Rodzina
Nie widzieli się od kilkunastu miesięcy. Wiele par nie przetrwało rozłąki (Shutterstock.com)
Nie widzieli się od kilkunastu miesięcy. Wiele par nie przetrwało rozłąki (Shutterstock.com)

Paula od kilku miesięcy każdy dzień zaczyna tak samo: od szukania sposobu, jak ściągnąć partnera do Polski. Przegląda prasę i dane na temat sytuacji pandemicznej na świecie: ile jest osób zakażonych, ile zaszczepionych, który kraj zmienił zasady przekraczania granicy. Śledzi informacje w mediach polskich, anglojęzycznych, a nawet chilijskich. Została subskrybentką kilku stron zagranicznych: www.schengenvisainfo.com, www.iatatravelcentre.com, www.politico.eu, www.theclinic.cl. Na początku zajmowało jej to prawie dwie godziny każdego ranka, dziś uwija się w godzinę. Jak mówi, stała się prawniczką, ekspertką od przepisów międzynarodowych. Pomogła wielu osobom, tylko nie sobie.

Paula od ośmiu lat – z przerwami – jest w związku z Chilijczykiem. – Poznaliśmy się podczas mojej podróży po świecie. Przypadkiem trafiłam również do Chile. Nasza niezobowiązująca znajomość trwała przez kilka miesięcy. W końcu musiałam wrócić do Europy. Niełatwo utrzymać związek na odległość, nawet bez ograniczeń w podróżowaniu. Każde z nas miało swoje życie, z czasem entuzjazm opadł, uznaliśmy, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć – opowiada.

Po dwóch latach Pedro odnalazł Paulę na jednym z portali społecznościowych.

Znów zaczęliśmy rozmawiać. Uczucie wróciło i pojawił się plan, żeby się ze sobą zobaczyć

– kontynuuje Paula.

Przez kilka kolejnych lat Paula co jakiś czas odwiedzała Pedra w Chile. Żyli razem, ale osobno. W końcu poczuli, że przyszedł czas, żeby wejść w kolejny etap związku. – Oboje jesteśmy około czterdziestki. Doszliśmy do wniosku, że skoro ciągle do siebie wracamy, z nikim innym nie chcemy się związać na poważnie, to powinniśmy zrobić kolejny krok.

Ustalili, że będzie to przyjazd Pedra do Polski. – Ja poznałam świat mojego partnera. Pedro o Polsce, Europie nie wie praktycznie nic. Czasem mówi o mnie, że jestem taka "kwadratowa", czyli mało spontaniczna. Jemu obcy jest zwyczaj planowania, pojęcie punktualności. Powtarzam mu: jestem prawdopodobnie jedną z najmniej „kwadratowych” Europejek, przyjedź i sam się przekonasz. Uznałam, że jeśli ten związek ma trwać, Pedro musi poznać moją kulturę – mówi Paula.

Pedro potrzebował kilku miesięcy na oswojenie się z myślą o przyjeździe do Polski. – Chilijczycy rzadko opuszczają swój kraj, a co dopiero kontynent. Trudno było mu znieść myśl, że nie będzie mógł spotkać się ze swoimi znajomymi, rodziną, obawiał się, jak odnajdzie się w Polsce, gdzie do pracy przychodzi się na czas, gdzie nie ma oceanu, wysokich na kilka tysięcy metrów gór – tłumaczy Paula.

Od półtora roku Paula walczy o sprowadzenie partnera do Polski (Shutterstock.com) , (Shutterstock.com)

Gdy Pedro w końcu podjął decyzję o przyjeździe do Polski i Paula już zaczęła wyobrażać sobie, jak pokazuje mu plażę nad Wisłą w Warszawie i zabiera go na polskiego grilla, w Chile wybuchły protesty.

Był październik 2019 roku. Na ulice Santiago wyjechały czołgi, wprowadzono stan wyjątkowy. Wyjazd z Chile był utrudniony. Podczas jednego z protestów Pedro został poddany kontroli służb, odebrano mu paszport, więc musiał wyrobić nowy. Gdy w lutym wysłał mi zdjęcie z paszportem, płakałam ze szczęścia. Planowaliśmy, że przyleci po 13 marca, gdy skończy projekt w pracy

– opowiada Paula. 15 marca Polska zamknęła granice z powodu pandemii koronawirusa.

Żyliśmy nadzieją, że to tylko na dwa tygodnie, że zaraz znów je otworzą. Z dwóch tygodni zrobił się miesiąc, z miesiąca kolejne miesiące.

Do tej pory z Chile nie można przylecieć do Polski.

Paula szukała rozmaitych sposobów na sprowadzenie Pedra przez inny kraj. Specjalnie pojechała do Chile pod koniec listopada, żeby pomóc mu w organizacji przyjazdu przez Irlandię, która otworzyła granice dla Chilijczyków. Para stawiła się na lotnisku w Santiago. Przeszli wszystkie kontrole. Oprócz ostatniej. – Podczas boardingu Pedro został zatrzymany. Stewardesa nie chciała wpuścić go na pokład samolotu. Na nic się zdało tłumaczenie, że Irlandia umożliwia wjazd Chilijczykom, pokazywanie strony konsulatu irlandzkiego z tą informacją. Odpowiedź stewardesy była krótka: bez zgody konsulatu na piśmie Pedro nie zostanie wpuszczony na pokład – opowiada Paula.

Miłość to nie turystyka

Tuż po tym, jak wybuchła pandemia, powstał ruch Love is Not Tourism, który zrzesza międzynarodowe pary rozdzielone przez ograniczenia w podróżowaniu w związku z pandemią. Do grupy Love is Not Tourism na Facebooku należy 47 tys. osób. Oddzielne grupy wsparcia tworzą też mieszkańcy poszczególnych krajów. W polskiej jest ponad 800 osób.

Jak mówi Zofia Broen, założycielka grupy Love is not Tourism Poland, partnerzy Polek i Polaków najczęściej pochodzą ze Stanów Zjednoczonych, Chin, Hongkongu, Chile, Rosji, Peru, Filipin. Niektórzy nie spotkali się od wielu miesięcy, inni korzystają z tej możliwości w innym kraju – do którego oboje mają wstęp.

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w listopadzie 2020 roku zarekomendowała krajom europejskim, żeby w drodze wyjątku zezwalały międzynarodowym parom na odwiedzanie się mimo pandemicznych ograniczeń w podróżowaniu. Tej zasady Polska nie wprowadziła, ale honorują ją inne kraje, między innymi: Belgia, Holandia, Hiszpania, Francja, Austria, Dania, Niemcy, Włochy, Norwegia, Szwajcaria.

Jak to działa w praktyce? Norwegia zezwala na odwiedzanie się par, które są ze sobą dłużej niż dziewięć miesięcy i które widziały się przynajmniej raz w życiu na żywo. W specjalnym formularzu należy podać adres miejsca, w którym partner z zagranicy będzie odbywał kwarantannę po przyjeździe. Z kolei czeskim władzom należy pokazać dowód na to, że związek jest stały, na przykład dokument potwierdzający posiadanie dziecka, wspólnego konta w banku czy kredytu.

Katarzyna Halik, która czeka na możliwość sprowadzenia swojego partnera Jeffa ze Stanów Zjednoczonych na stałe do Polski, wysłała niejedno pismo do polskich władz z apelem o umożliwienie osobom w stałych związkach odwiedzania się w czasie pandemii. – Pierwsze w listopadzie 2020 roku do Rzecznika Praw Obywatelskich, który przesłał je do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, zaznaczając, że uniemożliwianie spotkania się parom to naruszenie 47. artykułu konstytucji [każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym – przyp. red.].

Ministerstwo odpisało, że teoretycznie można ubiegać się o zgodę na wjazd partnera do Polski. Trzeba jednak uzyskać ją od Straży Granicznej.

Koleżanka skontaktowała się ze Strażą Graniczną, załączyła pismo od ministerstwa. Straż odpisała w sposób wymijający, że nie można uzyskać takiej zgody z wyprzedzeniem. Jedyne, co można zrobić, to po prostu stawić się na granicy i wtedy albo straż wyda zgodę, albo nie

– opowiada Katarzyna. Takie rozwiązanie nikogo jednak nie urządza. Jeff nie zostanie wpuszczony na pokład samolotu bez zagwarantowania liniom lotniczym, że ma zgodę na wjazd na teren Polski. Katarzyna słała więc kolejne pisma – do Straży Granicznej, do prezydenta Andrzeja Dudy. I dostawała kolejne wymijające odpowiedzi. – Na przykład, że sytuacja musi być wyjątkowa. Ale co to znaczy wyjątkowa? Czy pandemia nie jest wystarczająco wyjątkową sytuacją? – zastanawia się.

Katarzyna Halik i jej partner Jeff (archiwum prywatne) , (archiwum prywatne)

Na takie pytanie odpowiedzi nie dostała.

Udało jej się spotkać z Jeffem dwukrotnie podczas pandemii – w październiku 2020 i w kwietniu 2021 roku. – Za pierwszym razem wzięłam bezpłatny urlop na miesiąc i poleciałam do Meksyku. Zgodnie z przepisami po dwóch tygodniach można stamtąd przekroczyć granicę Stanów Zjednoczonych. Jeff przyleciał do mnie na dwa tygodnie do Meksyku, a potem polecieliśmy do niego do Chicago – opowiada.

Za drugim razem para spotkała się w Dubaju. – Wcześniej odwoływaliśmy kilka wyjazdów, bo ciągle wprowadzano nowe restrykcje. Nie wierzyliśmy, że uda nam się spotkać, aż do momentu, w którym rzuciliśmy się sobie w ramiona na lotnisku – opowiada Katarzyna.

Ale już kiedy zmarła bliska Kasi osoba, Jeff nie mógł przyjechać do Polski, by ją wesprzeć. A ona nie mogła być przy nim, kiedy zachorował.

Miałam białą sukienkę

Niektóre pary nie miały sił walczyć z wiatrakami. Wyszły z założenia, że skoro członkowie rodziny mogą się odwiedzać, to najprostszym wyjściem będzie zostać rodziną. Tak postanowili Barbara z Krakowa i Max z Baltimore.

Znamy się z Maxem od 2011 roku. Najwięcej czasu spędziliśmy razem, kiedy w 2019 roku przez sześć miesięcy mieszkałam w Stanach Zjednoczonych. W czasie pandemii paradoksalnie bardzo się do siebie zbliżyliśmy, z drugiej strony trudno nam było pogodzić się z tym, że nie możemy się spotkać i żyć ze sobą w jednym kraju, tym bardziej że zarówno on, jak i ja pracowaliśmy zdalnie. Przez kilka miesięcy szukaliśmy sposobu na to, żeby się gdzieś spotkać, ale sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, co chwila odwoływano nam jakiś lot – opowiada Barbara.

Jednym z państw, które w czasie wakacji otworzyły granice, była Chorwacja. Po siedmiu miesiącach szarpaniny i kombinowania to właśnie tam udało im się spotkać. Wtedy pojawił się temat ślubu, a kilka tygodni po powrocie do Polski Basia odkryła, że jest w ciąży. – Uznaliśmy, że nie ma na co czekać, ja mam 38 lat, Max 45, każde z nas ma jakiś bagaż doświadczeń, czuliśmy jednak, że nam się układa, że się kochamy. No i spodziewałam się dziecka. Nie chciałabym, aby doszło do sytuacji, w której Max nie mógłby przyjechać do Polski na poród. Postanowiliśmy jak najszybciej się pobrać.

Pierwszy pomysł był taki, żeby ślub wziąć w Polsce. – Złożyliśmy wszystkie potrzebne dokumenty w grudniu zeszłego roku w wydziale rodzinnym i nieletnich. Max musiał przylecieć do Polski, żeby uznać ojcostwo przed urzędem stanu cywilnego – udało mu się w grudniu, przez Irlandię. Liczyliśmy też, że to przyspieszy procedowanie naszego ślubu przez sąd – urząd stanu cywilnego wymaga złożenia dokumentów poświadczających stan cywilny pary, Stany Zjednoczone nie wydają jednak takiego dokumentu obywatelom, musieliśmy więc złożyć w sądzie wniosek o zwolnienie z obowiązku jego przedstawienia. Do tej pory sąd nie wydał wyroku w tej sprawie – mówi Barbara.

Pod koniec stycznia Barbara i Max postanowili poszukać innego sposobu. Dzięki grupie Love is Not Tourism dowiedzieli się, że wiele par decyduje się na zawarcie małżeństwa online przez stan Utah. – Zorganizowaliśmy ceremonię w tydzień – wspomina Barbara.

Stan Utah jako pierwszy w USA umożliwił parom międzynarodowym zawarcie małżeństwa zdalnie, przez aplikację do wideokonferencji Zoom. Warunek jest jeden – urzędnik udzielający ślubu musi przebywać w stanie Utah. Para młoda natomiast w trakcie ceremonii może znajdować się w dwóch różnych miejscach na świecie. W akcie ślubu widnieje informacja, że małżeństwo zostało zawarte zgodnie z prawem stanu Utah, ale akt ma moc prawną również w innych stanach i za granicą. Wystarczy zrobić jego transkrypcję i złożyć w polskim urzędzie stanu cywilnego.

Ślub odbył się 13 lutego. Basia miała na sobie białą sukienkę, Max garnitur. Basi towarzyszyły mama i dwie przyjaciółki, Max łączył się z Baltimore w pojedynkę, bo rodzice ze względów bezpieczeństwa woleli się izolować. Jego siostra, która była świadkiem, połączyła się ze stanu Kalifornia. W ceremonii brał udział jeszcze brat Basi, który mieszka w Wielkiej Brytanii. W Polsce była godzina 19, w Baltimore 13, w Wielkiej Brytanii 18, w stanie Utah, skąd łączyła się urzędniczka udzielająca ślubu – 11. Ceremonię mogli oglądać znajomi i rodzina pary młodej z różnych stron świata, którzy otrzymali link do spotkania online. 

Basia nie żałuje, że nie wzięła ślubu na żywo. – Dzięki temu, że odbył się online, mogła w nim uczestniczyć między innymi moja babcia, która ze względów zdrowotnych nie byłaby w stanie do nas przyjechać – opowiada.

Basia i Max wzięli ślub online przez stan Utah w Stanach Zjednoczonych (archiwum prywatne) , (archiwum prywatne)

Na początku maja Max przyleciał do Basi do Krakowa już jako jej mąż.

Termin porodu mam na 30 maja. Potem chcemy szybko wyrobić dziecku paszport i polecieć do Stanów Zjednoczonych

– planuje Basia.

Od dwóch lat nie kupiłam sobie nowego stanika

Pary, które nadal nie mogą być razem ze względu na pandemiczne ograniczenia, czekają z niecierpliwością na wakacje. Mają nadzieję, że podróżowanie będzie znów możliwe, choćby dla zaszczepionych. Ale wiele związków nie przetrwało pandemii – rozłąka okazała się zbyt trudna. Nie wszyscy mają czas i pieniądze, żeby umawiać się w innych krajach niż Polska lub  państwo, w którym mieszka partner czy partnerka.

Niektórzy nie spotkali się od ponad roku, a wcześniej byli razem krótko, na przykład tylko kilka miesięcy. W grupach na Facebooku proszą o wsparcie, poradę, jak nie stracić więzi z partnerem. Czasem przyznają, że nie dają rady, korzystają z pomocy psychoterapeutów, biorą leki antydepresyjne. Wiele par się rozstaje. Niestety, znam przypadki, że kończy się to tragedią, na przykład próbą samobójczą – mówi Katarzyna.

Sama nie przestaje wysyłać pism do polskich władz. Liczy na to, że zaszczepieni Amerykanie od wakacji będą już mogli swobodnie podróżować do Polski. Planują z Jeffem, że jesienią zamieszkają razem w Krakowie.

Paula do Polski wróciła z torbą Pedra, żeby nie musiał wozić za dużo rzeczy, kiedy w końcu będzie mógł do niej przyjechać.

Codziennie chodzę w jego koszulkach, słucham jego ulubionej muzyki. Znów rano sprawdzam, którędy można by ściągnąć go do Polski. Może przez Cypr? A może poproszę znajomych z Albanii, żeby przeszmuglowali go przez granicę? Po tym, co zdarzyło się na lotnisku, Pedro już trochę mi nie wierzy, że jakieś rozwiązanie skończy się sukcesem. Mówię mu, że teraz najważniejsze, żeby się zaszczepił

– mówi Paula. Nie ukrywa, że jest jej trudno, bo to na nią spadł ciężar organizowania przyjazdu Pedra do Polski w czasie pandemii. – Czy mam wątpliwości, że to ma sens? Każdego dnia. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie mogę połączyć się z Pedrem, bo zgubił telefon albo jest poza zasięgiem. Raz musiał iść na kwarantannę, bo miał kontakt z osobą zakażoną. Kwarantanny w Chile nie odbywa się jednak w domu, tylko w specjalnie do tego przygotowanym miejscu. Nie było tam zasięgu. Przez kilkanaście dni nie mieliśmy kontaktu – opowiada Paula.

Ale tak wiele zainwestowała w ten związek, że nie wyobraża sobie, żeby mogła się teraz poddać. – Mam zahartowaną nadzieję. Przyzwyczaiłam się już do codziennego sprawdzania sytuacji pandemicznej na świecie, snuję plany, co będziemy robić, jak Pedro w końcu do mnie przyjedzie. Od dwóch lat nie kupiłam sobie nowego stanika, bo wiem, jak bardzo Pedro lubi je ze mną wybierać. Mam wrażenie, że nawet mój stary kot czeka na jego przyjazd – Pedro ciągle powtarza, że muszę o niego dbać, bo musi go poznać osobiście. Chcę poczuć, że moje wysiłki nie poszły na marne.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.