Rodzina
Śluby online dały szansę połączenia par w czasie pandemii. (Fot. Shutterstock)
Śluby online dały szansę połączenia par w czasie pandemii. (Fot. Shutterstock)

Pamięta pani swój pierwszy ślub online?

Tak! To było już po wybuchu pandemii koronawirusa, dokładnie w kwietniu. Skontaktował się ze mną pewien mężczyzna z Kalifornii i zapytał, czy mógłby wziąć ślub online. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że stan Utah umożliwia zawieranie małżeństw w ten sposób. W pierwszej chwili zdębiałam, bo do tej pory udzielałam ślubów wyłącznie na żywo. Powiedziałam mu, że odezwę się do niego, jak tylko zweryfikuję tę informację. Okazało się, że stan Utah, jeszcze zanim wybuchła pandemia, zezwolił parom na składanie wniosku o licencję ślubną online i podpisywanie jej w formie elektronicznej. Zaczął również uznawać ceremonię w formie wirtualnej. Miałam więc dla tego mężczyzny pozytywne informacje, kilka tygodni później przeprowadziłam jego ceremonię zaślubin. Od tamtej pory udzieliłam kilkudziesięciu ślubów online.

Taki ślub może wziąć każdy. I nie trzeba nawet przebywać na terenie Utah czy Stanów Zjednoczonych.

Dokładnie. Dwa dni temu udzielałam ślubu parze, która mieszka w Chinach.

Nie wszyscy jednak o tym wiedzą. Żeby małżeństwo było ważne, musi być spełniony jeden warunek – ja, jako urzędnik udzielający ślubu, muszę w trakcie ceremonii przebywać na terenie stanu Utah.

Ceremonia odbywa się online za pomocą programu do wideokonferencji Zoom. Miała pani jakieś wątpliwości co do takiej formy zawierania małżeństwa?

Nie, uważam, że to wspaniałe, że pary mogą skorzystać z takiej możliwości, ślub online jest równie emocjonalnym przeżyciem jak ten na żywo.

Dla mnie największym wyzwaniem było opanowanie technologii, udzielenie samego ślubu już nie – robię to od 1994 roku! Ale musiałam nauczyć się obsługiwać program do wideokonferencji, dowiedzieć się, jaki abonament wykupić, żeby mieć dostęp do wszystkich potrzebnych opcji. Nie mogę dopuścić do sytuacji, w której połączenie zostałoby nagle zerwane i ceremonia musiałaby zostać przerwana! Dla każdej pary przygotowuję także nagranie z ceremonii. Musiałam więc opanować umiejętność włączania i wyłączania opcji nagrywania – żeby nie było zbyt długich momentów, w których nic się nie dzieje, na przykład jak goście czekają, aż panna młoda się połączy...

Zdarzyło się, że któraś z kluczowych osób nie mogła tego zrobić?

Problemy z połączeniem się zdarzają, ale sytuacja, o której wspomniałam, nie była akurat związana ani z awarią komputera, ani z brakiem dobrego wi-fi. Panna młoda uznała, że spóźnienie się będzie w dobrym tonie.

Długo na nią czekaliście?

Około pół godziny.

Czasami pary ubierają się jak na normalną ceremonię, podobnie zaproszeni goście. (Fot. Shutterstock)

Narzeczony nie obawiał się, że jego ukochana dokonała wirtualnej ucieczki z własnego ślubu?

Wiedział, że się spóźni. Ale kiedy tylko pojawiła się na ekranie, wyglądała fenomenalnie! W takich sytuacjach warto jednak mieć nielimitowany czas na połączenie wideo. Bo mimo że cała ceremonia zaślubin trwa 15–20 minut, to często jest tak, że się na kogoś czeka.
Niemałym wyzwaniem jest też wstawanie wcześnie rano.

Jak to?

Zazwyczaj jest tak, że para młoda lub jedno z narzeczonych łączy się ze mną z drugiego końca świata. Jutro na przykład muszę wstać o 5 rano, bo udzielam ślubu parze z Chin. U nich wtedy będzie wieczór. Basia z Polski i John z Baltimore, którym udzielałam ślubu w lutym, oraz ich goście łączyli się z kilku miejsc na świecie – brat Basi przebywał w Wielkiej Brytanii, John był w Stanach Zjednoczonych, Basia w Polsce, ich znajomi w Kanadzie.

Zgranie wszystkich stref czasowych to prawdopodobnie największe wyzwanie w procesie organizacji ślubu online. Basia mówiła mi, że ceremonię zorganizowała w tydzień! W porównaniu z tym, ile trwa zazwyczaj przygotowywanie wesela na żywo, to tempo iście ekspresowe.

Gdybym bardzo chciała, to mogłabym udzielić ślubu online w ciągu jednej doby od momentu, w którym młoda para się do mnie zgłosiła. (śmiech) To jednak zwykle się nie zdarza, chociażby właśnie ze względu na różne strefy czasowe, w których na co dzień mieszkają narzeczeni. Bo wniosek muszą wypełnić oboje. Formalności nie zajmują jednak dużo. We wniosku o licencję podaje się podstawowe informacje: adres, dane swoje, dane rodziców, stan cywilny.

Basia i Jeff wzięli ślub online przez stan Utah w Stanach Zjednoczonych (archiwum prywatne) , archiwum prywatne (archiwum prywatne)

Zazwyczaj nie ma problemów z otrzymaniem zgody na ślub, choć miałam jedną zabawną sytuację. Mężczyzna z Kalifornii, któremu udzielałam pierwszego ślubu online, miał zarost. Ale na zdjęciu, które dołączył do wniosku o licencję małżeńską, był ogolony. Powiedziałam mu, że aby proces identyfikacji zakończył się pomyślnie, musi się ogolić – wizerunek ze zdjęcia musi odpowiadać temu w rzeczywistości.

Ślub online przypomina trochę ślub w Las Vegas – jest szybki, niedrogi. U pani kosztuje 99 dolarów, czyli niecałe 400 zł. Można go wziąć pod wpływem impulsu. Organizowanie wesela na żywo to zazwyczaj duże wyzwanie dla pary i tym samym test dla związku. Na uroczystość nierzadko też trzeba poczekać ze względu na odległe terminy usługodawców.

Coś w tym jest, ale nie miałam do czynienia z parą, która nie przemyślałaby swojej decyzji – choć oczywiście nie wszyscy opowiadają mi szczegóły swojego związku. Moja rola nie polega też na tym, żeby dociekać, jakie są motywacje państwa młodych. Dla mnie to ogromna radość móc ich ze sobą połączyć.

Większość par, którym udzieliłam ślubu, znała się długo lub już przed pandemią zamierzała się pobrać. Jak Basia i John czy inna para polsko-amerykańska, której na pewno nie zapomnę – Rob i Angelika. Basia i John poznali się osiem lat temu, Rob i Angelika – jeszcze gdy byli nastolatkami; w tej chwili są po trzydziestce. Rob odwiedzał swoją rodzinę w Polsce, wtedy poznał Angelikę. Zakochali się w sobie. Rob musiał jednak wrócić do Stanów Zjednoczonych. Para próbowała przez jakiś czas utrzymać związek na odległość. Gdy zmarł ojciec Roba, ten pogrążył się w żałobie. Długo nie mógł się pozbierać, co miało wpływ na jego relacje z Angeliką. Rozstali się. Przez lata nie mieli ze sobą kontaktu. Każde z nich wzięło ślub z kimś innym, niestety, ich związki nie przetrwały. Dwa lata temu Rob odnalazł Angelikę na jednym z portali społecznościowych. Uczucie wróciło. W czasie pandemii postanowili pobrać się online, żeby już nie tracić więcej czasu na bycie daleko od siebie.

Więc jeżeli ktokolwiek wziął ślub online pod wpływem impulsu, to tylko dlatego, że wskutek pandemii zmieniło mu się podejście do niektórych spraw. Część ludzi doszła do wniosku, że nie ma na co czekać, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Życie jest krótkie, jeśli czujemy, że chcemy być ze sobą, że się kochamy, to pobierzmy się jak najszybciej. Doskonale też zdają sobie sprawę z tego, że COVID-19 to choroba śmiertelna, która może dotknąć ich starszych bliskich. Wiedzą więc, że jeśli będą odkładać ślub, może się tak zdarzyć, że ktoś dla nich ważny nie będzie mógł w nim uczestniczyć.

Basia, z którą przy okazji tekstu o międzynarodowych parach rozmawiałam o tym, jak sobie radzą w czasie pandemii, cieszyła się, że jej ślub mogła obejrzeć jej babcia. Nie wzięłaby w nim udziału, gdyby odbył się na żywo, nawet przed pandemią – ze względu na stan zdrowia nie może się przemieszczać.

I to kolejny plus ślubów online. Żyjemy w czasach, w których nasi znajomi, a nawet bliscy, mieszkają w różnych częściach świata. Nie każdy może sobie pozwolić na podróż do innego kraju na wesele.

Spotkanie podczas wideokonferencji daje możliwość uczestniczenia w wydarzeniu osobom z różnych krańców świata. (Fot. Shutterstock) , Po ceremonii jest też czas na wspólne świętowanie. (Fot. Shutterstock)

W okresie lockdownu jednym z kluczowych powodów, dla których ludzie pobierali się online, było to, żeby w ogóle móc się ze sobą zobaczyć – ze względu na ograniczenia w podróżowaniu wiele par nie mogło odwiedzać się w swoich krajach.

To prawda, ale chcę podkreślić, że to niejedyna motywacja. Pierwsza para, której ślubu udzielałam – oboje mieszkają w Kalifornii – nie miała takich problemów jak większość międzynarodowych par rozdzielonych przez pandemię. Pobrali się online z wygody. Im po prostu zależało na tym, by nie wydać na ślub fortuny, żeby nie było zbyt dużo załatwiania, martwienia się.

Podobne motywacje miała inna para – ona ze Stanów Zjednoczonych, on z Rosji. W dniu ślubu online byli razem, mieszkają w Chinach.

Mam wrażenie, że mentalność ludzi bardzo się zmienia. Pieniądze, które młodzi musieliby wyłożyć na zorganizowanie wesela, wolą dziś wydać na podróże, kupno domu. Bardziej zależy im na realizowaniu własnych marzeń niż na robieniu show dla całej rodziny.

Czyli śluby online nie znikną, nawet gdy pandemia wygaśnie i będzie już można bezpiecznie wyprawiać duże wesela? Organizowanie wesel na żywo jest dozwolone w wielu krajach, w te wakacje na pewno odbędzie się mnóstwo uroczystości tradycyjnych.

Jestem przekonana, że nie. Nie zauważyłam, żeby zainteresowanie ślubami online malało. Cały czas zgłaszają się do mnie pary, które chcą w ten sposób zawrzeć związek małżeński.

Jakaś uroczystość szczególnie utkwiła pani w pamięci?

Zazwyczaj śluby online są dość skromne, co nie znaczy, że młodzi i ich goście nie są odświętnie ubrani. Pan młody zwykle jest w garniturze, panna młoda w sukience. Ale to, co zrobili Erica i Andre, niemiecko-amerykańska para, było naprawdę niesamowite – miałam wrażenie, jakby to była cała, doskonale zorganizowana produkcja. Nie jestem pewna, gdzie panna młoda była, czy w swoim domu, czy w restauracji, ale wszędzie były dekoracje, kwiaty, stał tort weselny. Panna młoda miała na sobie wspaniałą suknię ślubną. Gdy uruchomiłam ceremonię na Zoomie, na moim ekranie zaczęło się pojawiać coraz więcej małych ekranów, potem już nie byłam w stanie ich zliczyć. Gości było mnóstwo, łączyli się ze Szwecji, Brazylii, Boliwii. Wszyscy byli w garniturach, sukienkach.

A jak pani przygotowuje się do swojej pracy?

Dla mnie najważniejsze jest to, żeby stworzyć ceremonię jak najbardziej dopasowaną do pary. Spotykam się z obojgiem narzeczonych online i rozmawiamy – o tym, jak chcieliby, żeby wyglądał ich ślub, w jakim tonie powinno być przemówienie poprzedzające właściwe zaślubiny, czyli formułka: "Czy bierzesz za żonę/za męża...". Pytam o to, jak się poznali, co sprawiło, że się w sobie zakochali, co im się w sobie najbardziej podoba, dopytuję o wspólne wspomnienia, najważniejsze momenty w związku i potem wykorzystuję te informacje w trakcie pisania przemówienia. Niektóre pary piszą treść przysięgi same i podczas ceremonii ją odczytują, inne wolą, abym tylko ja mówiła. Każda ceremonia jest trochę inna.

Pamięta pani jakieś przemówienie szczególnie?

Risa z Nevady i Manyad z Indii bardzo chcieli, żeby ich ceremonia była przeżyciem duchowym. Napisałam więc przemówienie zaczynające się od słów: "Rozpocznijmy tę świętą uroczystość modlitwą do Boga. Boże, prosimy Cię, pobłogosław tę ceremonię ślubną i tę parę – Risę i Manyada. Módlmy się. Boże, otocz ich swoim światłem, otocz ich swoją miłością, niech twoja siła ich chroni, niech twoi słudzy nad nimi czuwają".

Czy po ślubie online pary mają w planach organizację jeszcze jednej uroczystości – tym razem na żywo i na przykład religijnej?

Raczej się z tym nie spotykam, ale akurat Risa i Manyad na pewno zamierzają zrobić dodatkową uroczystość dla rodziny, jak tylko Risie uda się dostać do Indii.

Sharon Vollett, urzędniczka z Utah, która od kwietnia ubiegłego roku udziela ślubów online parom z całego świata. (Fot. Archiwum prywatne) , Śluby online wymagają weryfikacji przyszłych małżonków. Trzeba wyglądać jak w dokumencie tożsamości. (Fot. Shutterstock)

Co się dzieje, gdy przychodzi moment, żeby pocałować pannę młodą?

Tu bywa różnie. Czasem młodzi "całują" ekran. Ale w większości przypadków zakładają po prostu obrączki i wyciągają dłonie do kamery.

Zostaje pani czasem po ceremonii, żeby poświętować online z rodziną?

Nie, to już jest czas dla rodziny i przyjaciół. Jako gospodyni umożliwiam młodym lub komuś z rodziny przejęcie kontroli nad spotkaniem.

Wielu jest takich urzędników jak pani, którzy udzielają ślubów online?

W tej chwili już sporo. Dlatego trzeba dbać o swoich klientów i zbierać pochlebne recenzje.

Skoro są śluby online, może można także wziąć rozwód online?

Z tego, co wiem, to tak! Ja natomiast specjalizuję się w ślubach, nie w rozwodach (śmiech). Na razie nie dotarła też do mnie informacja, żeby jakaś para, której udzielałam ślubu online, zamierzała się rozstać. Mam nadzieję, że wszystkie będą żyły długo i szczęśliwie.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.