Rozmowa
Izaak Babel i Siergiej Eisenstein na planie filmu 'Łąki Bieżyńskie', Jałta 1936 r. (fot. Domena publiczna)
Izaak Babel i Siergiej Eisenstein na planie filmu 'Łąki Bieżyńskie', Jałta 1936 r. (fot. Domena publiczna)

Napisał pan biografie Bohumila Hrabala, Václava Havla i Oty Pavla. W najnowszej opuścił pan Czechy. Z fascynacji literaturą rosyjską? 

Z fascynacji literaturą rosyjską w ogóle i twórczością Izaaka Babla w szczególe. Jestem co prawda z wykształcenia bohemistą, stąd poprzednie biografie, ale za moich czasów przykładano na slawistyce wielką wagę do czytania literatury, także spoza własnej specjalizacji. Nie mówiąc już o nauce drugiego języka słowiańskiego – w moim przypadku był to serbsko-chorwacki. Biografię Izaaka Babla dedykowałem prof. Andrzejowi Drawiczowi, wybitnemu znawcy twórczości Michaiła Bułhakowa i szerzej Rosji, bo to właśnie na zajęciach z nim zacząłem się zastanawiać, czy dobrze z tą bohemistyką wybrałem, czy przypadkiem nie powinienem zająć się literaturą rosyjską. 

Został pan jednak przy bohemistyce. 

Co wcale nie przeszkodziło mi w odkrywaniu Izaaka Babla, na którego trafiłem zresztą tropem czeskim, bo był on jednym z ulubionych pisarzy Bohumila Hrabala. Postanowiłem sprawdzić, skąd ta jego fascynacja.  

Skąd? 

Syfilis i brylanty. 

Co takiego? 

Babel był mistrzem poetyki kontrastu, bliskiej także Hrabalowi. W "Armii Konnej" opisuje swoich towarzyszy broni, czerwonych Kozaków, bezlitosnych zabójców i gwałcicieli, z których niemal wszyscy byli zarażeni syfilisem, tak, jakby byli bohaterami nowej, bolszewickiej ewangelii. Nikt nie umiał tak pisać. 

W tym sensie Babel jest pisarzem dla pisarzy. Wielu autorów było zafascynowanych jego twórczością, również polskich, i to oni najbardziej go doceniają. Jego krótkie opowiadania to niedościgły wzór mistrzostwa w prozie, która współtworzy mit i sama się nim staje. Nie mówiąc już o tym, że udało mu się, jak nikomu innemu, uchwycić chylący się ku zagładzie stary porządek i narodziny nowego, niezwykle brutalnego. Babel potrafił to pokazać w swoich opowiadaniach jak w odcinkach dobrego serialu, czym w latach 20. i 30. XX wieku robił wielkie wrażenie zarówno w Związku Sowieckim, jak i na Zachodzie.  

Ów stary porządek to z pewnością Odessa końca XIX wieku, gdzie Babel się rodzi i wychowuje. Trudno go od Odessy oddzielić, właściwie jest to niemożliwe. 

To prawda, Babla i Odessę można wymienić jednym tchem. Odessa była stolicą rosyjskich Żydów w czasach, gdy Żydzi w samej Rosji nie mogli się osiedlać. Aż do upadku caratu w 1917 roku istniała – utworzona jeszcze przez Katarzynę Wielką – tzw. strefa osiedlenia, obejmująca polskie tereny porozbiorowe. Tam właśnie żyła większość Żydów cesarstwa przemieszczających się z czasem do dużych miast. Jednym z nich była czarnomorska Odessa, miasto portowe, przez które przechodził niemal cały eksport ukraińskiego i rosyjskiego zboża. Wielką rolę w tym handlu odgrywali stanowiący jedną trzecią populacji Żydzi. Dzięki nim Odessa stała się czwartym co do wielkości miastem imperium Romanowów.  

Sytuację zasadniczo zmienia rewolucja bolszewicka. 

Bo po rewolucji Żydzi mogą już mieszkać, gdzie chcą, więc wszyscy, którzy cokolwiek znaczą w kręgach artystycznych Odessy, przeprowadzają się na początku lat 20. do Moskwy albo Piotrogrodu, gdzie „sława leży na ulicy". Odessa w tym czasie staje się coraz bardziej prowincjonalna i już nigdy nie odzyskuje swojej pozycji z przełomu wieków. Miała na to wpływ także fala pogromów, która przeszła w latach 1918–1921 przez Ukrainę. Szacuje się, że zginęło w nich około 100 tys. Żydów. 

Aleksander Kaczorowski, autor książki (fot. Marek Szczepański) , undefined (fot. Wikipedia Commons / Domena publiczna)

Dzieciństwo Babla w tym niełatwym świecie wyglądało jednak nie najgorzej. 

Babel przychodzi na świat w średniozamożnej rodzinie postępowych Żydów, jego ojciec zajmuje się handlem. Izaak odbiera dobre wykształcenie, kończy porządne szkoły – najpierw w Mikołajowie, gdzie spędził pierwszych dziesięć lat, a potem w Odessie i w końcu w Kijowie. Przez 20 lat nie wyściubia więc nosa poza Ukrainę. Kiedy wybucha I wojna światowa, Babel włada już kilkoma językami: jidysz, rosyjskim, hebrajskim, francuskim, niemieckim, a także ukraińskim i polskim, a nawet angielskim. Oczywiście znał te języki w różnym stopniu, najważniejszy był rosyjski i jidysz, języki domu rodzinnego.    

"Jego talenty językowe ustępowały tylko darowi zmyślania" – pisze pan. To jest też niezwykle ciekawe w kontekście jego tożsamości, bo jest Babel – znów sięgam do książki – Żydem, obywatelem sowieckim (już po rewolucji), pisarzem rosyjskim, ale nie Rosjaninem. Kim więc jest Babel? 

Po pierwsze, jego tożsamość była niejednoznaczna. Po drugie, on sam ją kształtował. Po trzecie, to była cecha epoki. Po czwarte, nie wymagano od nikogo, żeby miał jedną określoną tożsamość narodową, bo, po piąte, to nie było wówczas w ZSRR decydujące. Na szowinizm rosyjski w sowieckim wydaniu przyjdzie czas dopiero podczas II wojny światowej, kiedy będzie go eksploatował pokonujący Hitlera Stalin. Ale tych czasów Babel nie dożyje. 

Cała bolszewicka elita jego czasów była wielonarodowa. 

I prymu wcale nie wiedli w niej Rosjanie. Czeka była instytucją utworzoną przez Polaka, Feliksa Dzierżyńskiego, i działało w niej sporo Żydów, głównie z Ukrainy, ale też Łotyszów. Rosjanie stają się w niej dominującą liczebnie grupą dopiero pod koniec lat 30., czyli po fali wielkiego terroru.  

Babel do Czeka nie należał, nie był w ogóle bolszewikiem.  

Nie był bolszewikiem, nie był komunistą, nie wstąpił nigdy do partii. Zastanawiałem się oczywiście nad tym, jakie miał poglądy polityczne, i doszedłem do wniosku, że był instynktownym socjaldemokratą, co było dość typowe zarówno dla inteligencji rosyjskiej tamtego czasu, jak i dla laickiej inteligencji żydowskiej. Babel z radością przyjął obalenie caratu, bo dla Żydów oznaczało to równouprawnienie i koniec prześladowań. Z tego samego powodu związał się w Piotrogrodzie ze środowiskiem skupionym wokół Maksyma Gorkiego, wówczas socjaldemokraty, który w czasach caratu zasłynął między innymi jako obrońca Żydów. 

Ale był to związek nieformalny, bo Babel nie chciał nigdzie przynależeć. Dlaczego? 

Myślę, że była to niechęć charakterologiczna. Są po prostu tacy pisarze, którzy nie chcą przynależeć do żadnych grup. Ta jego nieprzynależność nie przeszkadzała bolszewikom w latach 20., bo uważali wtedy, że muszą starać się przyciągać do siebie zwolenników i otworzyć się na ludzi kultury, którzy mogą być przydatni rewolucji. Lew Trocki nazywał takie osoby paputczikami, towarzyszami podróży – nie są bolszewikami, ale z rewolucją im po drodze.  

Ale nawet paputczik musi mieć jakieś plecy w państwie bolszewickim, stąd, rozumiem, te silne powiązania między aparatem władzy i ludźmi kultury? 

Takie powiązania są powszechne do dzisiaj. Jeśli artysta chce we współczesnej Rosji robić wielką karierę, musi być w taki czy inny sposób powiązany z Kremlem. Sztuka jest tam instrumentem polityki symbolicznej, rosyjskiego odpowiednika naszej polityki historycznej. Kilkanaście lat temu mogły jeszcze powstawać takie obrazoburcze filmy, jak choćby "Ładunek 200" Aleksieja Bałabanowa, ale dziś to by nie przeszło. Ten, kto nie żyje w zgodzie z Kremlem, jak Nikita Michałkow, ten nic nie znaczy. A jak Kreml skrytykuje, to zaczynają się represje. Przy czym w Sowietach wypadnięcie z łask groziło znacznie surowszymi konsekwencjami, ze śmiercią włącznie. Babel nie był tu wyjątkiem. Dlatego gdy dobijając do trzydziestki, przyjechał do Moskwy robić karierę, musiał znaleźć kogoś wysoko postawionego w aparacie bezpieczeństwa, kto będzie w stanie w razie kłopotów mu pomóc. W jego przypadku był to Jefim Jewdokimow, wyjątkowo złowroga postać, późniejszy zastępca Nikołaja Jeżowa, szefa NKWD podczas wielkiego terroru w latach 1937–1938. W domu samego Jeżowa Babel też zresztą bywał, a nawet miał romans z jego żoną, co potem sprowadziło na niego nieszczęście. 

Babel wywiózł do Europy matkę, siostrę i żonę. Dlaczego sam nie zdecydował się na emigrację? 

Z każdego wyjazdu wraca, bo tylko w Rosji jest tak naprawdę w stanie zarabiać pisaniem. Ponadto jest przekonany, że jego pozycja w kraju będzie coraz mocniejsza i co za tym idzie – zarobki coraz większe. A naprawdę potrzebował sporo pieniędzy, bo miał kolejne kobiety, a z nimi kolejne dzieci. Poza tym, niezależnie od tego, iloma językami obcymi władał, jego językiem był rosyjski. Trudno sobie wyobrazić, by mógł w innym języku osiągnąć aż takie mistrzostwo. Był więc niejako skazany na Rosję sowiecką, w której, co tu dużo mówić, dobrze się czuł i uważał – tak jak wielu innych – że wraz z umocnieniem się w latach 30. pozycji Stalina wszystko będzie zmierzać ku lepszemu. Do tego przekonywał go też Maksym Gorki. 

Józef Stalin i Maksym Gorki, 1931 r. (fot. Wikimedia Commons)

Którego otrucie zlecił najpewniej Stalin.  

Cóż, Gorki nie docenił Stalina. Za to Babel się na nim poznał, ale pod koniec lat 30. było już za późno. 

Babel, mówi pan, najlepiej czuł się w Rosji, ale najlepiej, najlepiej – w świecie żydowskim, który za chwilę zostanie w Europie zmieciony. Kiedy pisarz zatrzymuje się w Warszawie, najbardziej zachwycają go Nalewki. 

Bo przypominają mu Odessę. Izaak Babel był pisarzem rosyjskim i pisarzem żydowskim – to wielki piewca losu ukraińskich Żydów z dawnej carskiej strefy osiedlenia. Kiedy czytamy jego "Opowiadania odeskie" czy "Armię Konną", to tak, jakbyśmy z przewodnikiem wędrowali po Ukrainie: od Odessy, przez Kijów i Żytomierz, do Brodów, skąd pochodził pradziad Babla. To był jego świat. 

Czy dzisiaj, w ramach wojennej rewizji kultury ukraińskiej, Babel mógłby zostać włączony do ukraińskiego kanonu? 

Ukraińcy znacznie chętniej próbują inkorporować do swojej literatury Gogola niż Babla. Być może dlatego, że "Armia Konna" jest apoteozą rewolucji z nadzieją na nowy porządek, który – jak wiemy – przyniósł Ukraińcom choćby wielki głód i wynarodowienie. Nie pomaga też na pewno to, że Babel stał się częścią sowieckiego establishmentu i pisał po rosyjsku. Mówiąc wprost – wybrał Moskwę. Tym, co go najsilniej łączy z Ukrainą, jest Odessa. Trudno sobie Odessę bez Babla wyobrazić, ale tam ma już pomnik i nieustannie żywy kult. Czy to może być kult ogólnoukraiński? Wątpię. 

Kiedy myślę o "sadystycznej precyzji" pisarstwa Babla i jego "darze zmyślania", do głowy od razu przychodzi mi polska szkoła reportażu. Może Babla trzeba nazywać reporterem? 

Bez wątpienia można go tak nazwać, nie tylko dlatego, że pisał reportaże do prasy, ale także ze względu na jego prozę, która jest boleśnie realistyczna, nie ma w niej wiele miejsca na zmyślanie. On naprawdę umiał świetnie pisać o rzeczach, które widział, które przeżył. Robił to w taki sposób, że jako czytelnicy niemal czujemy opisywany świat, przenosimy się do Brodów, między chasydów i Kozaków. Dlatego tak mnie dziwi, że dotychczas nie powstała ekranizacja "Armii Konnej". Babel nie zmyślał w prozie, tylko w życiu, kreował swoją biografię na potrzeby literackiej kariery. Wmawiał na przykład wszystkim, że był czekistą, choć nic na to nie wskazuje. Ukrywał też przed żoną i matką kolejne kobiety i dzieci. Konfabulował więc pełną parą. 

W maju 1939 roku Babla aresztowano i torturowano, wymuszając, jak na wielu innych, przyznanie się do szpiegostwa, choć żadnym szpiegiem nie był. Zabito go w 1940 roku, a w 1954, po śmieci Stalina, rehabilitowano. "Dzisiaj znów jest niechcianym klasykiem literatury rosyjskiej", pisze pan. Dlaczego? 

Przede wszystkim dlatego, że "Armia Konna" nie nadaje się na panegiryk Pierwszej Armii Konnej, legendarnej jednostki wojskowej, której patronem był Stalin. A Stalin jest dzisiaj przez Putina uważany za jednego z trzech ojców jego Rosji – obok Piotra Wielkiego i Katarzyny Wielkiej. Babel był więc nieprzydatny Stalinowi, a dzisiaj nie jest przydatny Putinowi.  

Warszawskie Nalewki (fot. Wikimedia Commons)

A komu jest dzisiaj przydatny? 

Izaak Babel jest obecny na emigracji, czyli tam, gdzie większość rosyjskich inteligentów. Jest również bardzo ceniony w środowiskach żydowskich w Ameryce, gdzie uważa się go – słusznie – za jednego z największych pisarzy XX wieku. I generalnie funkcjonuje wśród tych, którzy czytają klasykę XX-wiecznej literatury, bo naprawdę trudno wskazać kogoś, kto mógłby dorównać mistrzostwu krótkich form Babla. Myślę, że o jego pozycji świadczy to, że ciągle pojawiają się nowe przekłady jego dzieł. Ostatnio choćby w USA.  

Mamy go też w całości po polsku. 

Zawdzięczamy to przede wszystkim Jerzemu Pomianowskiemu, który w sposób zupełnie genialny spolszczył jego prozę. Dlatego gorąco zachęcam do czytania Babla. On w sposób absolutnie wyjątkowy potrafił uchwycić i opisać moment, w którym ze starego świata wyłania się nowy porządek. Moment, w którym – jak pisał Hrabal – deska dziejów pęka na pół i drzazgi włażą nam w tyłek. Jesteśmy dokładnie w takim momencie i w tym sensie Izaak Babel jest wciąż pisarzem aktualnym.   

Autopromocja: książka "Babel. Człowiek bez losu" do kupienia w formie ebooka w Publio >>>

Aleksander Kaczorowski. Ur. 1969. Eseista, dziennikarz i tłumacz literatury czeskiej, autor biografii "Ota Pavel. Pod powierzchnią", "Hrabal. Słodka apokalipsa" oraz "Havel. Zemsta bezsilnych", esejów "Praski elementarz" i "Ballada o kapciach", a także książek "Czechy. To nevymyslíš" oraz "Prezydent. Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Aleksandrem Kaczorowskim". Redaktor naczelny wydawanego w Pradze pisma "Aspen Review Central Europe". W 2015 r. za książkę o Havlu otrzymał tytuł Ambasadora Nowej Europy oraz był nominowany do Nagrody "Newsweeka" im. Teresy Torańskiej. Za książkę o Ocie Pavlu zdobył Górnośląską Nagrodę Literacką "Juliusz" dla najlepszej polskiej biografii i nagrodę Warszawskiej Premiery Literackiej, a także znalazł się w finale Nagrody Literackiej Nike. Laureat Nagrody im. Václava Buriana, przyznawanej za wkład w rozwój dialogu środkowoeuropejskiego. 

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym weekendowego magazynu Gazeta.pl, Wysokich Obcasów i polskiej edycji Vogue, gdzie prowadzi także swój queerowy podcast Open Mike. Mieszka w Poznaniu.