ucierpi najbardziej. W 2018 roku zmaga się z najgorszą od lat suszą: tamtej jesieni spadły niecałe dwa centymetry deszczu, jedna piąta średniej. Trawa jest sucha jak wiór. Wieje wschodni, gorący i porywisty wiatr. Wybucha tak zwana burza ogniowa, pożar jest wyjątkowo gwałtowny i wszechogarniający. Raj zamienia się w piekło: w 12 dni spłonie 95 procent jego powierzchni. Ginie 86 osób, mnóstwo ludzi traci dach nad głową. Cierpią i giną zwierzęta. Media na całym świecie obiegają poruszające, często drastyczne zdjęcia: osiołka przywiązanego do znaku drogowego na tle ściany ognia i dymu, poparzonego pieska, weterynarki tulącej w ramionach osmaloną, ranną gęś, papugi ewakuowanej do obozu przejściowego, zwęglonego łosia na poboczu drogi.

W Paradise przed śmiercią ratuje się pewna klacz. Uciekając przed ogniem, wchodzi do jednego z przydomowych basenów. Jest pełen wody. Klacz, zaplątaną w osłaniający basen plastikowy pokrowiec, trzęsącą się z przerażenia, ale poza tym całą i zdrową, znajduje Jeff Hill, mieszkaniec Paradise. Przyszedł sprawdzić, czy dom sąsiadów jeszcze stoi, akurat w chwili, gdy zwierzę, które nie umiało wyjść z basenu, traciło już siły. Wraz z przyjacielem pomaga klaczy. "Otrząsnęła się, przez kilka minut okazywała wdzięczność, po czym odeszła, zapewniając nas, że nic jej nie jest", pisze wzruszony na Facebooku. Dodaje, że "był to przebłysk radości pośród ogromnego smutku".

Klacz w basenie (zdjęcie ilustracyjne) (Fot. Shutterstock.com)

Nie wiadomo, jakie były dalsze losy klaczy, ale pewne jest jedno: przeżyła dzięki temu, że schroniła się w basenie.

Pisać, czytać, pływać

Ludzie budowali baseny już pięć tysięcy lat temu. Najstarszy, który przetrwał do dziś, tak zwana Wielka Łaźnia, powstał w osadzie Mohendżo-Daro na terenie dzisiejszego Pakistanu w trzecim tysiącleciu przed naszą erą. Najprawdopodobniej jest starszy od wielkich piramid w Gizie, których wiek szacuje się na około cztery i pół tysiąca lat.

Pięć tysięcy lat, a w konstrukcji basenów niewiele się zmieniło: Wielka Łaźnia miała między innymi wodoszczelne dno, kratkę odpływową i ławkę do siedzenia. Nie wiadomo, jaką dokładnie funkcję pełniła Wielka Łaźnia – czy służyła kąpielom rytualnym kapłanów, czy po prostu kąpielom. Liczne pozostałości archeologiczne świadczą o tym, że w Mohendżo-Daro czystość i warunki sanitarne były bardzo ważne: w osadzie było kilka łaźni, a w większości domów znajdowały się toalety podłączone do sieci kanalizacyjnej.

Najstarszy zachowany basen na świecie odkryty na terenie starożytnej osady Mohandżo-Daro we współczesnym Pakistanie (Fot. Shutterstock.com)

Ale ważnym elementem życia basen stał się dopiero za sprawą starożytnych Greków i Rzymian. Platon twierdził, że człowiek – a miał tu na myśli mężczyznę – nie jest prawdziwie uczony, "jeśli nie umie pisać, czytać i pływać". Greków niepiśmiennych i niepływających towarzystwo uznawało za ignorantów. W basenach obowiązkowo szkolono greckich wojowników i sportowców, treningi w wodzie odbywali między innymi bokserzy.

Rzymianie połączyli źródła termalne z marmurem i posągami i tak basen stał się idealnym miejscem na spotkania towarzyskie elit. A może orgie? Faktem jest, że Rzymianie byli dużo bardziej otwarci na sferę seksu niż wielu współczesnych, ale mityczne orgie to raczej bajki – nie ma na nie żadnych wiarygodnych dowodów. Źródła opisujące rzekome perwersje, jak na przykład biografie cesarzy pióra Gajusza Swetoniusza Tranquillusa, dzisiejsi badacze uznają za propagandę stworzoną na zlecenie cesarzy, by oczernić poprzedników. Za sprawą prawdopodobnie całkowicie wyssanych z palca rewelacji Swetoniusza uwierzono, że Tyberiusz "miał basen pełen małych dzieci wyszkolonych do robienia fellatio", a "Kaligula romansował z czterema swoimi siostrami i szwagrem", po czym zamienił własny pałac w dom publiczny.

Za sprawą prawdopodobnie wymyślonych rewelacji Swetoniusza uwierzono, że 'Kaligula romansował z czterema swoimi siostrami i szwagrem', po czym zamienił własny pałac w dom publiczny (Fot. Shutterstock.com)

Pierwszy basen z podgrzewaną wodą według informacji historyka Kasjusza Diona w I wieku p.n.e. zbudował Gajusz Cilniusz Mecenas, przyjaciel i doradca cesarza Oktawiana Augusta. Na wzgórzu Eskwilinie w Rzymie kazał urządzić tak zwane ogrody Mecenasa – tak piękne i tchnące spokojem, że aż rozzłościły Senekę Młodszego. Słynny stoik, który miał ogromny wpływ na chrześcijaństwo, pił tylko wodę i spał na twardym materacu, widział w nich czystą dekadencję.

W 33 roku p.n.e. Rzym miał 170 łaźni. Pod koniec IV wieku n.e. – już 856

Europa na 1500 lat zapomina, jak się pływa

Nadeszły wieki średnie, kojarzone z brudem, niechęcią do wody i mydła oraz powszechną nieumiejętnością pływania. „Zachodnia Europa na 1500 lat zapomniała, jak się pływa”, napisał na łamach „History Today” Eric Chaline, autor popularnonaukowych książek historycznych, w tym "Strokes of Genius: A History of Swimming" (2017). Niemałą rolę w tym zapomnieniu odegrał rozpropagowany przez Rzymian – zwłaszcza pod koniec istnienia Cesarstwa Rzymskiego – zwyczaj leniwego przesiadywania w łaźniach zamiast aktywnego pływania. Na to nałożyła się walka Kościoła katolickiego z pogańskimi kultami. Panteony wodnych bóstw – tak popularnych w mitologiach – zdemonizowano. "Jedyną, która przeżyła ten religijny odstrzał, była syrena, hybryda człowieka i ryby. Czująca, ale bezduszna, moralnie dwuznaczna", pisze Chaline.

Kąpiele? Chyba że chodzi o te lecznicze, w uzdrowiskach. "W niektórych miejscach, na przykład w mieście Bath [w Anglii – przyp. red.], przywrócono pierwotną rzymską infrastrukturę kąpielową, ale kąpiący się, ciasno odziani w lniane ubrania i czapki, raczej tonęli i pocili się w gorących wodach, niż pływali. Świetna kąpiel", pisze dalej Chaline.

Rzymskie łaźnie w angielskim mieście Bath (Fot. iLongLoveKing/Shutterstock.com)

W średniowieczu plagą były utonięcia. W pewnym momencie zakazano więc... pływania. W XVI wieku przyłapanym na gorącym uczynku groziły wyszukane kary. Karano nawet topielców – chłostą przed pogrzebem. Jak w tym rosyjskim dowcipie: "Kto utonie, więcej się kąpał nie będzie". Tylko nieliczni XVI-wieczni uczeni, jak Thomas Elyot i Richard Mulcaster, zalecali zaprzyjaźnić się z wodą. Pierwszy angielski ilustrowany podręcznik do nauki pływania "De arte natandi" w 1587 roku opublikował Everard Digby, członek St John’s College w Cambridge. Przez kolejne 300 lat w tej materii nie powstało nic lepszego.

Ludzi od wody odciągnięto też za pomocą epidemicznej propagandy: o XVI-wieczną plagę dżumy obwiniono gorące kąpiele. A łaźnie pozamykano.

Oświecenie na basenie

Do pływania powoli zaczęto wracać dopiero w oświeceniu. Morskie kąpiele propagowali John Locke i Jean-Jacques Rousseau. Nauka pływania stała się obowiązkowa w angielskich szkołach, zwłaszcza w Eton. W Anglii zaczęto też budować szkolne baseny – pierwszy odkryty powstał w 1810 albo 1811 roku w Harrow School. Chłopcy dzielili go z żabami, rybami i wodnym ptactwem.

W Anglii szkolne baseny zaczęto budować w 1810 albo 1811 roku. Basen w Harrow School chłopcy dzielili z żabami, rybami i wodnym ptactwem. (Fot. Shutterstock.com)

W Niemczech największym propagatorem pływania był Johann Guts Muths (1759–1839), autor "Kleines Lehrbuch der Schwimmkunst zum Selbstunterricht" – "Małego podręcznika sztuki pływania do samodzielnej nauki". Prawdopodobnie to na rycinie z jego książki pojawia się po raz pierwszy męski strój kąpielowy – w odróżnieniu od Digby’ego Guts Muths nie pozwalał swoim uczniom pływać nago.

Nauczanie pływania oparł na metodach promowanych przez wybitnego specjalistę w tej dziedzinie, Benjamina Franklina. Tak, tego Franklina. Nim bowiem został ojcem założycielem Stanów Zjednoczonych, skutecznie uczył pływać przyjaciół w Londynie, gdzie sam szkolił się na zecera. Franklin myślał ponoć nawet o założeniu szkółki pływackiej. Wrócił jednak do Filadelfii.

W 1837 roku w Londynie było już sześć basenów i wszystkie miały trampoliny. A w lipcu 1844 roku "The South East Gazette" donosiła o "przyjęciu śniadaniowym" w basenie klubu pływackiego Maidstone na rzece Medway w hrabstwie Kent. Gorąca kawa w filiżankach i ciastka przypływały na drewnianej tratwie. Sztuką było równocześnie pić i płynąć.

Dzieła popularyzacji brytyjskich basenów dopełniały dwie ustawy – o łaźniach i pralniach z 1846 i 1878 roku. Dzięki nim angielskie gminy zaczęły budować baseny na zdegradowanych obszarach miejskich.

W 1896 roku w Atenach odbyły się pierwsze letnie igrzyska olimpijskie, a pływanie było na nich już jedną z dyscyplin sportowych mężczyzn (kobiety wystartowały dopiero w 1912 roku). Zawody rozegrano w Zatoce Zea, bo komisji olimpijskiej nie było stać na zbudowanie basenu olimpijskiego. Pojawił się dopiero w 1924 roku. W popularyzacji basenów i pływania to była kropka nad "i".

Choć pierwsze nowożytne igrzyska olimpijskie odbyły się w 1896 roku, basen olimpijski pojawił się dopiero w 1924 roku. Na zdjęciu: międzynarodowe zawody w Mediolanie w pływaniu mężczyzn stylem grzbietowym (Fot. BrunoRosa/Shutterstock.com)

Basen, który zatonął

W powszechnej świadomości pierwszym statkiem, który miał na pokładzie basen, jest "Titanic". Tymczasem pechowy liniowiec był drugi – basen na "Titanicu" był rozwinięciem rozwiązań z "Adriatica", wcześniejszego liniowca White Star Line, zwodowanego w 1906 roku. Basen na "Titanicu" był kryty, wypełniony podgrzaną wodą morską. Mogli z niego korzystać wyłącznie dorośli pasażerowie pierwszej klasy – dzieci w tamtych czasach na baseny nie wpuszczano. Bilet kosztował 25 centów, równowartość dzisiejszych 6 dolarów, w cenie był też kostium kąpielowy. Kobiety i mężczyźni kąpali się osobno – panowie od godz. 6 do 9 rano, potem panie od 10 do 13 i znów panowie od 14 do 18.

W zimną noc z 14 na 15 kwietnia 1912 roku po zderzeniu z górą lodową to właśnie pomieszczenie z basenem było ostatnią częścią Titanica, którą zalała woda. Do dziś zresztą nie można się do niego dostać – od przeszło stu lat wejścia bronią zamknięte wodoszczelne drzwi.

Tatuś nad tym pracuje

W USA historia basenowego boomu to zarazem zapis gigantycznych rasowych napięć – publiczne baseny były bowiem jednym z pól najbardziej zaciekłych walk o segregację i przeciwko niej. W latach 20. i 30. w USA publiczne baseny powstają jak grzyby po deszczu, są ich dosłownie tysiące. W Nowym Jorku latem 1936 roku otwiera się ich aż 11. By zobaczyć inaugurację pierwszego z nich, Hamilton Fish Pool, ludzie tłoczą się na schodach przeciwpożarowych i dachach.

Segregacja rasowa na basenach czasowo idealnie zbiegła się z desegregacją płci, która postępowała w USA w latach 40. i 50. XX wieku. (Segregacja rasowa na basenach czasowo idealnie zbiegła się z desegregacją płci, która postępowała w USA w latach 40. i 50. XX wieku. / Fot. Everett Collection/Shutterstock.com)

Na początku biali i ciemnoskórzy Amerykanie pływają razem. Ale im więcej basenów i wyższy ich standard – a baseny stają się w owych czasach naprawdę luksusowe – tym więcej rasistowskich obaw. Ciemnoskórzy klienci już na wejściu bywają proszeni o okazanie świadectwa zdrowia. Releguje się ich do małych, znacznie gorszych basenów "dla kolorowych". Jeśli mogą wejść i skorzystać z atrakcji na równi z białymi, muszą się liczyć z zaczepkami słownymi i fizycznymi atakami. W 1949 roku miasto St. Louis informuje, że kończy z segregacją rasową na basenach, bo "każdy ma prawo do korzystania z własności publicznej". Miasto ma w tym czasie jeden mały basen dla ciemnoskórych i dziewięć dużych basenów dla białych. Następnego dnia w luksusowym obiekcie Fairgrounds Park zjawia się około 50 ciemnoskórych pływaków. Zostają zaatakowani przez grupę blisko 200 białych nastolatków uzbrojonych w kije i pałki baseballowe. Nazajutrz burmistrz Joseph Darst przywraca segregację.

W Filadelfii ciemnoskórych się bije, w St. Augustine na Florydzie wlewa się do wody kwas i wybielacz, a na dnie basenu rozsypuje gwoździe. Do zamieszek dochodzi w St. Louis, Baltimore, Waszyngtonie, Los Angeles... Nie wszystkie miasta prowadzą oficjalną segregację. Czasem jej nie ma, wystarczy, że policja przymknie oko na akty przemocy.

Na zdjęciu wykonanym w 1964 roku przez fotografa Associated Press Horace’a Corta biały policjant w cywilnym ubraniu wskakuje do basenu, by aresztować kilkoro białych i ciemnoskórych mężczyzn pływających w akcie protestu przeciw segregacji. Idealnym usprawiedliwieniem podziału jest dla decydentów "porządek publiczny" – "ważniejszy niż prawa Murzynów do korzystania z obiektów publicznych".

To boli, zwłaszcza dzieci. W "Liście z więzienia w Birmingham" z 1963 roku Martin Luther King Jr. opisał łzy w oczach córki, gdy "powiedziano jej, że park rozrywki Funtown jest zamknięty dla kolorowych dzieci". Uspokoił ją słowami: "Nie możemy tam teraz jechać, ale tatuś nad tym pracuje i kiedyś pojedziemy".

Wiltse zauważył, że w latach 50. XX wieku, gdy kolejne baseny publiczne w USA udostępniano ciemnoskórym, biali masowo przestawali z nich korzystać i przenosili się - dosłownie - na własne podwórka (zdjęcie ilustracyjne) (Fot. Shutterstock.com)

Dlaczego akurat baseny stały się tak silnym punktem zapalnym? Zdaniem Jeffa Wiltse’a, autora książki "Contested Waters: A Social History of Swimming Pools in America", powody są dwa. Pierwszy: basen to bardzo intymna przestrzeń. Dzielenie tej samej wody niemal od zawsze łączyło się z lękiem przed kontaktem z cudzym brudem, wydzielinami i chorobami, a ciemnoskórzy Amerykanie byli postrzegani jako "brudni" i bardziej podatni na choroby zakaźne. Drugim powodem, który Wiltse’owi wydaje się dużo ważniejszy, była niezgoda białych na to, by ciemnoskórzy mężczyźni mieli dostęp do białych półnagich kobiet i wchodzili z nimi w kontakty nacechowane seksualnie, choćby dotknięcia czy spojrzenia.

Segregacja rasowa na basenach czasowo idealnie zbiegła się z desegregacją płci, która postępowała w USA w latach 40. i 50. XX wieku.

"Usłyszałam, jak pęka mi szyja"

A potem pojawiło się zjawisko, które Wiltse nazywa "białym lotem" – odwrotem białej społeczności z miejsc, w których pojawiali się ciemnoskórzy. Wiltse zauważył, że w latach 50. XX wieku, gdy kolejne baseny publiczne w USA udostępniano ciemnoskórym, biali masowo przestawali z nich korzystać i przenosili się – dosłownie – na własne podwórka. Tak, niechlubnie, zaczęła się wśród Amerykanów moda na baseny klubowe, które nadal mogły dyskryminować legalnie. A przede wszystkim na prywatne baseny przydomowe.

Za pragnieniem posiadania w ogródku osobistego basenu stały nie tylko lęki. Napędzały je również hollywoodzkie produkcje z udziałem Esther Williams, pływaczki i aktorki, którą po roli w filmie "Million Dollar Mermaid" (1952) okrzyknięto "amerykańską syreną".

Pragnienie posiadania własnego basenu w latach 50. XX wieku w USA napędzały też hollywoodzkie filmy. (Fot. Everett Collection/Shutterstock.com) , Zwłaszcza z udziałem Esther Williams, pływaczki i aktorki, którą po roli w filmie 'Million Dollar Mermaid' (1952) okrzyknięto 'amerykańską syreną' (Fot. Wikimedia Commons/domena publiczna)

Mało brakowało, a dla Williams kręcenie filmu skończyłoby się na wózku inwalidzkim – podczas słynnej sceny skoku do wody skręciła kark. W swojej biografii, noszącej ten sam tytuł, co film, napisała, że uderzając w wodę, "usłyszała, jak jej szyja pęka". Ekipa pomogła Williams wyjść na brzeg, aktorka poruszała tylko nogami. Zdjęcie rentgenowskie wykazało, że złamała trzy kręgi, ale nie uszkodziła rdzenia kręgowego. Ostatecznie wyszła z tego cało i do końca określała "Million Dollar Mermaid" mianem "swojego ulubionego filmu". Jeszcze na igrzyskach w Los Angeles w 1984 roku komentowała zawody w pływaniu synchronicznym, które dzięki niej stało się modne. Była odnoszącą sukcesy bizneswoman: miała stacje benzynowe, sieć restauracji, użyczyła imienia linii basenów i strojów kąpielowych w stylu retro. Czterokrotnie wyszła za mąż. Zmarła niedawno, w 2013 roku.

Tak – w wielkim skrócie – basen przy domu stał się wyznacznikiem życiowego sukcesu.

Basen przy domu stał się wyznacznikiem życiowego sukcesu (Fot. Shutterstock.com)

***

Najnowsza historia basenów to "więcej, lepiej, bardziej niesamowicie". Od coraz większych i lepiej wyposażonych aquaparków, przez tak zaprojektowane baseny olimpijskie, by "poprawiać" wyniki sportowców, po San Alfonso del Mar – odkryty basen w Chile, który ciągnie się na 1013 metrów i obecnie jest największym basenem świata.

Ale czy basen musi być aż tak duży? Nie. I mały może odmienić czyjeś wakacje, a jak pokazuje historia klaczy z Paradise – nawet życie.

San Alfonso del Mar - odkryty basen, który ciągnie się na 1013 metrów i obecnie jest największym basenem świata, wpisanym do Księgi Rekordów Guinessa (Fot. Shutterstock.com)

Przy opracowaniu tekstu korzystałam m.in. z artykułów opublikowanych w "History Today", "The New York Times", The ThoughtCo, "The Conversation" oraz zapisu audycji radiowej z udziałem Jeffa Wiltse’a opublikowanej w portalu npr.org.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press.

Historia w rzeczy samej

Cykl "Historia w rzeczy samej" to teksty o przedmiotach codziennego użytku, czasem okrzykniętych mianem kultowych. Kolejnych odsłon szukajcie zawsze pod koniec miesiąca w magazynie Weekend.gazeta.pl. Za nami już historie powstania papieru toaletowego, regału na książki, klapek japonek, kanapki, dildo, mydła, espresso, skarpetek, rozbieranych kalendarzy i sztucznych rzęs.

Czytaj inne teksty cyklu >>