Rozmowa
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Shutterstock)

Jaką książkę by pani poleciła na temat menopauzy?

Nie ma na naszym rynku takiej publikacji. Co gorsza, nie ma aktualnego podręcznika dla lekarzy dotyczącego transformacji menopauzalnej i hormonalnej terapii menopauzalnej (HTM), określanej także jako hormonalna terapia zastępcza (HTZ).

W Wielkiej Brytanii wybuchła właśnie menopauzalna rewolucja. HTM ordynują, często bezrefleksyjnie, lekarze rodzinni, a nie ginekolodzy czy endokrynolodzy. A to są silnie działające leki, nie witaminy. Podejście lekarzy brytyjskich ściera się z teoriami, że HTM należy stosować wtedy, gdy objawy są tak silne, że nie można sobie z nimi poradzić dietą, aktywnością fizyczną, snem. Myślę, że najlepsza jest filozofia złotego środka. Uważam też, że polski model opieki nad kobietami jest dobry, bo lekarzem pierwszego kontaktu w tym przypadku jest ginekolog. To on powinien prowadzić leczenie objawów menopauzalnych, bo ma największą wiedzę na temat działania kobiecych hormonów. W Anglii terapię przepisują tzw. general practitioners i domagają się powszechności jej stosowania. Obawiam się, że za jakiś czas będzie powtórka sytuacji sprzed 20 lat w USA. 

Co się wtedy wydarzyło?

HTM przepisywano wszystkim kobietom, nie kontrolując objawów, nie biorąc pod uwagę przeciwwskazań. Doszło do wielu zgonów spowodowanych udarami i zawałami. Powstały też badania, które wykazały, że terapia hormonalna może powodować nowotwory. Wybuchła burza medialna, przez kolejne 20 lat tej terapii unikano. W latach 90. terapia zaczęła docierać i do nas. Sporo kobiet ją stosowało i świetnie się czuło. Były szkolenia dla lekarzy, nikt się HTZ nie bał. Potem wybuchła panika i lekarze kazali wszystkim kobietom te leki odstawić. Autorzy badania z 2002 roku, które wykazało, że terapia szkodzi, przyznali się później do wielu błędów metodologicznych i podważyli własne wyniki. Jednak tego media już nie przekazały.  

Teraz kolejne pokolenie kobiet wchodzi w okres transformacji menopauzalnej – nie pamiętają już tej afery, a chcą sobie poprawić samopoczucie. Od trzech–czterech lat terapia hormonalna przeżywa renesans. Natomiast lekarze nie są przygotowani do jej prowadzenia. Firmy, które wprowadzały do nas terapię, na początku organizowały bezpłatne szkolenie dla lekarzy, ale już tego nie robią. A naszego państwa nie stać na taką edukację, bo są ważniejsze sprawy: profilaktyka chorób układu krążenia, nowotworów, osteoporozy… To wszystko leży, więc kto by myślał o poprawianiu kobietom samopoczucia spowodowanego objawami przekwitania, dziś zwanego transformacją menopauzalną. 

Firmy, które wprowadzały do nas terapię, na początku organizowały bezpłatne szkolenie dla lekarzy, ale już tego nie robią (fot. Shutterstock)

Dlaczego nie traktuje się tej sprawy poważnie, skoro jedną z konsekwencji przekwitania jest na przykład osteoporoza? 

Osteoporoza, demencja, cukrzyca… Dopóki jajniki produkują estrogeny, chronią organizm przed wieloma chorobami, spowalniają ich rozwój. 

W powszechnym mniemaniu kobiety rzadziej chorują na serce. Nieprawda. Na choroby układu krążenia skutkujące zawałami i zgonami zapadają częściej. Tyle że mniej więcej 10 lat później niż mężczyźni. Po menopauzie ryzyko szybko wzrasta, po 70. roku życia więcej kobiet choruje i częściej niż mężczyźni umiera z powodu udarów czy zawałów. Rozwijają się też wtedy schorzenia metaboliczne, zaburzenia statyki narządu rodnego, nietrzymanie moczu i mnóstwo innych dolegliwości.  

Na czym polega złoty środek, czyli dla kogo jest terapia HTM? 

Ważne są trzy aspekty: pacjentka bez przeciwwskazań, bezpieczny, niewywołujący powikłań lek i lekarz przygotowany do prowadzenia terapii. A ta przeznaczona jest dla kobiet, których jajniki przestały produkować hormony. Trzeba być pewnym, że problemy, z którymi zgłasza się do nas kobieta, są spowodowane wygasaniem produkcji hormonalnej jajników. Bo jeśliby podać te leki osobie, u której poziom hormonów jajnikowych jest wystarczający, mogłoby to wywołać powikłania. 

Jakie? 

Przede wszystkim zatorowo-zakrzepowe, a dłużej stosowane mogłyby promować rozwój niektórych nowotworów. Decyzja, kiedy i jaką terapię włączyć, powinna być uzależniona od objawów, które występują, i wyników badań. Zwykle HTM zaczyna się podawać w okresie perimenopauzalnym. W Polsce nikt nie da recepty na hormony kobiecie bez aktualnej mammografii, usg i badania ginekologicznego.

Z wypowiedzi kobiet, z którymi rozmawiałam, wynika, że jest inaczej. A jakie są najczęstsze objawy peri-, meno- i pomenopauzy?

Jest ich ze 200. Najwcześniejsze są zaburzenia miesiączkowania. Cykle się skracają, potem wydłużają, miesiączki są bardziej obfite lub skąpe, nasilają się objawy PMS. Najbardziej medialne, najczęściej opisywane są uderzenia gorąca i zimne poty. Ale te najczęstsze to stany lękowe, napady paniki, problemy natury psychicznej: nerwowość, pobudliwość, labilność emocjonalna, uczucie niepokoju, problemy ze snem, budzenie się w nocy, stany depresyjne. Inne objawy to pogorszenie koncentracji, sprawności myślenia, zapominanie, przestawianie liter w słowach, bóle głowy, kołatanie serca, drżenie rąk, drętwienia, spadek libido. Także problemy przy oddawaniu moczu, uczucie parcia na pęcherz, bolesne współżycie, suchość pochwy, wzdęcia, bóle brzucha, stawów… U każdej kobiety przebiega to nieco inaczej, ale u 80 proc. jakieś objawy występują. Niekoniecznie wszystkie. 

Najbardziej medialne, najczęściej opisywane są uderzenia gorąca i zimne poty (fot. Shutterstock)

Używa pani określenia HTM, moje rozmówczynie – częściej HTZ. Dlaczego HTM, a nie HTZ? 

Ponieważ określenie HTZ sugeruje, że mielibyśmy zastąpić funkcję jajników. One produkują taką ilość hormonów i innych substancji, że nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Leczymy objawy i zapobiegamy chorobom, które mogą towarzyszyć menopauzie, podając estrogen i progestogen. Jeśli kobieta w odpowiednim momencie zacznie stosować HTM, może uniknąć chorób, o których mówiłyśmy, albo wolniej się one rozwiną. W porównaniu z rówieśniczką, która HTM nie stosuje, będzie zdrowsza.

A co ze skutkami ubocznymi, które 20 lat temu wywołały panikę? W ulotce leku, który biorę, mowa o ryzyku wystąpienia raka trzonu macicy i piersi. 

Niestety, ulotki powstają w momencie rejestracji leków i nie są aktualizowane. Muszą też zawierać wszelkie możliwe powikłania, bo to "polisa ubezpieczeniowa" firmy farmaceutycznej. Co nie znaczy, że wszystkie wystąpią. Ulotka służy też temu, by pacjentki były uważne, i jako informacja dla lekarzy. Jeśli stosujemy odpowiedni lek, czyli zazwyczaj estrogen z progestogenem, który zabezpiecza przed rozrostem endometrium, zagrożenie rakiem macicy jest właściwie żadne. Jeśli chodzi o raka piersi, to jedna na osiem kobiet będzie go miała. Czy bierze HTM, czy nie. Przyczyn tego nowotworu jest mnóstwo, gdyby tylko hormony go prowokowały, kobiety, które nie stosują HTM, raka piersi by nie miały. A mają. Co więcej, jest u nich wykrywany znacznie później, bo nie badają się wcale albo rzadziej niż kobiety, które HTM biorą. Stosowanie tej terapii może trochę przyspieszyć rozwój nowotworu piersi, za to zmniejsza ryzyko raka jelita grubego i jajnika, osteoporozy, zmian zanikowych w narządzie rodnym, choroby Alzheimera, choroby Parkinsona, demencji…

Korzyści jest mnóstwo i trzeba zawsze na szalę położyć plusy i minusy. A najważniejsza jest indywidualizacja, bo każda z nas jest inna i nie ma jednej recepty dla wszystkich kobiet. Jest też ograniczony czas, w którym możemy zacząć stosować HTM. Na tym polegał w USA błąd, że zaczęto ją podawać wszystkim kobietom, nie zważając na obciążenia czy wiek. A HTM można zacząć stosować do 10 lat po menopauzie albo do 60. roku życia. Później zwiększa się ryzyko zawałów, udarów i innych powikłań. 

Jak długo można stosować terapię?

Nie ma ograniczeń czasowych. Ale starzejemy się, codziennie jakaś choroba może się zacząć rozwijać i trzeba będzie odstawić HTM ze względów zdrowotnych. Należy więc przeprowadzać reewaluację wskazań do dalszej terapii u kobiet po sześćdziesiątce i u tych, które stosują ją dłuższy czas.

Decyzję o wzięciu HTM każda kobieta podejmuje indywidualnie, ja tylko wskazuję ewentualne korzyści czy zagrożenia, dobieram bezpieczny lek. Jeśli ktoś nie chce, ma opór, wątpi w tę terapię, obawia się jej, będzie stosował leki nieregularnie, to zamiast zmniejszyć, może nasilić objawy. Z drugiej strony nie jest możliwe, by HTM nie zadziałała. Chyba że objawy są wynikiem innej choroby: depresji, nadczynności tarczycy, cukrzycy, nadciśnienia, białaczki… Dlatego trzeba najpierw wykluczyć inne możliwe przyczyny pogarszającego się samopoczucia.  

Po jakim czasie stosowania HTM kobieta poczuje się lepiej? 

Przy terapii przezskórnej, czyli w postaci plastrów, żeli, sprejów, efekt jest w ciągu trzech–czterech tygodni, przy doustnej pojawia się w ciągu sześciu–ośmiu tygodni. Zwykle po trzech miesiącach pacjentki czują się już bardzo dobrze.

Jak inaczej można sobie pomóc?

Jeśli chodzi o poprawę funkcjonowania w sferze psychicznej, pomóc mogą leki przeciwdepresyjne. Na uderzenia gorąca, nadmierną potliwość, szczególnie w okresie perimenopauzalnym, pomagają fitoestrogeny. Pod warunkiem że są to standaryzowane wyciągi, czyli zawierające określone ilości danej substancji, a nie herbatka z czerwonej koniczyny. Bo trzeba by wagon wypić, by zadziałała. Na jedne panie działają preparaty z pluskwicy groniastej, na inne wspomniana czerwona koniczyna, izoflawony sojowe czy wyciąg z pyłków i pręcików roślinnych. Jedynie te preparaty mają udowodnioną w badaniach klinicznych skuteczność.  

Można też stosować zabiegi prężnie rozwijającej się ginekologii estetycznej, które rewitalizują śluzówkę pochwy, poprawiając jej nawilżenie, zmniejszając suchość i dyskomfort. Można także poprawić wygląd warg sromowych, który z czasem może powodować dyskomfort natury somatycznej i psychicznej, natomiast jest to oczywiście kwestia indywidualna. Na pewno ważna jest suplementacja witaminy D i wapnia, bo co druga kobieta po 50. roku życia ma obniżoną gęstość kości i z czasem wystąpi u niej osteopenia czy osteoporoza.  

Na uderzenia gorąca, nadmierną potliwość, szczególnie w okresie perimenopauzalnym, pomagają fitoestrogeny. Pod warunkiem, że są to standaryzowane wyciągi, czyli zawierające określone ilości danej substancji, a nie herbatka z czerwonej koniczyny. Bo trzeba by wagon wypić, by zadziałała (fot. Shutterstock)

To wszystko brzmi dość ponuro. 

Mówimy o przykrych dolegliwościach, ale menopauza, czyli ostatnia miesiączka, wyzwala też z wielu rzeczy. To kolejny, naturalny etap w życiu. Możemy go opóźniać, ale prawie każdą z nas czeka. Nie będą jej miały kobiety transpłciowe i te, które nie miesiączkują z powodu wrodzonego braku macicy czy chorób genetycznych. 

Co po menopauzie?

Zgodnie z definicją WHO – starość. Zaczyna się po 65. roku życia. Ja bym tę granicę przesunęła o 10 lat, bo żyjemy zdrowiej i dłużej. I wolę mówić o tym okresie "srebrne tsunami", a o osobach w tym wieku – "srebrna łania" i "srebrny lis". Bo one nie chcą się kłaść i umierać. Aktywnie żyją, odkrywają nowe pasje, uczą się, bawią. To piękne! 

Dr n. med. Katarzyna Skórzewska. Lekarka, specjalistka położnictwa i ginekologii oraz specjalistka endokrynologii. Zajmuje się leczeniem zaburzeń hormonalnych u kobiet i szerzeniem rzetelnej wiedzy o zdrowiu kobiet, szczególnie w okresie transformacji menopauzalnej na instagramowym profilu @dr_menopauza.

Agnieszka Rodowicz. Piszę i fotografuję. Najbardziej pasjonują mnie ludzie i ich historie. Bardzo lubię ich słuchać, nawet jeśli są trudne. Wierzę, że pokazywanie ich innym choć trochę zmienia świat. Kontakt: agnieszka@agnieszkarodowicz.com.