Czego w klinice medycyny estetycznej szukają mężczyźni? Wyobrażam, że kiedy ten biznes raczkował, jedyne czego mogli szukać to żon i partnerek, które odbierali po zabiegach.
(śmiech) Dziś to już inny świat. Mężczyźni stanowią 25 procent pacjentów mojej kliniki.
Czy to są młode osoby?
Broń Boże! Większość jest w okolicach czterdziestki oraz pięćdziesiątki.
Zapytałam o młodych, bo mówi się, że to oni są otwarci na dbanie o wygląd, natomiast ci czterdzieści plus uważają to za absolutnie niemęskie.
Tak rzeczywiście było, ale wszyscy się edukujemy – potężny wpływ wywierają m.in media społecznościowe, z których płynie sygnał, że nie tylko wypada, ale trzeba o siebie dbać. Także ewoluujemy. W rezultacie kiedy moi rówieśnicy patrzą w lustro i widzą pierwsze objawy starzenia, nie mają oporów żeby się zgłosić do doktora.
Jaki jest wzorzec męskiego piękna? Jeśli chodzi o kobiety czasem mówi się – raczej złośliwie – że są tak samo "zrobione": mają wydatne kości policzkowe, powiększone usta. Wszystko na jedno…
… kopyto?
Pani pyta o modę, a ona ma to do siebie, że kiedy zabieg idzie pod strzechy i nie patrzy się na to, czy są do niego wskazania, tylko każdej kobiecie, która sobie tego życzy, robi się "kości, usta i bródkę", to efekt może wyglądać, jak skrzyżowanie kozy z wargaczem.
I co się wtedy dzieje? Osoby, które miałyby wskazania do wykonania takich zabiegów, mówią: "O nie, to jest objaw złego smaku, ja tego nie chcę!".
W tej chwili mamy boom na chirurgię plastyczną. Bardzo dobrze, bo lifting to skuteczna metoda odmładzania twarzy. Jeśli się go wykona w dobrym momencie życia pacjenta, przynosi super efekty cofnięcia się w czasie o 5-10 lat. Co więcej, efekt ten jest trwały.
Co to znaczy "w dobrym momencie życia"?
Jeżeli mężczyzna ma lat 55, 65 czy 75, ma wyraźnie opadające policzki, wyraźnie opadające brwi, wtedy są wskazania do wykonania takiego zabiegu.
Jeśli przeprowadzi go doświadczony operator, to po zabiegu, gdy wszystko się już wygoi, pacjent będzie bardzo zadowolony. Efekt będzie wyraźny, a jednocześnie naturalny, ponieważ niczego sztucznie tam nie pompujemy, nie podnosimy, tylko przesuwamy tkanki z powrotem na to samo miejsce, gdzie były kilka lat temu.
Ale jeżeli teraz, tylko dlatego że panuje moda, mężczyźni w wieku lat trzydziestu zaczną masowo żądać liftingów, a niespełna rozumu chirurdzy będą im te zabiegi wykonywać, to idę o zakład, że za 5-10 lat wszyscy będą mówili, że "lifty" są beznadziejne, bo dają sztuczny efekt.
Efekt maski.
Jeśli nie ma wiotkości skóry, którą można by korygować operacyjnie, to tak to się kończy.
Wróćmy do ideału męskiego piękna. Czy kiedykolwiek zdarzyło się panu, że przyszedł pacjent, wyciągnął zdjęcie pięknego mężczyzny i powiedział: "Chcę wyglądać tak, jak on"?
Raz.
Pan nie był do końca stabilny emocjonalnie, a chciał wyglądać jak Brad Pitt. Sam chciałbym wyglądać, jak Pitt, ale bez przesady. Nie będę chodził z jego zdjęciem po lekarzach (śmiech).
Dla jasności: odesłał pan tamtego pacjenta?
Oczywiście, że tak.
A teraz na poważnie: męski ideał piękna. Najbardziej pożądane są "testosteronowe twarze" z tak zwaną mocną szczęką, czyli wyraźnym zarysem żuchwy. W mięśnie żuchwy można m.in podać trochę wypełniacza, po to żeby uzyskać oraz wzmocnić taki efekt. Z kolei bródka, która u kobiet jest "w szpic", u facetów powinna być "w kwadrat".
Oczywiście pożądana przez facetów jest też porośnięta głowa. Nie każdy ma to szczęście, że wygląda jak Bruce Willis.
Albo Zinedine Zidane. Jeśli mężczyzna jest łysy, musi mieć twarz wyjątkowo ładną i proporcjonalną, żeby dobrze wyglądać?
Chodzi przede wszystkim o kształt czaszki. Płaska potylica, gdy przestaje być owłosiona, wygląda nieatrakcyjnie.
Dołączy pan do chóru lekarzy przestrzegającymi panów, by nie jeździli w celu przeszczepiania włosów do klinik tureckich? Media donoszą, że tak się dzieje.
Polacy latali i latają się leczyć do Turcji, a ja nie krzyczę: Proszę tego nie robić!
Tak jak wszędzie na świecie, gdy się trafi do dobrej kliniki, to się ma dobrą usługę, a jak się trafi do złej – to złą. Choć nawet w najlepszej coś może pójść nie tak. Kiedy jednak leczysz się na drugim końcu świata, wtedy twój lekarz jest ileś tysięcy kilometrów od ciebie. To jest główny problem z medycznymi podróżami.
Ale nie ma co ich tak bardzo krytykować. Jak kogoś nie stać na przeszczep włosów w Polsce, to niech sobie go zrobi w Turcji. Czemu nie.
Mężczyźni, którzy zgłaszają się do pana, jakich jeszcze zabiegów poszukują?
Poddają się "korektom cywilizacyjnym": mam na myśli leczenie ginekomastii…
Czyli przerostu piersi…
Oraz liposukcję. Rzeźbimy głównie talię, ponieważ panowie coraz częściej mają obrośnięte tłuszczem "boczki".
Nieszczęsne boczki są przecież zmorą kobiet.
Nie tylko!
Proszę zwrócić uwagę, że na plaży w Jastarni coraz mniej jest testosteronowych Adonisów! Co drugi facet ma wyraźnie zarysowane tłuszczowe piersi oraz boczki.
Takie są efekty żywienia się mięsem, które powstało ze szprycowanych hormonami zwierząt.
W jakim wieku są pańscy najmłodsi pacjenci?
Najważniejszy jest nie wiek, ale wskazania, natomiast najczęściej jest tak, że jak faceci mają około dwudziestu lat to przychodzą do dermatologa czy gabinetu medycyny estetycznej zazwyczaj dlatego, że mają trądzik albo jest jakiś inny konkretny problem, któremu trzeba zaradzić, np. odstające uszy czy krzywy nos.
Kiedy mają lat trzydzieści, raczej nie mają jeszcze żadnych wskazań starzeniowych do korzystania z usług lekarza takiego jak ja, natomiast ich rosnąca świadomość manifestuje się w tym, że są nabywcami produktów pielęgnacyjnych. Czyli używają kremów.
A potem przychodzi czterdziestka i zaczynają się pierwsze zmarszczki mimiczne. Oraz łysienie. Boryka się z nim co drugi facet. Klasyką jest, że pacjent czterdzieści plus chce zrobić przeszczep włosów, bo się zagapił, nie zastosował na czas leczenia farmakologicznego i wypadły mu włosy. Farmakologia zapobiega, ale nie leczy. Tabletki nie sprawią, że włosy odrosną.
No i wreszcie czynnikiem decydującym o tym, że panowie czterdzieści plus są klientami klinik medycyny estetycznej jest to, że na tym etapie życia już ich na to stać.
A co sobie fundują trzydziestolatkowie, których już stać?
Dla trzydziestolatków jest nie chirurgia plastyczna, czyli nie lifting, ale medycyna estetyczna: toksyna botulinowa, kwas hialuronowy, ale też wcale nie trzeba się "wypełniać". Są stymulatory, czyli substancje, które po wstrzyknięciu pod skórę powodują masywną produkcję kolagenu.
Mamy do wyboru całą gamę zabiegów, które działają dzisiaj, ale też procentują na przyszłość.
Od lekarzy wielu specjalności słyszę, że to żony i partnerki zapisują swoich mężczyzn na wizyty, ponieważ ci za Boga nie chcą dbać o swoje zdrowie.
U mnie jeszcze 10 lat temu też tak było. Najpierw przychodziły kobiety, a kiedy były zadowolone z efektów, prowadziły na zabiegi swoich partnerów, którzy się opierali, wierzgali nogami, niemal koleiny żłobili w chodniku przed kliniką (śmiech).
Ale to się kompletnie zmieniło. Kompletnie! Dziś mamy inny świat, mężczyźni przychodzą do kliniki medycyny estetycznej dlatego, że sami tego chcą.
Owszem, często państwo przychodzą razem. I traktują to jak wizytę w spa, ale na wyższym poziomie. Takie "spa premium".
Ona i on są na wizycie wspólnie?
Najczęściej. Bardzo lubię takie wizyty. Atmosfera przypomina trochę tę "u cioci na imieninach".
To są pary, które są już razem jakiś czas, widać, że się kochają, wspierają i chcą przeżywać różne rzeczy razem. Wspólnie zwiedzają świat, wspólnie biegają i chodzą na siłownię, i tak samo chcą chodzić do tego samego doktora.
Nie chciałbym żeby to źle zabrzmiało, ale dzisiaj w dobrym tonie jest wyglądać schludnie, mieć zadbaną i zdrową skórę, nie mieć za dużo zmarszczek, wyglądać "dobrze, jak na swój wiek".
Dla większości naszych pacjentów wizyta w klinice to część lifestylu: tak, jak trzy razy w tygodniu chodzą na siłownię, tak samo raz na 3-6 miesięcy pokazują się lekarzowi, który zajmuje się skórą, dobiera prawidłową do potrzeb pielęgnację, a kiedy trzeba robi zabiegi odmładzające, troszeczkę cofające czas.
Czy dobrze rozumiem, że jeśli już ktoś zaczyna korzystać z medycyny estetycznej, robi to regularnie?
Pewna systematyczność jest pożądana, po to, byśmy mogli reagować w sposób nienachalny i opóźniać procesy starzenia.
Mam pacjentów, którzy zjawiają się z regularnością szwajcarskiego zegarka. Na przykład co roku na podanie kwasu polimlekowego w policzki. To są faceci, którzy biegają maratony, przepalają tkankę tłuszczową ze środkowej części twarzy i potrzebują takiej ingerencji, żeby nie wyglądać na zabiedzonych.
Wszystko zależy od potrzeb. Mamy do dyspozycji wiele sprawdzonych, skutecznych i bezpiecznych metod działania, a najważniejsze jest to, żeby prawidłowo dobrać je do pacjenta: jego wyglądu, oczekiwań, wieku i tak dalej. Indywidualnie.
Wrócę do pytania, czego mężczyźni szukają w gabinecie medycyny estetycznej. Chcą być nieustannie atrakcyjni dla swoich partnerek?
Oczywiście, że tak, ale przede wszystkim chcą się podobać sobie. Mieć dobre samopoczucie.
A może odmładzając się człowiek oczekuje, że zmieni się całe jego życie? "Jestem samotny, bo nieatrakcyjny, kiedy się odmłodzę, dostosuję do kanonu, wszystko się odmieni"?
W tej kwestii również przeszliśmy ewolucję.
Nie oceniam, a jedynie dzielę się uwagami obserwatora. Na początku lat dwutysięcznych do mojego gabinetu przychodziły osoby o bardzo różnych osobowościach. Wśród nich były takie, które nie do końca radziły sobie z samopoczuciem i wręcz obsesyjnie chciały zmienić wygląd.
Dziś zdecydowana większość moich pacjentów to są ludzie świadomi, na takim etapie życia, w którym mają czas i pieniądze, żeby się uczyć, rozwijać, dbać o swoje potrzeby - duchowe, mentalne, zdrowotne oraz estetyczne. A oczekiwanie, że w efekcie lekarskiej ingerencji życie się zmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki?
Nikt nie komunikuje tego w sposób otwarty. Raczej podczas rozmowy wyczuwam, że są takie oczekiwania pacjenta.
To musi być potężne obciążenie.
Bez przesady. To jest po prostu element tej roboty.
Jasne, że jeśli ktoś lokuje w lekarzu medycyny estetycznej przesadne oczekiwania, to nie jest to zdrowe, ale jeśli przychodzi do mnie pan lat czterdzieści - sukces w pracy, wspaniała rodzina, super dzieci, tylko on zapuszczony: cholesterol 300, brzuchol i do tego łysina, to świetnie jest obserwować jego przemianę.
Taki pacjent potrzebuje nie tylko wygładzenia zmarszczek, ale aż się prosi, żeby zaproponować mu długofalową opiekę, w ramach której m.in. pomożemy mu schudnąć.
A zatem pojawia się "zapuszczony" facet lat 40 i obserwuje pan, jak chudnie...
… jak wraca do aktywności sportowej, zaczyna się zdrowo się odżywiać, dba o zdrowy sen. Ma motywację, by dbać o siebie.
Wszystko jest powiązane. Faktycznie jest tak, że jak już człowiek weźmie się za siebie, to dostaje pozytywnego kopa i zaczyna zmieniać również inne obszary swojego życia.
Nie mówię o szukaniu w kryzysie wieku średniego o wiele młodszej partnerki, ale o świadomym zmienianiu siebie i swojego życia. Na zdrowsze, lepsze.
Dla mnie jako lekarza, obserwowanie takiego procesu jest bardzo satysfakcjonujące, muszę przyznać.
Czy na koniec wolno mi zapytać, co pan odpowiada osobom, które się dziwią: po takich ciężkich studiach zamiast ratować życie…
… zostałeś doktorem od włosów i paznokci?
Pojawiały się takie głosy, kiedy rozpoczynałem specjalizację z dermatologii. Byli tacy, którzy nie kryli poglądu, że to niepoważna specjalizacja. Ale śmiechy się kończyły, jak ktoś zachorował na łuszczycę albo dziecko miało ostry trądzik i popadało z tego powodu w depresję. Wtedy nagle punkt widzenia się diametralnie zmieniał.
Dr Marcin Ambroziak. Doktor nauk medycznych. Dermatolog z 25 letnim doświadczeniem. Współzałożyciel oraz dyrektor medyczny Kliniki Ambroziak, która specjalizuje się w dermatologii, medycynie estetycznej, badaniach klinicznych oraz chirurgii plastycznej. Współprzewodniczący sekcji lekarzy dermatologów estetycznych Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego oraz jeden z założycieli Międzynarodowego Centrum Medycyny Anti-Aging. Autor ponad 50 publikacji naukowych. Doktor specjalizuje się w dermatologii estetycznej, w szczególności w zastosowaniu wypełniaczy, stymulatorów oraz laseroterapii.
Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl