Ma ponad 20 lat doświadczenia w pracy z kobietami uczącymi się jeździć samochodem i mówi wprost: "baba za kierownicą" to stereotyp.
"Monika, powiedz mi prawdę, jestem przypadkiem beznadziejnym, nie miałaś jeszcze takiej kursantki, nigdy nie nauczę się prowadzić"…
Ten tekst słyszę od bardzo wielu pań. A są to dojrzałe kobiety, które w innych obszarach życia radzą sobie doskonale: są lekarkami, sędziami, piastują wysokie stanowiska urzędnicze oraz państwowe, kierują swoimi świetnie prosperującymi firmami. Tymczasem kiedy siadają za kierownicą samochodu, mówią: "bardzo bym chciała jeździć, ale to jest niemożliwe", "boję się", "ja tego nie widzę".
Jest to dla nich ogromny dyskomfort: w pracy odnoszą imponujące sukcesy, ogarniają wszystko, jednak samochodu nie potrafią prowadzić. Bardzo często przychodzą do mnie panie, które zrobiły prawo jazdy 15–20 lat temu i od tego czasu dokument leży zakurzony na dnie szuflady. Ten temat jest dla nich zamrożony, nie istnieje, one same z siebie nie przyszłyby na lekcje.
Jednak życie je do tego zmusza.
Kobieta mówi: "Mąż mnie opuścił i ja muszę się nauczyć jeździć, żeby zawieźć dzieci do szkoły, do lekarza i na zajęcia dodatkowe".
Dotąd to było jego zadanie, aż tu nagle, z dnia na dzień, wszystko się posypało. Jest przerażona: "Jak ja to wszystko ogarnę?".
Po kilkudziesięciu latach uczenia kobiet oraz w związku z tym, że od dwóch lat studiujesz psychologię – do czego jeszcze wrócę – na pewno masz swoją teorię, dlaczego silne, odnoszące sukcesy kobiety mają wewnętrzne przekonanie, że do czego jak do czego, ale do prowadzenia auta to się nie nadają.
Jazda samochodem kojarzy im się jednoznacznie ze stresem. Mają w głowie bardzo dużo rozkminek: nie daj Boże nie zauważę przechodnia, spowoduję wypadek, zrobię komuś krzywdę!
Moje kursantki bardzo często są perfekcjonistkami.
Dlatego albo robią coś najlepiej, albo nie robią tego wcale?
Kobiety, które uczę, chcą się nauczyć bardzo dobrze jeździć oraz są bardzo odpowiedzialne. A ponieważ na starcie wiedzą, że nie mają umiejętności, to poczucie odpowiedzialności sprawia, że pojawia się u nich paraliżujący lęk. Przed włączeniem silnika, a co dopiero przed pokonaniem ronda czy skrętem w lewo! Nieraz słyszałam od kursantki: "Rondo to koszmar. Będę jeździła tak, żeby nigdy w życiu nie musieć przejechać przez nie". (śmiech)
Z czasem wszystkie na szczęście zmieniają podejście. Zawsze pracuję nad tym, by z trybu "muszę" przejść na "chcę" się nauczyć jeździć.
Ile miała lat twoja najstarsza kursantka?
79. Przez 50 lat prowadziła samochody z manualną skrzynią biegów, ale syn kupił jej w prezencie porsche macan. Tę niespodziankę pani Ania odrzuciła od razu: "Nie będę jeździła tym samochodem, bo jest za duży". No to kupił mercedesa A220, przyszedł do mnie i powiedział: "Proszę moją mamę przesadzić na ten samochód". Pani Ania – przecudowna, przesympatyczna kobieta – na pierwszą lekcję przyszła z karteczkami przylepnymi, na których robiła notatki.
Wnętrze tej maszyny przywodziło na myśl statek kosmiczny. Wyświetlacz był dotykowy. Pokazywałam krok po kroku: najpierw wciskamy hamulec, a następnie ten guziczek, który odpala silnik. Pani Ania sobie to wszystko notowała.
I nauczyła się prowadzić automat?
Oczywiście. Bardzo fajnie nam to poszło. Kluczowe było to, że przy mnie poczuła bezpieczeństwo, którego nie czuła, kiedy do jazdy nowym autem próbował ją przekonać syn, dlatego że on nie wytłumaczył jej niczego prócz tego, jak działa radio.
Mawiasz, że największym wrogiem kobiety uczącej się jeździć bywa właśnie bliski mężczyzna: syn, a najczęściej mąż…
…który nie ma cierpliwości, więc łatwo się irytuje, co jeszcze bardziej umacnia kobietę w przekonaniu, że "jest przypadkiem beznadziejnym i nigdy nie nauczy się prowadzić". Zdarzają się ideały, ale niestety jest to niezwykle rzadkie.
Mężczyzna po prostu najczęściej zupełnie inaczej na to wszystko patrzy. Odpalić samochód? Jaki to problem? Dla niego nic tu nie wymaga tłumaczenia. A kobieta potrzebuje się tego nauczyć krok po kroku. Wielokrotnie powtórzyć.
Jedziemy dalej: gaśnie silnik. Panika! Co się stało? Dlaczego mi się to stało? "Spokojnie, nie tobie pierwszej" – trzeba wytłumaczyć, co poszło nie tak, nauczyć się opanować emocje i jechać dalej. Tak, żeby w przyszłości nam już ten silnik nie gasł.
Kobiety potrzebują bardzo szczegółowych instrukcji. Samo hasło "Hamuj" jest niewystarczające. Ja mówię: "Naciskaj pedał hamulca delikatnie. Nie wal z całej siły, tylko go muskaj!".
Wiele razy słyszę: "Boże, Monika, nikt mi tego nigdy tak nie tłumaczył". To jest do zrobienia! Eureka!
Powiedziałaś, że kobiety paraliżuje strach, a ja myślę, że z tyłu głowy mamy jeszcze stereotyp "baby za kierownicą". Powiedzmy sobie szczerze, wśród mężczyzn, którzy będą czytać ten wywiad, znajdą się tacy, którzy nas wyśmieją: kobieta z kobietą rozmawiają o jeździe samochodem? Wolne żarty!
Na szczęście z biegiem lat to się zmienia. Młodym kobietom coś takiego nie przyszłoby do głowy.
Jasne, że kiedy ja czy ty byłyśmy młode, standardem było, że mężczyzna siedział za kierownicą, a żona zajmowała miejsce obok, na kolanach trzymała torebkę, a o tym, że mogłaby prowadzić samochód, nawet nie myślała. Teraz jest inny świat. Co nie zmienia faktu, że u niektórych mężczyzn stereotypy trzymają się mocno.
Kiedy zaczynałam swoją drogę zawodową, jeden z sąsiadów nie krył sarkazmu: "Czym się zajmujesz? Jesteś instruktorką nauki jazdy?!" – on po prostu wybuchł śmiechem. A kilka lat później, kiedy jego żona zrobiła prawo jazdy, ale bała się jeździć, a on nie potrafił jej pomóc, co zrobił? Zadzwonił do mnie. Jego żona przyszła do mnie na jazdy doszkalające. Dziś uwielbia prowadzić samochód.
À propos stereotypów, to gdyby je wziąć na poważnie, to właśnie my, a nie mężczyźni, mamy naturalne predyspozycje do prowadzenia samochodu, ponieważ mamy podzielność uwagi. Kobieta jedną ręką gotuje, drugą przewija dziecko…
I jeszcze tuszuje rzęsy w międzyczasie. No jasne! Podczas gdy mężczyzna, jeśli zostaje z dzieckiem, to zajmuje się dzieckiem. Nie może w tym czasie wstawić pralki albo ugotować zupy. A my jesteśmy wielozadaniowe, dlatego też na drodze jest dla nas oczywiste, że jednocześnie kontrolujemy sytuację wokół i na poboczu oraz przewidujemy, jak się zachowają inni kierowcy oraz piesi.
A czy każda kobieta – oraz każdy mężczyzna – w ogóle się nadaje do prowadzenia samochodu?
Jeżeli jest zdrowie, motywacja, zaangażowanie i chęci – to tak. Żeby prowadzić samochód, człowiek potrzebuje m.in. umiejętności skoncentrowania się i utrzymania tej koncentracji, szybkiego podejmowania decyzji.
Osoba zdrowa fizycznie i psychicznie te cechy posiada, a więc da radę nauczyć się prowadzić samochód. Jedne kobiety potrzebują mniej, inne więcej czasu, ale nauczą się wszystkie. Te, które mają do tego mniejsze zdolności, mniejszy dryg, również są w stanie opanować sztukę prowadzenia samochodu. Być może nie finezyjnego, ale rzemieślniczego na pewno.
Natomiast niektóre choroby, m.in. neurologiczne, sprawiają, że człowiek nie jest w stanie bezpiecznie prowadzić auta. Kiedy np. nie jesteśmy w stanie przewidzieć skutków swoich działań albo mamy bardzo opóźniony refleks, wtedy sami czujemy, że to nie dla nas.
Nie zapomnę kursantki – młodej dziewczyny – która była w głębokiej depresji i czuła się tak, jakby przed oczami ciągle miała mgłę. Była wiecznie zamyślona. Obserwując ją, miałam poczucie, że znajduje się zupełnie gdzie indziej. Poprosiłam, żeby poszła do lekarza. Psychiatra dał jej lek, a ona kilka miesięcy później przyjechała do mnie i mocno mnie przytuliła: "Dzięki tobie wróciłam do świata żywych".
Kontynuowała naukę jazdy?
Na tamtym etapie życia nie. Miała trudną sytuację rodzinną – stosunki między nią a mężem były bardzo napięte – i prawda była taka, że na kurs zapisała się po to, żeby mieć pretekst do wyrwania się z domu. Odpowiedzialnie uznała, że musi wziąć życie za bary, a powadzenie samochodu zostawić na przyszłość.
Wyjeźdźmy, proszę, na warszawskie ulice, które przemierzasz codziennie od rana do wieczora. Dobrze jeździmy? Nie tylko kobiety. Pytam generalnie.
W kursantkach zawsze staram się zaszczepić uprzejmość wobec wszystkich innych uczestników ruchu. Uczulam, by każdy manewr wykonywać dokładnie. Przestrzeganie znaków drogowych, używanie kierunkowskazów – to są świętości.
Ale niestety, Warszawa to jest dżungla. Przepisy przepisami, kierowcy robią swoje. Kursantki są zaskoczone: "Dlaczego on mi wyjechał z ulicy podporządkowanej? Przecież to ja miałam pierwszeństwo".
Nic nie szkodzi. Musisz zachować zasadę ograniczonego zaufania, bo nigdy nie wiesz, czy inni kierowcy – tak jak ty – jeżdżą zgodnie z przepisami. Chwila nieuwagi i będzie stłuczka.
Jedna z twoich złotych rad brzmi: na motocyklistów i rowerzystów trzeba się zawsze oglądać dwa razy.
Bardzo często przy zmianie pasa kursantka sprawdza, czy jest wolny. Jest, więc zaczyna manewr. Skręcając kierownicę, spójrz jeszcze raz! Chwilę temu było pusto? Nic nie szkodzi. Teraz mógł się pojawić jadący bardzo szybko motocyklista. "Boże! Chwilę temu go nie było". Właśnie: chwilę temu! Na drodze nic nam się nie może wydawać. Musimy mieć pewność.
Inna moja złota rada to "zasada cyrkla": wyobrażamy sobie, że w środek przejścia dla pieszych wbijamy jego nóżkę i zataczamy wokół kilkumetrowy okrąg. To jest sfera czerwona! Strefa bezpieczeństwa. Musimy uważać na każdą osobę, która się w niej znajduje. Często, gdy dojeżdżamy do pasów, kursantka mówi: "Przecież ten pieszy jest dwa metry stąd! Nie wygląda, jakby chciał przejść". Nic nie szkodzi. Piesi wiedzą, że mają pierwszeństwo, w związku z czym często w ogóle się nie rozglądają, tylko nagle podejmują decyzję i wchodzą na przejście. A my mamy obowiązek ich przepuścić.
Mnie się bardzo często zdarza, że piesi, których przepuszczam, dziękują mi gestem dłoni. Bardzo to jest miłe.
Mnie się też to zdarza, a kiedy sama przechodzę przez pasy, również kierowcom dziękuję. Czują się docenieni, uśmiechają się. W ten sposób wszyscy budujemy kulturę jazdy. Tu chodzi o zwykłą ludzką życzliwość!
Zobacz, ile wokół jest sfrustrowanych osób. Jak często kierowcy trąbią!
A dodajmy, że trąbić powinno się tylko w wyjątkowych okolicznościach. Jeśli stoję w korku i się wkurzam, trąbię na wszystkich wokół, żeby wyładować złość, to łamię przepisy.
No jasne – używanie klaksonu bez wyraźnej potrzeby może być ukarane mandatem.
Jednak warszawscy kierowcy albo o tym nie wiedzą, albo się nie boją kar, bo z mojego doświadczenia wynika, że w 80 proc. przypadków trąbią zupełnie niepotrzebnie. Stoimy z kursantką na światłach, zapala się zielone, klakson jest natychmiast. Dlatego że ona nie zdążyła ruszyć w ułamku chwili! To jest czysta złośliwość. Agresja.
Która w dodatku osobę dopiero uczącą się jeździć wybija z rytmu, stresuje.
Dlatego zawsze mówię tak: "Ten kierowca dał ci właśnie znać, ile to jest nanosekunda". Takimi zachowaniami kierowców naprawdę nie ma sensu się przejmować.
Co ciekawe, uczę jeździć na dwóch samochodach i zauważyłam, że zdecydowanie częściej trąbią na nas wtedy, kiedy jedziemy tym z oznaczeniem "L".
Paradoks! Przecież elka jest właśnie po to, żeby kierowcy byli ostrożniejsi, ale też bardziej wyrozumiali.
Każdy z nas się kiedyś uczył. Za to kiedy już się nauczymy, potrafi nam to dawać wiele radości! Kursantka mi opowiada, że siedzi z mężem przy śniadaniu i on pyta: "Dlaczego jesteś taka rozpromieniona?". "Bo po pracy mam jazdy". Wprawa, poczucie pewności siebie powodują, że w miejsce strachu pojawia się autentyczna chęć, radość.
Generalnie nowych rzeczy w życiu uczymy się, kiedy jesteśmy młode, dlatego super jest w wieku dojrzałym posiąść nową umiejętność.
Są osoby, które odpuszczają: czas nauki minął, czego nie umiem, tego się nie nauczę, i wchodzą w kierat praca–dom, praca–dom. Jaka to wielka strata!
Jesteś najlepszym dowodem na to, że na naukę, na zmiany w życiu nigdy nie jest za późno. Kiedy byłaś samotną matką i po nocach pracowałaś w firmie…
…i naklejałam znaczki na koperty. Ale zawsze wiedziałam, że to tylko chwilowe. Zawsze miałam w sobie głód nauki, głód życia. Pracowałam w wielu miejscach: byłam rejestratorką w przychodni, panią w kasie na basenie oraz sekretarką w kancelarii adwokackiej.
Nie miewałaś dołków, poczucia, że masz w życiu trudniej niż inni?
Były momenty, kiedy było mi bardzo ciężko. Ale też zawsze sobie wtedy mówiłam: przecież tak nie może być zawsze, muszę coś zmienić. Dlatego kiedy jeden z klientów firmy, w której wówczas pracowałam, zaproponował mi pracę w szkole nauki jazdy, którą tworzył, powiedziałam: podejmę to wyzwanie! Nie mam wątpliwości, że to przeznaczenie.
Przełomem był także moment, kiedy – kilka lat temu – postanowiłam nie uczyć już w żadnej autoszkole, tylko założyć własną firmę.
Ile miałaś lat, kiedy zostałaś swoją szefową?
43.
A teraz masz lat 49 i jesteś studentką drugiego roku psychologii.
Kiedy moja córka była nastolatką, kupiłam książkę Philipa Zimbardo "Psychologia i życie" i powiedziałam: "Przyjdzie taki dzień, w którym to będzie mój podręcznik". Dziś Dominika ma 29 lat, a ja spełniam marzenia. Jestem studentką!
Fascynujące są m.in. momenty, kiedy otrzymuję naukowe potwierdzenie intuicyjnej wiedzy, jaką nabyłam jako instruktorka. Kobietom, które na jednej lekcji chciały opanować wszystkie manewry, zawsze mówiłam: "Tak się nie da. Człowiek jest w stanie przyswoić ograniczoną ilość wiedzy. Kiedy jest jej zbyt dużo, pojawia się już zniecierpliwienie i złość".
Tak właśnie działa pamięć krótkotrwała. Kiedy słucham tego na wykładzie, uśmiecham się do siebie.
O czym będzie twoja praca licencjacka?
Sprecyzowanego tematu jeszcze nie mam, ale na pewno będzie dotyczył procesów, które zachodzą w osobie uczącej się jeździć samochodem.
Spełnieniem marzeń i wielkim szczęściem jest też dla mnie wydanie e-booka na ten temat. Tak jak studiowanie napisanie książki musiało poczekać na swój czas.
Wisienką na torcie niech będzie epizod, jak na użytek programu telewizyjnego uczyłaś jeździć Dodę. Opowiedz, proszę, jak to było.
Kluczowe było to, że od pierwszej chwili pokazałam, że ja tu jestem instruktorką, ja tu rządzę. Potem poszło już gładko. Dorota Rabczewska to bardzo inteligentna, bardzo sympatyczna, życzliwa, otwarta osoba. Na koniec dostałam od niej zaproszenie VIP na koncert w Sali Kongresowej. Siedziałam w trzecim rzędzie.
Tekst pierwotnie ukazał się 23 grudnia 2024 roku.
Monika Kot. Jest właścicielką firmy doszkalającej Spokojnie, o swojej pasji komunikuje m.in. na profilu na Instagramie oraz w podcaście "Babki za kierownicą", który jest dostępny na YouTube, Spotify oraz Apple. Jest żoną Artura, mamą Dominiki, babcią Jagódki, miłośniczką psów, pasjonatką psychologii, a od niedawna również podróżniczką. Powtarza, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno: właśnie napisała e-book, który można kupić tutaj: https://www.jazdabezstresu.pl.
Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl