Rozmowa
Dla zetek ważne są wartości (Ann Haritonenko/shutterstock)
Dla zetek ważne są wartości (Ann Haritonenko/shutterstock)

W swojej książce "Pierwsza randka" piszesz o współczesnym  randkowaniu. Jakie oczekiwania wobec potencjalnych partnerek czy partnerów ma pokolenie Z?

W przeciwieństwie do milenialsów, u których lista oczekiwań jest bardzo długa, np. że partner czy partnerka musi być ładna, inteligentna, mieć świetne wykształcenie i wysoki status materialny, zetki zwracają uwagę na trochę inne rzeczy. Mniej ważne są dla nich pieniądze czy idealny wygląd, a bardziej wspólne wartości, zgodne poglądy polityczne, świadomość ekologii i chęć pomagania innym.

O, to ciekawe! Co jeszcze słyszałaś?

Zetki nie mają problemu z większą różnicą wieku między partnerami czy z różnicami kulturowymi. Rozmawiałam niedawno z młodą serialową aktorką, która ma chłopaka młodszego o pięć lat. Jej znajomi z zetkowego świata w ogóle się temu nie dziwią, natomiast ja w pierwszej chwili byłam zaskoczona.

Może dlatego, że jesteś z milenialsów. Z twojej książki dowiedziałam się, że pokolenie Z bardziej niż wcześniejsze generacje stawia na naturalność.

To prawda. Pokolenie Z ceni sobie wygodę i lubi ubierać się mniej formalnie. Dziewczyny częściej wychodzą z domu bez makijażu, gdy idą do pracy czy do szkoły, co dla kobiet ze starszych pokoleń może bywać trudne. Zetki są też bardziej oswojone ze swoim ciałem i nie tak bardzo jak inne pokolenia przejmują się kanonami urody. Ważna jest dla nich przede wszystkim dobra relacja ze sobą.

Raper Janusz Walczuk mnie nieco zaskoczył, mówiąc, że wśród zetek popularne jest zaproszenie dziewczyny na randkę na kebab zamiast do restauracji.

Ma to przede wszystkim podkreślać nieformalność propozycji. Słowo „randka" jest tym, którego czasem zetki starają się unikać, bo ma ono podłoże deklaratywne, stanowi pewien rodzaj wstępnego zobowiązania, w jakiś sposób określa intencje i daje drugiej stronie nadzieję. A deklaracje są dla tego pokolenia trudne. Zamiast randki lepiej, by było to nieoficjalne i niezobowiązujące spotkanie, bo łatwiej jest się wtedy wycofać. W ten sposób zdejmują też z siebie tym wiele stresu i napięcia, które nie służy poznawaniu nowej osoby.

Zetki mówią: "Chodź, pójdziemy na kawę albo kebab i pogadamy", ale nie oznacza to: podobasz mi się, więc chcę cię gdzieś zaprosić, może z tego coś wyniknie. Ściąga to z nich ciężar odpowiedzialności za ewentualne oczekiwania drugiej strony. Nie spodobaliśmy się sobie – trudno. Przecież ja nie mówiłem/mówiłam, że to ma być randka, która będzie prowadziła do związku.

Twoi rozmówcy twierdzą, że czasy, kiedy zaczepiało się dziewczyny na ulicy albo w galerii handlowej, należą już do przeszłości. Dlaczego?

Bo relacji głównie szukają w internecie. Jeśli już zdecydują się podejść do dziewczyny na ulicy, to zagadują niezobowiązująco. Rozmowa ma być luźna, rzadko pytają wprost: „Czy dasz mi swój numer telefonu? Bardzo mi się podobasz". Uważają, że nawiązanie kontaktu za pośrednictwem internetu jest bardziej naturalne, bezpieczniejsze, a także zwyczajnie łatwiejsze.

Zetki relacji głównie szukają w internecie (Shutterstock)

A jak nawiązują relacje dziewczyny z pokolenia Z?

Te, z którymi rozmawiałam, robią to bez sztywnych zasad i reguł. Łatwiej jest im – niż chociażby milenialsom – wyjść z inicjatywą i zaproponować spotkanie. Chętniej przyjmują role, które w moim pokoleniu były bardzo trudne. Niełatwo było mi nawet myśleć, że to jest w porządku, gdy kobieta sięga po swoje i wie, czego chce.

Zetki nie są pasywne, nie są tymi, które koniecznie trzeba zdobywać. Pozwalają sobie na pierwszy krok. Nie myślą już jak kobiety z mojego pokolenia, że trzeba być niedostępną, niezdobytą twierdzą. Nie chcę przez to powiedzieć, że dziewczyny z pokolenia Z zaproponują wszystko i wszystkim. Bardziej mam na myśli to, że nie boją się powiedzieć głośno, czego oczekują.

Chcesz przez to powiedzieć, że są bardziej otwarte niż mężczyźni?

Niby tak, ale przecież nie przepytałam wszystkich zetek, mogę tylko mówić o tym, czego dowiedziałam się od moich rozmówczyń i rozmówców. Wśród nich był też m.in. aktor Ignacy Liss, który grał ostatnio w filmie "Światłoczuła". Ma 26 lat i jest po ślubie.

Pomyślałaś, że to wcześnie?

Z mojej perspektywy to wręcz szokujące, że w tak młodym wieku, będąc mieszkańcem dużego miasta i wykonując dość specyficzny zawód, można podjąć decyzję, która zobowiązuje nas na całe życie. Można powiedzieć sobie, że spotkało się tę jedyną osobę, z którą chce się już zawsze być. Gdy zapytałam Ignacego o powody szybkiej decyzji, czy był jej pewny, powiedział, że nie i jego zdaniem nikt nigdy nie jest pewny, a największą szkodę to robią nam rodzice, którzy tak jak jego mama mówią: "Ja byłam pewna!".

Ignacy uważa, że dlatego dokonuje wyboru każdego dnia i wkłada ogromną pracę w swój związek. Ignacy przekonywał mnie też, że będąc aktorem, potrzebuje po pracy stabilizacji i osoby, która będzie go trzymała przy ziemi. A to zapewnia mu żona.

Dziewczyny z pokolenia Z nie chcą się naginać do cudzych potrzeb (shutterstock)

Gdzie teraz poznają się młodzi?

Z badań sprzed kilku lat wynikało, że ponad 40 proc. par, które tworzą stałe związki, poznało się online, ale zetki odchodzą od dużych aplikacji randkowych. Ten sposób poznawania nowych ludzi wydaje im się już mało naturalny. Wolą wykorzystywać TikTok czy Instagram, gdzie patrzą nie tylko na zdjęcia, ale i na zainteresowania. Starają się wywnioskować, czy dla kogoś też ważna jest ekologia, albo czy ktoś faktycznie interesuje się kulturą tak jak on. Zasięgi czy liczba obserwujących nie są szczególnie istotne. Nowe aplikacje stricte randkowe są mniejsze i skupiają ludzi o wspólnych pasjach czy poglądach.

Jeden z moich rozmówców Franciszek Georgiew opowiadał mi o swoim zniechęceniu portalami randkowymi. Franciszek pracuje w branży cyfrowej i chcąc poznać przyszłą partnerkę, narzędzia z pracy zastosował na Tinderze. Nie rozumiał, dlaczego, skoro sam oferował tak dużo – uważa, że jest przystojny, zabawny, inteligentny i dobrze zarabia – wciąż nie mógł trafić na swoją miłości. A gdy jakaś dziewczyna mu się spodobała i wysyłał do niej wiadomość, to nie dostał odpowiedzi. Winę za taki stan rzeczy przypisywał początkowo dziewczynom, ale przecież w grę wchodziły też np. różne oczekiwania. Po pewnym czasie, gdy wspólnie przeanalizowaliśmy jego postępowanie i szczerze porozmawialiśmy, okazało się, że czasem zaczynając rozmowę, zamiast napisać coś od siebie, wysyłał dziewczynie emoji z ikoną ognia.

Zobacz wideo Poznały się, grając w piłkę nożną. Dziś są małżeństwem

Czyli się raczej nie wysilał?

Taka też była moja refleksja. Powiedziałam mu, że może to być odbierane jako  przejaw lenistwa z jego strony, braku zainteresowania i nie zachęcać do rozmowy. Dużo osób, z którymi rozmawiałam, przyznało zresztą, że najtrudniejsze na portalach randkowych jest dla nich rozpoczęcie konwersacji. To nie jest tak, że kogoś choć trochę znasz, wiesz, czym się interesuje, że znacie te same knajpy albo macie takie same pasje. Często ktoś podoba ci się fizycznie, ale nie masz żadnego punktu zaczepienia. Trzeba się bardzo natrudzić, żeby napisać coś, co zadziała.

Podawałam im więc przykład mojego przyjaciela, który pisze po prostu: Jak minął ci dzień? To pytanie otwiera wiele możliwości.

Natalia Kusiak (Aleksandra Golczyńska)

I tak zrobił Franciszek?

Być może!  

Franciszek mówił mi też, że często był zaskoczony, gdy po pierwszej randce dziewczyna proponowała: "To co, odwieziesz mnie Uberem do siebie?". Niezbyt mu się to podobało i sprawiało, że się zniechęcał. Kilka miesięcy po jednej z naszych rozmów do książki poznał w internecie Mirę, dziewczynę z Ukrainy. Umówił się z nią na randkę i po paru spotkaniach od razu wiedzieli, że to jest to. Zaręczyli się, poznali swoje rodziny i dzisiaj są razem.

Dwoje samotnych mniej. Zwłaszcza że to ostatnio plaga.

Według badania Instytutu Pokolenia "Poczucie samotności wśród dorosłych Polaków" najczęściej samotne czują się osoby w wieku od 25 do 34 lat, przy czym bardziej samotność doskwiera mężczyznom niż kobietom. Mówi się już wręcz o pandemii samotności, żeby podkreślić, jak powszechne staje się to zjawisko.

Samotność jest trochę pochodną pandemii. Po niej młodzi, którzy byli tylko online, nie wychodzili do ludzi, zamawiali jedzenie do domu i na tym się kończyło, mieli trudność w nawiązywaniu kontaktów. Trudno było mi się też uczyć czytać emocje z twarzy człowieka czy z intonacji głosu.

Mamy więc pokolenie samotnych młodych mężczyzn i singielek...

Mężczyźni nie wiedzą czasem, jak nawiązać relację, a dziewczyny, z którymi rozmawiałam, wiedzą, czego chcą i czego nie chcą. Nie mają potrzeby, żeby się naginać czy rezygnować ze swoich pasji, preferencji i wygód. Często są też samodzielne, nie najgorzej zarabiają, żyją w dużych miastach i są przyzwyczajone do swojego trybu życia. Dotyczy to zarówno dziewczyn z pokolenia milenialsów, jak i zetek.

Znalazłaś więcej podobieństw?

Wiele kobiet z obu tych pokoleń ciągle ma przeświadczenie, że jak znajdą miłość, wszystko się w ich życiu ułoży. Patrzą na uczucie jak na Święty Graal i twierdzą, że tylko jedna osoba jest nam przeznaczona. Narzuca to spory ciężar na każdą potencjalną sytuację romantyczną. Ludzie się przecież zmieniają, odchodzą czy umierają. Ja, jako przedstawicielka pokolenia milenialsów, uważam, że mamy wiele szans na miłość.

Natalia Kusiak. Podróżniczka, była didżejka, autorka książek. W 2021 r. wydała przewodnik po kuchni roślinnej "The Bowl Book", a od 2022 r. prowadzi autorski podcast "Pierwsza randka", w którym zgłębia najbardziej intrygujące tematy dotyczące współczesnego randkowania, relacji i związków.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, włoskiego, kawy i słoni.