Rodzina
W dalszym ciągu bardzo niewielu ojców w Polsce decyduje się wziąć urlop rodzicielski (Shutterstock.com)
W dalszym ciągu bardzo niewielu ojców w Polsce decyduje się wziąć urlop rodzicielski (Shutterstock.com)

Roman, 38-letni adwokat i partner w jednej z warszawskich kancelarii prawniczych, mówi otwarcie: – Wychowany jako konserwatysta, stałem się nawróconym feministą. Wspieram Strajk Kobiet, reprezentuję pro bono zatrzymane aktywistki w sprawach karnych, dzielę się feministycznymi treściami na Facebooku, nauczyłem się gotować i staram się o bardziej sprawiedliwy podział obowiązków domowych – przekonuje Roman.

Kiedy jednak usłyszał od żony: skoro taki z ciebie feminista, to ja wracam do pracy, a ty idziesz na urlop tacierzyński, szczęka mu opadła. - Pomyślałem: to najgorszy moment. Raptem rok temu zostałem partnerem w kancelarii i szefem działu. To czas, żeby pracować najintensywniej, a nie opiekować się dzieckiem na pełen etat!

Ale odmówić nie mógł.

Na adrenalinie

Obawiał się nie tego, że sobie nie poradzi. Sporo czasu spędził, opiekując się córką, która obecnie ma półtora roku, w czasie pandemii, gdy pracował zdalnie. Wyzwaniem było co innego – pogodzenie regularnej opieki nad dzieckiem z pracą, bo z tej, jak twierdzi, całkowicie zrezygnować nie mógł. – Oficjalnie byłem na urlopie tacierzyńskim, w kancelarii wszyscy przyjęli to ze zrozumieniem. Ale jako partner nie mogłem się tak po prostu wyłączyć na siedem tygodni – bo na tyle się z żoną umówiliśmy. Prowadziłem ważne sprawy, negocjacje. Relacje z klientem w tej branży są bardzo istotne – przekonuje.

Łączenie pracy z opieką nad dzieckiem to wyzwanie (Shutterstock.com) , Pod koniec siódmego tygodnia opieki nad dzieckiem Roman był wrakiem człowieka (Shutterstock.com)

Pod koniec siódmego tygodnia Roman był wrakiem człowieka. – Jechałem chyba tylko na adrenalinie – wspomina. – Wstawałem wcześnie rano i odpisywałem na najważniejsze maile, przed 8 żona wychodziła do pracy i zostawałem sam z dzieckiem. Pomiędzy spacerami, sprzątaniem, gotowaniem znajdowałem chwilę, żeby odebrać calla, odpisać na kolejne wiadomości. Nieraz zdarzyło mi się mieć videocalla z dzieckiem na kolanach. Gdy żona wracała po 16, przejmowała ode mnie córkę na trzy godziny, w trakcie których mogłem się bardziej skupić na pracy. O 19 wspólne kąpanie dziecka, usypianie, a następnie kolacja z żoną połączona z jednym odcinkiem serialu. Żona o 22–23 szła spać, a ja siedziałem nad pracą często do 1–2 w nocy. Spałem kilka godzin i znowu pobudka.

Roman z tego okresu pamięta jednak nie tylko trud. – Niesamowicie zbliżyłem się z córką. O ile w pierwszym okresie jej życia, kiedy żona w większym stopniu opiekowała się nią, była tylko "mama, mama!", to po kilku tygodniach ze mną uruchomiła jej się totalna "tatoza" – opowiada.

Role społeczne

Po urodzeniu dziecka można skorzystać z urlopu macierzyńskiego, który wynosi 20 tygodni, oraz urlopu rodzicielskiego – jego wymiar to maksymalnie 32 tygodnie. Zazwyczaj kobiety decydują się wziąć urlop macierzyński i rodzicielski po kolei, dlatego często mówi się o rocznym urlopie macierzyńskim. Mężczyźni mają prawo do urlopu ojcowskiego, który wynosi 14 dni. Matka może zrzec się części swojego urlopu macierzyńskiego na rzecz ojca – nie może tego jednak zrobić wcześniej niż po upływie 14 tygodni. W praktyce oznacza to, że ojciec może dziś opiekować się dzieckiem przez w sumie 40 tygodni: dwa ojcowskiego, do tego sześć macierzyńskiego, jeśli matka się zrzeknie części swojego, oraz 32 rodzicielskiego.

Według danych ZUS w 2020 roku zaledwie 3,9 tys. ojców skorzystało z urlopu rodzicielskiego – o 300 mniej niż w 2019 roku. Do lipca 2021 roku liczba wniosków o ten urlop wyniosła 2,4 tys. Mężczyźni dużo częściej korzystają z dwutygodniowego urlopu ojcowskiego – w 2020 wzięło go 188,4 tys. mężczyzn, do lipca 2021 – 96,5 tys.

Coraz więcej mężczyzn chce być zaangażowanymi ojcami – nie takimi, jakimi byli ich ojcowie – mówi dr hab. Paula Pustułka, socjolożka z Uniwersytetu SWPS. – Ta zmiana zaangażowania wciąż jednak dotyczy przede wszystkim opieki nad dziećmi przynajmniej kilkuletnimi i ogranicza się do spędzania z nimi czasu, jak te wrócą z przedszkola lub w weekendy. Opieka nad niemowlakiem to w przeważającej większości polskich par nadal zadanie kobiety. Może w dużych miastach czy też w parach tworzonych przez kobiety o bardziej egalitarnych poglądach to się nieco zmienia, ale w małych miejscowościach czy na wsiach w dalszym ciągu funkcjonuje ten stereotypowy podział. Wyższy jest też poziom tak zwanej kontroli społecznej, czyli nawet jeśli mężczyzna chce opiekować się małym dzieckiem, zaraz znajdzie się ciocia czy teściowa albo sąsiadka, która powie, że jemu to nie przystoi – mówi.

Kolejny powód to dysproporcje w zarobkach kobiet i mężczyzn. – W polskich domach czynnik ekonomiczny wygrywa z chęcią budowania tożsamości rodzicielskiej – w przypadku mężczyzny – oraz z potrzebą rozwoju zawodowego – w przypadku kobiet. Jeśli finansowo bardziej opłaca się, żeby w domu była matka, a nie ojciec, wybór będzie tu pragmatyczny i finansowo racjonalny – tłumaczy Pustułka.

Większość mężczyzn opiekuje się dzieckiem jak to jest już starsze, opieka nad niemowlakiem to wciąż zadanie przede wszystkim kobiety (Shutterstock.com) , Nielowlak (Shutterstock.com)

Żeby więcej mężczyzn decydowało się na urlopy opiekuńcze, zmiana powinna zajść nie tylko w podejściu samych zainteresowanych, ale także ich pracodawców. – Człowiek, który decyduje się na przerwę w pracy, musi mieć pewność, że będzie miał dokąd wrócić. Jeżeli w firmach nie ma polityki równościowej oraz wspierającej pracowników w łączeniu życia rodzinnego z zawodowym, to mężczyźni nie będą ryzykować pójścia na dłuższy urlop "na dziecko" z obawy, że pracę stracą. Kobiety z kolei "spodziewają się" kar za macierzyństwo. Obserwują koleżanki czy krewne i widzą, że szybki powrót do pracy nie jest społecznie pożądany. Często wręcz nie mają do czego wracać – wyjaśnia socjolożka.

Uszczypliwości

Gdy 35-letni Cezary, pracownik wymiaru sprawiedliwości, poinformował swojego pracodawcę, że idzie na urlop, by zaopiekować się nowo narodzonym dzieckiem, spotkał się z dezaprobatą.

Po tym, jak w 2019 roku urodził mu się syn, wziął dwutygodniowe zwolnienie chorobowe na żonę i dziecko, po czym przedłużył nieobecność w pracy o kolejne cztery tygodnie – dwa w formie urlopu wypoczynkowego oraz dwa urlopu ojcowskiego. Razem był w domu sześć tygodni. – Moja żona miała ciężki poród i długo dochodziła po nim do siebie. Poinformowałem szefów, że prawdopodobnie po chorobowym wezmę urlop. Żaden się chyba nie spodziewał, że naprawdę to zrobię. Byli zaskoczeni, gdy złożyłem wniosek do kadr – wspomina.

Branie długich urlopów w miejscu pracy Cezarego jest źle widziane. – Każdy pracownik ma swoje sprawy. Jak go nie ma, to sprawy leżą. A to wpływa na wyniki, które są dla pracodawcy najważniejsze. Nikt też nie chce się zajmować czyimiś obowiązkami, ludzie wolą koncentrować się na własnej karierze – tłumaczy.

Dlatego, choć oficjalnie przełożeni nie kazali przecież Cezaremu pracować, ich presja była tak duża, że trudno mu było kompletnie się wyłączyć. – Miałem przydzielonych wiele spraw, więc czułem, że powinienem nad nimi posiedzieć. Wertowałem więc akta, oczywiście na dokumentach umieszczałem daty przyszłe, gdy już oficjalnie wrócę do pracy. W pewnym momencie byłem już bardzo zły, że siedzę w robocie, zamiast opiekować się synem. Po powrocie do pracy złożyłem wypowiedzenie i przeniosłem się do innego oddziału – mówi. – Długo się z żoną staraliśmy o dziecko. Nikt nie zwróci mi tego czasu, który poświęciłem na pracę, a nie dziecku.

Sytuacja się powtórzyła, już w nowym dziale, gdy postanowił podzielić się z żoną zasiłkiem opiekuńczym podczas pandemii koronawirusa.

Przełożeni dzwonili do mnie i pytali, kiedy w końcu wrócę, robili uszczypliwości. Zdaniem jednego z moich szefów to matka powinna przebywać na zasiłku, a nie ojciec – opowiada.

Zmiana

Sposób wykorzystania urlopu rodzicielskiego zmieni się w sierpniu 2022 roku. Wtedy wszystkie państwa członkowskie UE będą musiały wdrożyć dyrektywę, wedle której osiem tygodni urlopu będzie zarezerwowane wyłącznie dla ojca – jeśli z nich nie skorzysta, przepadną, nie będzie można przekazać ich matce. Nowością będzie indywidualne prawo do czteromiesięcznego urlopu rodzicielskiego dla ojca – do wykorzystania w sytuacji, gdy matka dziecka nie ma prawa do urlopu rodzicielskiego (bo na przykład nie jest zatrudniona na umowę o pracę). Nie wiadomo jeszcze, czy urlop rodzicielski zostanie wydłużony o dwa miesiące, które będzie mógł wykorzystać tylko ojciec, czy ten czas zostanie zablokowany dla ojców w ramach obowiązującego urlopu rodzicielskiego.

Romanowi bardzo podobają się nadchodzące zmiany. – To krok w dobrą stronę – uważa. Cezary sądzi, że zachęcanie poprzez przymus nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Wręcz przeciwnie, odbije się negatywnie na kobietach. – Mężczyźni i tak nie będą decydowali się na opiekę na dziećmi – twierdzi. Jedyną zachętą dla ojców jego zdaniem byłyby pieniądze. – Jeżeli mężczyzna dostawałby 100 proc. pensji na czas całego urlopu rodzicielskiego, jestem przekonany, że chętniej decydowałby się na opiekę nad dziećmi.

Pustułka również ma duże wątpliwości co do tego, czy unijna dyrektywa spełni zakładaną funkcję. Bo żeby dana polityka była skuteczna, musi za nią iść zmiana w mentalności społeczeństwa. – W Skandynawii, gdzie takie przepisy funkcjonują od dawna, to działa, ale tylko dlatego, że grunt pod zmianę był wcześniej przygotowany przez długofalową edukację na wszystkich poziomach. Prorównościowy model promowały i szkoła, i medialne kampanie społeczne, i system wsparcia na poziomie makropolityki państwa. Model ojcostwa jest zupełnie inny, gdy kobiety ponoszą mniejsze "kary" za macierzyństwo, a gender nie jest błędnie utożsamiany z ideologią, tylko słusznie uwrażliwia nas na korzyści wynikające ze wspierania różnorodności – przekonuje.

Polscy mężczyźni mieszkający w Norwegii korzystają z urlopu rodzicielskiego, ale traktują go jak wakacje (Shutterstock.com)

Na dowód podaje przykład: – Badania TRANSFAM, które przeprowadzałam w 2016 roku, między innymi z udziałem polskich rodzin w Norwegii, pokazały, że polscy mężczyźni rzeczywiście decydowali się na odbiór urlopu rodzicielskiego, żeby ten nie przepadł. Zwykle traktowali go jednak jako wakacje dla siebie, a do opieki nad dzieckiem angażowali kobiety – sprowadzili na ten czas z Polski babcię albo teściową. Dla nich opieka nad niemowlakiem była aberracją, a nie czymś naturalnym, bo z taką wizją rodzicielstwa i życia rodzinnego przyjechali z Polski – opowiada.

Błąd systemu

38-letni Maciek, team leader w grupie mediowej Viacom CBS, gdy opowiadam mu o polskich ojcach w Norwegii, ciekawa, czy sam korzystał z pomocy innych kobiet podczas swojego urlopu "na dziecko", z pełnym przekonaniem zaprzecza. – Wychowała mnie mama i siostra, z moją żoną mamy związek partnerski i zupełnie niestereotypowy – w domu gotowaniem zajmuję się ja, a moja żona robi wszystko, co związane z remontami i naprawami – opowiada.

Bez wahania można powiedzieć, że Maciek jest też weteranem urlopu opiekuńczego – zdecydował się na niego dwukrotnie. O swoich doświadczeniach opowiada mi z obecnego "biura", które znajduje się tam, gdzie w danej chwili jest jego syn, kilkumiesięczny Gutek. – Przejęcie opieki nad dziećmi było dla mnie czymś naturalnym. Z drugiej strony znam tylko jednego mężczyznę, który też zdecydował się tak zrobić. To mąż mojej siostry – mówi.

A znajomi?

Jedni nawet o tym nie myśleli, inni uznali w porozumieniu z partnerkami, że nie opłaca im się to finansowo, a jeszcze innym w pracy jasno dano do zrozumienia, że jak wybiorą się na taki urlop, to mogą już nie wracać.

Maciek przy swoim pierwszym synu, Franku, który ma obecnie cztery lata, wziął sześć tygodni urlopu rodzicielskiego, przy drugim, Guciu, zdecydował się na pół roku. Podkreśla, że nie czuł, że się w jakiś sposób poświęca. Co istotne, w pracy spotkał się z pełną akceptacją swojego wyboru. – Pracuję w jednej firmie od pięciu lat, mam tam stabilną pozycję. To międzynarodowa korporacja, w której są jasne procedury, jak działać w sytuacji, w której ktoś idzie na urlop macierzyński czy rodzicielski. Jedna z przełożonych, gdy dowiedziała się, że taką podjąłem decyzję, powiedziała, że jest ze mnie dumna. Szefowie bardzo zaangażowali się w znalezienie zastępstwa na czas mojej nieobecności, zadbali o to, aby koleżanka, która przejęła moje obowiązki, nie czuła się przeciążona.

Jednocześnie jako mężczyzna Maciek nie mógł automatycznie zarejestrować swojego urlopu w firmowym systemie. Nie było w nim takiej opcji dla pracowników płci męskiej. – Nawet pracownica HR się zdziwiła. Wklepała mi ten urlop manualnie – wspomina.

Kiedy rozmawiam z Maćkiem, trwa już trzeci miesiąc jego urlopu rodzicielskiego. Mówi, że dobrze się odnajduje w roli opiekuna na pełen etat, choć zajęło mu trochę czasu, żeby zwalczyć wewnętrzne przekonanie, że jako mężczyzna nie sprosta zadaniu. Przyznaje, że bywają momenty, że chce kupić bilet na drugi koniec świata. W jedną stronę. – W ciągu dnia moją pracą jest opieka nad Gutkiem. Po południu z przedszkola wraca Franek. Wtedy już co prawda pomaga mi żona, ale dla mnie cały dzień od rana do wieczora wygląda tak samo. Zupełnie inaczej człowiek się czuje, gdy ma dzieci w domu, ale chodzi też do pracy – opowiada.

Maciek jest też weteranem urlopu opiekuńczego - zdecydował się na niego dwukrotnie (Shutterstock.com) , Maciek (Shutterstock.com)

A kiedy synowie śpią, Maciek pisze książki dla dzieci. – To moja intelektualna odskocznia.

Jako tata w miejscach publicznych wciąż jest rodzynkiem i dzięki temu może liczyć na specjalne traktowanie. – Mogę pozwolić sobie na dużo więcej niż żona, na przykład zrobić większe zamieszanie w sklepie. Jak przypadkiem coś po drodze staranowałem, bo jechałem dwoma wózkami, albo posadziłem Franka na taśmę przy kasie, to nikt nie miał do mnie pretensji. Ludzie raczej reagowali rozbawieniem albo starali mi się pomóc. Jak Kasia próbowała robić podobne rzeczy, to zawsze dostawała ochrzan. Rzadko też ktokolwiek przepuszczał ją w kolejce, mnie – wielokrotnie.

Maciek, podobnie jak Roman, jest zwolennikiem unijnej dyrektywy. – Pokaże ojcom, że taki urlop to coś fenomenalnego dla relacji ojciec - dziecko, z kolei firmy zmotywuje do reorganizacji pracy, tak aby umożliwić mężczyznom korzystanie z niego. Mam nadzieję, że wykorzystają ten przepis, żeby chwalić się tym, że są miejscem, które wspiera rodziny w partnerskim podejściu do rodzicielstwa. Będzie to wyłącznie zachętą, żeby się tam zatrudnić.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.