Rozmowa
Barbara Nadratowska jest muzykiem, a jako mistrz świeckich ceremonii pogrzebowych pracuje od ponad 14 lat (Archiwum prywatne)
Barbara Nadratowska jest muzykiem, a jako mistrz świeckich ceremonii pogrzebowych pracuje od ponad 14 lat (Archiwum prywatne)

Umiera bliski. Jakie mamy możliwości?

Takie jak zawsze. Możemy wybrać pochówek w obrządku religijnym lub świeckie pożegnanie. Ustawa mówi o tym, że jeśli w danej miejscowości znajduje się cmentarz komunalny, to ksiądz ma prawo nie wydać zgody na pochówek na cmentarzu parafialnym. Wiem z naszego lubelskiego podwórka, że na dwóch parafialnych cmentarzach rodzina musiała pisać podania, żeby świecka ceremonia odbyła się na cmentarzu katolickim, i wnosić za to opłaty. 

Księża już się chyba przyzwyczaili do tego, że my, mistrzowie świeckich ceremonii pogrzebowych, istniejemy i towarzyszymy w ostatniej drodze. Chociaż czasami zdarza się, że duchowny rzuca kłody pod nogi, ale nijak się to ma do sytuacji, które były jeszcze kilkanaście lat temu.

Jak wtedy, kiedy pod Lublinem ksiądz zamknął przede mną bramę na kłódkę i kazał pisać oświadczenie, że mam świadomość, że ziemia jest poświęcona. Próbowałam mu tłumaczyć, że działam zgodnie z literą prawa, ale był nieugięty. Dopiero wizja przyjazdu policji go oprzytomniła. Ale ze złości tak huknął bramą cmentarną, że ta uderzyła w kontener na śmieci, który się rozpadł.

Kiedy zaczynałam pracę w tej branży, większą sensacją było to, że jestem kobietą. Słyszałam: No nie, nie dość, że nie ksiądz, to jeszcze baba! Księża z powodu niewiedzy byli także uprzedzeni, może myśleli, że mistrzowie ceremonii palą ogniska i tańczą wokół baobabu. Dzisiaj księża wiedzą, czym jest pogrzeb świecki, nie toczymy wojenek z Kościołem.
Na uroczystości Barbara Nadratowska zakłada czarną togę (Archiwum prywatne) , Ustawa mówi o tym, że jeśli w danej miejscowości znajduje się cmentarz komunalny to ksiądz ma prawo nie wydać zgody na pochówek na cmentarzu parafialnym (Fot. Tomasz Stańczak/ Agencja Wyborcza.pl)

Zaczynają się za to pojawiać sytuacje podobne do tej, jaką miałam w małej miejscowości pod Puławami. Pogrzeb był świecki, ksiądz w ogóle nie brał w nim udziału. Gdy podjechałam pod cmentarz, który znajdował się koło kościoła, podszedł do mnie duchowny i zaprosił mnie wraz ze zgromadzonymi do kościoła. Powiedział: "Jest upał, to są moi parafianie, udostępnię pani miejsce". Byłam zaskoczona – taka sytuacja zdarzyła się drugi raz w historii działalności mojej i męża, a on pracuje w tym zawodzie od 22 lat.

Gdzie najpopularniejsze są świeckie ceremonie?

Kiedyś – w dużych miastach, sporadycznie jeździłam do maleńkich miejscowości. Do dziś pamiętam pogrzeb sprzed 20 lat w małej wsi pod Głogowem. Był mróz, pogrzeb miał być tylko na cmentarzu, byłam odpowiedzialna za oprawę muzyczną, mąż za prowadzenie ceremonii. Mieliśmy podjechać jeszcze do sklepu, żeby kupić dodatkowe baterie na wszelki wypadek.

Podjeżdżamy, a tam kartka na drzwiach: Przerwa z powodu pogrzebu. Na pożegnanie przyszła cała wieś – poza księdzem. Taka to była sensacja i chęć zobaczenia świeckiej ceremonii.
Zobacz wideo Na cmentarzach może wkrótce zabraknąć miejsca

Co, jeśli rodzina ma wykupiony grób na cmentarzu parafialnym, a pogrzeb ma być świecki? Nie jest się zakładnikiem tej sytuacji?

Trochę się jest. Zdarza się, że w takich przypadkach księża zaczynają się mocno interesować tym, co mają w księgach parafialnych, na ile osób był grób wykupiony. Na największym polskim cmentarzu – warszawskim cmentarzu Bródnowskim – którym zarządza ksiądz, nigdy nie spotkałam się z trudnościami. 

Kto decyduje o tym, że pożegnanie będzie świeckie? Zmarły przed śmiercią? Rodzina?

Decyduje rodzina, bo to ona musi pochować zmarłego. Jakie za wyborem świeckiego pożegnania stoją intencje – czy są realizacją życzenia bliskiego, czy wizji rodziny – tego nie wiem. Czasami słyszą, że tata od 30 lat powtarza: Tylko żadnego księdza na moim pogrzebie!

Pożegnanie może odbyć się w różnych miejscach (Archiwum prywatne)

Ale całkiem niedawno mieliśmy przypadek, kiedy rodzina poszła do kancelarii parafialnej, bo pogrzeb miał być katolicki, ale odbili się od drzwi, nie byli w stanie skontaktować się z księdzem i postanowili, że nie będą się prosić, tylko zrobią świeckie pożegnanie.

Kiedyś było tak, że byliśmy proszeni o poprowadzenie pożegnania, kiedy był rodzinny konflikt z księdzem albo zmarła osoba była ateistą, agnostykiem. Dzisiaj 60 proc. ceremonii, które prowadzimy, są ostatnią drogą osób, którym z Bogiem było i może po drodze, ale z Kościołem niekoniecznie. 

A czy zdarza się, że to osoba żyjąca decyduje o tym, że to pani poprowadzi jej pogrzeb?

Czasem faktycznie dzwonią do mnie osoby, które jeszcze za życia chcą ustalić szczegóły pożegnania. Jeśli to osoba chorująca, to staram się w takiej sytuacji namówić do walki o życie, a nie myślenia o śmierci, i zasugerować przekazanie wytycznych rodzinie, żeby to oni ewentualnie później się pożegnaniem zajęli. Oczywiście jeśli ktoś jest nieustępliwy, to się uginam, ale takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko. 

Zapytałam kilkoro znajomych, jak sobie wyobrażają, że wygląda takie świeckie pożegnanie, i usłyszałam, że to jest "chyba taki benefis ze wspomnieniami o zmarłym".

Pojawił się trend, żeby ceremonię pogrzebową zamienić na benefis, na dodatek wesoły. My się z mężem przeciwko temu buntujemy, dla nas pogrzeb – bez względu na charakter i obrządek – zawsze jest sacrum, z granicami, których przekraczać nie należy. 

Owszem, świeckie pożegnanie jest w stu procentach poświęcone zmarłej osobie. Nie tylko ją wspominamy, słuchamy muzyki, którą lubiła lub z którą była kojarzona. Może to być połączone z pokazem zdjęć, filmu, który montujemy na podstawie materiałów otrzymanych od bliskich i wyświetlanych na ekranie. 

Podczas naszych ceremonii staramy się wygospodarować trochę czasu, żeby każdy, kto przyjdzie na uroczystość, mógł pożegnać zmarłego tak, jak chce. Nie zapełniamy całkowicie każdej minuty, jest moment na podejście do urny czy trumny, na zadumę. Nie działamy jak roboty, które zaczynają spotkanie o 10.30, a pół godziny później je kończą.

Co najbardziej odróżnia świecką ceremonię od pogrzebu katolickiego?

Księża mają zdecydowanie łatwiej niż my, bo mają liturgię, której muszą się trzymać. Co nie wyklucza faktu, że gdyby się postarali, to chociażby w kazaniu mogliby o zmarłym, często osobie ze swojej parafii, coś ciepłego i bardziej osobistego powiedzieć.

Albo przynajmniej nie mylić imion.

My poruszamy się po jednej trzeciej Polski, dzwonimy do rodzin, rozmawiamy, dopytujemy i na tej podstawie piszemy mowy pożegnalne. Później wysyłamy tekst do rodziny do autoryzacji i nanosimy ewentualne poprawki.   

Świeckie pożegnanie dzieli się na trzy części: ceremonię, przejście konduktu i krótką mowę grobie (Archiwum prywatne)

Rozmawiałam kiedyś w Płocku z sympatycznym księdzem, który powiedział, że z przerażeniem patrzy, ile się w jego okolicy odbywa świeckich pożegnań w ciągu miesiąca. Zasugerowałam, że może gdyby duchowni skupili się bardziej na zmarłym i jego bliskich, to świeckich pogrzebów byłoby mniej. Rodzinie nie jest łatwo, chcą usłyszeć coś więcej, niż że zmarły był częścią Kościoła. Moja podpowiedź nie spotkała się jednak ze zrozumieniem. 

Świeckie pożegnanie jest bardziej przyjazne w odbiorze?

Pogrzeb świecki jest przede wszystkim dla bliskich – to czas pożegnania.

Jestem zwolenniczką tego, żeby dzieci brały w nich udział. W moim dzieciństwie funkcjonowały tzw. puste noce – jeździło się wieczorem do domu zmarłego, on był wystawiany w otwartej trumnie, zgromadzeni się modlili, śpiewali. Od śmierci nie jesteśmy w stanie uciec. Każdy z nas przynajmniej raz w życiu będzie musiał zorganizować pogrzeb, każdy pewnie pożegna ukochaną osobę.

Pamiętam pożegnanie pana, który był ojcem trójki dorosłych dzieci. Oni nie byli w stanie wejść na cmentarz, mówili, że nie byli dotąd na żadnym pogrzebie, że w ogóle nie chodzą na cmentarze, że nikt ich w dzieciństwie nie zabierał na groby. Nie przekonywałam tych osób na siłę, ale ile musiałam się ich rodzinie i sąsiadom nawyjaśniać, to wiem tylko ja. Kiedy zaczęłam ceremonię, to słyszałam kolejne głosy, żeby nie zaczynać, bo dzieci jeszcze nie ma, żeby poczekać na nie, zawołać je.

Jak świeckie pożegnanie odbierają osoby, które na taką formę nie były przygotowane? Oczekują klasycznej mszy, księdza, a tu takie zaskoczenie.

Rodziny, organizując pogrzeb świecki, często asekuracyjnie informują o charakterze uroczystości. Rzadko zdarza się zaskoczenie, tym bardziej że informacje zawarte w nekrologu mówią jasno o formie ceremonii – nie ma tam słowa o mszy pogrzebowej.

Bywały sytuacje, kiedy jakaś ciocia próbowała przekonać organizatorów do dodania elementów katolickich. Trzy lata temu jedna z uczestniczek próbowała moją obecność zbojkotować – płaczem i szantażem przymusić siostrzenicę do zmiany decyzji i szybkiego zaangażowania księdza. Okazało się, że kilka miesięcy później byłam mistrzynią ceremonii na jej pogrzebie.

Świeckie pożegnanie skupia się głównie na zmarłym i jego bliskich (Archiwum prywatne) , Kiedy umiera ktoś bliski opcje są dwie: pogrzeb religijny lub świecki (Fot. Marta Dudzińska / Agencja Wyborcza.pl)

Jak to?!

Kiedy już przestała protestować, przekonała się, jak takie pożegnanie wygląda. Na cmentarzu po zakończonym pogrzebie podeszła do mnie, przeprosiła i poprosiła o wizytówkę. Nie rozumiałam, po co jej ona. Okazało się, że przechodziła chemioterapię, ale rokowania były złe.

Pomyślałam, że emocje wzięły nad nią górę, absolutnie nie czekałam na telefon ze strony jej bliskich, tym bardziej że to były Mazury, a to przecież kilkaset kilometrów od Lublina. Córka tej pani zadzwoniła i powiedziała, że życzeniem jej mamy było, żebym poprowadziła pożegnanie. Ta sytuacja miała zaskakujący koniec, bo córka zmarłej po świeckiej ceremonii zamówiła za mamę mszę w kościele.

Czy pożegnanie świeckie ma swoją strukturę?

Przebieg uroczystości jest omawiany z organizatorami pogrzebu. Pierwsza rozmowa dotyczy znalezienia dogodnego terminu, ale druga to już dłuższe ustalenia – dotyczą przebiegu uroczystości krok po kroku, wywiadu na temat zmarłej osoby, na podstawie którego piszemy mowę, rodzaju muzyki, oprawy wizualnej. Nie jestem zwolenniczką zaskakiwania rodziny na pogrzebie; są mistrzowie ceremonii, którzy praktykują takie podejście, ale nasze mowy są z rodziną konsultowane. Ludzie są w różnym stanie psychicznym, w różnym wieku, może dojść do pomyłek.

Ceremonia trwa około godziny. Połowa z tego czasu to uroczystość w kaplicy, reszta to przejście konduktu i zakończenie ceremonii przy grobie.

Pół godziny to bardzo mało! Zwłaszcza że ulubiona piosenka może trwać siedem minut.

Dlatego trzeba kombinować – utwór w wersji instrumentalnej może stanowić tło do wygłaszanego wspomnienia. Na cmentarzach, zwłaszcza tych dużych, nie ma wiele czasu. Zakład pogrzebowy ma kolejne zlecenia, pracownicy cmentarza rozpisany grafik, nie ma miejsca na przedłużanie ceremonii. Oczywiście zawsze jest możliwość zarezerwowania sali czy kaplicy na dłuższy czas, ale to pozostaje w gestii organizatorów. My musimy dostosować się do panujących warunków.

Przejście konduktu na cmentarz (Archiwum prywatne)

Ile kosztuje pani usługa?

W Lublinie – 800 zł. Na cenę składa się przygotowanie ceremonii i mowy pożegnalnej, a także prowadzenie uroczystości wraz z odtwarzaniem muzyki z nośnika. Koszt zwiększają dodatkowe usługi: pokaz zdjęć, filmów oraz zwrot wydatków za dojazd w miejsca poza Lublinem.

Skoro chodzi o świeckość, to jak jest z symbolami katolickimi w salach pożegnań w domach pogrzebowych?

Bywają bardzo różne sale. Znam jedną, w której ściany są pomalowane na wściekle fioletowy kolor, zdobią ją złote figury świętych. Jej właściciel mówi, że świadkowie Jehowy też z niej korzystają i jeśli się komuś nie podoba, to on do wynajmu nie zmusza.

Kaplice w domach pogrzebowych zwyczajowo mają krzyż i rodziny raczej nie proszą o ich zasłonienie czy demontaż. Ale wcale nie trzeba korzystać z kaplic.

Prowadziłam ceremonię w domu weselnym, klubie jazzowym, sali konferencyjnej, w hotelu, w porcie w Giżycku. Jeśli jest potrzeba poważnego wydłużenia pogrzebu, to proponuję wynajęcie miejsca, w którym nie ma ograniczeń wynikających z zapełnionego terminarza.

Pożegnanie można potraktować jako początek mniej formalnego spotkania w mniejszym gronie – na stypie lub po niej.

Latem prowadziłam ceremonię pożegnania pana, który miał działkę nad jeziorem i kochał grillować. Zamiast organizować konsolację w restauracji, rodzina zaprosiła uczestników na grilla. Był projektor ze zdjęciami i filmami. Bliscy mają czasami potrzebę kontynuacji pożegnania, czują niedosyt, nie chcą się po złożeniu trumny do grobu rozchodzić.

Zdarza się pani odmawiać poprowadzenia ceremonii?

Tak – kiedy czuję, że naraziłabym się na śmieszność. Całkiem niedawno kontaktowała się ze mną córka znanej postaci z prośbą o poprowadzenie pogrzebu jej taty. I zaczęła od słów, że "ma wizję". W wizji było podpisywanie się flamastrami na trumnie, balony z helem, które miały być puszczone w powietrze – a zmarły był ekologicznym aktywistą. Odmówiłam.

Wiem, że w takich wypadkach mówienie o tym, co podczas pożegnania wypada robić, a czego nie wypada, jest jak rzucanie grochem o ścianę. Ale w branży działa wielu mistrzów ceremonii i nie mam wątpliwości, że znalazłoby się wielu chętnych. I byliby z ceremonii dumni, wrzuciliby realizację na swój profil w mediach społecznościowych.

Mistrz ceremonii musi znać zasady pogrzebów wojskowych (Archiwum prywatne)

Inna klientka chciała, żeby w kaplicy na pożegnaniu babci zatańczyła wnuczka. Także odmówiłam.

Zdarzyło się, że usłyszałam, że odmawiam pogrzebu zmarłemu. To nieprawda, nie odmawiam, jeśli zmarły był kontrowersyjny za życia, nie odmawiam, jeśli rodzina jest trudna w kontaktach. Uważam jedynie, że są granice, których w ceremonii przekraczać się nie powinno.

Po spadającej liczbie ślubów kościelnych, dzieci chodzących na religię, rosnącej liczbie apostazji wydaje się, że świeckie pożegnania będą zyskiwały na popularności.

Owszem. Dzisiaj dostajemy zlecenia głównie od domów pogrzebowych. I ich przedstawiciele mówią, że mają coraz więcej zamówień na mistrza ceremonii. Działa to także w drugą stronę, bo pojawiają się w branży nowe twarze. Ale promil z tych osób się utrzymuje – robią trzy–cztery pożegnania i znikają. To czasochłonne, wymagające zajęcie, wiążące się z kontaktami z ludźmi, którzy bywają bardzo różni. A przede wszystkim ta praca obciąża psychicznie.

Kiedy zaczynaliśmy, jeździliśmy po całej Polsce, teraz ograniczamy się do kilku województw.

Jestem drugą pod względem stażu mistrzynią ceremonii, dłużej ode mnie działa w tej branży tylko Anna Borowik z Warszawy, która także pracuje z mężem. Zresztą ciekawe, że właśnie kobiety próbują podbić ten zawód – wśród nowych twarzy dużo jest pań.

Tym większy daje to kontrast w stosunku do pogrzebu katolickiego, który poświęcony jest głównie Bogu i prowadzony przez księdza – mężczyznę.

Rzeczywiście, kobiety w roli mistrzów ceremonii odbierane są jako cieplejsze i delikatniejsze. Jednak moją marką nie jest płeć czy strój, ale przede wszystkim imię, nazwisko i staż.

Pożegnanie, w którym uczestniczyło dwóch mistrzów ceremonii (Archiwum prywatne) , Kaplice w domach pogrzebowych zwyczajowo mają krzyż i rodziny raczej nie proszą o ich zasłonienie czy demontaż (Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl)

Szczególnie wspomina pani swoją pierwszą ceremonię pogrzebową, która okazała się prawdziwym chrztem bojowym.

Przez długie lata jeździłam z mężem – mistrzem ceremonii – jako osoba odpowiedzialna za oprawę muzyczną. Jestem muzykiem, obsługiwałam też eventy i wesela. Wyjście do ludzi nie stanowiło dla mnie problemu. Kiedy mąż dostał zapytanie o poprowadzenie pogrzebu teścia koleżanki, musiał odmówić, bo miał zajęty ten termin, ale zaproponował – bez konsultacji ze mną – moją kandydaturę.

Sądziłam, że będzie to zwyczajny pogrzeb, a okazał się wielkim przedsięwzięciem – z Biurem Ochrony Rządu, asystą wojskową, kilkunastoma politykami w pierwszym rzędzie. Organizacyjnie było to dla mnie ogromne wyzwanie. Już później nigdy się tak podczas ceremonii nie stresowałam jak za tym pierwszym razem. 

Jest jeszcze panią w stanie coś zaskoczyć?

Nie. Ale może za szybko odpowiedziałam i kuszę los?

Bo proszę mi wierzyć, wyobraźnia ludzka nie zna granic. Także w kwestii pogrzebów świeckich. 

Barbara Nadratowska. Mistrzyni ceremonii od 2010 r. Pasjonatka muzyki, podróży, ludzkich dokonań i talentów. W wolnych chwilach pisze wiersze i piosenki. Szczęśliwa żona i mama.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. W wolnych chwilach trenuje jeździectwo.