Rozmowa
Stanisława Umińska podczas procesu miała na sobie ciemne ubranie i czarny kapelusz (Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Stanisława Umińska podczas procesu miała na sobie ciemne ubranie i czarny kapelusz (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Skąd pomysł, żeby napisać książkę o kompletnie zapomnianej aktorce Stanisławie Umińskiej?

Dowiedziałam się o niej przez przypadek. Czytałam "Dzienniki" Anny Iwaszkiewicz, żony Jarosława Iwaszkiewicza, która latem 1924 roku napisała tak: "Jakże ja współczuję kochanej Stasi Umińskiej tragedii, która ją spotkała". Zaciekawiona zerknęłam do przypisu, znalazłam informację, że Stanisława Umińska była znaną warszawską aktorką, która zastrzeliła swojego narzeczonego. Dotarłam do prasy francuskiej i okazało się, że proces Umińskiej, który toczył się w Paryżu, opisywały nie tylko gazety francuskie, ale także amerykańskie, brytyjskie, tureckie i oczywiście polskie.

Co pisano?

Że 15 lipca 1924 roku Stanisława Umińska, młoda polska aktorka, zabiła w paryskim szpitalu Paul-Brousse cierpiącego na nieuleczalny nowotwór swojego ukochanego Jana Żyznowskiego. Stanisława była zdolną i cenioną aktorką Teatru Polskiego, najlepszego w ówczesnej Warszawie. Zadebiutowała jako młodziutka dziewczyna – miała zaledwie 19 lat. Zakochała się w Janie Żyznowskim, malarzu, pisarzu i publicyście. Zachorował na raka, były przerzuty. Operacja w Polsce nie dała efektów, więc Jan pojechał na leczenie do Paryża, gdzie kiedyś studiował.  Poddał się naświetlaniom, które nie przyniosły rezultatów. Bardzo cierpiał, leki przeciwbólowe nie pomagały. Nalegał, żeby narzeczona przyjechała się nim opiekować, więc gdy skończył się sezon w teatrze, Umińska pojechała do Paryża. W ostatnim stadium choroby opiekowała się ukochanym dzień i noc. W końcu, gdy Jan był w stanie agonalnym, dziewczyna uległa jego błaganiom i strzałem w głowę odebrała mu życie.

Sama przypłaciła to potem zdrowiem.

Miała ostrą depresję, była w totalnej zapaści psychicznej. Ze względu na jej zły stan odwlekano rozprawę sądową, pół roku później odbył się proces, który śledził cały świat. Wszyscy współczuli kobiecie, która z miłości zabiła. W jej obronę zaangażowane było polskie środowisko literackie i teatralne, także emigracyjne. Francuska prasa relacjonowała posiedzenia sądu, pisząc, że przedstawiciel oskarżenia publicznego, prokurator Donnat Guigne, wygłosił krótkie przemówienie: "Dzisiaj jest dzień, w którym nieugięte prawo musi ustąpić przed miłością i współczuciem". Umińską uniewinniono. Gdy poczuła się lepiej, wróciła do Polski.

Mogła liczyć na wsparcie rodziny, która odradzała jej wyjazd do Paryża?

W Polsce nikt jej nie potępiał. Dyrektor Teatru Polskiego Arnold Szyfman zachęcał ją do powrotu na scenę, przekonując, że jej roli w ostatnim spektaklu nie powierzono innej aktorce. Stanisława przyszła na spotkanie, odbyła nawet godzinną próbę, ale teatr porzuciła.

Stanisława Umińska przed sądem w Paryżu (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Choć wcześniej marzyła o aktorstwie?

Była ładną, zgrabną dziewczyną. Umiała recytować wiersze i tańczyć. Pochodziła z niezamożnej, wielodzietnej rodziny – miała ośmioro rodzeństwa. Gdy do jej rodziców przychodzili goście, śpiewała im i tańczyła. Dostawała brawa.

Kuzynka pokazała jej ogłoszenie o naborze na kurs aktorski. Zapisała się. Naukę aktorstwa łączyła ze szkołą. Pracowita i uparta, potrafiła dążyć do celu – zrealizować marzenie o aktorstwie. Nie studiowała w szkole aktorskiej, ale kursy dobrze przygotowały ją do zawodu.

Zbierała dobre recenzje?

Znakomite. Po premierze "Snu nocy letniej" Tadeusz Boy-Żeleński napisał recenzję, w której docenił Stanisławę Umińską. "Wśród tego wszystkiego uwijał się sympatyczny Puk p. Umińskiej, wnosząc dużo ożywienia i ruchu" – podkreślał.

Jej proces przed francuskim sądem wzbudzał ogromne zainteresowanie.

Francuska prasa relacjonowała go szczegółowo, etap po etapie. Do paryskiego sądu przybył taki tłum, że sprzedawano bilety wstępu. Ci, dla których biletów zabrakło, tłoczyli się przed sądem. Dziennikarzom i reporterom bardzo trudno było się przez ten tłum przedrzeć. Ludzie chcieli Umińską zobaczyć, byli ciekawi, jak wygląda młoda dziewczyna, która zastrzeliła swojego śmiertelnie chorego narzeczonego. Na sali nie było pospólstwa, przeważały eleganckie, bardzo dobrze ubrane kobiety.

Umińska też była elegancka?

Miała na sobie ciemne ubranie i ciemny kapelusz. Była milcząca, blada. Uosabiała klęskę i rozpacz. Została przez sąd uniewinniona i po wyroku wróciła do Polski.

Stanisława Umińska była aktorką zbierającą świetne recenzje (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Jednak nie wróciła do grania?

Przez pewien czas zastanawiała się, co mogłaby robić. Najpierw pomagała rodzinie, gotowała, prasowała i opiekowała się młodszym rodzeństwem. Myślała też o zakonie. Niestety, nigdzie nie chciano jej przyjąć, bo popełniła śmiertelny grzech zabójstwa i okryła się niesławą. Cóż więc robi ta biedaczka...

Nie rezygnuje?

W Śródmieściu wydawane są posiłki biedocie. Tam poznaje zakonnicę Jadwigę Jaroszewską, późniejszą siostrę Wincentę, która stała się jej duchowym wzorem i przewodnikiem.

Jeden z aktorów Teatru Polskiego, znajomy Jaroszewskiej, opowiedział jej historię Stanisławy. "Co ta biedna dziewczyna ma zrobić? Tak bardzo chce zostać zakonnicą" – powiedział. Jadwiga Jaroszewska obiecała, że przyjmie Umińską, gdy założy swój zakon. Słowa dotrzymała. Po kilku latach Stanisława włożyła habit i rozpoczęła nowe życie jako siostra Bengina ze Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego. Śluby wieczyste złożyła w 1936 roku w domu Samaria w Niegowie koło Wyszkowa.

Ale pochłaniało ją nie tylko życie zakonne, prawda?

Stworzyła bardzo postępowy jak na tamte czasy program resocjalizacyjny. Opiekowała się nieletnimi prostytutkami, zajmowała się porzuconymi dziećmi, bezdomnymi, chorymi, a także uciekinierami z oblężonej Warszawy. Później, podczas okupacji, ryzykując życie, dawała schronienie Żydom, którzy uciekli z getta.

Zobacz wideo Patrycja jest mistrzynią świata w akrobacji szybowcowej

W ośrodku Przystań w Henrykowie wraz z innymi zakonnicami Umińska zajęła się niebezpieczną pracą z oddaniem i ze zrozumieniem. Myślę, że pomogła co najmniej kilkudziesięciu osobom, także dzieciom. Po latach myślała, że nie powinna była zabijać Jana Żyznowskiego. Rok przed śmiercią powiedziała dziennikarce: "Chcę odpokutować swój ciężki grzech, bo uważam, że nie powinnam była zabijać mojego ukochanego".

Po II wojnie światowej była inicjatorką powstania pierwszej w Polsce wioski dziecięcej w Zalesinie. Dzieci z niepełnosprawnością miały tam własną kuchnię, bawialnię i przydomowy ogródek. Później, już na emeryturze, sadziła róże i pieliła grządki w przyklasztornym ogrodzie. Jeden z kuzynów, który dwa razy pojechał do niej w odwiedziny, mówił jednak, że Stanisława kompletnie nie nadawała się do zakonu. Siostry były w większości niewykształcone, nieoczytane i proste. Umińska nie miała partnerek do rozmów o tym, co obejrzała czy przeczytała. Była odosobniona. Samotna. Zbierając materiały do książki, dotarłam do syna bratanka Umińskiej, którym zajmowała się, gdy był mały. Jego syn przekazał mi listy, które do niego pisała – sama bezdzietna, bardzo go kochała.

Była samotna i nieszczęśliwa?

Początkowo odwiedzała krewnych, ale z czasem się wykruszyli. Zmarła 25 grudnia 1977 roku. Szczęście za życia dawały jej występy na scenie i miłość do Żyznowskiego.

Czytałam, że Jan Żyznowski uchodził za kobieciarza?

Przed związkiem z Umińską miał żonę. Zmarła kilka miesięcy wcześniej, ale on to przemilczał. Miała o to do niego żal. Żyli przecież jak małżeństwo.

Poznali się w 1922 roku na wystawie obrazów w warszawskiej Zachęcie przez wspólnego znajomego. Stanisława interesowała się sztuką. Przedtem widzieli się na popremierowym bankiecie. Można powiedzieć, że to była miłość od drugiego wejrzenia.

Stanisława miała wtedy 21 lat, Jan 33. Wywarł na nią znaczący wpływ, zawładnął jej sercem, duszą i ciałem. Lubiła to co on, ubierała się tak, jak jemu się podobało. Jeżeli chciał jechać w góry, jechała, mimo że wolała morze.

Marta Sztokfisz (Agata Paszyńska)

Swoją drogą, stanowili piękną parę!

Natrafiłam na ich wspólną fotografię w polskiej prasie. Stanisława i Jan stoją obok siebie tacy atrakcyjni, elegancko ubrani. Jedno opiera się o drugie i widać, że są szczęśliwi. Widziałam też zdjęcia Jana z czasu choroby. Z postawnego, przystojnego mężczyzny zmienił się w kruszynkę, chudą i zwiędniętą.

Byli w Warszawie znaną parą. Ona grała w najlepszym teatrze, on był znany w towarzystwie jako utalentowany malarz, publicysta i pisarz. Spisał swoje wspomnienia wojenne, zwłaszcza przeżycia z Legii Cudzoziemskiej. Był typem przywódcy, a ona zakochaną kobietą, która mu ulegała. Jednak, co chciałabym podkreślić, była kobietą samodzielną. Nie „wisiała" na Żyznowskim. Dużo grając, sama na siebie zarabiała.

Piszesz, że para ta była w Warszawie tematem najróżniejszych plotek.

Pisano, że Jan i Stanisława wzięli w Paryżu cichy ślub. Sprawdziłam i jestem pewna, że to nieprawda. Z dokumentów wynika, że Stanisława zmarła jako panna, a nie jako wdowa. Chociaż chciała wyjść za Jana, by ich związek został uświęcony.

Gdy Umińska wróciła z Paryża do Polski, napisano, że gra w jakimś przedstawieniu w Teatrze Polskim. To nieprawda. Osobisty dramat boleśnie odcisnął się na jej psychice, nie chciała już występować w banalnych rolach.

Stanisława Umińska habitem zakonnym odgrodziła się od świata.

Podjęłaś może próbę dotarcia do pamiątek po Stanisławie Umińskiej, które zostały w zakonie?

Oczywiście. Myślałam, że drzwi zakonu będą dla mnie szeroko otwarte, ale się pomyliłam. Niestety, odmówiono mi możliwości zajrzenia do korespondencji Jana i Stanisławy. Dzwoniłam, prosiłam, wysłałam też kilka e-maili, ale siostry decyzji nie zmieniły. Zaskoczyło mnie to i zasmuciło. Chciałam zacytować fragmenty listów Umińskiej, co dałoby pełniejszy obraz mojej bohaterki. 

Stanisława Umińska była niezwykle silną i odważną kobietą. Nie tylko podniosła się po ciężkich przejściach, ale i pomagała innym, ryzykując własne życie. Jestem jej admiratorką.

Gdyby ktoś chciał przejść po Warszawie śladami Stanisławy Umińskiej, to jakie byłyby to miejsca?

Na pewno dom przy Emilii Plater 33 w Warszawie, w którym mieszkała rodzina Umińskich. Obok był sad owocowy, gdzie dzieciaki zrywały jabłka, gdy były głodne. Poza Teatrem Polskim jeszcze teatr na Krakowskim Przedmieściu przy Hotelu Bristol, gdzie występowała w kabarecie. Miejsca pochówku aktorki niestety nie możemy zobaczyć, bo jest zamknięte za murami zakonu.

Marta Sztokfisz. Pisarka, publicystka i wykładowczyni. Rozmowy z przedstawicielami świata kultury, mediów i nauki publikowała w np. w  ITD., Polityce, Kulturze. Autorka bestsellerowych książek biograficznych m.in. "Księżniczka deptaku. Opowieść o Edycie Klein", "Chwile, których nie znamy. Opowieść o Marku Grechucie", "Caryca polskiej mody, święci i grzesznicy", "Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia".

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, włoskiego, kawy i słoni.