Gdyby tak zatrzymać się na samym nagłówku: "13-latka urodziła podczas wycieczki szkolnej do Energylandii"... Ile tu jest zderzonych znaczeń: dzieciństwa, skrajnie trudnego przeżycia, ekscytacji i radości, przerażenia i samotności.
On jest bardzo sensacyjny i bardzo symboliczny. Niestety, życie pisze i takie scenariusze. Czasem one są niewyobrażalne. Słysząc o tym porodzie, nie poczułam wielkiego zaskoczenia, bo moja praca i codzienność to odkrywanie historii młodych ludzi, które są bardzo bolesne, trudne i złożone.
Kiedy zastanawiam się nad tą 13-letnią dziewczyną, o której mówiły wszystkie media i o której my teraz rozmawiamy, to nie znając jej, jej życia i historii, jest mi po ludzku przykro. Myślę, że na to dziecko spłynął ogromny ciężar związany z samą ciążą i porodem, ale i z faktem, że mówią o niej – niekoniecznie w dobrym kontekście – wszyscy. Publicznie roztrząsa się, że podjęła współżycie, że urodziła synka w toalecie podczas wycieczki szkolnej.
Z czasem dowiadywaliśmy się więcej, na przykład że nikt nie wiedział o ciąży, łącznie z dziewczynką i jej mamą.
Niewiedza nie powinna być zarzutem ani w stosunku do dziewczyny, ani do jej opiekunów. Być może miała dopiero pierwszą miesiączkę, brak pojawienia się kolejnej nie musiał jej zdziwić. Ciąże różnie przebiegają, mogą być niezauważalne. Pewnie można by się zastanowić nad poziomem wiedzy tej dziewczyny na temat kobiecej biologii, ale nie miałabym śmiałości snuć domysłów na temat głębi relacji łączącej ją z matką.
Potraktowałabym informację o niewiedzy jako pretekst do zastanowienia się, co możemy robić, żeby chronić młode dziewczyny przed tak wczesnymi ciążami. Nie jest dobrze, kiedy dziecko rodzi dziecko. Macierzyństwo jest ogromnym wyzwaniem, powinno zdarzać się kobietom, które są dojrzałe, dorosłe, gotowe do bycia odpowiedzialnymi za drugiego człowieka.
Powinniśmy pomyśleć, jak pracować z rodzinami, jak je edukować do lepszego budowania relacji, jak uświadamiać młode dziewczyny i je chronić.
Emocje wzbudzać może fakt, że tak młoda dziewczyna uprawiała seks.
Nastolatki z różnych powodów podejmują współżycie: z miłości, z fascynacji, z zakochania, z chęci dorównania koleżankom, które już mają pierwszy raz za sobą.
Będą też dziewczyny, które świadomie zaczynają współżyć, żeby zajść w ciążę. Pracuję ze specyficzną grupą młodych ludzi, którzy nie mają domu, takiego z prawdziwego zdarzenia, z kochającą mamą, tatą, poczuciem stabilizacji, bezpieczeństwa. Spotykam w naszej Fundacji po DRUGIE dziewczyny, które trafiły do rodzin zastępczych, zakładów poprawczych i ciąża była dla nich ratunkiem, sposobem na posiadanie kogoś, kto na pewno będzie tylko ich, będzie je kochał, o kogo będą mogły dbać i kto będzie na zawsze.
Macierzyństwo staje się przejawem pogoni za miłością. Z czasem okazuje się, że nie są gotowe i wystarczająco dojrzałe do opieki nad małym dzieckiem. Dodatkowo smutne jest, że one często nie potrafią dawać i brać miłości, a macierzyństwo jest trudne do zrealizowania.
Zauważalne jest przyspieszenie dojrzewania dziewcząt. Dzisiaj pierwszą miesiączkę dostają dziewczynki 10–11-letnie, w trzeciej–czwartej klasie szkoły podstawowej, kiedyś 14-letnie – w siódmej. Nastolatkowie są istotami seksualnymi, naturalne, że seks ich interesuje. To, czego im brakuje, to wiedza na temat antykoncepcji. Podejmując współżycie, nastolatkowie powinni wiedzieć, jak uniknąć ryzyka nieplanowanej i przerastającej ich roli rodzica.
Takie historie przypisywane bywają dysfunkcyjnym domom.
A zdarzyć się mogą wszędzie, w każdej grupie społecznej. Ryzyka zajścia w ciążę w bardzo młodym wieku nie zmniejsza bycie "z dobrego domu", tylko lepsza edukacja, lepsze relacje w domu, otwartość w rozmawianiu o seksualności. One dają więcej czynników chroniących, które sprawią, że zanim nastolatek czegoś spróbuje, na coś się zgodzi, to zatrzyma się, zastanowi. Im dziecko będzie miało większe poczucie bezpieczeństwa, tym będzie ostrożniejsze.
Ale też bądźmy szczerzy: bycie nastolatkiem nie jest okresem charakteryzującym się życiową mądrością. To czas sprawdzania, ryzykowania, przekonywania się na własnych błędach.
Kobieca płodność bywa zaskakująca nawet dla dorosłych kobiet. Ostatnio słyszałam rozmowę dwóch kobiet. Jedna wyraziła obawę, że za spóźniającym się okresem stoi albo ciąża, albo wejście w okres przedmenopauzalny. Znam wiele kobiet, które ekspertkami od własnej płodności stały się dopiero wtedy, gdy starały się o ciążę.
Płodność nie jest pewnikiem – doskonale świadczą o tym przypadki par starających się o dziecko. Antykoncepcja jest jednak wysoce skuteczną metodą zabezpieczania się przed niechcianą ciążą, chyba że jest stosowana w nieprawidłowy sposób. Pamiętam nastolatkę z zakładu poprawczego, która bardzo bała się, że może być w ciąży.
Pojechałam po test ciążowy, który w jej przypadku wyszedł pozytywnie. Zdziwiłam się, bo wiedziałam, że stosuje środki antykoncepcyjne. Kiedy zapytałam, czy brała pigułki, odparła, że jak nie zapomniała, to brała. Urodziła dziecko przed osiemnastką.
Byłabym daleka od oceniania młodych kobiet i kobiet w ogóle. Nigdy nie pytałabym je o to, jak w ogóle mogły zajść w ciążę.
Ano mogły...
Zaszły i teraz trzeba sobie z tym faktem poradzić. Czy lepiej nam to pójdzie, jeśli będziemy je oceniać i odsądzać od czci i wiary? Nie na tym polega wsparcie. Później może przyjść czas na analizę i wyciągnięcie wniosków. W pierwszej kolejności trzeba zaakceptować rzeczywistość i zastanowić się, co dalej z jednym dzieckiem – noworodkiem – i drugim – które je urodziło.
Opinia publiczna ocenia ją i jej rodzinę.
Przed 13-letnią dziewczyną jest długi proces edukacji. Czasem rodzice nastolatki, która zaszła w ciążę, są gotowi do podjęcia się opieki nad wnuczką czy wnuczkiem. Poznałam takie historie – dziewczyn zachodzących młodo w ciążę i dostających wsparcie najbliższych. Nie bez trudności i komplikacji po drodze związanych z tym, że zacierały się granice, kto komu matkował – mamy-mamy czy mamy-babcie. Ale są sytuacje, kiedy takiej możliwości nie ma albo zmusza się do pozostawienia dziecka, choć decyzja przerasta całą rodzinę. Jest niechęć, ciężar związany z pojawieniem się malucha, którego nikt nie chciał i na którego nikt nie jest gotowy.
W tym wypadku potrzeba mądrego wsparcia, które pozwoliłoby rodzinie podjąć decyzję, co może zrobić. Bo może dziecko powinno jednak trafić do rodziny adopcyjnej. To rozwiązanie jest także dobre i może być najlepsze, kiedy matka i jej bliscy nie czują się na siłach, by podjąć się opieki nad dzieckiem. A mają prawo się tak czuć i taką decyzję podjąć.
Mamy łatwość w ocenianiu: co to za matka, która oddała dziecko do adopcji, jak mogła! A może właśnie zrobiła dla swojego dziecka najlepszą rzecz na świecie.
Mamy podopieczną, która urodziła dziecko przed osiągnięciem pełnoletności. Żeby móc zaopiekować się nim samodzielnie, wyszła za mąż, bo jeśli kobieta ukończy 15. rok życia, a partner jest pełnoletni, to za zgodą sądu małżeństwo "podciąga" ją do pełnoletności i daje jej władzę rodzicielską. I ta młoda kobieta tak właśnie postąpiła – starała się, chciała być z partnerem. Ale on był młody, niedojrzały, ona też. W dodatku ani on, ani dziadkowie nie dali dziewczynie wsparcia. Ostatecznie kobieta zostawiła niemowlę w oknie życia, co znowu brzmi jak sensacyjny nagłówek. Teraz ma 18 lat i jest w trakcie rozwodu.
Jestem ostatnią osobą na świecie, która powiedziałaby, że ona źle postąpiła. Próbowała, nie dała rady. Nie porzuciła dziecka na śmietniku, nie zrobiła mu krzywdy – zareagowała, jak potrafiła najlepiej, przekazała dziecko w bezpieczne ręce, pod opiekę.
Takie historie mają przede wszystkim kobiecą twarz.
Mężczyźni w części przypadków dezerterują. Okazuje się, że także są bardzo młodzi, mają inne plany na życie, chcą sobie jeszcze poszaleć, niekoniecznie być przykuci do wózka – i te uczucia są czymś normalnym.
Więcej, młode mamy, które dostają wsparcie od swoich mam, dostają je, ale nie na własnych zasadach. Ich matki często działają wedle własnych reguł i nie biorą potrzeb i zdania córki pod uwagę.
Dorosłe kobiety, które zostają samodzielnymi matkami, mają ciężko, to jest ogromne wyzwanie logistyczne i ogromny obowiązek. Wyzwań są miliony. Każdego dnia.
Mamy w fundacji program profilaktyczny kierowany do młodzieży przebywającej w pieczy zastępczej i placówkach resocjalizacyjnych polegający na zajmowaniu się przez trzy dni fantomami niemowląt. Lalka zachowuje się jak prawdziwe dziecko: wymaga przewijania, karmienia, odpowiedniego stroju. Fantom sygnalizuje swoje nastroje – płacze, śmieje się. Nie narzucamy, co młodzi ludzie mają z lalkami robić, oni dostają wgląd w to, co oznacza mieć dziecko.
Na Zachodzie ten program jest bardzo popularny, u nas mało, a szkoda, bo jest świetny. Nie działa jako antyreklama rodzicielstwa, ale jako sposób na otwarcie oczu, że to jest trudne i oni nie są na takie doświadczenia gotowi.
Dzięki takim przeżyciom z 'niemowlakiem' być może młody chłopak nie będzie takim chojrakiem i pomyśli, żeby przed stosunkiem założyć prezerwatywę.
Rodzicielstwo jest wspaniałe, jeśli mamy możliwość pokierować nim na własnych zasadach, mamy na to siły. Chociaż w sumie to nawet wtedy bywa trudno. Mam jedno, 18-letnie dziecko i też bywa, że jestem tym zmęczona.
Powiedziała pani o wsparciu rodziców nastoletnich mam.
Trzeba liczyć siły na zamiary. Zwłaszcza gdy dziadkowie, którzy naciskają, żeby młoda matka wychowywała dziecko, kierują się tym, co ludzie powiedzą, jeśli się tego nie zrobi. Mam w fundacji dziewczynę, która była w macierzyństwie osamotniona – nie podołała i jej syn jest w pieczy zastępczej. Dziadkowie dziecka odwiedzają malucha w domu dziecka, nie mają poczucia, że mogliby go wziąć do siebie, a z drugiej strony na myśl o oddaniu go do adopcji są święcie oburzeni. Bo jak tak można! Ale… co oni są w stanie zaoferować?
Czego teraz potrzebuje taka symboliczna 13-latka z nagłówków?
Mądrego wsparcia. Nie powinno się od niej oczekiwać, że od tej pory ma być dorosła. Nie będzie, bo jest dzieckiem. Pracuję z osobami, które mają 18 lat, i one nie potrafią być dorosłe, bo nie przeżyły prawidłowo dzieciństwa. Dorastanie jest procesem.
Jeśli ona ma być mamą, to musi dostać wsparcie, które dopuszcza myśl, że ona jest nastolatką, a nie dojrzałą kobietą. Musi mieć szansę dorosnąć do roli matki.
A w przypadku rezygnacji z rodzicielstwa?
Byłam z jedną z fundacyjnych podopiecznych – 18-latką w zaawansowanej ciąży – w ośrodku adopcyjnym. Ta młoda kobieta nie miała warunków, zasobów ani wsparcia, by dobrze zaopiekować się dzieckiem. Sama – co nie było dla niej łatwe – podjęła decyzję o adopcji. Zaopiekował się nią cudowny psycholog z ośrodka, który wiedział, jak z nią rozmawiać, jak jej adopcję pokazać, krok po kroku przeprowadził ją przez cały proces. Dowiedziała się, że w szpitalu może podjąć decyzję, czy w ogóle chce wziąć dziecko na ręce, czy od razu ma jej zostać zabrane. Czy chce je przytulić, czy woli inaczej. Dowiedziała się, że zespół w szpitalu będzie przygotowany na każdą opcję. Było to tak życzliwe i ciepłe doświadczenie, że ona poczuła się w pełni zrozumiana i wsparta.
W przypadku historii nastolatki, od której zaczęłyśmy rozmowę, wiele zależy od jej potrzeb. Być może będzie pewna swojej decyzji i nie będzie potrzebowała wsparcia psychologa. Wcale nie jest powiedziane, że kiedy oddaje się dziecko do adopcji, to trzeba to później przepracować z psychologiem.
Na pewno nie pomoże jej ludzkie drążenie: Nie żałujesz? Nie tęsknisz? Nie myślisz, co się dzieje z twoim synkiem?
Znając taką historię, lepiej wspierać, akceptować, a nie wzbudzać poczucie winy. Rodziny adopcyjne bardzo czekają na dzieci, chcą im dać dom i je kochać. Życie pisze różne scenariusze.
Agnieszka Sikora. Prezeska Fundacji po DRUGIE. Ukończyła studia podyplomowe w zakresie pedagogiki resocjalizacyjnej w Akademii Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie. Niebawem jej fundacja otwiera dom dla młodych mam i ich dzieci, potrzebujących wciąż dorosłych, którzy będą przy nich czuwać każdego dnia, którzy pokażą, przytulą, a jak trzeba – zastąpią, by młode mamy mogły dokończyć edukację i postawić pierwsze kroki na rynku pracy.
Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. W wolnych chwilach trenuje jeździectwo.

