Rozmowa
Michał Kempa podczas treningu. (Archiwum prywatne)
Michał Kempa podczas treningu. (Archiwum prywatne)

Pojawiłeś się ostatnio w Eurosporcie w kontekście zupełnie innym niż rozrywkowy. Współkomentowałeś jeden etap Tour de France, robiłeś na Instagramie "Podsumowanka" wyścigu. Jeździsz też intensywnie na rowerze szosowym.

Kiedy byłem dzieckiem i nastolatkiem, nie jeździłem na rowerze, a jest to dość naturalne w tym wieku. Każdy dzieciak ma rower, a ja nawet nie umiałem na nim jeździć. Dostałem swój na komunię i rodzina patrzyła z przerażeniem, że nie jestem w stanie 20 m na nim pokonać i zawrócić. 

Ale za to po kilku latach wkręciłem się w oglądanie wyścigów – dlatego, że to piękny sport, ale także ze względu na komentarz duetu Tomasz Jaroński – Krzysztof Wyrzykowski. Później od tego patrzenia na kolarzy wymyśliłem sobie, że sam chcę być jak oni. Byłem już starym dziadem, miałem 20 lat, kiedy dostałem w prezencie pierwszy rower szosowy. To była taka druga komunia. Na początku jeździłem "wokół komina", czyli po najbliższej okolicy. Sześć lat temu kupiłem sobie porządny rower z karbonową ramą, zacząłem jeździć coraz więcej, a dzisiaj to dla mnie podstawowa forma spędzania wolnego czasu.

Kiedy nie odbieram telefonu, to znajomi wiedzą, że albo jestem na rowerze, albo śpię.

Mam stary i ciężki rower, co pewnie ma znaczenie, ale jazda pod górę to dla mnie nie jest przyjemny wysiłek. 

Każdy sport wytrzymałościowy nie jest na początku przyjemny. Na rowerze szosowym jeździ się dużo szybciej niż na zwykłym, bo jest lżejszy, ma większą średnicę kół i cienkie opony, a jadąc nim, trzeba przyjąć aerodynamiczną pozycję. Można więc pokonywać większe odległości, co z kolei działa na wyobraźnię. Przejeżdża się 100–150 km, a nie 40. W grę wchodzi także prędkość, bo na szosowym jedzie się 40–30 km/h, a nie 20 km/h, jak na rowerze miejskim. Ten wysiłek daje satysfakcję.

Kondycję buduje się z czasem?

W moim przypadku kondycja pojawia się wolno przez uwarunkowania fizyczne. Ja po prostu jestem wybitnie nieutalentowany, jeśli o kolarstwo chodzi.

Kolastwo szosowe to ładne widoki, czas na świeżym powietrzu, prędość i satysfakcja w przejechanych kilometrów. (Archiwum prywatne) , Kolarstwo szosowe to także obecność w social mediach i foty na Instagramie. (Archiwum prywatne)

Bo masz – jak sam mówisz – "słabe płuca, słabe nogi"?

Tak. I niespecjalnie kolarską budowę ciała – długie nogi i długie ręce się na rowerze szosowym nie przydają. Chyba. No, generalnie biologicznie jestem niekolarski.

Był boom na crossfit, maratony, triathlon, boks, teraz jest moda na kolarstwo szosowe. Trend to zawsze gadżety, a tutaj wyjątkowo można szaleć. Masz do gadżetów dystans?

Nieee... Starałem się, ale wpadłem we wszystkie pułapki, w które można wpaść. Znajomi i znajome, którzy też weszli w kolarstwo, potwierdzają: to jest jak reakcja łańcuchowa – kupujesz jedną rzecz, a potem następną. A nie jest to sport tani.

Gadżeciarstwo ma przełożenie na jazdę? 

Jak kupisz na przykład lżejszy rower, to na początku możesz nie poczuć różnicy. Będziesz się nawet zastanawiać, czy nie wydałaś pieniędzy bez sensu. Ale potem wsiądziesz na poprzedni rower i różnica będzie diametralna. Wtedy poczujesz, że nie ma kroku wstecz. 

W kolarstwie od dawna już jest inflacja. Od trzech lat rowery i osprzęt drożeją w zawrotnym tempie. Dzisiaj sprzedaje się używany rower w takiej samej cenie, w jakiej się go kupiło. 

Był moment w pandemii, kiedy w ogóle w Polsce nie było nowych rowerów i trenażerów do jazdy stacjonarnej.

Rozmawiamy w dniu, w którym jest 29 st. Celsjusza. Asfalt jest najgorętszy w takich momentach...

Ale jeździ się ciut nad asfaltem – bycie na asfalcie oznacza upadek i jest niewskazane. Nie polecam. Z kolei prędkość chłodzi.

Kolarze jeżdżą tylko po nawierzchni gładkiej?

Szosowi – tak, ale jeśli masz duży dystans do swojego roweru, to od czasu do czasu zjedziesz z asfaltu na drogę szutrową.

Równolegle z modą na kolarstwo szosowe rozwinęła się także moda na kolarstwo gravelowe, przełajowe. Jeździ się na rowerach, które wyglądają jak szosowe, ale mają grubsze opony, inną geometrię. Są wolniejsze, ale można wjechać do lasu, na kamienie, szutry, błoto.

To zresztą element tzw. kolarstwa romantycznego. Nieważna jest tu jednak prędkość, waga roweru i liczba przejechanych kilometrów. Liczy się jazda. No i zdjęcia na Instagramie.

Jak się odnajdujesz w kolarskiej stylistyce? Chodzi mi o obcisły strój, kask, skarpetki, buty...

Bardzo dobrze. Tu wchodzimy w kolarski boom w social mediach. Jak się jest w tym światku, obserwuje wiele kont, to tak się tą stylistyką przesiąka, że chce się wyglądać jak kolarze z Insta. Pojawili się kolarscy influencerzy, a wraz z nimi gry, zabawy i memy. Jeszcze przed wybuchem popularności social mediów została stworzona lista zasad "kolarza pro" – część traktuje ją z przymrużeniem oka, inni całkiem serio.

Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje na wakacje >>

Te zasady dotyczą między innymi ubioru: skarpetka musi być wysoko, okulary zakładamy na pasek do kasku, a nie pod.
Michał Kempa znany jest widzom TVN ze 'Szkła Kontakowego' oraz 'Mam talent'. (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl) , Jest komikiem i stand-uperem. (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl)

Bo...

Nie ma konkretnego powodu. Po tym poznaje się po prostu prawdziwego kolarza. Jak się robi zdjęcie, to trzeba wyciągnąć bidony. A jeśli bidony są, to tylko oryginalne, stare Coca-Coli.

Kolarstwo stało się trochę subkulturą, więc dochodzi do szybkich ocen według określonych kryteriów. Dzisiaj łatwo można wyglądać jak kolarz.

Zanim kupiłem swój pierwszy dobry karbonowy rower, przez siedem lat jeździłem na tym, który dostałem na urodziny. Teraz ludzie pierwszy rower kupują drogi i dobry. I dobrze, niech mają.

Zawodowcy golą nogi.

To jedna z tych niepisanych zasad także w przypadku amatorów. Kolarze zawodowi po morderczych treningach się masują, ogolone nogi ułatwiają pracę fizjoterapeucie. Ma to też  uzasadnienie w przypadku wywrotki i "zlania się" z asfaltem – rany się lepiej goją. Ale z drugiej strony przedramiona też można sobie pościerać, a tu się nikt golić nie każe.  

Z kolei w kolarskim obcisłym stroju chodzi o aerodynamikę i wygodę. A z tyłu koszulki rowerowej są trzy kieszonki, w których trzyma się najpotrzebniejsze rzeczy: klucze, baton, telefon, pieniądze.

Kolarze mają małych braci w postaci triathlonistów.

E tam. Żadna to rodzina! Kolarze nie lubią triathlonistów. Elementem kolarstwa są ustawki i jazda w grupie.

Triathloniści trenują i jeżdżą sami. To dziwaki są. Ale pewnie mówię tak, bo raz sam spróbowałem triathlonu i mi nie wyszło…

Mam znajomych, którzy w social mediach publikują swoje wyniki w bieganiu i innych sportach. Co was, kolarzy, łączy pod względem wyników?

Aplikacja Strava. W założeniu miała mierzyć aktywność, ale głównie służy do socjalizowania się i konkurowania. Kolarze tworzą sobie trasy i "segmenty", w ramach których mogą porównywać swoje czasy, osiągi. Zabawa zaczyna się na tablicy liderów – tam są klasyfikacje, wyniki wszystkich osób, które przejechały daną trasę. Wracam z roweru i od razu patrzę, który byłem danego dnia wzdłuż Wału Wiślanego na odcinku 4 km. To  popularna apka i świetna zabawa przy okazji.

Ona pokazuje też skalę trendu na kolarstwo. Cztery lata temu daną trasę pokonywało 30–40 osób, w weekendy może 70, dzisiaj jest ich 300–400. Mówię o jednym dniu, jednej trasie i o osobach, które mają Stravę. Można ją sobie odpalić w poszukiwaniu tras w miejscach, których się nie zna. Jest także sekcja komentarzy: ludzie dają sobie pochwały, raczej po sobie nie jadą. Tę apkę mają także zawodowcy, na przykład taki Michał Kwiatkowski, najlepszy polski kolarz. Można się i z nim porównać. 

Jak się pojedzie do górzystej Europy – do Francji, Hiszpanii – to tam są grupy starszych panów, którzy na kolarkach spędzają popołudnia i weekendy.

Oni jeżdżą od lat i nie potrzebowali boomu na kolarstwo, to element ich kultury. W Polsce mało jest panów po sześćdziesiątce uprawiających ten sport, chociaż był przecież u nas Wyścig Pokoju – czas i okazja zaszczepienia tej pasji.

Na europejskich górskich trasach dużo jest młodych ludzi na rowerach: Brytyjczyków, Holendrów, Belgów, Niemców, Francuzów. Oni jeżdżą na wszystkie te Majorki i Kanary.

A ty na wakacje jeździsz z rowerem?

Tak. Zresztą transport rowerów to jest w ogóle osobny temat na rozmowę. Torba do przewozu roweru to kolejny gadżet, który kosztuje tyle, ile mój pierwszy rower szosowy. 

Kolarstwo na wyjazdach to jest jedna baza i wycieczki z niej. Inaczej niż w przypadku kolarstwa romantycznego z sakwami. Tacy rowerzyści nie lecą samolotem, tylko często docierają do celu na rowerze.

Trasy kolarskie na Majorce. (Shutterstock) , Seniorzy podczas treningu kolarskiego. (Shutterstock/Mike Dotta)

Moje wakacje są podporządkowane rowerowi. Byłem ze znajomymi na Sycylii, na wypadzie w założeniu towarzyskim, ale przytargałem rower, co spowodowało duże zamieszanie, bo torba z rowerem generuje wiele problemów, trzeba osobny transport załatwiać. Jest to generalnie zawalidroga.

Co daje ci kolarstwo?

Lubię dużo i niezdrowo jeść. Gdybym nie jeździł 13 godzin tygodniowo na rowerze, tobym inaczej wyglądał i gorzej się czuł. Jestem fizycznie w lepszej formie, niż kiedy miałem 10 lat mniej, ale nie uprawiałem regularnie żadnego sportu.

Kolarstwo dobrze organizuje mi czas. Uprawiam wolny zawód, raz mam pracy więcej, raz mniej. Rower zabezpiecza moją potrzebę regularności.

Masz osobny rower do użytku codziennego?

Mam – vintage rower szosowy, który głównie wisi na ścianie i ładnie wygląda. Nie traktuję roweru jako środka komunikacji, za bardzo mi takie użytkowanie ciąży. Bo rower trzeba gdzieś zostawić, przypiąć, zajmuje obie ręce. Na co dzień wolę poruszać się pieszo. 

Rowerowa zajawka po pracy to jedno, ale ty się przebiłeś do telewizji sportowej – współkomentowałeś etap Tour de France.

TVN i Eurosport to jeden kapitał, ktoś się zorientował, że w TVN jest taka osoba z odnogi rozrywkowej, która ma zainteresowania kolarskie, i połączył te dwa fakty. Na początku trochę się bałem, ale ostatecznie nieskromnie stwierdziłem, że nie powinienem mieć większych  kompleksów, jeśli chodzi o wiedzę merytoryczną o kolarstwie. Procentuje iks lat oglądania wyścigów i szczere nimi zainteresowanie. 

Oglądanie i mówienie to jednak coś innego.

Jestem na gorąco po pierwszej transmisji, nie wiem jeszcze, co myśleć. "Podsumowanka" nagrywałem sam we Francji, bez powtórek. Siadałem, mówiłem, a potem biegałem po wiosce szukać zasięgu, żeby je wysłać.

W komentowaniu ważny jest rytm, sens, styl. Z drugim komentatorem trzeba wejść w dialog, a ja się z Igorem Błachutem, z którym robiłem komentarz, wcześniej nie znałem.

To było dla mnie spełnienie marzeń, bardzo mnie ta propozycja ucieszyła, ale miałem też myśli, że wolałbym być w domu i oglądać wyścig na własnych zasadach, bo to jednak jest praca.

Jak jesteś odbierany?

Jestem kojarzony z TVN, więc nieliczne negatywne komentarze pochodziły od osób niezgadzających się ideologicznie ze stacją, od ludzi, którzy pewnie nawet nie odpalili "Podsumowanka". Merytorycznych uwag nie znalazłem, reakcje były raczej pozytywne.

Kilka lat temu oglądałam dokument o pomocnikach z drużyn kolarskich, płacząc ze śmiechu i ze wzruszenia na przemian. Wtedy dopiero zdałam sobie sprawę ze złożoności tego sportu – drużyna jest jak ul, każdy ma przypisaną funkcję. Jak sądzisz, z czego laicy nie zdają sobie sprawy?

Pomocnicy przyjeżdżają na metę na 155. miejscu i wszyscy ich chwalą – robią swoją robotę, dyktując tempo w pierwszej fazie wyścigu, chroniąc lidera od wiatru czy dystrybuując na przykład wodę. Na moim profilu na Instagramie dużo jest treści kolarskich i dostaję czasami sygnały, że fajnie, fajnie, ale ktoś kompletnie nie rozumie, o co w tym sporcie chodzi.

Pomocnicy w drużynie mają określone zadania - dostarczają na przykład wodę kolegom. (Shutterstock/Radu Razvan) , Kolarze w czasie Tour de France w 2018 roku. (Shutterstock/LANA Photography)

Proszą do "Podsumowanka" o "szkolonko"?

Tak. I czasem nawet próbuję coś wyjaśniać, choć to niełatwe, bo kolarstwo jest specyficznym sportem. Na przykład to, że pierwszym trzeba być na mecie, a nie w trakcie jazdy, różni kolarstwo od – wydawałoby się podobnych – sportów biegowych czy wyścigów samochodowych.

Wbrew temu, co się może wydawać, kolarstwo nie jest też sportem indywidualnym i nie jest też sportem drużynowym. To klasyczny przykład sportu indywidualno-drużynowego. Dziwnie to brzmi, ale tak jest. Wyniki są indywidualne, ale sposób przeprowadzenia przedsięwzięcia jest drużynowy.

?

Liczy się czas na tle grupy innych kolarzy, w której jedziesz, a nie twój. Mogę przyjechać 140., ale jeśli wpadnę na metę w peletonie, to mam czas taki jak osoba z jego czoła. Mogę przyjechać trzeci, ale jeśli ci przede mną byli wyraźnie z przodu, to będę miał do nich dużą stratę i w całym wyścigu ta strata może ważyć więcej niż moje trzecie miejsce. Nie należy dopuszczać do powstania luki, przerwy między kolarzami w grupie.

Masz ulubionego kolarza?

Kiedy miałem 15 lat, polubiłem pomarańczowe koszulki baskijskiej drużyny Euskaltel-Euskadi z Ibanem Mayo. I tak sobie kibicowałem temu Ibanowi, aż – podobnie jak w przypadku większości kolarzy z tego czasu – okazało się, że też jest oszustem i stosuje doping.

Zainteresowanym polecam książkę "Wyścig tajemnic" Taylera Hamiltona. Jako pierwsza pokazała dopingowy proceder w kolarstwie, dobrze się ją czyta, świetnie opowiada o tym świecie. Ciekawe jest choćby to, że kamieniem milowym w kolarstwie było pojawienie się w rywalizacji Amerykanów. Ci młodzi ludzie przyjeżdżali do Europy uprawiać zupełnie nieamerykański sport. Plus ta kolarska otoczka, czyli kawka w kafejkach po rowerze. Kawka jest bardzo ważna – dużo się jej pije, jest legalnym "dopingiem". 

Jaką miałbyś radę dla zupełnego amatora z ogromnymi chęciami spróbowania kolarstwa szosowego?

Na jego miejscu pożyczyłbym sobie taki rower od jeżdżącego znajomego. Jeśli zna się kogoś, kto jest w kolarstwie na wyższym poziomie, to jest szansa, że taka osoba ma więcej niż jeden rower. Kupowanie roweru szosowego od razu to duża inwestycja. Można też wypożyczyć rower na wakacjach w Hiszpanii, w Calpe, na Wyspach Kanaryjskich, Majorce. Za 20 euro na dzień dostaje się supersprzęt. Daje to szansę przekonania się, czy to jest to.

Co może zniechęcić?

Sytuacja na drogach: wypadek, niebezpieczne zdarzenie, stres związany z jazdą.

Mnie denerwują ścieżki rowerowe. Uważam, że w niektórych miejscach są fatalnie zaprojektowane, mają za małą przepustowość, są za wąskie, za dużo się na nich dzieje – tu ktoś robi trening i jedzie 35 km/h, tam małe dzieci jeżdżą zygzakami, ktoś się nagle zatrzymuje, inny jedzie i gada przez telefon. Za każdym razem, gdy jadę ścieżką rowerową, to się denerwuję i krzyczę.

Z samochodami nie ma lekko nie tylko w Polsce. Jak byłem teraz we Francji, w Alpach, to w czasie Tour de France lokalni kierowcy byli bardzo agresywni w stosunku do kolarzy. Jak widzisz, niesympatycznie bywa i w miejscach, które wydają się epicentrum tego sportu.

Strój kolarski ma swoje praktyczne uzasadnienie - jest aerodynamiczny i ma kieszonki, wzmocnienia, filtry UV. (Archiwum prywatne) , Różnicę w sprzęcie czuć, kiedy wsiada się z poworotem na gorszy rower. (Archiwum prywatne)

Ale ciebie to nie zniechęca?

Nie. Kolarstwo coraz bardziej wypełnia moje życie i – co mnie cieszy – staje się też pomysłem na zawodową teraźniejszość.

Michał Kempa. "Śmieszkuje, żarty opowiada, czasem zabawny filmik nakręci, porozmawia z ważnym człowiekiem. Jeszcze na rowerzę jeździ. Bardzo często, bo lubi tak sobie pojeździć. Występuje też przed ludźmi i współprowadzi 'Mam talent'"

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Chodzący spokój i zorganizowanie. Wieloletnia wielbicielka Roberta Redforda.