Rozmowa
Dojrzali ludzie również mogą mieć udane relacje (Shutterstock)
Dojrzali ludzie również mogą mieć udane relacje (Shutterstock)

Gdy czytałam pani książkę, w której kobiety w różnym wieku opowiadają o swoim życiu seksualnym, byłam coraz bardziej smutna...

A ja, gdy ich słuchałam, momentami czułam smutek, innym razem byłam pod ogromnym wrażeniem, a jeszcze innym – miałam w sobie wściekłość. Nie na nie, tylko na świat, na stereotypy i role, w które wepchnięto kobiety bez ich zgody.

Moje rozmówczynie mają od 20 do 75 lat, są zazwyczaj spełnione zawodowo i świadome siebie, tymczasem dla wielu z nich seks stał się nieprzyjemnym obowiązkiem. Unikają go, mówiąc: "Dzisiaj położę się wcześniej". Albo: "Dobrze, dojdź, a ja będę udawała orgazm". Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje.

No właśnie: dlaczego?

Powodem bywa brak czasu. Niektóre kobiety są tak zmęczone pracą i domowymi obowiązkami, że na seks nie starcza im siły. Przyznawały, że jego brak w związku jest po części ich winą.

Inne skarżyły się na partnerów, którzy w łóżku dbają jedynie o własną przyjemność. "Gdy zbliżenie kończyło się orgazmem mojego męża, kończyła się też jego chęć do robienia czegokolwiek" – słyszałam. Jak im się udało osiągnąć orgazm, to super, jak nie, to trudno. Niektóre próbowały rozmawiać ze swoimi partnerami, ale słyszały jedynie: "Jak ci nie pasuje, to w ogóle możemy nie uprawiać seksu". Tłumaczyły sobie: "Mamy dzieci, seks w sumie nie jest najważniejszy".

I odpuszczały?

Nie wszystkie. Ewa mówiła, że czasem woleli z mężem obejrzeć film, zjeść coś dobrego niż uprawiać seks. Doszła do wniosku, że "mu daje", żeby się nie złościł i miał lepszy humor. Pewnego razu zbuntowała się i powiedziała: "Słuchaj, zróbmy eksperyment, że idziemy do łóżka tylko wtedy, kiedy naprawdę mamy ochotę, czas i wolną głowę". Udało się. Seks wreszcie przestał jej się kojarzyć z przymusem.

Kobiety, z którymi rozmawiałam, często zastanawiają się, czy powiedzieć partnerowi o swoich potrzebach seksualnych. Wstydzą się, nakładają maskę poprawności i zastanawiają się: "Co on o mnie pomyśli, jak powiem, że marzę o wielkim wibratorze analnym?". Albo: "Jak spojrzę mu później w oczy podczas kolacji z dziećmi?". Ukrywają swoje potrzeby.

Jedna z bohaterek mojej książki powiedziała tak: "Przez lata dawałam mojemu facetowi. Kładłam się, mówiąc: Masz trzy minuty, jak chcesz, to bierz. Nie patrzyliśmy sobie w oczy, nie było żadnej namiętności. On robił swoje, a ja zastanawiałam się, co mnie czeka w pracy".

Kobiety często wstydzą się mówić o swoich potrzebach (Shutterstock)

Jak często uprawiają seks kobiety, z którymi pani rozmawiała?

Bardzo różnie. Niektóre trzy–cztery razy w tygodniu. Inne raz na dwa tygodnie –albo jeszcze rzadziej – i twierdzą, że to wystarczające dla nich i dla partnera.

Chętnie o swoim życiu erotycznym opowiadały?

Początkowo były nieco zawstydzone, ale od razu zaskakująco szczere. Otworzyły przede mną drzwi do swoich sypialni, odpowiadały na najbardziej intymne pytania. Cztery zgodziły się nawet na rozmowę pod nazwiskiem, na przykład Aleksandra Wołochowicz. Pochodzi ona ze słynnej rodziny Wołochowiczów, autorów książek dla katolików, na przykład "Skąd się biorą wierzące dzieci?".

Aleksandra okazała się osobą bardzo wierzącą, ale jednocześnie świadomą swojej kobiecości. Zachowali z mężem czystość przed ślubem, bo wierzyli, że seks powinien być wyjątkowym darem. Nawet wcześniej się nie całowali, mimo że nie było takiego zakazu. Wspólnie spisali nawet dokument zawierający postanowienia mające pomóc im wytrwać w czystości. Dziś czerpią z seksu wiele radości. Eksperymentują, uprawiają seks na łonie natury i korzystają z erotycznej bielizny.

Czy któraś z pani bohaterek chodziła do klubów dla swingersów?

Tak – Monika. Chodziła do klubu dla swingersów ze swoim partnerem. Byłam ciekawa, czy była o niego zazdrosna. Gdy ją o to zapytałam, powiedziała:

"Jestem bardziej zazdrosna, gdy mój mąż ogląda dziewczyny na Instagramie, niż jak uprawia seks z inną kobietą". Umówili się z mężem tak, że w klubach dla swingersów zawsze byli razem i obok siebie.

Wcześniej Monika wyobrażała sobie takie miejsce jako obskurne, ciemne, w którym podchodzi do niej mężczyzna i mówi, że należy mu się seks, a ona nie będzie tego chciała. Okazało się jednak, że tak nie jest. W klubie, do którego chodziła, były różne poziomy. Na najniższym piętrze wszyscy byli ubrani, na wyższym byli w bieliźnie, a piętro jeszcze wyżej wszyscy byli nadzy.

Młodsze kobiety były bardziej świadome swojej kobiecości (Shutterstock)

Można było odmówić?

Wszystko odbywa się tam za obopólną zgodą. Ludzie zakładają bransoletki, które ułatwiają konwersację: gdy jesteśmy zainteresowani, naciskamy zielone światełko, a jeśli nie chcemy wchodzić z kimś w interakcję, naciskamy czerwone i nie musimy nic mówić. W klubie, do którego chodziła Monika, ktokolwiek przekroczył granice, od razu był wypraszany przez obsługę.

Co ciekawe, jest tam też grupa panów, których Monika nazywa "tuptusiami". Gdy jakaś para zaczyna się kochać, od razu podchodzą i patrzą. W klubie można było patrzeć na innych, ale najpierw trzeba było zapytać, czy się na to zgadzają. Nie można nikogo podglądać ukradkiem.

Co jeszcze panią zaskoczyło?

Chociażby historia Ewy, która choruje na sztywniejące zapalenie stawów kręgosłupa. Do każdego zbliżenia ze swoim partnerem musi się dobrze przygotować. Seks u nich nie jest więc za częsty, ale za to najlepszy w ich życiu. Każdy raz jest jak randka. Umawiają się w hotelu: każde z nich jedzie do niego osobnym samochodem, biorą pojedyncze pokoje i zachowują się jak obcy sobie ludzie. Oddzielnie chodzą do sauny i na basen, wieczorem po kolacji mąż przysiada się do niej w barze. W garniturze, szarmancki, przedstawia się innym imieniem i mówi, że bardzo się cieszy, że poznał taką wyjątkową kobietę. Opowiadają sobie wymyślone historie ze swojego życia, po czym on odprowadza ją do pokoju i zaczynają uprawiać seks. To napięcie erotyczne buduje się u nich przez cały dzień, by wieczorem sięgnąć zenitu.

Z kolei inna bohaterka, Jagoda, poruszyła temat braku libido. Spotkała się z ogromnym niezrozumieniem ze strony partnera, który nie potrafił pojąć, że nie ma ochoty na seks. Później problem zbagatelizował lekarz. Od jednego usłyszała na przykład, że od tego się nie umiera albo że "gdyby był młodszy, toby jej pokazał, co to jest seks". Jagoda czuła się niekobieca, gorsza od innych kobiet, jej związek się rozpadł.

Od kilku kobiet, które też miały problem z libido, słyszałam, że jak mąż zdradził, to trudno – należało mu się. "Ja nie miałam ochoty, to poszedł gdzie indziej" – mówiły, zgadzając się na zdradę.

Zobacz wideo Poznały się, grając w piłkę nożną. Dziś są małżeństwem

Niech zgadnę, pewnie były atrakcyjne i spełnione zawodowo, a jednocześnie przystawały na taką sytuację?

Niestety. Jedna z moich bohaterek, Dominika, bardzo piękna kobieta, przyznała, że całe życie żyła w przekonaniu, że jest po to, żeby zadowolić mężczyznę. Znała najlepsze techniki uwodzenia mężczyzn i sprawiania im przyjemności. Gdy poznała swojego obecnego męża, podczas któregoś razu powiedział: "Dominika, chyba nie podoba ci się to, co ja robię. Powiedz mi, co lubisz, bo chciałbym, żebyś była zadowolona".

Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nie wiedziała, czego chce, bo zawsze pytała mężczyzn, co zrobić, żeby im było dobrze. Nikt nie pytał, czego ona by chciała. To był przełom w jej życiu – musiała się wreszcie zastanowić, czego oczekuje w łóżku.

Nie wiedziała, czego chce, bo zawsze pytała mężczyzn, co zrobić, żeby im było dobrze (Shutterstock)

Pewnie nie ona jedna?

W trudnej sytuacji jest też Marlena. Wcześnie zaszła w ciążę. Bez wsparcia rodziny musiała radzić sobie sama. Trafiła do salonu masażu erotycznego. Niektórzy mężczyźni przychodzili tam z obrączką na palcu, bywało, że przyprowadzały ich własne żony i czekały na nich w parku przed salonem. Pewnego razu doświadczyła gwałtu, po którym zaczęła nienawidzić mężczyzn. Później wpadła w wir przelotnego seksu z wieloma facetami, bo gwałtowny, ostry seks sprawiał, że nic nie czuła. Teraz nie jest w stanie wyobrazić sobie delikatnego, erotycznego seksu, to ją przerasta. Mówi, że za dużo widziała, uważa, że świat kręci się wokół pieniędzy i seksu.

Pytałam też kobietę, która właśnie się rozwodziła, jak wygląda seks w rozpadającym się związku. I czy dobry seks byłby w stanie go uratować. Powiedziała, że w jej relacji było tyle żalu i negatywnych emocji, że nawet gdy czasem pragnęła zbliżenia z mężem, wchodzili do łóżka i jej ciało mówiło "nie".

Czy młodsze rozmówczynie były bardziej świadome siebie niż dojrzałe kobiety?

Zdecydowanie tak. 20–30-latki, które poznałam, są bardziej świadome swoich potrzeb i mniej obciążone stereotypami dotyczącymi roli kobiet w związku. 56-letnia Maryla mówiła mi, że gdy była mała, często słyszała w domu zdanie, że kobieta nie może "się zeszmacić". Gdy prześpi się z mężczyzną, który nie zostanie jej mężem, zhańbi całą rodzinę. W jej czasach kobiety zawstydzano, mówiona, że mężczyzna może mieć przygody miłosne, a kobieta, jak się z kimś prześpi, to jest puszczalska.

Jestem przekonana, że uczyniło to jej ogromną krzywdę i zajęło jej sporo czasu, żeby przestać tak myśleć. Dziś pani Maryla robi czasem striptiz dla swojego męża albo kochają się pod gwiazdami. Bardzo przyjemnie było posłuchać, że dojrzali ludzie urozmaicają sobie życie erotyczne.

Justyna Kwil (arch. prywatne)

Cieszę się, że i na taką historię pani trafiła. Było ich więcej?

Na przykład 74-letnia Mirka opowiadała mi, jak po śmierci męża zaczęła ponownie odkrywać swoją seksualność. Wnuczki założyły jej konto na portalu randkowym, na którym poznała nowego partnera i przełamała tabu dotyczące seksu w starszym wieku. Mirka podkradła wnuczce wibrator, bo była ciekawa, jak to jest. Mówi o tym, jak kochała się w lesie, ale bała się, co sobie ktoś pomyśli, gdy to zobaczy. Że starsza pani zwariowała?

Ale Mirka i jej partner seks i tak uprawiają. W trakcie kontrolują sobie tylko puls, żeby "nie było żadnej sensacji".

Co chciałaby pani powiedzieć kobietom i mężczyznom, którzy przeczytają książkę?

Wiele moich bohaterek czuło się nieszanowanych, niekochanych, niesłuchanych w ich związkach. Były niewidzialne dla swoich partnerów, którzy  oczekiwali, że będą się im codziennie oddawały i jeszcze będą z tego zadowolone. Chciałabym, żeby kobiety zrozumiały, że są warte dobrego życia i nie muszą się zgadzać na półśrodki. Żeby nie wstydziły się swoich potrzeb i chciały też brać, a nie tylko dawać. A jeśli trzeba, skorzystały z terapii. Niektóre moje bohaterki pokonują przecież własne ograniczenia i wychodzą z trudnych sytuacji. To może być inspirujące.

Wreszcie – problem z życiem seksualnym nie zawsze leży wyłącznie po stronie mężczyzn. Są panowie, którzy pytają swoje partnerki, czego oczekują, proponują różne rozwiązania w łóżku, ale słyszą: "Nie, ja nie chcę". Kobiety wstydzą się albo nie uważają, że coś im się należy.

Chciałabym więc, żeby ta książka pomogła obu stronom słuchać się wzajemnie. By kobiety były wsparciem dla mężczyzn, a mężczyźni dla kobiet. Także w intymnych chwilach.

Justyna Kwil. Autorka książki "(Nie)udane życie seksualne Polek", którą sama wydała. Wcześniej robiła karierę w branży IT i projektowała aplikacje biznesowe. Ma męża i syna, mieszka w Warszawie.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, włoskiego, kawy i słoni.