Rozmowa
Marta Drożdż (Fot. archiwum prywatne)
Marta Drożdż (Fot. archiwum prywatne)

18 miesięcy temu zaczęły się twoje problemy ze znalezieniem pracy. Prawie zawsze po wysłaniu CV zapraszano cię na rozmowę, a potem… cisza.

Półtora roku temu straciłam ostatni długi kontrakt. Było to dla mnie traumatyczne doświadczenie, wylądowałam u psychiatry, który stwierdził depresję. Jak masz taki epizod, to nie wypadasz najlepiej na rozmowach, ale ja od razu zaczęłam szukać pracy. Swoje CV doprowadziłam do takiego stanu, że jest interesujące dla osób rekrutujących, więc byłam zapraszana na spotkania. Tyle że często kończyło się już na pierwszym. Czułam, że coś złego się dzieje i że muszę wybierać: wóz albo przewóz. Depresja i ogólnie zapaść psychiczna doprowadziły mnie do tego, żeby się zdiagnozować. I tak we wrześniu 2022 roku dostałam diagnozę: spektrum autyzmu.

Dlaczego zaczęłaś podejrzewać, że jesteś osobą w spektrum?

Natknęłam się na wywiad z osobą w spektrum. To, co mówiła, było mi bliskie, wyjaśniało wiele kwestii, których do tej pory nie rozumiałam w swoim życiu. Dlaczego mam problemy z ludźmi, z komunikacją, z relacjami. Dlaczego to mi się powtarza. Zapisałam się do grupy na Facebooku Dziewczyny w Spektrum i kolejne rzeczy się potwierdziły. Czasem rozmawiam z kimś, kto mówi: "O, to może ja też jestem trochę w spektrum albo mam ADHD?". Tymczasem to nie tak, trzeba spełnić naprawdę dużo warunków i bardzo istotne jest natężenie objawów.

Masz oficjalną diagnozę?

Tak. Diagnozę otrzymuje się od zespołu diagnostycznego, który składa się z psychologa i psychiatry, wystawia ją ten ostatni. W moim przypadku podstawą był wywiad z lekarzem, który specjalizuje się w kobiecym autyzmie, bo on jest zupełnie inny niż autyzm męski.

Czym się różni?

Mężczyźni w spektrum są bardziej "książkowi", stereotypowe wyobrażenia o autyzmie są u nich bardziej widoczne. U kobiet nie są, bo od dzieciństwa jesteśmy mocniej socjalizowane. Autyści są obserwatorami, szybko orientują się, co i gdzie, a kobiety dodatkowo się maskują i świetnie naśladują zachowania innych. Szybko łapią też, czego się od nich oczekuje, a czego nie. Ja również tę sztukę kopiowania opanowałam, a mimo to zawsze było coś nie tak. Zarówno w pracy, jak i w prywatnych znajomościach wciąż izolowano mnie na dalszych etapach znajomości.

Marta Drożdż: Mężczyźni w spektrum są bardziej 'książkowi', stereotypowe wyobrażenia o autyzmie są u nich bardziej widoczne (Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Wyborcza.pl)

To było twoje poczucie, że odstajesz, czy ktoś ci to mówił?

Nikt mi tego wprost nie powiedział, bo w Polsce jest kultura niemówienia. Nawet takiego asertywnego, normalnego ubrania rzeczy w słowa, w stylu: wiesz, u nas się robi inaczej. Więc jeśli ktoś rezygnował ze znajomości ze mną, nigdy nie słyszałam, co się stało, a ja nie mogłam się tego domyślić. Potem u terapeuty się dowiadywałam o rzeczach, które "normalni", czyli neurotypowi, ludzie wiedzą. Tłumaczył mi np.: "Marta, ludzie mogą, ale nie muszą ci mówić, czemu odchodzą. Istnieje takie zjawisko jak zaprzestanie relacji".

Zaprzestanie relacji przytrafia się czasem każdemu. Czułaś, że u ciebie tego jest więcej?

Tak, ale teraz mam inną perspektywę, pełniejszą. Nie cierpię już tak bardzo z powodu odrzucenia. Zrozumiałam, że ludzie nie zawsze mają coś do mnie, tylko po prostu czasem nie jest nam po drodze. Z perspektywy, w której doświadczałam tego boleśnie, przeszłam do akceptacji rzeczywistości. To już nie jest dla mnie traumą.

Trauma to mocne słowo.

Życie autystów to trochę pasmo traum. Dlaczego bardzo wiele osób w spektrum ma depresję? Bo wciąż przeżywa odrzucenia lub mikroodrzucenia i to rodzi małe traumy. Traumą nie musi być jedno wielkie wydarzenie w twoim życiu, mogą to być także małe, częste rzeczy. Wielu autystów żyje w niepokoju, lęku, boi się próbować. Jeśli masz zbyt mało doświadczeń, potrzebujesz zweryfikować swoje przekonania o świecie czy ludziach, a autyści się wtedy izolują. Nie pozwalasz sobie na uelastycznienie podejścia. I tak to się kręci – zraziłaś się raz, drugi, setny i sto pierwszy nie chcesz próbować.

Ale ty jednak próbowałaś. Bardzo intensywnie szukałaś pracy.

I słyszałam: "Inny kandydat pasuje lepiej", "Nieadekwatne doświadczenie" albo: "Nie masz umiejętności analitycznych". Skoro tego ode mnie oczekiwano, to zaczęłam ostro pracować nad analityką. Rekruterzy zwykle mówią, że brakuje ci jakiejś twardej umiejętności, ale czułam, że tu wcale nie chodzi o umiejętności twarde, tylko o miękkie. Byłam więc ciekawa osób, które ostatecznie dostały daną pracę, a to można łatwo sprawdzić na LinkedIn. Mogłam zobaczyć przebieg ich karier.

Twoje twarde umiejętności były podobne? A może aplikowałaś na nieodpowiednie stanowiska?

Miałam prawie sześć lat różnorodnego doświadczenia, moje twarde umiejętności były podobne, ale nikt nie chciał mnie zatrudnić.

Jakich miękkich umiejętności ci brakuje? Czy stanowiska, na które aplikowałaś, ich wymagały?

Niestety tak. To jest właśnie "autystyczne". Zawsze, jak rozmawiałam z klientem, to wydawało mi się, że najważniejsza jest merytoryka, że jestem w stanie go przekonać siłą argumentów. Tylko że potem jednak nie współpracowano ze mną, bo nie spodobałam się menedżerce itd. "Zbyt bezpośredni sposób bycia" – komentowano moje zachowanie. Słyszałam też, że zadaję pytania, których nie powinnam.

Marta Drożdż: Zawsze, jak rozmawiałam z klientem, to wydawało mi się, że najważniejsza jest merytoryka, że jestem w stanie go przekonać siłą argumentów. Tylko że potem ze mną nie współpracowano (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl)

Na przykład jakie?

Choćby: Kiedy otrzymam zapłatę za swoją fakturę? (śmiech)

Bardzo dobre pytanie.

Bardzo dobre, ale nie w Polsce. A już na pewno nie wolno się przypominać z zaległymi fakturami. Nie powinno się też pytać klienta, czy jest czegoś świadomy, np. że to, co proponuje, jest bez sensu.

Tymi słowami?

Nie mówiłam "bez sensu", ale np.: tu widzę takie i takie luki. Kwestia obycia. Autyzmu może nie widać, ale go słychać. U każdego autysty, którego poznałam, było słychać.

Czy kiedykolwiek podczas rekrutacji mówiłaś, że jesteś osobą w spektrum?

Nikt tego nie mówi. Ja odważyłam się może dwa razy powiedzieć: jestem neuroróżnorodna, bo to inaczej brzmi niż "w spektrum". Raz po ostatniej rozmowie, gdy już wiedziałam, że mi nie poszło. Byłam wcześniej na stronie firmy. Napisali, że panuje u nich inclusion diversity. Zapytałam o to rekrutującego pracownika merytorycznego. Odparł: "No tak, pracują z nami osoby różnego koloru i z różnych państw". To nie o to chodzi. Powiedziałam, że jestem w spektrum, i usłyszałam: "A to nie widać po tobie". To jest klasyczna odpowiedź, kiedy ktoś nie rozumie.

Mówiąc o tym, że jestem osobą w spektrum, zainspirowałam się Ulą, z którą nagrałam rozmowę do mojego podcastu. Ula jest bardzo młoda, ale stwierdziła, że już za stara, żeby to ukrywać, chce mieć w pracy jasność, nie chce się bawić w gierki. Ula powiedziała podczas rekrutacji, że jest w spektrum. Menedżer zatrzymał proces: "OK, czego potrzebujesz jako osoba w spektrum? Czy rekrutacja powinna inaczej wyglądać?". Została przyjęta.

Wiesz, dlaczego nie dostałaś tej ostatniej pracy?

Nie poszło mi dobrze z angielskim. Mówię po angielsku płynnie, przez ostatnie pięć lat włożyłam w naukę tego języka wiele wysiłku i około 30 tys. zł. Gdybym dostała test do zrobienia albo miała przeprowadzić sympatyczną rozmowę – żaden problem. Ale jeśli ktoś słucha, jak mówię, by wyłapać błędy, to się stresuję i zaczynają mi umykać słowa.

Dlaczego osoby w spektrum nie mówią o tym podczas rekrutacji?

Ponieważ ludzie boją się spektrum autyzmu, że będą tylko problemy. Działam w branży potencjalnie innowacyjnej, otwartej na nowe rzeczy, ale w praktyce nie zawsze tak jest. Czasem wydaje mi się, że rekruterzy dobierają pracowników trochę jak swoich znajomych – najlepiej, żeby kandydat był do rekrutera podobny. Jak tylko pojawia się jakaś inność, odstępstwo, uznają, że nie pasujesz i niczego dobrego nie wniesiesz.

Marta Drożdż: Czasem wydaje mi się, że rekruterzy dobierają pracowników trochę jak swoich znajomych - najlepiej, żeby kandydat był do rekrutera podobny (Fot. Shutterstock.com/DC Studio)

Na rozmowie kwalifikacyjnej rekruter nie ma prawa zapytać: Czy planuje pani założenie rodziny? A: Czy jest pani w spektrum?

Teoretycznie nie może. A ty musisz być naprawdę zachęcona, żeby się tym podzielić.

Dla wszystkich kandydatów, ale dla osób w spektrum szczególnie, ważne jest to, kto siedzi po drugiej stronie stołu. Czy rekruter ma ludzkie podejście, a nie tylko pilnuje porządku: szef na górze, pracownik na dole. Ja o swojej neuroróżnorodności wspominałam na sam koniec. Nigdy nie powiedziałabym tego na dzień dobry, bo to daje łatkę "stracona".

Jakie było twoje najgorsze doświadczenie z rekrutacji?

Spotkanie z "komisją": dyrektor, kierownik, ktoś z zespołu. Pytania zadawał głównie dyrektor, który raczej nie pracowałby ze mną bezpośrednio. Już po tym wiedziałam, że firma jest bardzo zhierarchizowana. Dyrektor od razu przeszedł do odpytywania mnie jak uczniaka: a co to jest to, a co to jest tamto. Nie: jak rozumiesz? Powiedziałam coś źle. "No właśnie czekałem na taką odpowiedź".

Po 10 minutach przerwałam tę rekrutację. Powiedziałam, że dziękuję, bo nie chcę być traktowana jak pod tablicą, skoro aplikuję na pozycję UX researchera, gdzie moim zadaniem będzie podchodzenie do zadań z rozmysłem. Stwierdziłam, że rozmowa była dla mnie nieprzyjemna, nie czuję potrzeby kontynuowania jej. "Dobrze, dziękujemy".

Wybrałaś dla siebie branżę UX, czyli user experience, siedem lat temu. Pamiętam taki czas, kiedy ciągle wyświetlały mi się reklamy: "Dziewczyny, chodźcie do IT i UX!".

Trochę wyprzedziłam ten boom, dlatego na początku znajdowałam pracę nawet bez doświadczenia. Było super. Pierwszy raz pracę UX dostałam w dużym banku. Od menedżerki usłyszałam: "Przyjęłam cię, bo wnosisz powiew świeżości i inne myślenie". Po miesiącu: "No nie, jednak nie".

Co konkretnie robiłaś jako UX?

UX to z angielskiego "doświadczenie użytkownika", czyli całość wrażeń, jakich doświadcza podczas korzystania z usługi czy produktu. To nie tylko projektowanie interfejsu (UX design), ale też badania, rozmowy z ludźmi (UX research) – ja się zajmowałam głównie tym. Przeszłam przez bardzo różne branże, bo tak chciałam. Robiłam dużo testów użyteczności, sprawdzałam user friendly strony, szukałam błędów, rekomendowałam zmiany w interfejsie albo w firmie, bo np. z jakiegoś działu odpadali pracownicy. Firma zamawia takie badania np. wtedy, gdy wypuszcza nową usługę przy nieznanych rynkach i nie chce przepalić pieniędzy.

Są też badania stricte pod design, czyli pod zbudowanie strony internetowej albo zmiany na niej. Wbrew pozorom to wcale nie jest łatwe, gdy usługa jest bardzo skomplikowana, a ja się takimi zajmowałam, np. księgowością online. UX researcher musi przewidzieć działania, które będzie chciał wykonać użytkownik: o jednej porze wysłać dokumentację, potem ściągnąć raport, uzupełnić majątek, przeprowadzić na kontrahencie windykację, wystawić faktury itd. Oczywiście rzeczy zaskakują, ale na tym polega analiza. Ja się zaczęłam w analizie specjalizować – zbieraniu dużej ilości danych i ich systematyzowaniu.

Co cię zafascynowało w UX?

Było to zupełne przeciwieństwo mojej wcześniejszej pracy. Miałam 33 lata, dziś mam 40, pracowałam jako retuszerka zdjęć w dużym sklepie z zabawkami, przypięta do komputera i prawie bez kontaktu z ludźmi. To była dosyć rutynowe zajęcie, a ja – poza tym, że jestem w spektrum – mam jeszcze ADHD i muszę mieć różnorodną pracę. No i tam się wypaliłam.

UX odkryłam przez przypadek. Zobaczyłam, że polega na rozwiązywaniu problemów, słuchaniu ludzi, kreatywnym główkowaniu, i dostrzegłam w nim duży potencjał. Wtedy w Polsce UX raczkował, wciąż niewiele osób o nim słyszało. Zabrałam się więc do tego – jeszcze wtedy nie wiedząc, że jestem osobą w spektrum – z typowym dla siebie hiperfokusem i ogromną motywacją. Mimo że pracowałam na etacie, znajdowałam dużo siły na to, by po godzinach zdobywać wiedzę, czytać, jeździć na warsztaty. Zaczęłam robić projekty.

Pracowałaś od projektu do projektu?

Tak, głównie. Tylko raz byłam na etacie.

Czy przez te wszystkie lata pracy w branży UX czułaś się choć raz rozumiana, doceniana i chciałaś zostać na dłużej?

Jedna firma była blisko ideału, ale wynikł konflikt komunikacyjny. Wcześniej miałam bardzo fajny feedback od przełożonego, był zadowolony. Potem moje "nieistotne – jego zdaniem – błędy" stały się oficjalnym powodem zwolnienia, z natychmiastowym odcięciem i szybkim żądaniem zwrotu sprzętu. Z dnia na dzień, czyli po amerykańsku.

Diagnoza autyzmu dała mi wiedzę, że nie wpasowuję się w wyobrażenie o kandydacie, którego można łatwo wchłonąć, będzie przyklepywał rzeczy, nie będzie kwestionował. Ja kwestionuję, ale nie dlatego, żeby komuś dopiec, nigdy to nie jest personalne. Po prostu tak angażuję się w proces. To, czy wszystko się spina, czy będzie wymagało większego budżetu, czy po dwóch miesiącach ludzie nie zaczną odchodzić od produktu, nazywam prawdą procesu. I jeśli komunikuję tę prawdę, czuję, że sieję defetyzm i torpeduję projekt. Przeciwnie – ja chcę być częścią sukcesu! Żeby naprawdę fajnie wyszło. Przecież jeśli chcemy zrobić coś fajnego, innego niż konkurencja, musimy pomyśleć nieszablonowo i spróbować kilku rzeczy.

Mimo trudności przez pięć i pół roku dobrze mi szło. Bez problemu znajdowałam nowe projekty i gdy zaczęła się pandemia, i kiedy wybuchła wojna, a to mogły być czynniki stopujące. Przełożeni chwalili mnie za efekty, tylko z tą komunikacją ciągle był jakiś problem.

Marta Drożdż: Jeśli chcemy zrobić coś fajnego, innego niż konkurencja, musimy pomyśleć nieszablonowo i spróbować kilku rzeczy (Fot. Shutterstock.com/Anton_Ivanov)

Jak sobie radzisz finansowo, skoro tak długo jesteś bez pracy?

Dosyć dużo zarabiałam w poprzedniej firmie i to mi dało spokój na sześć miesięcy. Mogłam nie szukać pracy, żeby się utrzymać, tylko żyć skromnie, ale poświęcać się rekrutacjom i szukaniu pracy docelowej. Z czasem jednak musiałam zacząć brać jakiekolwiek zlecenia, by przeżyć, często dużo poniżej swoich kwalifikacji. Tryb pracy był ośmiogodzinny, pod koniec dnia nie miałam już siły aplikować. Teraz bardzo potrzebuję regeneracji.

Co ci w niej pomaga?

To cały rytuał. Odpalam boczne, rozproszone światło i świece, by przejść w fazę wieczorową. Bardzo dużo czytam, bo to uspokaja mój mózg. Ograniczam też interakcje z ludźmi. Niby nie pracuję, ale tak naprawdę jestem w trybie pracy. Nagrywam podcast o neuroróżnorodności, robię mentoringi z researchu i analityki, ciągle też biorę udział w rekrutacjach. Po naszej rozmowie będę potrzebowała około dwóch godzin, by odpocząć.

Zobacz wideo Czterodniowy tydzień pracy coraz bliżej. "Piątek prawem, nie towarem"

Twoja decyzja o pożegnaniu się z branżą UX jest definitywna?

Tak, nie wysyłam już CV na stanowiska UX researchera. Straciłam mnóstwo czasu. Już dawno bym się odnalazła w innej działalności, nawet startując od juniora. Jestem coraz starsza i będzie mi coraz trudniej znaleźć pracę, bo na polskim rynku mamy też ageizm.

Już raz żegnałam się z moim wielkim marzeniem – fotografią. Było mi ciężko, ale zrobiłam pożegnalną wystawę i koniec, bez żalu. Wiem, że jak znajdę coś nowego, wkręcę się równie mocno.

Jak widzisz swoją przyszłość?

Chciałabym podnosić świadomość neuroróżnorodności. Coraz więcej osób o tym mówi, dużo się dzieje dobrego. Widzę siebie w analityce, no i próbuję nowych rzeczy.

W ADHD wypluwa się pomysły, a ja mam teraz czas łapania 10 srok za ogon. Wymyśliłam więc, że zostanę kontrolerką ruchu lotniczego. Wydaje mi się, że mam zmysł obserwacji, orientacji przestrzennej, wyprzedzania faktów, umiem analizować dane, a kontrolerów brakuje. Mówiłam o tym, że w stresie zapominałam słówek z angielskiego, ale to dotyczy u mnie sytuacji egzaminu w kontakcie z żywym człowiekiem. Lwia część pracy kontrolera to monitoring potencjalnych zagrożeń, a w tym większość autystów to absolutni mistrzowie. I autyzm, i ADHD związane są też z hiperfokusem na zadaniu, efektywność pracy umysłowej prześciga wówczas przeciętnego człowieka. Gdy jestem w trybie zadaniowym, a zwłaszcza w  sytuacji zagrożenia, uruchamiam procesy nadzwyczajnej odwagi i chłodnej kalkulacji.

Uwielbiam też się uczyć, a tę pracę poprzedza prawie dwuletnie szkolenie. Znów poszukałam osób, które je przeszły. Znalazłam byłego śpiewaka operowego. Nie wiem oczywiście, czy jest w spektrum, ale wiem, że spektrum to umiejętność opanowywania trudnych rzeczy. I nie mówię o sawantach [zespół sawanta – geniusze z zaburzeniami rozwoju – przyp. red.], ich jest wśród osób w spektrum może 10 proc.

Zniechęciłaś się, ale nie poddałaś.

Polski rynek pracy stawia bardzo wysokie wymagania. Uświadomiłam sobie, że nie jestem w stanie im sprostać. Ale szukam dla siebie miejsca. UX zajął mi moje lata 30. W wieku 40 lat mogę zostać kontrolerką. Już przygotowałam CV.

Marta Drożdż. Badaczka i analityczka UX w stworzonej przez siebie agencji Dots. Założycielka Welcome aboard neuromate, marki podnoszącej świadomość neuroróżnorodności w pracy w Polsce.

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press. Kontakt: paulina.dudek@agora.pl.