W marcu opublikowaliśmy tekst, po którym dyscyplinarnie został zwolniony dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Daniel Przastek. Po tej publikacji nadal zgłaszają się do nas osoby, które opowiadają co działo się na Wydziale, kiedy studiowali.
Wiedza genetyczna
Wiedza o tym, że Daniel Przastek potrafi upokarzać i obrażać osoby stojące niżej od niego w hierarchii, była łatwo dostępna. Studenci przekazywali ją sobie z rocznika na rocznik.
Paweł Krulikowski zaczął studia na WNPiSM w 2009 roku. Na zajęciach z Danielem Przastkiem słyszał teksty w stylu: "Przesiądź się, bo nie mogę patrzeć na twoją głupią twarz", wyzwiska. Od niektórych wykładowców słyszałem, że "każdy musi przeżyć Przastka".
Na zajęciach 13 lat później, w 2022 roku, dziekan sam przyznał, że było na niego kilka skarg. Według relacji studentki miał powiedzieć: "Podobno jestem mobberem, możecie z tym zrobić, co chcecie". – Mówił to tak, jakby był z tego dumny – opowiada dziewczyna.
Czemu nic nie mówiliście?
W pierwszych dniach po zwolnieniu Daniela Przastka ze strony niektórych wykładowców padły pytania, dlaczego studenci nie alarmowali wcześniej o zachowaniach dziekana. Prorektor ds. pracowniczych Sambor Grucza mówił nawet o winie studentów (wycofał się z tych słów).
Przeciwko takiej narracji na kwietniowym spotkaniu społeczności wydziału zaprotestował Jacek Mogielicki, student drugiego roku.
– To nieprawda, że nic nie mówiliśmy. O tym, że jest źle, pisaliśmy w ankietach.
Chodziło mu o ankiety, w których po zajęciach studenci oceniają wykładowcę. Jacek zgromadzonym studentom i pracownikom wydziału przeczytał treść dwóch. Była w nich mowa o "żartach dotyczących genitaliów", "wszechobecnym strachu przed ośmieszeniem i gniewem", o tym, że dziekan na zajęciach krzyczy i poniża studentów, którzy nieraz "opuszczali zajęcia z płaczem i histerią". Były to ankiety Julii Kamińskiej i jeszcze jednej studentki, które zrobiły zrzuty ekranu wypełnionych przez siebie ankiet. Zgodziły się na przywołanie ich treści (również w tym tekście). Udaje mi się potwierdzić, że kilka osób z ich grupy również sygnalizowało w ankietach nieodpowiednie zachowanie dziekana, w tym Igor Długosz i Wiktoria Olejniczak (także zgodzili się na przytoczenie ich nazwisk).
– Czy takich ankiet było więcej? Czy możemy je zobaczyć? – pytał Jacek na wspomnianym kwietniowym spotkaniu wydziału.
Za jakość kształcenia, w tym za kwestie ankiet i ewaluacji wykładowców, odpowiadał Maciej Raś, wieloletni współpracownik Przastka i prodziekan ds. studenckich za jego czasów, dzisiaj prorektor.
– Nie ma możliwości upublicznienia ankiet – odpowiedział.
Charakter poufny, nie dyscyplinujący
Ja również pytałem o ankiety Macieja Rasia.
Prorektor stwierdził, że podjąłby zdecydowane działania, gdyby dotarła do niego informacja o uchybieniach godności, o jakich opowiadali pracownicy wydziału – ale nie dotarła.
Maciej Raś tłumaczył, że co do zasady, jeśli wyniki jakiś ankiet były niepokojące, rozmawiał o tym z wykładowcą. Ale ankiety zostały pomyślane jako "pomocniczy element systemu ewaluacji jakości kształcenia", a rozmowy "miały charakter poufny, wyjaśniający i informacyjny, a nie dyscyplinujący" – napisał w e-mailu do mnie. – "Z przyczyn formalnoprawnych nie mogę powiedzieć wszystkiego, co bym chciał".
Był taki kalendarz
Konstanty Chodkowski, rocznik '90, były student politologii, zaleca swoim dawnym wykładowcom rachunek sumienia. Swój już zrobił.
– Z publikacji prasowych nie dowiedziałem się niczego nowego o Przastku. Dowiedziałem się czegoś o sobie: przez całe dorosłe życie nie poświęciłem ani sekundy, żeby zastanowić się, co się na tym wydziale odwalało. I bardzo się tego wstydzę.
Daniel Przastek był opiekunem Koła Naukowego "Teatr i Polityka". O relacjach, jakie panowały w kole, opowiadali już w moich poprzednich publikacjach Michał Jarecki oraz Tadeusz Michrowski. Mówili o obraźliwym traktowaniu studentów, którzy podpadli Przastkowi ("Daj światło na tę dziwkę"), o rozbieranych próbach do spektakli, na których Przastek pozwalał sobie na komentarze dotyczące genitaliów studentów.
Konstanty Chodkowski uważa, że dla nikogo nie było tajemnicą, że Daniel Przastek wychodzi poza granice relacji student–wykładowca czy nawet mentor–uczeń. Mówi, że dowodem na to jest sprawa kalendarza na rok 2011, w którym miały się znaleźć akty Przastka i studentów z koła.
– Obdzwoniłem wszystkich znajomych ze studiów, do których miałem kontakt. Kalendarz pamiętają prawie wszyscy, jednak im bliżej współpracowali z Przastkiem, tym mniej chcieli o nim mówić – opowiada Konstanty.
"Politolodzy – bez tajemnic"
O sprawę kalendarza pytam Pawła Krulikowskiego, który wtedy również studiował na politologii (ówczesny Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych). Nie chodził na spotkania koła, ale pomagał czasem kolegom z "Teatru i Polityki" w sprawach formalnych. W ten sposób poznał szczegóły produkcji kalendarza.
– Miał zostać wydany z okazji pięciolecia koła naukowego Przastka. Ówcześni przewodniczący koła starali się otrzymać na druk kalendarza ze zdjęciami studentów dofinansowanie od dziekana wydziału. Później okazało się, że zdjęcia mają być nagie – mówi.
Sam pisał szkic wniosku. Pokazuje mi go. Według pisma chodziło o "specjalny, jubileuszowy kalendarz wg naszego artystycznego projektu". Miał "utrwalić pięć lat działalności koła". Wniosek opiniował Przastek. Paweł na swoim dysku twardym odnajduje również szkic pisma wykładowcy. "Upominkiem [dla zasłużonych członków koła] będzie kalendarz na rok 2011, ze zdjęciami studentów Nauk Politycznych".
Nakład miał sięgać 200–300 egzemplarzy. Wniosek o wydziałowe finansowanie został ostatecznie odrzucony, ale kalendarz powstał (nie udaje mi się ustalić, w jakim nakładzie). Nosił tytuł "Politolodzy – bez tajemnic". Z tego co studenci pamiętają, na jednej stronie można było zobaczyć studenta ubranego tylko w muszkę. Na kolejnej: nagiego chłopaka, pozującego z rowerem. Na ostatniej stronie: nagi Daniel Przastek w wannie.
– Uważałam, że to zabawne. Moim zdaniem to był pomysł samych chłopaków – mówi jedna ze studentek, która była zaangażowana w działalność Koła Naukowego "Teatr i Polityka" i w powstanie kalendarza. Jak pamięta Daniela Przastka?
– Mnie nigdy nie dotykał. Ten człowiek zawsze mnie inspirował do działania. Żeby robić więcej, lepiej. Atmosferę w kole wspominam bardzo dobrze. Nie wierzę w to, co ludzie mówili w pana artykułach. To był mój profesor.
Prosi o anonimowość.
Udaje mi się ustalić, że jeden z modeli sam nalegał, by jego zdjęcie było "mocniejsze". Żadna z trzech osób, które według moich ustaleń znalazły się w kalendarzu, nie chce o tym rozmawiać.
O kalendarzu można było przeczytać na Facebooku. Część studentów była mu przeciwna. Również na Facebooku zamieściła protest przeciwko publikacji [zrzut ekranu z treścią protestu na końcu artykułu].
Daniel Przastek nie zgodził się odpowiadać na jakiekolwiek pytania.
Dziekan pozywa UW
13 czerwca 2025 wydział będzie wybierać nowego dziekana.
Społeczność wydziałowa różni się w ocenie wydarzeń, które stały się przyczyną zwolnienia Daniela Przastka. Wybrzmiało to w podczas debaty związanej z wyborami, 9 czerwca. Profesor Roman Kuźniar miał mówić o "kosmicznych" i "niedopuszczalnych" artykułach, które zszargały wizerunek wydziału. Profesor Sulowski, były dziekan, dowcipkował, pytając, czy wszyscy na tym wydziale czują się mobbingowani. Dr hab. Dorota Heidrich dopytywała, czemu wciąż nie odbyły się obiecane szkolenia antymobbingowe. Matylda Pełka, studentka drugiego roku, mówiła, że studentom jest wstyd, że na ich wydziale doszło do takich zdarzeń.
Matylda jest prezeską stowarzyszenia Solidarni Studenci, które powstało po marcowym wiecu wsparcia dla osób poszkodowanych przez dziekana. Od dwóch miesięcy "Solidarni" domagają się przeprosin ze strony wydziału i wyjaśnień.
Jacek Mogielnicki również należy do stowarzyszenia.
– Na początku czuliśmy się jak "spiskowcy", baliśmy się konsekwencji ze strony wykładowców. Teraz widzimy, że coraz częściej jesteśmy zapraszani do dyskusji o sytuacji na wydziale, dostaliśmy dużo wsparcia. Doceniamy to. Dużo jest jednak dalej do zrobienia – mówi.
Żadne z dwóch wewnętrznych postępowań w sprawie dziekana Przastka jeszcze się nie zakończyło. Uniwersytet nadal oficjalnie nie wyjaśnił, jakie są przyczyny dyscyplinarnego zwolnienia wykładowcy. Instytucja wciąż nie przeprosiła osób poszkodowanych przez dziekana.
Zofia Kowalczyk: Zależy mi na tym, żeby nasi wykładowcy szczerze zrobili rachunek sumienia i w ślad za tym poszła zmiana mentalności na Wydziale.
Podczas wspomnianej debaty przedwyborczej obie kandydatki na dziekana Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych, Jolanta Itrich-Drabarek oraz Katarzyna Kołodziejczyk, zapowiedziały, że jeśli zostaną wybrane na to stanowisko, są gotowe przeprosić za swój wydział.
Tymczasem Daniel Przastek, były dziekan WNPiSM, pozwał dawnego pracodawcę. Według nieoficjalnych informacji domaga się 500 tys. zł.
Studenci
Niezależnie od wyniku wyborów i dalszych decyzji uniwersyteckich władz sprawa Przastka wiąże się z kilkoma wydarzeniami, które mają szansę zmienić warszawską uczelnię.
W kontekście skandali na Uniwersytecie Warszawskim i Uniwersytecie w Siedlcach wiceministerka nauki Karolina Zioło-Pużuk zapowiedziała uniezależnienie procedury wyjaśniającej tego typu przypadki od władz akademickich.
Grupa posłów parlamentu studenckiego od lat wzywa UW do bardziej zdecydowanych reakcji w przypadkach molestowania i mobbingu. W tym roku po raz pierwszy padło w tym kontekście słowo "strajk".
– Chcieliśmy wymóc przeprosiny ze strony instytucji, włączenie studentów do postępowań dyscyplinarnych i większą transparentność w wyjaśnianiu takich spraw – mówi Laura Stepaniak, studentka filologii polskiej czwartego roku.
Ze względu na brutalne morderstwo na terenie kampusu UW sprawa ucichła. Laurze marzy się, by studenci w przyszłym roku wzięli sprawy w swoje ręce.
Na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych już się to dzieje.
Solidarni Studenci postulowali przeprowadzenie nowych wyborów na elektorów studenckich – czyli na przedstawicieli studentów, którzy mają wpływ na wybór nowego dziekana. Przekonywali, że w obecnej sytuacji należy odświeżyć mandat osób, które mają wziąć część odpowiedzialności za przyszłość Wydziału. Frekwencja była rekordowa, kilkaset osób.
Wakacje na UW zaczynają się 30 czerwca, studenci wrócą na uczelnię w październiku.
Matylda Pełka, prezeska stowarzyszenia Solidarni Studenci: – Sformalizowaliśmy się właśnie dlatego, że chcemy działać długofalowo.
Jednym z ich celów jest reagowania na podobne sytuacje w przyszłości. Innym: udział w odbudowie wiarygodności wydziału. – Spędzę tu przynajmniej jeszcze półtora roku. Czuje się odpowiedzialna za to miejsce – mówi Matylda.
Dlaczego Jacek, Zofia i Matylda zaangażowali się w tę sprawę dwa miesiące temu?
Zofia: Ze złości i rozczarowania. Czułam się zaniepokojona, że wielu wykładowców nie zabiera głosu w sprawie. Uznałam, że skoro oni nie są w stanie zająć jasnego stanowiska co do dziekana, my musimy to zrobić.
Jacek: Uwierzyłem osobom, które powiedziały pod nazwiskami o tym, co robił dziekan. Chciałem pokazać, że je wspieram.
Matylda: Z początku wolałam się trzymać z boku, wszyscy się baliśmy konsekwencji. Przekonało mnie to, jak bardzo moi przyjaciele chcą działać. Zaufałam im.
* Screen z wydarzenia na Facebooku przeciwko wydaniu "nagiego" kalendarza: