Rozmowa
Piersi po dziecku (Michal Kuklinowski/ Shutterstock.com)
Piersi po dziecku (Michal Kuklinowski/ Shutterstock.com)

Dużo ma pani pacjentek mam?

Matki to jedna z większych grup klientek, a operuję około ośmiu–dziewięciu kobiet w tygodniu.

Jakie mają potrzeby?

Najczęściej mamy chcą poprawić sobie piersi, choć zdarzają się i brzuchy.

Mam kilka koleżanek, które urodziły dwoje–troje dzieci, ich piersi już dawno nie przypominają tych sprzed ciąży, ale wciąż zastanawiają się, czy chirurgia plastyczna jest dla nich, raczej wyznają filozofię ciałopozytywności. Zawsze ceniły sobie naturalność, nigdy nie sądziły, że mogłyby skorzystać z pomocy skalpela. Czy kobiety, które się do pani zgłaszają, robiły sobie wcześniej operacje plastyczne?

Takie, które są ciałopozytywne, do mnie raczej nie trafiają, bo akceptują się takimi, jakimi są, bez względu na to, jak na ich wygląd wpłynął czas czy różne zdarzenia życiowe. Ale mniej więcej połowa moich klientek nie korzystała wcześniej z chirurgii plastycznej.

Ciąża, karmienie piersią mogą bardzo zmienić wygląd piersi (Shutterstock.com)

Ciałopozytywność może mieć swoje granice. Tą granicą mogą być piersi po trzecim dziecku!

(śmiech) To prawda. I bardzo możliwe, że jest tak, jak pani mówi. Do mnie przychodzą jednak w większości przypadków pacjentki już zdecydowane na zabieg. Bardzo rzadko zdarzają się kobiety, które chcą porozmawiać o swoich wątpliwościach, zastanawiają się, czy to w ogóle rozwiązanie dla nich. Jeżeli te wahania się pojawiają, to są przegadywane poza gabinetem – w rodzinie, wśród znajomych.

Na konsultacje przychodzą kobiety, które szukają rozwiązań swojego problemu, są nastawione na działanie.

W jakim wieku są mamy, które najczęściej do pani trafiają?

Największą grupę stanowią kobiety po 30. roku życia. Ale zdarzają się też starsze pacjentki, po czterdziestce, które mówią: "Nosiłam się z decyzją o operacji przez siedem lat". Ja wtedy odpowiadam: "To o siedem lat za długo!". Jeśli kobieta ma kompleks związany z piersiami i on nie mija, to nie ma na co czekać. Najstarsza operowana przeze mnie kobieta miała 62 lata. Więc na operację nigdy nie jest za późno.

Ale zdarza się, że trafiają do mnie też bardzo młode pacjentki.

Mamy?

Tak, kobiety dwudziesto–dwudziestokilkuletnie, które – w większości przypadków – nie planowały ciąży, ale ta się przytrafiła i postanowiły dziecko urodzić. Niestety, ciąża, karmienie okazały się dla ich ciał, głównie piersi, dość dewastującym procesem. To są ich życiowe dramaty. Żadna z tych młodych kobiet nie spodziewała się, że tak szybko będzie musiała pożegnać się ze swoim młodym i jędrnym ciałem.

Ale przecież im ciało młodsze, tym szybciej wraca do dawnej formy.

Nie w każdym przypadku. Wszystko zależy od tego, w jakiej kondycji była skóra kobiety przed ciążą.

To znaczy?

Są kobiety, które z natury mają skórę cienką, wiotką, delikatną, która łatwo się rozciąga, są takie, które mają tendencję do rozstępów. Albo które na pewnym etapie swojego życia doświadczyły dużych wahań wagi lub w krótkim czasie bardzo schudły. Na jakość skóry ma także wpływ to, jak kobieta się odżywia oraz czy regularnie ćwiczy.

Na wygląd piersi ma większy wpływ sama ciąża czy karmienie piersią?

Bardzo często sama ciąża. To wtedy następuje gwałtowny wzrost piersi i tym samym rozciągnięcie skóry. Pytanie, czy skóra poradzi sobie z powrotem do stanu wyjściowego. Karmienie może do pewnego stopnia nasilać ten proces, ale z mojego doświadczenia wynika, że nawet u kobiet, które nie karmiły, różnica między tym, jak wyglądają ich piersi przed ciążą i po dziecku, jest bardzo duża.

Czy są kobiety, które zbyt szybko chcą poprawić sobie piersi po dziecku? Słyszałam, że piersi potrzebują czasu, aby wrócić do swojego pierwotnego stanu lub mu bliskiemu.

Zdarzają się kobiety, które jeszcze w ciąży piszą do mnie: "Kiedy będę mogła do pani przyjść?", bo już widzą, że zmiany będą spore. Trzeba się jednak uzbroić w cierpliwość.

Zasada jest taka: trzeba odczekać przynajmniej sześć–dziewięć miesięcy od porodu – w przypadku kobiet, które nie karmiły piersią – lub od zakończenia karmienia. Jeżeli po tym czasie piersi nie wróciły do stanu sprzed ciąży, lepiej raczej już nie będzie.

Czy warto poczekać z operacją, aż zrealizujemy wszystkie macierzyńskie plany?

Tego, jak się zmienią piersi po kolejnej ciąży, nie wiemy. Żartobliwie odpowiadam, że to pytanie do wróżki.

Nie ma przeciwwskazań do robienia operacji przed urodzeniem dziecka, ale ciąża, poród i karmienie piersią mogą mieć taki sam wpływ na piersi naturalne, jak i te po operacji. Może się więc zdarzyć, że kobieta po kolejnym porodzie będzie chciała znów zoperować piersi. Dlatego jeśli kobieta planuje ciążę w najbliższej przyszłości – za kilka miesięcy, rok – to radziłabym poczekać.

Zobacz wideo Kobiety później dojrzewają seksualnie?

Jak urodzenie dziecka może w ogóle wpłynąć na wygląd piersi?

Mamy zazwyczaj do czynienia z dwiema grupami pacjentek. Pierwsza to kobiety, które po urodzeniu dziecka wciąż mają piersi, ale niestety połączenie grawitacji i rozciągnięcia skóry zrobiło swoje i te piersi po prostu zjechały zdecydowanie za nisko. O ile w staniku wyglądają jeszcze jako tako, bo tę pierś można w nim jakoś upchnąć, to już bez niego czar pryska.

Drugą grupą są pacjentki, które przychodzą i mówią: "Zawsze miałam małe piersi, ale nie zostało po nich nic".

Albo te piersi wyglądają jak woreczki z grochem – jak powiedziała mi jedna mama.

Słyszałam już różne nazwy – psie uszy, puste skarpetki, puste baloniki.

O ile w przypadku pierwszej grupy wystarczy często po prostu te piersi podnieść, czyli zrobić tzw. lift – usunąć nadmiar skóry i uformować gruczoł metodą autoprotezy, czyli z wykorzystaniem istniejącej tkanki – o tyle w przypadku tej drugiej nie obejdzie się bez implantów.

Wiele kobiet pragnie zoperować sobie piersi po urodzeniu dzieci. Bo przypominają puste baloniki albo psie uszy (Shutterstock.com)

Zdarzają się w ogóle kobiety, które chcą piersi zmniejszyć po dziecku?

Są kobiety, które chcą sobie zmniejszyć piersi, ale nie dlatego, że te piersi stały się większe po urodzeniu dziecka. Słyszałam te historie rodem z legendy o kwiecie paproci, że po ciąży piersi rosną. Proszę w to nie wierzyć, to kazuistyka!

Jeśli kobieta chce zmniejszyć piersi po dziecku, to dlatego, że zawsze te piersi miała duże i one w dużym stopniu uprzykrzają jej życie – są bardzo niewygodne, mocno obciążają kręgosłup. A w związku z tym, że urodziła już dzieci i więcej nie planuje, decyduje się na operację.

Są sytuacje, w których odradza pani operację, bo pani zdaniem kobieta ma ładne piersi i nie wymagają one zabiegu?

Nie jest moją rolą ocenianie, czy kobieta powinna czuć się ze swoimi piersiami dobrze, czy źle. Nie jest nią także forsowanie mojego zdania, wmawianie pacjentce, że miseczka B wystarczy, "po co pani C?". Bo może jej piersi przed dziećmi były większe, jędrniejsze, były w rozmiarze C i ona za tym tęskni?

Nieraz pacjentki zwierzały mi się, że słyszały od mężczyzn chirurgów plastyków tego typu komentarze: "Ale ładne ma pani piersi, dlaczego się pani nie podobają?". Tych kobiet naprawdę nie obchodzi to, co on myśli o ich piersiach, bo z jakiegoś powodu do niego trafiły. Jak mu się podobają, niech sam sobie takie zrobi. 

Pacjentka przychodzi do plastyka ze swoimi marzeniami, moją rolą jest je spełnić. I robię to z największą przyjemnością.

Chirurg plastyczny nie stawia sobie żadnych granic? Klientka płaci, klientka oczekuje?

Absolutnie! Robię wyłącznie operacje, które mieszczą się w granicach mojego poczucia estetyki. Instagram potrafi namieszać w głowie, więc staram się zawsze wyważyć te szalone pragnienia, sprowadzić niektóre pacjentki na ziemię.

Proszę mi jednak uwierzyć, w 99 proc. przypadków kompleksy kobiet, które urodziły dzieci i się do mnie zgłaszają, są uzasadnione. Rzadko też trafiają do mnie kobiety, które raz w roku robią sobie jakąś operację plastyczną, zazwyczaj są to pojedyncze zabiegi, a kolejne ewentualnie dopiero po kilku latach. Grawitacji i zmian, którym podlega skóra, nie zatrzymamy. Operacja plastyczna nie jest "raz na całe życie".

Są sytuacje, w których nie wykonałaby pani zabiegu?

Oczywiście. Nigdy nie zrobiłabym operacji kobiecie, która tak naprawdę nie robi tych piersi dla siebie lub ma nierealne oczekiwania.

Nie dla siebie, czyli dla kogo?

Chociażby dla męża. Albo widzę, że kobieta chce mieć bardzo naturalne piersi i jest na czym pracować, bo gruczoł jest, wystarczyłoby piersi wymodelować i podnieść, ale ona mówi, że chce implant, bo koleżanki czy dziewczyny na forach piszą, że implant fajniejszy. Wtedy tłumaczę jej, że w jej przypadku implant naprawdę nie jest konieczny.

Ten etap rozmowy i wybadania, czego tak naprawdę kobieta chce i potrzebuje, jest bardzo ważny.

Jakie te piersi większość mam chce mieć? Króluje naturalność czy wręcz przeciwnie?

Po pierwsze, możemy osiągnąć efekt naturalności, trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że jeśli mamy do czynienia z bardzo małymi piersiami albo ich zanikiem i konieczne jest wstawienie implantu, to te piersi nigdy nie będą do końca wyglądały jak piersi sprzed ciąży. Sam lift w takich przypadkach nie przyniesie oczekiwanego efektu, ponieważ nie mam materiału do formowania piersi. Jestem niezłym chirurgiem, ale kiepskim cudotwórcą.

A jak podchodzą do tego kobiety? Część mówi wprost: przez 30 lat miałam naturalne piersi, teraz chcę mieć sztuczne! Nie ma sprawy, pod warunkiem że pacjentka nie przesadza z rozmiarem czy efektem sztuczności. Wszystko w granicach rozsądku i estetyki.

Niektóre mówią wprost: Przez 30 lat miałam piersi naturalne, teraz chcę mieć sztuczne (Shutterstock.com)

Mam jednak masę pacjentek, które przychodzą do gabinetu i mówią: chcę, żeby były jak najbardziej naturalne. Ale często po dłuższej rozmowie okazuje się, że wcale nie chcą, żeby było naturalnie…

W przypadku niektórych pań potrzebuję więcej czasu, aby domyślić się, czego chcą, bo widać od razu, że czegoś mi nie mówią albo same nie są ze sobą szczere.

Przykład?

Kobieta z małej miejscowości. Pytam ją o oczekiwania. Odpowiada: "Oczywiście, że naturalne". Widzę, że chyba nie do końca, nie słyszę przekonania w głosie. Więc próbuję inaczej i proszę o wskazanie zdjęcia inspiracji, na którym kobieta ma piersi, które jej się najbardziej podobają. I ona wskazuje kobietę ze sporymi sztucznymi piersiami z wyraźnie zaznaczonym dekoltem.

I komentuję: "To nie jest naturalna pierś. To jak robimy? Realizujemy pani marzenia czy robimy naturalne?".

Czasem konsultacja trwa 15 minut. Ustalamy, co robimy, i działamy. A czasem i godzinę, podczas której określamy potrzeby, pragnienia.

Skąd takie różnice w tym, co niektóre panie deklarują, że chcą, a tym, czego naprawdę pragną?

Dla części kobiet operacje plastyczne to wciąż temat tabu czy powód do wstydu. Zwłaszcza dotyczy to tych z mniejszych miejscowości lub bardzo młodych. Mówią mi na przykład: proszę zrobić takie, żeby nikt nie poznał, że są zrobione. Podkreślają, że nie mają potrzeby opowiadania nikomu o zabiegu, że nikt poza mężem nie może wiedzieć. "Bo co sąsiedzi pomyślą".

Nigdy nie zapomnę kobiety, która przyszła do mnie na konsultację z mamą. W pierwszej chwili pomyślałam: ale fajnie, musi mieć duże wsparcie w mamie, skoro zabrała ją ze sobą. Po czym ja rozmawiam z pacjentką, a mama ciągle komentuje: "Po co ty to robisz? Jakaś fanaberia! Dzieckiem byś się zajęła, a nie cycki robiła". Tak mnie ta mama wkurzyła, że wyprosiłam ją z gabinetu.

Miałam także pacjentki, którym mężowie próbowali wybić z głowy operację plastyczną piersi. Na szczęście ich nie posłuchały, poszły za własnym głosem i marzeniami. I potem mi mówiły: "Te piersi i ten rozwód to była najlepsza decyzja w moim życiu".

Wsparcie ze strony otoczenia jest szalenie ważne.

Kult matki Polki wciąż ma się dobrze w naszym społeczeństwie. Kobieta ma z podniesioną głową znosić trudy macierzyństwa.

I złego słowa nie może powiedzieć. Na szczęście czasy lukrowania macierzyństwa powoli za nami. Macierzyństwo może być bardzo obciążające, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, zwłaszcza dla kobiet, bo to one rodzą, to ich ciało się zmienia.

Gdy wiele lat temu zajmowałam się przede wszystkim zabiegami rekonstrukcji piersi – głównie po nowotworach – też wydawało mi się, że poprawianie sobie czegokolwiek dla siebie, bez przesłanek zdrowotnych, jest fanaberią. Ale jak zaczęłam pracować z kobietami, szczególnie właśnie mamami, którym takie zabiegi znacząco poprawiały jakość życia, nawet więcej, pozwalały im po prostu normalnie funkcjonować – to na zawsze zmieniłam zdanie.

To nie jest potrzeba z kategorii "panienka chce mieć wielkie cyce", to potrzeba z kategorii "chcę móc spojrzeć na siebie w lustrze i czuć się pełnowartościową kobietą".

To często kobiety, które czują się tak źle ze swoim ciałem, że nie są w stanie się rozebrać nawet przede mną – inną kobietą, w dodatku lekarzem, który chce im pomóc. Nie są w stanie zdjąć stanika w trakcie seksu z mężem, bo tak wstydzą się swoich piersi po porodzie.

To kobiety, które mają problemy natury higienicznej, ponieważ piersi tak opadły, że mają trudności z czyszczeniem skóry pod nimi, bo skóra tam bardzo się poci, co skutkuje powstawaniem odparzeń.

Jak te operacje wpływają na ich samoocenę?

Stają się innymi kobietami. Szczęśliwymi, pewnymi siebie. Wiem, jak to brzmi, ale tak naprawdę jest! Przed operacją przychodziły do mnie nieumalowane, nieuczesane, zawstydzone i pełne kompleksów. Pierwsza konsultacja po zabiegu, wchodzi nowa osoba – zadbana, z makijażem, uśmiechem na twarzy.

Kobiety raczej się chwalą nowymi piersiami czy to ukrywają?

Większość się chwali!

Zdarzają się niezadowolone klientki?

Oczywiście, choć rzadko. Zazwyczaj słyszę: "Mogłam zrobić większe". Bywa tak, że kobiecie zależy tak bardzo na tym efekcie naturalności, że trochę ignoruje to, co mówię, czyli – nie stworzymy czegoś z niczego. Część pacjentek wychodzi z założenia, że może się jednak uda. Potem jednak żałują, że nie zdecydowały się na większy implant.

Czy kobiety, które są już zdecydowane na zabieg, czegoś się obawiają?

Matki najczęściej boją się, że się nie wybudzą. Myślą sobie: spoczywa na mnie odpowiedzialność opieki nad dzieckiem, a ja tu myślę o zrobieniu sobie piersi. Na własne życzenie mogę doprowadzić do tragedii. To taki typowy lęk rodzica. Atawistyczny. Oczywiście, że zawsze może się coś zdarzyć, ale żaden anestezjolog nie dopuści kobiety do zabiegu pod narkozą, jeżeli nie ma ona prawidłowych badań.

Nie obawiają się rekonwalescencji?

To bardzo ciekawe, ale matki zdecydowanie lepiej znoszą rekonwalescencję niż kobiety, które nie rodziły. Mają większą akceptację tego procesu, mniej obawiają się bólu, podchodzą do tego bardziej zadaniowo, mniej emocjonalnie.

A nie ma co się oszukiwać – rekonwalescencja lekka nie jest. Dolegliwości bólowe potrafią dać w kość. Niektóre kobiety mówiły, że przez tydzień nie były w stanie podnieść kubka z kawą.

Na początku rozmowy wspomniała pani, że mamy operują sobie również brzuchy.

To zaledwie około 10 proc. przypadków. Choć zdarza się, że operujemy jedno po drugim, w odstępie około pół roku.

A wory pod oczami po nieprzespanych nocach?

Zanim zoperuję jakiejś mamie wory pod oczami, najpierw sugeruję, żeby się porządnie wyspała! (śmiech) Nadmiar skóry na powiekach, czy dolnych, czy górnych, to osobny temat, który nie dotyczy, podobnie jak pomniejszanie piersi, kobiet posiadających dzieci. Zdarzają się i bardzo młode osoby z bardzo podkrążonymi czy opadniętymi powiekami. Powiem jedno: w pewnym wieku każda kobieta powinna sobie zrobić górne powieki. Efekt petarda!

Czy kobieta planująca ciążę może coś zrobić, aby jednak uniknąć w przyszłości skalpela?

Oczywiście, że można do pewnego stopnia zadbać o skórę piersi, przygotować ją na ciążę ćwiczeniami, prawidłową dietą. Bardzo ważne, aby nie podchodzić do ciąży jako do okresu, w którym można jeść za dwóch. Norma mówi o przyroście masy od 8 do 12 kg w trakcie ciąży. Pewnych zmian jednak nie da się ani przewidzieć, ani uniknąć. I wtedy jedynym rozwiązaniem jest chirurgia plastyczna.  

dr Anna Bagińska (archiwum prywatne)

dr Anna Bagińska. Specjalistka chirurgii plastycznej, estetycznej i rekonstrukcyjnej. Jest absolwentką Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie ukończyła prawo medyczne. Specjalizację z zakresu chirurgii plastycznej uzyskała w Oddziale Chirurgii Plastycznej Specjalistycznego Centrum Medycznego S.A. w Polanicy-Zdroju, najstarszym i jednym z najbardziej prestiżowych ośrodku chirurgii plastycznej w Polsce, gdzie pracuje do dzisiaj.