Rodzina
Nieograniczanie kontaktów ojcu wymaga dojrzałości byłej partnerki. Taka postawa zaprocentuje. (Fot. Shutterstock)
Nieograniczanie kontaktów ojcu wymaga dojrzałości byłej partnerki. Taka postawa zaprocentuje. (Fot. Shutterstock)

Kiedy odkryła zdradę męża, przez chwilę była wściekła, potem przyszedł psychiczny dół, a na koniec przekonanie, że ofiarą rozwodu nie może być ani ona sama, ani jej syn, 12-letni wówczas Maciek.

Mojego byłego mogłam zniszczyć, upokorzyć, ujawnić wszystkie brudy, które wtedy odkryłam, i poczuć satysfakcję – opowiada dziś Joanna, dojrzała, spełniona, szczęśliwa w nowym związku kobieta. – Ale tego nie zrobiłam. Nie chciałam niszczyć Maćkowi ojca. Nie chciałam, żeby pamiętał go takim, jakim ja widziałam go przed rozwodem.

Dzisiaj Maciek jest już dorosły. Studiuje prawo na prestiżowej uczelni. Spotyka się z ojcem od czasu do czasu, jeżdżą na wspólne wakacje. – Maciek ma z ojcem męską sztamę – mówi Joanna. – Wyrósł z niego fajny, silny mężczyzna. Kiedy ojciec próbuje mu podpowiadać, jak postępować z kobietami, Maciek pół żartem, pół serio odpowiada: "Nie, tato, ja nie jestem taki jak ty".

Lodowaty prysznic

Joanna to jedna z wielu kobiet, na których oczach dokonały się powtórne narodziny. Narodziny dobrych ojców.

Niektórzy ojcowie - pochłonięci pracą, swoim życiem - w ogóle nie uczestniczą w codzienności swoich malutkich dzieci. (Fot. Shutterstock)

Przed rozwodem nieobecni, zamroczeni alkoholem, pieniędzmi lub ich brakiem, kryzysem wieku średniego, samolubni egocentrycy lub damscy bokserzy. Dzieci to dla nich lalki w rękach matek, wiecznie płaczące potworki, od których trzeba uciekać – w pracę, w kumpli, w kochanki, w cokolwiek. Żony: wiecznie wkurzone, gderające jędze, grożące rozwodem kopie własnych matek.

Kiedy spełniają swoje groźby, na mężów spada lodowaty prysznic. Stają się wrażliwsi, bardziej się interesują, zależy im na odbudowaniu straconych relacji. W odróżnieniu od licznych w Polsce "alimenciarzy" biorą na siebie także finansową odpowiedzialność. Bo w głębi duszy, pod maskami macho często kryją się wrażliwcy. Po ślubie uśpili uczucia, a teraz te emocje wracają – często ze zdwojoną siłą.

Według danych GUS w 2020 roku 51 tys. par zdecydowało się na rozwód. To o 14 tys. mniej niż w roku poprzednim, w którym z kolei aż 57 proc. rozwodzących się par wychowywało nieletnie potomstwo. Dzieci patrzących na rozstających się rodziców było 55 tys.

W 33 proc. rozwodów prawo do wyłącznej opieki nad dzieckiem otrzymywała matka, a tylko w 3 proc. przypadków ojciec. W całej reszcie spraw rozwiedzeni dzielą się opieką nad dziećmi, przy czym dla wielu rodziców to zupełnie nowa sytuacja, która przynosi czasem niespodziewane skutki.

Zbawienny przymus

Pewnego dnia Joanna odkryła, że żyje z zupełnie sobie obcym człowiekiem.

Potrzebowałam czegoś z komputera mojego męża. Otworzyłam go, wertowałam foldery i w pewnym momencie zamarłam – opowiada. – Między plikami tekstowymi i umowami w PDF-ach znalazłam jakieś filmiki.

Otworzyła jeden i poczuła, jakby ktoś z całej siły uderzył ją pięścią w splot słoneczny.

Filmów było kilka, a na każdym mój mąż uprawiający seks z inną kobietą – mówi Joanna. Wertowała dalej: znalazła kolejne filmy, jeszcze więcej obcych kobiet, jeszcze więcej seksu. Znalazła też pliki z listami nieznanych jej kont bankowych. Po wszystkim dowiedziała się, że służyły do opłacania drugiego życia męża.

Wojciech był i nadal jest bardzo zamożnym człowiekiem. Prowadził różne biznesy, nie zawsze w pełni legalne. Zawsze powtarzałam, że nie chcę mieć z tymi pieniędzmi nic wspólnego. Ale on się ich nie brzydził. Dużo zarabiał i jeszcze więcej wydawał. Na hotele, kolacje, imprezy w nocnych klubach, wycieczki. I narkotyki – mówi Joanna. – Poznaliśmy się na studiach, oboje ciężko pracowaliśmy na to, co mamy. Ale jego bogactwo zepsuło. Chciał więcej i więcej.

Od razu do niego zadzwoniła i oświadczyła, że to koniec. Od tego momentu przez pięć kolejnych lat się do siebie nie odzywali – poza mailami, w których on skarżył się na postanowienia sądu wywalczone przez Joannę i jej prawników.

Wspólne wakacje, weekendy, przeżycia i wspomnienia pozwalają od nowa zbudować więź łączącą dziecko z ojcem. (Fot. Shutterstock)

Bo od razu postawiłam warunek, że mój mąż MUSI opiekować się synem – mówi Joanna. I podkreśla to słowo kilkukrotnie. – Powiedziałam, że musi go zabierać na miesiąc wakacji, a w tygodniu regularnie odwiedzać, wozić na zajęcia dodatkowe i generalnie: spotykać się z nim, rozmawiać, budować relację, której nigdy z synem nie miał.

Zmienianie pieluch? Usypianie? Tulenie podczas ząbkowania? Dla Wojciecha takie rzeczy nie istniały. Wywiadówki, szkolne wycieczki, opłaty, zajęcia dodatkowe – biała plama. Liczyła się praca, firma, umowy, przychód netto, dywidendy. A czasem ich konsumpcja: imprezy, jachty, samochody, nieruchomości i – jak się okazało – kobiety, setki kobiet. W jego świecie rodzina się nie mieściła. Była raczej przerywnikiem, bólem głowy na kacu.

Po rozwodzie Joanna uznała, że nie tylko nie ujawni brudów, które znalazła na byłego, ale też nie pozwoli, by o wszystkim dowiedział się Maciek.

Dlaczego? – Zemsta najbardziej krzywdzi nas samych, a nie tych, na których się mścimy – mówi Joanna. – Poza tym ja całe życie mam obsesję bycia "kobietą z klasą". "Kobieta z klasą" nie robi tego, nie mówi tamtego. Przede wszystkim nie roztrząsa, nie pierze brudów publicznie. To byłoby poniżej mojej godności. Wojtek sam przyznał, że miał szczęście, że trafił na mnie. Dzisiaj miewa jakieś związki, ale powtarza, że nigdy żadna kobieta mi nie dorówna.

"Fajnie się na was patrzy"

Już w trakcie rozwodu (ciągnącego się kilka lat) czasem przysyłał gniewnego maila: "Nie mogę odebrać Maćka, mam dziś ważne spotkanie!". Ona na to: "A co mnie to obchodzi?". I mąż syna zabierał, bo musiał. Przyjeżdżał, witał się niezręcznie, drętwo pytał: "Co tam, synuś, w szkole?". Żenowała go rozmowa o "dziecięcych sprawach". Inne miał wtedy na głowie.

Ale z czasem przez ten przymus spędzania ze sobą czasu Maciek i Wojciech na nowo się zaprzyjaźnili – mówi Joanna. – Zbudowali zdrową relację. Zaczęli mieć swoje żarty, swoje sprawy, syn z tych spotkań wracał zadowolony. A Wojciech z czasem przekonał się, że wychowanie dziecka to nie jest przymusowa udręka. Też zaczął się tym cieszyć. Dziś jest mi bardzo wdzięczny. Ta sytuacja całkowicie go odmieniła.

Przestał brać. Skończył z półlegalnymi biznesami. Nadal lubi wydawać pieniądze, ale częściej na rzeczy potrzebne. – Kiedyś kupowałam Maćkowi komputer, więc napisałam do byłego: "Za dużo już wydałam, kup mu monitor". I Wojciech bez słowa kupował. Ale jego przemiana to nie tylko sprawy materialne. On naprawdę zrozumiał, jakie miał szczęście, że nie odcięłam go od syna. A najbardziej skorzystał na tym Maciek. Dla niego ojciec nie jest winowajcą, wrogiem, żałosnym dupkiem. Jest ojcem, mężczyzną – mówi Joanna.

Kiedyś w szkole Maciek wypełniał dokumenty. W jednej rubryce musiał podać status rodziny. Pełna, niepełna? Podał: pełna. Z pełnym przekonaniem. Joanna: – I kiedyś ktoś go uświadomił, że jeśli rodzice są po rozwodzie, pisze się "niepełna". Długo nie mógł tego zrozumieć. Miał kochającą mamę i oddanego tatę, który po prostu z nim nie mieszkał.

Z psychologicznego punktu widzenia Joanna wyświadczyła synowi ogromną przysługę. – Rozwód to dla dziecka zawsze kwestia straty. Można to porównać do doświadczenia śmierci kogoś bliskiego, utraty pracy. Ważne jest, jak się tę stratę przeżyje, przepracuje – mówi dr Marta Majorczyk, psycholog z Uniwersytetu SWPS. – Bywa tak, że dzieci zaczynają szukać przyczyn rozwodu rodziców w sobie. Są też takie, które tworzą "strategie" pozwalające w ich mniemaniu uratować związek rodziców.

Pojawiają się trudne zachowania w szkole, obniżenie wyników w nauce. Wszystko po to, by połączyć rodziców, którzy siłą rzeczy muszą się zacząć komunikować, spotykać. – To, jak dziecko zniesie stres, w dużym stopniu zależy od jego osobowości, temperamentu. Od tego, czy jest wysoko wrażliwe, przeżywające, czy nieco lepiej uodpornione na stres. Dlatego tak ważne jest, jak rodzice traktują dziecko w czasie rozwodu. Czy nie traktują go jak karty przetargowej, czy nim nie manipulują, czy potrafią schować własne emocje i przede wszystkim myśleć o dobru dziecka – tłumaczy dr Majorczyk.

Joanna ochroniła syna przed destrukcyjnym wpływem jej życiowych niepowodzeń. Bo emocje najmłodszych w trakcie rozwodu to jedno. Drugie to sposób, w jaki wpływają one na przyszłe życie. – Im lepiej przepracowana jest strata związana z rozwodem w dzieciństwie, tym większa szansa, że dziecko w przyszłości będzie potrafiło budować zdrowe relacje z ludźmi – mówi psycholog. – Matka, która zrezygnowała ze zburzenia obrazu ojca w oczach dziecka, wykazała się bardzo dużą dojrzałością.

Dzisiaj spotykają się czasem na wspólnej kolacji: Joanna, Wojciech i Maciek. Joanna: – Rozmawiamy o mojej pracy, o jego interesach. Nie wracamy do rozwodu i tego, co było przedtem. Czasem tylko wspominamy: "A pamiętasz, jak byliśmy na studiach...?". Kiedyś po takiej kolacji Maciek powiedział mi: "Wiesz, mamo, jak fajnie się na was patrzy, jak tak sobie rozmawiacie". Jestem pewna, że dobrze zrobiłam, bo mój syn nie widział naszych awantur, nie wyrywaliśmy go sobie z rąk. I to jest dla mnie największa satysfakcja.

Żeby go wystraszyć

Były mąż Magdy po rozwodzie stał się "profesorem od rodzicielstwa". – Nagle wszystko wie lepiej, nagle ciągle chce mnie pouczać – opowiada Magda. – Wcześniej nie odróżniał pieluch od pieluchomajtek, przedszkola od żłobka, bo mieściły się obok siebie na tej samej ulicy. Nie jestem pewna, czy wiedział, kiedy są urodziny małych, bo to zawsze ja wszystko organizowałam.

Po rozwodzie, niewyręczani przez partnerki, ojcowie mają szansę być bardziej obecni w życiu dzieci. (Fot. Shutterstock) , Dzieci potrzebują ojca - obecnego, interesującego się nimi, wspierajacego. (Fot. Shutterstock)

"Mali" to Bruno i Zuzia, lat 15 i 13. W trakcie rozwodu mieli po trzy lata mniej. Sporo już rozumieli. – Mieszkaliśmy tu, gdzie mieszkam teraz sama z dzieciakami – w domu moich rodziców, przez ścianę. Wszystkie kłótnie prowadziliśmy takim lekko ściszonym głosem, ale za to ostro, przez zaciśnięte zęby. Nie było siły, żeby dzieciaki tego nie słyszały – przyznaje Magda. I podkreśla: dzisiaj wszystko robiłaby inaczej. – Ale wtedy, w tych emocjach...

Pierwszy rok po ślubie był iście miodowy. Michał wracał z pracy i brał się za działkę: trawę skosił, liście pograbił. – Sam ją ogrodził, sam zbudował altanę, garaż na samochód. Teściowi nie dał się nawet po młotek schylić – mówi Magda. – A potem zaczęły się delegacje. Wyjeżdżał na dwa–trzy tygodnie. Po powrocie wracał cały opalony – bo pracował w upał na powietrzu – i cały opuchnięty. Miałam o te delegacje i o to picie pretensje. On uważał, że nie ma problemu.

Kiedy pracował na miejscu, nawyki z delegacji przenosił do domu. Już po powrocie z firmy był po kilku piwach. Jadł obiad, kładł się na kanapie i zasypiał. – Na imprezach rodzinnych chodził zamroczony. Na wakacjach to samo. O niczym nie pamiętał, nic wokół siebie nie robił, jak wróciłam do pracy, to gotowała mu teściowa. On nawet naczyń nie pozmywał – opowiada Magda. – Zasypiał w salonie, dzieciaki wokół niego chodziły, właziły mu na brzuch, wieszały się na nim, a on tylko spał. Budził się w nocy, kiedy wszyscy spali, szedł do lodówki, wypijał kolejne piwo. Zdarzało się, że do pracy jechał na podwójnym gazie.

Robiła mu awantury, a on za każdym razem znajdował usprawiedliwienie: "bo jest zmęczony", "potrzebuje resetu", "miał trudne dzieciństwo". – Nasze pożycie praktycznie nie istniało. Wniosłam o rozwód. Teraz myślę, że zrobiłam to trochę po to, żeby go wystraszyć, żeby nim potrząsnąć. Ale on się wtedy zrobił jeszcze gorszy, jakby już całkiem przestało mu zależeć – opowiada kobieta.

Po rozwodzie jej były już mąż wyprowadził się, wynajął mieszkanie w kamienicy w centrum miasta. Magda była przekonana, że stoczy się na dno.

Po jakimś czasie przyszedł do dzieci w odwiedziny: wygolony, wypachniony, świeży, inny człowiek. Magda: – Odniosłam wrażenie, że zrobił to specjalnie: żeby mi coś udowodnić.

"Może byłam za słaba"

A dla dzieci Michał jest aniołem – mówi Magda. – One tak na niego patrzą, a ja nie mam serca burzyć tego obrazu. Zasypuje je prezentami: na Dzień Dziecka, urodziny, imieniny. W pracy dostał awans i podwyżkę, zabiera dzieciaki na wycieczki, weekendy. Na początku trochę się bałam, ale poznałam jego nową dziewczynę – to rozsądna kobieta. Wiem, że nie da zrobić krzywdy Brunowi i Zuzi.

No i to, co Magdę najbardziej wkurza: jego rady, pouczenia. "Brunek powiedział, że nie rozumie czegoś z chemii, dlaczego mu nie pomogłaś?", "Zuzia nie powinna się zadawać z tą koleżanką z klatki, masz jej to powiedzieć". – Nagle stał się ekspertem w wychowaniu, tyle że na odległość – mówi Magda. – Nigdy nie angażował się w ich sprawy, teraz z każdą pierdołą do mnie dzwoni. Ale to ja jestem z dzieciakami na co dzień, ja o wszystkim muszę pamiętać. On staje się ojcem, kiedy Brunek albo Zuzia na coś mu się poskarżą.

Jak Magda tłumaczy tę zmianę? – Po pierwsze: Michał chce mi coś pokazać, udowodnić, że nie jest taki najgorszy, że z tym rozwodem popełniłam błąd – mówi. – Po drugie: nowa kobieta bardzo go ogarnęła. Nie wstydzę się przyznać, że ja nie potrafiłam. Może byłam za słaba. Poznaliśmy się w technikum, ślub wzięliśmy bardzo wcześnie – może bardziej z przyzwyczajenia niż z miłości? Teraz on przeżywa prawdziwe uczucie. Wytrzeźwiał. A jak się nie pije, to wychodzą z człowieka prawdziwe emocje. Do ludzi, do kobiety, do dzieci.

Z czasem ojcowie, do tej pory mniej obecni z życiu dzieci, zaczynają czerpać radość z kontaktów z synami i córkami. (Fot. Shutterstock)

Co na to psychologia? – Wszystko zależy od konkretnego przypadku. Często to osoba porzucona przez partnera jest zmuszona nagle przebudować własne życie. Pogodzić się z nową sytuacją. Kiedy czynnikiem popychającym do całkowitej przemiany jest zdrada, często bywa, że osoba zdradzona chce udowodnić przede wszystkim sobie – że jest w stanie bardzo szybko zbudować życie na nowo – tłumaczy dr Marta Majorczyk.

Ale czasem rozwód bywa pierwszą w życiu okazją do refleksji. Niechcianą, nieplanowaną, ale okazją. Człowiek się zatrzymuje, podsumowuje, pierwszy raz patrzy na swoje życie obiektywnie. I widzi, ile stracił. – W różnych sytuacjach granicznych dochodzi do przewartościowania pewnych rzeczy w życiu. Dostrzegamy wtedy coś, co wcześniej było dla nas niewidoczne, i podejmujemy decyzje, które są dla nas rozwojowo kluczowe. Następuje reorganizacja i w życiu pojawia się "nowa jakość" – mówi dr Majorczyk.

Czasem "nowa jakość" oznacza nową energię, zapał, chęć do życia. – Dobrze, jeśli sytuacja graniczna powoduje, że stajemy się mądrzejsi, wrażliwsi – mówi psycholog. – Gorzej, jeśli w wyniku zmian się załamujemy. To oznacza, że zabrakło pewnych elementów, takich jak pewność siebie, poczucie niezależności od tej drugiej osoby.

Magda nie chciała burzyć relacji ojca z dziećmi. – Wolałabym tylko, żeby nie budował jej na rzeczach materialnych. Mniej prezentów, więcej rozmów – mówi. – Na razie tłumaczę to sobie tak: dobra, on niech kupuje prezenty, ty z nimi rozmawiaj. Może to jest jakiś złoty środek.

Według dr Marty Majorczyk im zdrowsze i silniejsze relacje między rodzicami a dzieckiem przed rozwodem, tym większe szanse na "łagodniejsze" przeżycie samego rozwodu. – Jeśli dziecko ma zbudowane poczucie bezpieczeństwa, to lepiej poradzi sobie na przykład z nagłą wyprowadzką jednego z rodziców – mówi psycholog.

Gra jest warta świeczki. Bo poczucie bezpieczeństwa dziecka odgrywa ważną rolę także na późniejszych etapach, kiedy nastolatek musi na przykład spędzać część czasu z jednym rodzicem i część z drugim. Dziecko żyje często w dwóch odrębnych światach, a nawet dwóch systemach wartości. – Jeśli relacja z rodzicami opiera się na zaufaniu i poczuciu bezpieczeństwa, przekonaniu, że "nic złego mi nie grozi", dziecko łatwiej przystosuje się do zmiennych warunków. Tutaj ważna jest rola rodziców, którzy powinni się dogadać i stworzyć taki bezpieczny most dla dziecka między tymi dwoma różnymi światami – mówi dr Majorczyk.

Tata facebookowy

Ewa nie mogła pozwolić, by jej dzieci przebywały w jej świecie i świecie Marka – domowego tyrana. Rozdzieliła te światy nagle i ostro.

Marek już przed ślubem lubił zbyt mocno złapać ją za ramię, odciągnąć na bok, wysyczeć przez zęby: "Nie dyskutuj ze mną przy ludziach". Potem było gorzej: bicie, kopanie, opluwanie, przyduszanie. Dzieci też bił: paskiem ze sprzączką, packą na muchy, kijem od szczotki. Jednego wieczoru wszystkich spakowała, uciekła do rodziców. Ojciec Ewy chciał Marka dopaść, połamać mu ręce – miał do siebie pretensje, bo niczego wcześniej nie zauważył. Ale Ewa postanowiła: od tej pory zero kontaktów.

Spotkali się tylko w sądzie. On – cały w nerwach, napięty, gotowy do walki. Ale sędzia orzekła: całkowita opieka na dziećmi należy się Ewie. A do tego wysokie alimenty.

Kiedy nadarzyła się okazja, wyjechała do pracy na Wyspy. Zabrała dzieci: dwoje wiele rozumiejących nastolatków. Od tej pory – a to już pięć lat – nie widziała Marka na oczy.

Nie wiem, co się z nim stało, jaka przemiana w nim zaszła, ale że zaszła – to na pewno – mówi. – Zaczęło się od polubień pod zdjęciami dzieci na Facebooku. Syn wrzucił zdjęcie z nowym skuterem – Marek "lubi to". Córka pochwaliła się świadectwem z czerwonym paskiem – Marek klika "serduszko". Wcześniej nie wiedział, że jest coś takiego jak Facebook. Teraz profil służył mu tylko do podglądania dzieci. Zajrzałam: ma może 30 znajomych. W tym dzieciaki. Wysłał zaproszenie, a one przyjęły. Dowiedziałam się po fakcie.

Kontakty przez media społecznościowe czy komunikatory pozwalają budować bliskość, gdy dzieci dzieli od ojca odległość. (Fot. Shutterstock)

Potem zaczął pisać. "Co u ciebie, synciu?". "Jak w szkole, córciu?". "Jestem z ciebie taki dumny". "Tatuś cię kocha, pamiętaj". – Najpierw kazałam im go zablokować. Nie chciały. Dla nich to był jednak tata. Byłam wtedy święcie przekonana, że gdyby mój ojciec podniósł na mnie rękę, to znienawidziłabym go na całe życie. Ale to tak nie działa – mówi Ewa. – Kilka razy byłam z dziećmi u psychologa. Oprócz lęku, złych, bolesnych wspomnień wychodziła z nich też tęsknota. Za ojcem w ogóle, za męskim wzorcem. O złych rzeczach starały się zapomnieć, a zauważać tylko te dobre.

Dzieciaki zaczęły ojcu odpisywać. – Piszą do niego od czasu do czasu. Wiem, że córka łączyła się z nim na wideo. Ufam jej, bo to bardzo mądra, wrażliwa dziewczynka i na pewno nie da na siebie wpłynąć – opowiada Ewa. – A Marek? Nic o nim nie wiem, nie pytam. Z jednej strony nie podoba mi się, że nagle chce kontaktu z dziećmi, i to przez internet. Z drugiej – jest mi go żal. Potrafię sobie wyobrazić, że zrozumiał swoje błędy i czuje wyrzuty sumienia.

A jeśli Marek zechce się z dziećmi spotkać na żywo? – Myślę nad tym i na razie nie znajduję odpowiedzi – mówi Magda. – Przede wszystkim zapytam dzieci o zdanie. To one zdecydują. 

Ciągle dręczą ją wątpliwości: na ile jego zmiana jest prawdziwa, a na ile na pokaz. – Bo do mnie nie napisał nigdy. I nigdy nie polubił mojego zdjęcia.

Imiona bohaterek i bohaterów zmieniłem na ich prośbę.

Mariusz Sepioło. Reporter. Publikuje w m.in. w Tygodniku Powszechnym, Polityce i Gazecie Wyborczej. Autor książek reporterskich: Ludzie i gady (wyd. Czerwone i Czarne, 2017) o życiu w więzieniu, Himalaistki (wyd. Znak, 2017) o najwybitniejszych wspinających się Polkach i Nanga Dream o Tomku Mackiewiczu. Jest autorem podcastu Człowiek z plecakiem.