Rozmowa
Maciej Jachowski (arch. prywatne)
Maciej Jachowski (arch. prywatne)

Szczerze i przejmująco opowiadasz o swojej walce z rakiem. Dlaczego to robisz?

Sporo mówi się o raku piersi u kobiet i o raku prostaty u mężczyzn, ale o nowotworach gardła czy krtani już niekoniecznie. Ja sam uświadomiłem sobie, jak wiele osób na nie choruje, dopiero wtedy, gdy trafiłem na leczenie do Instytutu Onkologii w Warszawie.

Ale od początku. W sierpniu 2023 roku miałem problem z gardłem i poszedłem prywatnie do laryngologa. Pomimo badania z użyciem endoskopu lekarz nie zauważył nic niepokojącego, czym uśpił moją czujność na kilka miesięcy. Niestety, objawy nasilały się, zacząłem odczuwać szczypanie i gryzienie w gardle. Miałem chrypkę, a czasem drętwiał mi język. Poszedłem więc do lekarza pierwszego kontaktu, który rozpisał mi leki, i finalnie przyjąłem trzy antybiotyki, które też nie pomogły. Wiosną 2024 roku miałem już problemy z przełykaniem, poszedłem więc ponownie prywatnie do laryngologa, który zauważył guzek i wysłał mnie na USG. Radiolog powiedział, że ten guz wygląda bardzo niedobrze, i poradził, żebym poszukał sobie specjalisty na oddziale laryngologii.

I tak zrobiłeś?

Tak dokładnie i w ten sposób trafiłem na świetnych lekarzy w szpitalu na Banacha w Warszawie. Zaczęło mi już wtedy puchnąć gardło, miałem też problemy z przełykaniem pokarmu, a potem nawet śliny – guz miał ponad 4,5 cm, był olbrzymi. Poza tym zmieniał mi się coraz bardziej głos i utrudniał mówienie. Na operację czekałem dwa tygodnie, czyli bardzo krótko. 9 lipca zeszłego roku, dzień po moich urodzinach, trafiłem na salę operacyjną i wycięli mi guz, był umieszczony między nagłośnią a migdałkami, więc i je trzeba było usunąć. Poniekąd dlatego mam teraz trochę zmieniony głos.

Rzeczywiście, brzmisz bardziej chropowato…

Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że to nowotwór złośliwy gardła. Lekarz powiedział mi to po trzech tygodniach, gdy pojechałem do przychodni po wynik badania histopatologicznego. Pamiętam jak dziś… "Będziemy się spotykać trochę częściej, a leczenie będzie długie" – zapowiedział. Dowiedziałem się też, że gdyby guz był trochę niżej, mógłbym stracić głos – i to dosłownie wgniotło mnie w fotel. Poczułem, jak wszystko się we mnie skręca. Ale dlaczego? Co ja takiego zrobiłem? Lekarz położył mi rękę na ramieniu i powiedział: "Panie Maćku, spokojnie, powalczymy".

Kolejne badanie – PET – pokazało, że mam przerzuty do węzłów chłonnych. Nowotwór rozchodził się po moim ciele, na szczęście nie było dalekich przerzutów do płuc, wątroby i kości, więc nie najgorzej. Niecały miesiąc po operacji zacząłem naświetlania i chemię.

Maciej Jachowski mówi, że teraz musi ucinać sobie drzemki w ciągu dnia (arch. prywatne)

Ile miałeś chemii?

Trzy. Podczas pierwszej zgrywałem bohatera i po każdym wlewie wracałem do domu. Natomiast drugą i trzecią wziąłem w szpitalu, już nie dałem rady inaczej. Ostatnia była najgorsza, spędziłem w szpitalu dwa tygodnie. Zdarzało się, że przychodziła do mnie lekarka i rozmawialiśmy, a ja potem tego nie pamiętałem. Mój organizm był wyniszczony i wyjałowiony, bo jednak rzadko stosuje się naraz i radioterapię, i chemię.

Kiedy wrzuciłeś na social media zdjęcie po radioterapii, przeraziła mnie twoja czerwona, poparzona szyja...

Naprawdę chcesz o tym rozmawiać? To był ból, którego nie da się opisać. Po prostu nie powiedziano mi dokładnie, jak mam pielęgnować skórę przy naświetlaniu. A w zasadzie o tym, że po przyjęciu pewnej serii naświetleń może wystąpić zakażenie, bo skóra zostaje uszkodzona, pojawiają się pęcherze i owrzodzenia. I niestety dostałem zakażenia, które się mocno rozprzestrzeniło.

Przy wyjałowionym przez chemię organizmie wszystko gorzej się goi, nawet najmniejsza rana. Pielęgniarka, która zajmowała się moją szyją, dawała mi zastrzyki z morfiny i zdzierała naskórek do żywego. Czułem się tak, jakby ktoś jeździł żyletką po odsłoniętych nerwach. Blizny, które zostały mi na szyi, do końca życia będą przypominać mi o chorobie. Ukrywam je pod kołnierzykiem koszuli.

Z kolei po chemii mam uszkodzony słuch. Jeden ze składników tak działa. Walczę z szumami i piskami w głowie. Nie słyszę już tak dobrze, jak słyszałem kiedyś. Teraz, gdy rozmawiamy, też słyszę szum. Przyznam, że zdążyłem już się do niego w pewnym stopniu przyzwyczaić.

W sytuacji kryzysu nietrudno byłoby się poddać. A ty jednak byłeś zdeterminowany i się nie poddawałeś.

Wiesz, że nie dałem założyć sobie sondy? Nie dałem sobie zrobić dziury w brzuchu ani nie zgodziłem się, żeby ktoś karmił mnie przez sondę włożoną do nosa. Nie chciałem tego. Postanowiłem sobie, że będę brał morfinę czy środki przeciwbólowe, ale będę jadł normalnie. Lekarze powiedzieli mi, że jestem jedną z nielicznych osób, które się na to zdecydowały.

Jakieś 10–15 minut przed jedzeniem brałem środki przeciwbólowe i czekałem, aż zadziałają. Gdy nie czułem bólu, zaczynałem jeść, a właściwie żreć. Miałem na to dosłownie kilkanaście minut. Potem ból wracał. Uwierz, to nie jest proste, bo naświetlanie powoduje rany, które bolą, a chemia powoduje, że nie chce ci się jeść, masz wieczne poczucie wypełnionego żołądka. Niełatwo jest przełamać ból i niechęć do jedzenia. Starałem się normalnie jeść, ale i tak podczas choroby schudłem 17 kg.

Bardzo pomógł mi psychoonkolog, do którego poszedłem trochę z ciekawości. Jednocześnie postanowiłem sobie, że muszę pokonać chorobę, a jak ja sobie coś postanowię, to tak musi być. Podjąłem decyzję, że będę silny i że będę walczył. A to w moim przypadku 70 proc. sukcesu.

Kiedyś miałem dość poważny wypadek samochodowy. Po dwóch dniach już siedziałem w samochodzie, żeby przełamać strach. Udało mi się. Podobnie było po wypadku motocyklowym. Jeszcze nie do końca miałem zagojoną ranę pooperacyjną, a dwa tygodnie później już siedziałem na motocyklu. Chciałem się kawałek przejechać, żeby się nie bać.

Maciej Jachowski. Jego pasją są motocykle (arch. prywatne)

Jestem pod wrażeniem twojej siły. Miałeś wsparcie bliskich?

Oczywiście! Nie wiem, jak to by się skończyło, gdybym nie miał wsparcia rodziny. Moja żona opiekowała się mną, a w tym czasie mój brat opiekował się rodzicami, więc ja mogłem spokojnie chorować.

Nie wiedziałam, że się ożeniłeś!

Tak, jakiś czas temu. Moja żona jest spoza branży i nie chce, żebym o niej mówił, ceni sobie anonimowość i chroni naszą prywatność. Mogę ci powiedzieć, że też lubi jeździć motocyklem. Krótko przed moją chorobą mieliśmy ruszać w wyprawę motocyklową po Europie, niestety, ten plan się rozsypał… Gdy chorowałem, zasypiając, wyobrażałem sobie, że jedziemy gdzieś razem motocyklami, i to dawało mi siłę. Wyzdrowiałem, bo miałem dla kogo.

Ale nie tylko rodzina mnie wspierała. Obcy ludzie zasypywali mnie wiadomościami ze swoimi historiami i przeżyciami. Uwierz mi, że przy niektórych czułem, że mam szczęście.

To znaczy?

Że mam szczęście, że tak potoczyła się moja choroba, że "tylko" tyle się wydarzyło.

To niesamowite, jak wiele osób otwierało się przede mną, wręcz obnażało, opowiadając o swoich chorobach. Ktoś napisał: "Jesteś moim onkoziomkiem, tak jakbyśmy mieli niepisane braterstwo". Wiesz, w życiu nie spodziewałbym się, że dostanę tyle otuchy i wsparcia. I to nie od kilku, ale od dziesiątek osób.

Z wieloma z nich mijałem się na szpitalnych korytarzach.

Nowotwór wyłącza człowieka z życia także zawodowego. Możesz powiedzieć, z czego żyłeś w trakcie leczenia?

Chcesz zapytać, dlaczego nie założyłem żadnej zbiórki na leczenie? Miałem to szczęście, że mój przypadek mógł być leczony w ramach NFZ, więc nasze oszczędności i wypłata żony pozwoliły mi przejść przez chorobę bez żadnej zbiórki, choć nie było łatwo. Gdybym musiał się leczyć prywatnie, niewykluczone, że musiałbym prosić o wsparcie bliskich lub zrobić zbiórkę. Absolutnie nie dziwię się Tomkowi Jakubiakowi, który chorował w tym samym czasie co ja, i wielu innym osobom, które takie zbiórki robią. Jeden wlew chemii – a ja miałem podczas każdej chemii kilka takich wlewów – kosztuje około 35–40 tys. zł. To są olbrzymie koszty, do tego wszystkie badania i całe towarzyszące leczeniu procedury… Tak, przychodzi czasem taki moment, że trzeba się zwrócić o pomoc. Dodatkowo przez cały okres choroby byłem na zwolnieniu lekarskim.

Jak się teraz czujesz?

Powoli wracam do zdrowia, choć moja hemoglobina jest cały czas pod kreską. Po skończeniu leczenia dostaje się sterydy, dzięki którym hemoglobina sięga normy. Pół roku później znowu spada i ja w tej chwili mam spadek, to normalna reakcja organizmu. Ale powoli wracam do sił, 70 proc. już odzyskałem. Staram się normalnie funkcjonować, jeździć samochodem, czasem przejechać się motocyklem. Dzisiaj miałem rehabilitację, wróciłem do domu i musiałem się położyć. Nazywam takie momenty onkodrzemkami. Wcześniej nigdy tak nie miałem, mogłem przez cztery godziny przerzucać na siłowni tony żelastwa i nic mnie nie zmogło. Teraz bywa, że w ciągu dnia muszę się położyć i zasnąć, bo robię się bladokoperkowy i padam. Potrzebuję 30–40 minut snu regeneracyjnego i nie ma rady. Potrafię nawet zasnąć na fotelu na korytarzu w szpitalu, po prostu odcina mi się zasilanie.

Ale psychicznie jest dobrze. Poukładałem sobie wszystko w głowie i jestem szczęśliwy, że udało mi się pokonać chorobę. Oczywiście z tyłu głowy mam myśl, że rak może wrócić, ale się na tym nie skupiam.

Maciej Jachowski w 2010 roku (Maciej Zienkiewicz / Agencja Wyborcza.pl)
Zobacz wideo Ania nie je od dwóch lat. Ludzie nie wierzą w jej chorobę

A jak się miewa twój głos?

Jednego dnia mówię normalnie, a drugiego zmagam się z chrypą albo piskliwym głosem. Czasem on mi się rozdwaja. Słyszysz to? Nie miałem pojęcia, że głos może się rozdwajać.

Cóż, głos mam zmieniony i tak prawdopodobnie już będzie. Co ze śpiewaniem? Boleję, bo raczej szanse są marne. Przez radioterapię mam wypaloną błonę śluzową i ślinianki, dwie główne, które produkują najwięcej śliny. Muszę co pewien czas napić się wody, zresztą sporo wody piję też podczas jedzenia. Czy mógłbym zaśpiewać koncert? Dziś tego nie widzę, raczej nie dałbym rady.

Od czasu do czasu też puchnę, mam zastoje limfatyczne. To też skutek radioterapii, organizm gorzej odprowadza limfę. Gdy na zewnątrz pogoda się zmienia i robi się ciepło, zaczynam puchnąć. Lekarz mówił, że to wymaga czasu, fizjoterapii i potem będzie lepiej. Wtedy mógłbym wrócić do pracy na planie serialu czy filmu.

Czy można powiedzieć, że jesteś już zdrowy?

Tak – ostatnie badanie potwierdziło, że nie mam komórek nowotworowych. Chciałbym, żeby zostało tak jak najdłużej, marzę, żeby rak nie wrócił. Niestety, przy nowotworach gardła ryzyko wznowy jest bardzo wysokie. Przez najbliższe pięć lat co trzy miesiące będę przechodził kontrolne badania. Po pięciu latach, jak nowotwór nie wróci, będę mógł powiedzieć, że mam to za sobą i jestem w pełni zdrowy, że pokonałem raka.

Czego może nas nauczyć twoja choroba?

Tego, że warto słuchać własnej intuicji, i tego, żeby się częściej badać.

Wiele osób podobnie jak ja lekceważy pewne objawy i sygnały, które wysyła nam organizm. Mają chrypkę, więc idą do jednego lekarza, biorą leki i tyle. A lekarz może mieć akurat zły dzień, może czegoś nie zauważyć. Nie dlatego, że jest kiepskim lekarzem, jest po prostu człowiekiem, a czasem choroba nie jest jeszcze na tyle rozwinięta, by dawać jednoznaczne objawy. Ja zrobiłem błąd, bo nie poszedłem od razu do drugiego lekarza i choroba rozwijała się u mnie przez kolejnych kilka miesięcy. Powinienem był pójść do drugiego, trzeciego lekarza i nie odpuszczać, tym bardziej że cały czas czułem, że coś jest nie tak.

Oczywiście dobrze jest się badać systematycznie, wiadomo. Spotkałem się z osobami, które dowiedziały się, że mają nowotwór, nie dlatego, że źle się czuły, tylko dlatego, że poszły na kontrolne badania. Udało im się wyłapać raka, mimo że węzły chłonne nawet nie były spuchnięte i nie miały żadnych objawów. To najlepsza sytuacja, bo wtedy wystarczy często tylko radioterapia.

Maciej Jachowski pokonał raka (arch. prywatne)

Znamy się od kilkunastu lat i nigdy nie byłeś dla mnie typem narzekacza, ale mam wrażenie, że jesteś teraz jeszcze bardziej pogodny niż przed chorobą.

Teraz, z perspektywy czasu, uważam, że jednak dużo narzekałem. Na bzdury. Dziś podchodzę do życia i do ludzi z dużo większą empatią i dystansem. Oczywiście wciąż są rzeczy, które mnie denerwują, ale zmieniłem podejście i tempo życia, zwolniłem. Mam więcej czasu dla rodziny i dla siebie. Jest też we mnie więcej cierpliwości i empatii do ludzi.

Poza tym staram się nie odkładać ważnych rzeczy na później, tylko robić je od razu. Mam już pomysł na pewien projekt związany z nowotworami, ale na razie nie chciałbym o nim zbyt wiele mówić.

A inne plany na przyszłość?

Wrócić do pracy. Moja walka z chorobą trwała prawie rok, więc byłem przez ten czas zupełnie wyłączony z zawodu. W tej chwili bardzo tego potrzebuję. Jachowski pokonał raka i jest do wzięcia. 

Maciej Jachowski. Rocznik 1977. Aktor i wokalista. Grał w serialu "M jak miłość", "39 i pół", "Samo życie", "Na dobre i na złe", "Na Wspólnej", "Barwy szczęścia", "Jagiellonowie". Był też finalistą piątej edycji programu "Jak oni śpiewają" i uczestnikiem edycji "Jak oni śpiewają – Pojedynek Mistrzów". Mieszka w Warszawie.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, włoskiego, kawy i słoni.