Rozmowa
'Jak mantrę powtarzamy: Zostań w domu, sugerując, że dom jest schronieniem. A bywa wręcz odwrotnie' (Shutterstock.com)
'Jak mantrę powtarzamy: Zostań w domu, sugerując, że dom jest schronieniem. A bywa wręcz odwrotnie' (Shutterstock.com)

Z policyjnych statystyk wynika, że o 23,5 proc. wzrosła w ubiegłym roku liczba zabójstw. Czy to możliwe, że utrzymująca się pandemia nie tylko potęguje stany depresyjne, ale też wzmaga agresję, co może się skończyć tragicznie?

Oczywiście, im większe jest napięcie emocjonalne, im dłużej ono trwa, tym gwałtowniejsze może być odreagowanie, na przykład w czasie kłótni czy bójki. Ale od przemocy emocjonalnej czy nawet fizycznej do zadania śmiertelnego ciosu jeszcze daleka droga.

Jeżeli jednak przed pandemią była w domu przemoc, to jest duże prawdopodobieństwo, że w czasie pandemii będzie ona narastać. Z kolei w domu, w którym aktów przemocy wcześniej nie było, mogą się one pojawić.

Jak to?

Sytuacja pandemii generuje ogromny lęk na wielu polach: o własne zdrowie, zdrowie bliskich, przed kontaktami społecznymi. Codziennie jesteśmy informowani, ile jest osób zakażonych, ile osób zmarło. Z jednej strony to dla nas ostrzeżenie i sygnał, żeby zachować się w odpowiedni sposób, zadbać o siebie, z drugiej – te informacje napędzają strach. Nie wiemy, kiedy to wszystko się skończy, nie mamy nad tym żadnej kontroli, co rodzi napięcie.

A to napięcie trudno w obecnej sytuacji rozładować. Zamiast cieszyć się, że zobaczę się z przyjaciółmi, stresuję się, że ich zarażę albo oni mnie. Na spotkaniu myślę tylko o tym, czy stoję w odpowiedniej odległości od nich...

I to jeszcze bardziej wzmaga napięcie. Nie możemy pójść do kina, na koncert, na siłownię, wiele osób nie wychodzi do pracy. To wszystko są sytuacje, które pozwalały nam na odreagowanie emocjonalne. Bez tego wszystkiego jedni mogą popadać w stany obniżonego nastroju, wycofywać się z życia społecznego, smutnieć, a inni mogą stać się bardziej agresywni, nerwowi, niezwykle łatwo tracić nad sobą panowanie, byle błahostka może powodować, że przestają się kontrolować. Sytuacja silnego lęku osłabia mechanizmy samokontroli.

Danuta Rode: Para zaczyna ze sobą walczyć. Porozumiewają się krzykiem, potem krzyk już nie wystarcza (Shutterstock.com) , (Shutterstock.com)

Czytałam, że nawet jeżeli udało nam się wypracować jakieś zdrowe schematy komunikacji, to w momencie, w którym zaczynamy przeżywać silny lęk, stres, wracamy do tych starych, niekoniecznie zdrowych sposobów radzenia sobie z trudną sytuacją. Tych, które na przykład znamy z domu. Matka krzyczała, więc ja też krzyczę.

Rzeczywiście, mogą ujawnić się pewne cechy, które w bardziej sprzyjających okolicznościach pozostawały niejako w ukryciu. To dominacja lub przeciwnie – zależność, potrzeba kontroli, także niecierpliwość, potrzeba natychmiastowego odreagowania. Niektóre osoby są też bardziej skłonne do reagowania agresją niż inne – to ludzie impulsywni, podatni na działanie bodźców, niepotrafiący "przystopować", którzy słabo analizują, oceniają i racjonalizują dane zdarzenie. Nierzadko to też osoby o niskim poczuciu własnej wartości. Najłatwiejszym i najszybszym sposobem na zniwelowanie napięcia jest agresja. Jak coś wykrzyczymy, w coś uderzymy, to robi nam się lepiej. 

Jak mantrę powtarzamy: zostań w domu, sugerując, że on jest schronieniem, azylem, miejscem bezpiecznym, tymczasem dla wielu stanowi coś wręcz odwrotnego. Bo nagle patrzymy na partnera, który z dnia na dzień zaczął spędzać całe dnie w domu, i widzimy innego człowieka, myślimy: nie tak sobie go/ją wyobrażałem. Określony stan emocjonalny też może zniekształcać obraz drugiej osoby. Już nie wspominając o sytuacjach, w których przed pandemią para funkcjonowała w związku, w którym dochodziło do przemocy.

Partner się czepia, więc ja też zaczynam się denerwować. I oddaję. Kłótnia gotowa. On nie odpuszcza, ja też nie, trudno się w tym zatrzymać.

No właśnie – oddaję. Tak się rodzi spirala agresji. Para zaczyna ze sobą walczyć. Już nie potrafią rozmawiać spokojnie, porozumiewają się krzykiem, potem krzyk już nie wystarcza, dochodzi do awantur, często z aktami przemocy fizycznej, emocjonalnej. Bo chodzi o to, żeby bardziej zabolało, więc uderzę w ten twój kompleksik, o którym mi powiedziałeś, jak było między nami dobrze, a potem jeszcze w twoją matkę i siostrę.

Niektórzy stosują metodę zastraszania: nie zmuszaj mnie do tego, żebym ci coś powiedział, bo jak już powiem, to ci pójdzie w pięty! Osoby dopuszczające się aktów przemocy w swoich skryptach poznawczych często mają wdrukowane, że ich partner czy partnerka to ich przeciwnik. To jest bardzo niebezpieczne. Pary badane przeze mnie w latach 2010, 2014, 2016 i 2020, które weszły w taką patologiczną relację, nie potrafią już nawet mówić do siebie spokojnie, zwracają się podniesionym tonem, w sposób zaczepny, nie kontrolują emocji.

Konflikty w związkach, rodzinach będą zawsze.

Oczywiście. Jesteśmy ludźmi, mamy emocje, czasem nimi nieumiejętnie sterujemy. Niestety, w dalszym ciągu w rodzinach stosujemy takie typowe dla kłótni, niezdrowe zachowania, które świadczą o przemocy. Ta przemoc może być obopólna, bardzo często to jednak jedna strona dominuje, czyli krzywdzi, a ta druga się broni. Wniosek jest jednak taki, że oboje są w relacji przemocowej i oboje są przegrani, oboje dostają takie razy, po których nie potrafią się potem podnieść.

Pani powiedziała: on mnie wkurzył, więc oddaję. Jeden odda, a drugi się wycofa i powie: bardzo mi przykro, że tak powiedziałeś, sprawiłeś mi ból, mówiąc to w taki sposób. Niestety, jesteśmy coraz mniej uważni na drugą osobę. Pędzimy – w życiu zawodowym, prywatnym, rodzice nie zauważają swoich dzieci, ich potrzeb, pragnień, przewożą je z jednych zajęć dodatkowych na drugie. Jesteśmy przede wszystkim obserwatorami swoich własnych stanów, nie przyglądamy się drugiej osobie, a to nas od siebie oddala.

Jak powinniśmy zareagować w sytuacji konfliktowej, jak okazać tę uważność?

Jeśli partner wraca do domu zmęczony, podenerwowany i daje temu wyraz, ma do mnie o coś pretensje, mogę po prostu zapytać: co się stało? Widzę, że jesteś poirytowany, powiedz, o co chodzi. To nie oznacza od razu, że biorę na siebie winę za to, co zrobiłam lub czego nie zrobiłam. Pokazuję mu, że widzę jego emocje i jestem nimi szczerze zainteresowana. Mówię mu, nie co ja mogę zrobić, żeby było lepiej, tylko co razem możemy zrobić, bo oboje jesteśmy w tej relacji.

To samo dotyczy takiej uważności wobec samego siebie. Wiem, że jestem zdenerwowany, to mówię: słuchajcie, mogę być dzisiaj naprawdę nieprzyjemna, bo bardzo się czymś stresuję albo coś mnie wyprowadziło z równowagi. Wybaczcie mi, za chwilę będzie OK.

W ubiegłym roku liczba zabójstw w Polsce wzrosła o 23,5 proc. Na czele motywów stoją rodzinne konflikty (Shutterstock.com)

Jeśli jedna strona w rozmowie, kłótni jest ewidentnie zdenerwowana, można powiedzieć: słuchaj, dzisiaj sprawę zostawmy, ja się wycofuję, ale chciałabym wrócić do tego tematu, bo mnie to boli. Niestety, wiele osób takie rozmowy przerastają, nie potrafimy się zatrzymać na danym problemie na spokojnie, rozwiązywać go kawałek po kawałku.

Dlaczego jest to takie trudne?

Trzeba mieć wgląd w siebie i świadomość pewnych schematów, w które się wchodzi, żeby umieć się odpowiednio zachować. Wiele osób tej świadomości nie ma i powiela schematy awantur wyniesione z domu.

Co to znaczy umieć rozmawiać?

Umieć z kimś rozmawiać to znaczy spełnić trzy kryteria. Pierwszym jest szacunek wobec partnera, dziecka, członka rodziny. Czyli: szanuję cię, jesteś dla mnie nadrzędną wartością, nie jesteś moją kopią, masz inne doświadczenia, jesteś inny. Drugie kryterium to posiadanie motywacji do wysłuchania i przede wszystkim zrozumienia argumentów drugiej strony. Samo wysłuchanie nie wystarczy, trzeba te argumenty przyjąć, nawet jeśli mamy nieco inne zdanie na ten temat. A trzecim kryterium jest otwartość na rozmowę, podczas której ma dojść do jakiejś zmiany.

Ważna jest miłość, ale i przyjaźń, fakt, że się danego człowieka lubi, że lubi się to, jaki jest, lubi się z nim rozmawiać. Że nawet jak jestem na niego zła, nawet jak mocno się denerwuję, to w dalszym ciągu jest to człowiek, którego cenię, szanuję i chcę się nauczyć go słuchać.

Jak mówię "nie, bo nie" albo "będzie tak, jak ja chcę, albo wcale", to zaczynam kogoś traktować przedmiotowo, wykorzystywać go do własnych celów. Tak nigdy nie powinno być. Ta osoba może albo się wycofać, jak już wspomniałam, albo walczyć. Tworzy się błędne koło.

Albo długo wytrzymywać przedmiotowe traktowanie, a w końcu wybuchnąć. Czytałam niedawno historię mężczyzny, który opisywał, jak przez lata traktowany był przez swoją narzeczoną – wyzywała go, poniżała. Mimo że, jak twierdził, robił wiele – pomagał jej w domu, opiekował się jej dziećmi z poprzedniego związku – to dla niej cały czas było za mało, dla niej był nieudacznikiem. Zdarzyło jej się go również uderzyć. Podczas jednej kłótni nie wytrzymał i jej oddał.

W związkach przemocowych zawsze jest osoba dopuszczająca się przemocy i ofiara, co nie znaczy, że przemoc i agresja nie mogą być obopólne, raz on może atakować, raz ona. Czasem już trudno ocenić, kto jest osobą bardziej agresywną, bo oni oboje walczą. Podstawowe pytanie: o co?

Mówi się, że jak już dojdzie do pewnych aktów, jak już przekroczy się jakąś granicę, to już nie można tego zatrzymać, przekracza się kolejną i kolejną, jedyne rozwiązanie to rozstanie. Można zatrzymać spiralę agresji?

Oczywiście, że można nad tym pracować, w każdej relacji te mechanizmy przemocowe działają jednak trochę inaczej, należy przyjrzeć się indywidualnie każdemu przypadkowi. Nie każde zachowanie agresywne od razu świadczy o tym, że związek jest przemocowy. Ale jeśli w grę wchodzi skłonność do agresji partnera czy partnerki czy na przykład choroba alkoholowa, to bez specjalistycznej pomocy się nie obejdzie. 

Niestety, nie inwestuje się u nas w edukację młodych ludzi, którzy powinni od dziecka być uczeni szacunku do drugiej osoby, troski o innych, umiejętności negocjacji, dochodzenia do kompromisu, tego, że ich zdanie jest ważne, ale nie jest najważniejsze, że wokół są ludzie, którzy mają odmienne opinie, bo każdy z nas jest inny, że powinniśmy to przyjąć, umieć rozmawiać i słuchać. Młodzi są chłonni, jeśli edukacja zacznie się na wczesnym etapie, na przykład w szkole podstawowej, to dzieci mają szansę wytworzyć w sobie na tyle głęboką świadomość, żeby nie popełniać błędów rodziców. 

'Jedni mogą teraz popadać w stany obniżonego nastroju, a inni mogą stać się bardziej agresywni, nerwowi' (Shutterstock.com) , (Shutterstock.com)

Czyli profilaktyka.

Dokładnie. To tak jak ze zdrowiem – dbajmy o siebie, badajmy się, wzmacniajmy odporność, bo potem mniej z nas będzie się leczyć w szpitalach. Na szczęście świadomość na temat przemocy w Polsce rośnie, nie ma już przyzwolenia na pewne zachowania, ludzie coraz częściej reagują, jak słyszą „że u Kowalskich są non stop awantury”, dzwonią na policję. Kontrola społeczna jest większa. Coraz więcej mówi się o przemocy kobiet wobec mężczyzn, o tym, że przemoc emocjonalna jest nierzadko bardziej niszcząca niż przemoc fizyczna. Skłamałabym jednak, gdybym powiedziała, że w wielu domach przestało funkcjonować podejście "mój dom to moja twierdza".

Wracając do pandemii. Jeśli w naszym związku, w naszym domu tej agresji zrobi się więcej, jak reagować? Nie akceptować agresywnych zachowań pod żadnym pozorem? Wymagać od bliskich samokontroli? Czy okazać im więcej wyrozumiałości, może nawet więcej niż do tej pory – oczywiście w bezpiecznych dla nas samych granicach?

Zdecydowanie okazać wyrozumiałość. Pandemia wywróciła nasze życie do góry nogami. Nikt nas na nią nie przygotował, nikt nie powiedział nam, jak funkcjonować w takiej rzeczywistości, my cały czas uczymy się bycia w tej pandemii, więc możemy popełniać dużo błędów. Często nie wiemy, czym się kierować w swoim postępowaniu, co robić. Cały czas coś nas zaskakuje. Musimy uruchomić w sobie pokłady wyrozumiałości, a jednocześnie korzystać z tego, co jest dostępne – wychodzić na spacer, rower, zapewnić sobie zastrzyk endorfin. I nie bądźmy wyrozumiali tylko dla bliskich, ale w ogóle dla ludzi – dla kierowców na drodze, dla przechodniów – bo wszyscy jesteśmy w tej trudnej sytuacji. Pomagajmy sobie chociaż uśmiechem.

A może ta praca nad sobą, uważnością na innych, nad niwelowaniem napięcia pozwoli nam wejść na wyższy poziom zrozumienia siebie i dzięki temu skutecznie nauczymy się wyciszać, uspokajać, bycie życzliwym i uważnym wejdzie nam w krew. To byłby ogromny sukces pandemii.

Dr hab. prof. Uniwersytetu SWPS Danuta Rode. Ekspert w dziedzinie psychologii klinicznej i sądowej, biegły sądowy z wieloletnim stażem. Prowadzi badania dotyczące modeli psychologicznych opiniodawstwa sądowego w sprawach przestępstw z użyciem przemocy. W pracy naukowej koncentruje się także na uwarunkowaniach przemocy w rodzinie.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia. Jeśli chcesz się podzielić ze mną swoją historią, napisz do mnie: ewa.jankowska@agora.pl.