Rozmowa
Michał Sporoń (Fot. Archiwum Prywatne)
Michał Sporoń (Fot. Archiwum Prywatne)

Tuż po Bożym Narodzeniu oznajmił pan na Facebooku, że przeprowadza się do Włoch.

Nie była to decyzja łatwa, ponieważ ja zawsze czułem, że bycie nauczycielem to moje powołanie. I bardzo dobrze mi się pracowało.

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Jest pan polonistą w II LO im. Stanisława Staszica w Tarnowskich Górach. Wozi pan uczniów do schroniska, żeby wyprowadzali psy, nocami urządza w szkole seanse kina moralnego niepokoju, a kiedy pańska klasa zdała maturę, zaprosił pan wszystkich do swojego domu. 

Zaprosiłem uczniów do siebie, ponieważ ubiegły, covidowy, rok nie był dla nich łatwy. Dla mnie zresztą też, ponieważ walczyłem z posłanką PiS w dwóch procesach przed kolegium dyscyplinarnym.

Natomiast zostając jeszcze przy powołaniu – o zawodzie nauczyciela myślę w ten sposób, że istotą jest, by osoby, które się tu, w liceum, z nami spotykają, wychodziły w świat bez kulturowych fobii. Żeby to byli otwarci ludzie. Ludzie czytający, będący kreatywnymi odbiorcami tekstów kultury, ale także umiejący słuchać drugiego człowieka. Zależy mi, by podczas tej naszej wspólnej drogi uczniowie nabierali autorefleksji o tym, co się dzieje w świecie. I to jest bardzo fajne, że jak się po latach spotykamy i rozmawiamy, widać, że to… 

…działa? 

Owocuje, tak. Słuchając absolwentów, czuję pewność, że dobrze wybrałem. To jest moja droga. Tyle że żeby to robić porządnie, potrzebny jest czas. Przepraszam za porównanie, ale ja mam pięć labradorów. Wszystkie ze schroniska. Arniś i Hopek są trzyłapkami, Maniuś jest niewidomy i nie słyszy, a kiedy Lunę zabraliśmy ze schroniska, miała w sobie mnóstwo lęku. Była bita, miała wybite zęby. Kiedyś myślałem, że da się to wszystko przyspieszyć! Przepracować z nią traumy raz-dwa, żeby nie miała lęku przed ludźmi. Ale życie mnie nauczyło, że tak się nie da. Tak samo jest w szkole: w pierwszej klasie uczniowie nie są jeszcze takimi… moimi wymarzonymi. Trzeba mieć cierpliwość i konsekwentnie pracować. Tymczasem trwająca reforma doprowadzi do tego, że w konsekwencji nie będzie czasu na nic poza nauką do testów do matury.

Michał Sporoń (Fot. Archiwum Prywatne) , Co będzie, jak nie będę mógł wykonywać zawodu? – pytałem Kasię, swoją partnerkę życiową (Fot. Archiwum Prywatne)

Na naukę samodzielnego myślenia nie będzie przestrzeni?  

No właśnie. To będzie świat gonienia za tym, żeby tylko zdążyć się wszystkiego nauczyć.

Proszę mnie źle nie zrozumieć! Ja nie mam merytorycznych obaw przed przerabianiem "Madame" Libery! To nie kłopot. Rzecz w tym, że tu nie będzie możliwości nabierania sprawności przydatnych w dzisiejszym świecie, w którym – banały wypowiadam teraz, truizmy – jak masz tylko wiedzę, ale nie potrafisz analizować i krytycznie myśleć, to jest bieda.  

Zanim dopytam o zreformowaną szkołę, wspomniał pan o walce z posłanką PiS Barbarą Dziuk, która doniosła na pana do kuratorium. Wszystko dlatego, że po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji wziął pan udział w protestach organizowanych przez Strajk Kobiet, a zdjęcia wrzucił na prywatne konto na Facebooku. 

Nawet Solidarność za PRL nie wyprowadzała na ulice Tarnowskich Gór takich tłumów jak Strajk Kobiet! Posłanka PiS-u uznała, że biorąc udział w protestach, uchybiłem godności stanowiska nauczyciela oraz że namawiałem młodzież do uczestnictwa w tych marszach. Nieprawda. Oddzielam świat polityki od funkcjonowania w szkole. Zarzut posłanki PiS-u to jest właśnie wizja "czarnkowej szkoły", w której młodzież się indoktrynuje. Ja nigdy i nikogo bym nie namawiał, żeby przyszedł na protest.  

Za udział w protestach, organizowanych przez Strajk Kobiet, nauczycielowi groziło wydalenie z zawodu (Fot. Archiwum Prywatne)

Ogólnopolskie media donosiły wówczas, że grozi panu wydalenie z zawodu.  

Po 22 latach pracy, która była zawsze bardzo dobrze lub celująco oceniana, a mnie udało się jeszcze zrobić coś więcej – obronić doktorat.  

A pan nigdy nie rozmawia z uczniami o polityce? 

Nie. Ale oczywiście, że polityczność wychodzi w moich działaniach. Jeśli organizuję zbiórkę charytatywną dla uchodźców, wiadomo, że to nie jest obojętne ideowo. Tyle że ja nie mówię o indoktrynacji, ale o nauce, która oznacza również kształtowanie postaw obywatelskich. Jeśli mam mówić o przyzwoitości w opowiadaniach Borowskiego, to sam nie mogę robić czegoś, co jest przeciwko moim poglądom. Taka hipokryzja byłaby nie na miejscu. Na protesty chodziłem jako obywatel. Wieczorami. To pani posłanka Dziuk w godzinach lekcyjnych zabierała młodzież na Marsze Różowej Wstążki albo sadzenie dębów pamięci dla ofiar tragedii smoleńskiej. Mam na to dowody. Jej zarzuty wobec mnie nie były fair. 

Proszę mi powiedzieć, czy to była tylko polityczna, medialna rozgrywka między posłanką a panem, czy realna groźba, że straci pan możliwość wykonywania zawodu? 

To było pół roku olbrzymiego stresu. Dostałem wtedy gigantyczne wsparcie od uczniów i mieszkańców Tarnowskich Gór, w których stałem się rozpoznawalny. Wchodziłem do księgarni i słyszałem: "Co ta posłanka wyprawia? Politykiem się bywa, a człowiekiem się jest". To miało dla mnie duże znaczenie, tym bardziej że ja przecież nie walczyłem o Sporonia. Na moim miejscu mogło być wielu innych nauczycieli. Pewnie trafiło na mnie, ponieważ funkcjonuję również w politycznym świecie.  

Jest pan radnym. 

Niezależnym. Startowałem ze Stowarzyszenia Inicjatywa Obywatelska, ale wyszedłem z niego, gdyż stało się zbyt upolitycznione, a ja uważam, że takie małe miasteczka jak nasze nie powinny być uwikłane w wielką politykę.  

Ostatecznie pan wygrał. I to dwukrotnie.  

Zarzuty posłanki okazały się bezzasadne, najpierw na poziomie kuratorium, a następnie – wojewódzkim, ponieważ posłanka Dziuk się odwołała od korzystnej dla mnie decyzji. Ale wie pani, to wszystko dało mi bardzo do myślenia. Co będzie, jak nie będę mógł wykonywać zawodu? – pytałem Kasię, swoją partnerkę życiową. Wiele rzeczy w życiu robiłem, łącznie z pracą fizyczną. To wtedy zacząłem rozważać na poważnie, że moja przyszłość wcale nie musi być związana z Polską. 

W przeddzień naszej rozmowy minister edukacji i nauki pośmiertnie odznaczył księdza egzorcystę medalem Komisji Edukacji Narodowej. "Wielokrotnie wygrał mocą imienia Jezus, za wstawiennictwem Matki Bożej Kębelskiej, bezpośrednie batalie z szatanem" – mówił. Proszę wybaczyć banalne pytanie, ale co pan poczuł, kiedy Przemysław Czarnek został ministrem? 

Powiem szczerze, że po minister Zalewskiej wydawało mi się, że nie może być gorzej… 

Nawet jeśli resort edukacji objął człowiek, który wcześniej zasłynął między innymi wypowiedzią o osobach homoseksualnych, że "nie są równi ludziom normalnym"?! 

Nie tłumacząc absolutnie ministra, myślę, że dla szkolnictwa nie ma ratunku, a te wszystkie pojawiające się elementy ideologiczne są zasłoną dymną. Niech pani zobaczy: wszyscy rozmawiają o "cnotach niewieścich"… 

Wypowiedzi ministra regularnie stają się memami, to fakt… 

…a nikt nie stawia PiS-owi zasadniczych pytań o odpowiedzialność za to, jak reformuje szkolnictwo. W szkołach podstawowych uczniowie mają 38 godzin zajęć tygodniowo, a z tzw. czarnkowymi – i 40. Te dzieciaki uczą się multum niepotrzebnych rzeczy i nie mają czasu dla siebie. Żeby odciągnąć uwagę od meritum, pojawiają się te wszystkie medialne rewelacje pana ministra. Nie usprawiedliwiam Czarnka! Nie twierdzę, że minister edukacji nie jest homofobem, nie jest ksenofobem oraz politykiem, który prowadzi perfidną grę.

Będę pytać o to meritum, ale skoro pan wspomniał o cnotach niewieścich: twierdzi pan, że ministerstwo nie nakłada na nauczycieli obowiązku krzewienia wartości chrześcijańskich? 

Nie. Tego nie twierdzę. Ja na pewno o cnotach niewieścich nikogo nie będę uczył, natomiast wszyscy wiemy, że za tym hasłem stoi wpisanie do wykazu lektur mnóstwa książek religijnych, na przykład dzieł Jana Pawła II albo Piotra Skargi, o którym co by nie mówić, ale otwarty na świat to on nie był. Ewidentnie widać próbę budowania wśród młodych ludzi fantazmatu związanego z mesjanizmem Polski. Słyszymy o nowym przedmiocie: historia i teraźniejszość. To wszystko ma zideologizować szkołę. W dużej części elektoratu PiS te pomysły mają wzięcie.  

Atmosfera jest taka, że kiedy trzy lata temu w szkole chcieliście zorganizować tęczowy piątek, to dostaliście setki maili pt. "pedały do gazu". W efekcie dyrekcja odwołała wydarzenie. Byłam rozczarowana. Jeśli dziś szkoły nie mają odwagi wywieszać tęczowych flag, to jutro z innych okien będą powiewać brunatne. 

Ojciec jednego z uczniów to samo mi wtedy powiedział: "Zwyciężyła brunatność". Tyle że myśmy się wtedy naprawdę bali. Dyrektor musiał wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo uczniów i kadry. Na Facebooku powstało ogólnopolskie wydarzenie, że przyjdą i nas spalą. Ale coś pani powiem: mimo że oficjalnie odwołaliśmy wtedy tęczowy piątek, to i tak debatowaliśmy o prawach człowieka. Tamto wydarzenie stało się mitem założycielskim Staszica jako liceum otwartego. A w dzisiejszej Polsce to ma zdecydowanie większe znaczenie niż jeszcze kilka lat temu. Kiedyś podczas dyskusji nad książką – a ja egzystencjalizm omawiam na przykład przy okazji "Lubiewa" Witkowskiego – żenadą byłoby się przyznać, że się jest rasistą, ksenofobem.  

Wszyscy rozmawiają o 'cnotach niewieścich' a nikt nie stawia PiS-owi zasadniczych pytań o odpowiedzialność za to, jak reformuje szkolnictwo (Fot. Marta Dudzińska / Agencja Wyborcza.pl)

To chyba jasne, że w liceum – a pan uczy w prestiżowej szkole, która przoduje w rankingach – nikt nie wstaje i nie przedstawia się jako rasista!  

O, zdziwi się pani! Przyszedł czas PiS-u i pojawili się tacy, którzy potrafią oświadczyć, że nienawidzą Żydów czy lesbijek. I to nawet będąc w jednej klasie z osobą z dysforią płci, która nie chce, żeby do niej mówić Ola, ale Alus. 

Przeraża mnie to, co pan mówi. Jak reaguje na coś takiego reszta klasy? 

Większość jest przeciwko osobie wygłaszającej dyskryminujące tezy, co nie zmienia faktu, że kiedyś to było w ogóle nie do pomyślenia. Nietolerancja była passé, a dziś jest w modzie.

Podjąłem decyzję o wyjeździe również dlatego, że ja już nie chcę dłużej tracić energii… Nie jestem jakimś kombatantem, ale latami pracowałem po kilkanaście godzin i żyłem tym mitem, że trzeba zbudować nową Polskę. Może nie szklane domy, ale jednak. Nie mam zamiaru robić tego następne dwadzieścia kilka lat.  

Trzy lata temu w Staszicu nie wywiesiliście tęczowych flag, a dziś pan wywiesza białą. Strasznie jest to smutne.  

W Polsce jest dziś przyzwolenie na upokarzanie nauczycieli. Czy pani wie, że gdyby weszło lex Czarnek, to żebym ja mógł zorganizować debatę, musiałbym wysyłać prośbę do kuratorium? Takie rzeczy zniechęcają do aktywności. To będzie opór przez bezwład. Mam się użerać? Ryzykować, że mi kuratorium odwali prośbę, żebym mógł zrobić coś ponad, i jeszcze się będę musiał ze swoich pomysłów tłumaczyć? Skoro podczas Staszic Pride byli tacy, którzy nie rozumieli – albo udawali, że nie rozumieją – że my nie chcieliśmy nikogo namawiać, żeby się głaskał albo nie głaskał z osobą tej samej płci?!  

To teraz przejdźmy do meritum. Powiedział pan, że kolejne wypowiedzi ministra to są wrzutki, które mają przykryć to, co się dzieje w polskiej szkole. Co się dzieje?  

Maturę w 2023 roku, kiedy będzie zdawał pierwszy rocznik po ośmioletniej podstawówce, obleje 50, może 60 proc. I to nie w pojedynczych, słabszych szkołach, gdzie są nauczyciele, którzy nie dają rady unieść reformy. To będzie ogólnopolska tendencja.  

Na jakiej podstawie pan stawia taką tezę? 

Ponieważ programy nauczania są przeładowane. To wszystko jest wbrew duchowi czasów. Dziś na świecie młodzi ludzie dochodzą do pewnego poziomu wiedzy, ale przede wszystkim uczą się, gdzie i jak znajdować informacje, jak je analizować oraz wykorzystywać. A u nas jest natłok informacji do przyswojenia! Uczciwe zrealizowanie materiału jest niemożliwe. Uczeń ma w liceum przeczytać 72 lektury… 

To źle?  

Nasi uczniowie zawsze nie tylko czytali, ale także poznawali inne dzieła kultury: filmy, obrazy, spektakle. My się nie uchylamy od kanonu. Trudno nie poznać "Dziadów. Części III" albo żeby uczeń nie wiedział, co to jest mesjanizm… 

Wiadomo! Mesjanizm to podstawa. 

Nawet jak się nie zgadzamy, to wiemy, w jakim klinczu stoimy. Próbuję pokazać, że dziś narzucono nam konieczność poruszania się w świecie fikcji. Z tych 72 lektur 40 jest olbrzymich. W tym teksty archaiczne. Wiemy, że uczniowie ich nie będą czytać, ale kupować bryki. Będzie praktykowane oszustwo. A to tak nie powinno być! Bo w ten sposób my w szkole utwierdzamy młodych ludzi w poczuciu, że ten świat...

…polega na kombinowaniu. 

Tak! Że system tak działa. Absurd! Powinno się iść w tę stronę, że mamy rozsądną liczbę świetnych tekstów, z nimi pracujemy oraz uruchamiamy inne sprawności – pisania, analizy. Dziś nie ma na to czasu! W Staszicu czytamy i nie popuścimy, ale generalnie to będzie obłuda.

A ja przecież mówię tylko o języku polskim. Matura z innych przedmiotów również jest bardzo trudna. Przed rozmową z panią zastanawiałem się, jak najkrócej opisać sytuację nauczyciela w polskiej szkole. To są dwa słowa: odpowiedzialność oraz wina. Odpowiedzialność za to, żeby młodych ludzi nauczać, żeby oni się dostali na studia. 

'Rozpocząłem już poszukiwania domu na południu Włoch. W Apulii. Co prawda nie za jedno euro, ale ceny są teraz bardzo korzystne' (Fot. Shutterstock.com)

To jasne. Ale wina?  

No jasne, bo to zawsze nauczyciele są winni. A przecież my wcale nie chcemy takiej oświaty! Nie spotkałem ani jednego polonisty, który byłby zwolennikiem tej reformy i który by powiedział, że to się da zrobić. Uczciwie, a nie tak, że przyjdę na lekcję i powiem: "Tego gniota nie będziemy czytać, wiem, że przez to nie przebrniecie". To oznacza plątanie się w nieetyczne sytuacje. A ja przez wszystkie dotychczasowe lata cieszyłem się poczuciem, że jestem przyzwoity wobec innych i wobec siebie. 

Konstatacja naszej rozmowy jest druzgocąca. 

Nie mam już siły do dalszej walki o godne wykonywanie tego zawodu. 

Decyzja o emigracji jest ostateczna? 

Tak. Rozpocząłem już poszukiwania domu na południu Włoch. W Apulii. Co prawda nie za jedno euro (śmiech), ale faktycznie ceny są teraz bardzo korzystne. Dopóki nie doprowadzę swojej klasy, w której mam wychowawstwo, do matury, będę mieszkać w trakcie roku szkolnego w Polsce, a tamten dom będę podnajmować turystom. Przez kilka lat chcę istnieć w dwóch światach.  

Oczywiście z psami się pan przeprowadza? 

Jasne! Do samolotu nie wsadzę piesków, ale na szczęście mam takie dziwne duże auto –sporoniobus. (śmiech) 

Nie chcę studzić pańskiego entuzjazmu, ale co będzie robił polonista we Włoszech? 

Trzeba tam będzie otworzyć knajpkę. 

Która jak się będzie nazywała? 

Ja zawsze lubiłem niemieckie słowo Augenblick, które oznacza ‘w chwili’, ‘w mrugnięciu oka’. To brzmi tajemniczo. A ostatecznie może to jednak będzie Śląsk? Sentymentalny ze mnie facet.

Wie pani, ta decyzja to nie jest tylko PiS, tylko polityka i tylko nieudana reforma. To jest myślenie, jak chcę żyć przez kolejne kilkadziesiąt lat. Nie twierdzę, że będzie łatwo, ale też jestem pewien, że nie będzie nudno. 

Najnowsze wiadomości, poruszające historie, ciekawi ludzie - to wszystko znajdziesz na Gazeta.pl

Michał Sporoń. Nauczyciel języka polskiego w II LO im. Stanisława Staszica w Tarnowskich Górach. Studiował w Bonn. Tytuł doktora obronił na Uniwersytecie Śląskim, a pracę poświęcił surrealiście z Katowic Hansowi Bellmerowi. Jest radnym powiatu tarnogórskiego.

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in. z "Gazetą Wyborczą" Wrocław, "Dziennikiem Polska-Europa-Świat" i "Dziennikiem Gazetą Prawną" oraz "UWAGĄ!" TVN. W 2016 r. nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.