Rozmowa
Artur Żmijewski (fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl)
Artur Żmijewski (fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

Wiele słyszałam o pańskiej punktualności. I proszę - na nasze spotkanie przyszedł pan parę minut przed czasem.

- Wie pani, raz się w życiu spóźniłem i od tego momentu wiem, że nie warto. Przyszedłem po czasie na egzamin do szkoły teatralnej i musiałem rok czekać na drugą szansę. Otwarcie mówię, że nie mam cierpliwości dla braku poszanowania czyjegoś czasu. Szkoda mi też czasu na pracę z ludźmi nieprzygotowanymi, na użeranie się z kimś, kto na przykład nie nauczył się tekstu. Nieliczenie się z innymi jest według mnie szczeniackie. 

Mawia pan o sobie, że jest nudny.

- W pojęciu dzisiejszego świata tak. Staram się żyć normalnie, tak jak mi dyktuje serce. Nie mam ochoty na żadne ekscesy czy skandale. Od ponad 20 lat mam tę samą żonę, a znamy się o wiele dłużej, bo parą jesteśmy od ponad 30 lat.

Mają państwo troje dzieci. Lubią, jak pan o nich opowiada w mediach czy ma pan zakaz?

- Staram się mało opowiadać o dzieciach. To fragment życia, który jest tylko nasz. To my jesteśmy rodziną. Mam taką zasadę, że do domu wpuszczam tylko krewnych i najbliższych przyjaciół. Nigdy nie chciałem, żeby moje prywatne życie stało się przyczynkiem do dyskusji medialnej. I nigdy nie chciałem tą prywatnością handlować. To mój świadomy wybór.

Artur Żmijewski z żoną Pauliną na gali Polskich Nagród Filmowych ''Orły 2016'' (fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta)

Funkcjonujemy jak normalna rodzina, czasem pojawi się o nas jakaś informacja. Nie ma nic zdrożnego w tym, by powiedzieć, że starszemu synowi podobał się film "Lawa", w którym grałem, a drugi syn jest uczniem gimnazjum. Córka jest dorosłą kobietą, ma 25 lat, więc trudno o niej mówić jak o dziecku.

Więc wróćmy do pana. Od 2007 roku jest pan ambasadorem dobrej woli UNICEF.

- UNICEF pomaga głównie dzieciom, ale nie tylko. Ostatnia nasza akcja dotyczyła uchodźców. Razem z Łukaszem Nowickim i Robertem Korzeniowskim odwiedziliśmy obozy, w których mieszkają w Zaatari i Azraq. Propagujemy ideę pomocy uchodźcom i popieramy ją z całego serca. Za czasów mojego ambasadorowania na akcje, które wspierałem, udało się zebrać ponad 10 milionów złotych. Oczywiście to nieporównywalne z sumami, jakie zbiera WOŚP, ale to i tak sporo. I zapewniam panią, że potrzebujący nie dostają gotówki, ale rzeczy czy leki, których im brakuje.

Znajduje pan czas na pomaganie, choć na brak pracy pan nie narzeka. Właśnie mija 10 lat, od kiedy gra pan w serialu "Ojciec Mateusz".

- Nawet nie zauważyłem, kiedy to minęło. Bo przyznam się pani, że za jubileuszami nie przepadam. Choć zdaję sobie sprawę, że jestem o 10 lat starszy. Że czas nie biegnie, on wręcz galopuje.

Artur Żmijewski na planie serialu ''Ojciec Mateusz'' (fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta)

Kinga Preis, która gra gospodynię ojca Mateusza, powiedziała mi , że lubi tę rolę, ale gdyby nie miała innych, artystycznie wiele by straciła. A jak jest z panem?

- Uwielbiam rolę Kingi. Uważam, że wnosi piękne barwy do tego serialu. I ściąga sympatię widzów. Co do mojej postaci, to trudno mi ją komentować. Trochę jestem zrośnięty z tym ojcem Mateuszem. Jesteśmy ze sobą zakumplowani, wiem, jaki to facet. Ale zgodzę się z Kingą, że gdybym miał wyłącznie grać ojca Mateusza, to pewnie bym zwariował. Na szczęście tak nie jest. I na szczęście nigdy nie uwierzyłem w to, że jestem prawdziwym księdzem.

Choć czasem się z żoną śmiejemy, że ona ma męża księdza. Bywa, że ktoś mnie zaczepi na ulicy i zapyta, czy może się przede mną wyspowiadać. Żartem odpowiadam, że grzechów wysłuchać mogę, ale rozgrzeszenia nie dam, bo nie jestem konsekrowany. To są tylko żarty, ale bardzo sympatyczne, bo dowodzą, jak wielkim zaufaniem widzowie darzą tę postać. 

Czy jako aktor grający główną rolę ma pan wpływ na to, co się dzieje w serialu?

- Kiedy gram główną rolę w przedstawieniu teatralnym albo w filmie pełnometrażowym, wówczas rozmawiam z producentami i proszę,  by w tym czasie ograniczyli moją obecność w scenariuszu. Wtedy ojciec Mateusz wyjeżdża i komunikuje się z innymi bohaterami przez Skype'a. Było już kiedyś tak, że obowiązki na plebanii przejął ksiądz Jacek. A ja w tym czasie przygotowywałem się do premiery spektaklu.

Artur Żmijewski odbiera nagrodę na gali Festiwalu Aktorstwa Filmowego im. Tadeusza Szymkowa (fot. Kornelia Głowacka-Wolf / Agencja Gazeta)

Nieodłącznym atrybutem ojca Mateusza jest rower.

- Najpierw jeździł modelem z odwróconą kierownicą, tzw. byczkiem.  Ale szybko okazało się, że kolarzówka nie nadaje się na sandomierskie ulice, bo bruk jest okrutny dla cienkich opon. Dlatego w drugim czy trzecim odcinku ojciec Mateusz miał wypadek - najechał na niego samochód i ten rower uległ zniszczeniu. Można go było zmienić na lepszy - i ten pierwszy model został zlicytowany na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Ojciec Mateusz dostał więc kolejny, w tej chwili ma już czwarty bądź piąty.

Zobacz wideo Damięcki o komediach romantycznych (i nie tylko). "W tym gatunku można stworzyć pełnowartościowy film"

Myślałam, że na tej kolarzówce było panu niewygodnie ze względu na sutannę.

- Owszem, sutanna wkręciła mi się w tryby roweru parunastokrotnie, ale wywrotka przydarzyła mi się tylko raz, i to wówczas, kiedy byłem w marynarce i dżinsach. Mocniej skręciłem i przednie koło wpadło w rynsztok. Ale skończyło się na niegroźnych potłuczeniach i drobnych otarciach.

Poza serialem "Ojciec Mateusz" mogliśmy pana niedawno oglądać w filmie pt. "Atak paniki".

- W tym filmie widzowie mogą przeżywać różne emocje bohaterów - czasem przerażające, czasem bawiące do łez. Paweł Maślona, który debiutuje na dużym ekranie, potrafił te emocje wyważyć, a historie opowiedział niezwykle sprawnie, zupełnie nie jak debiutant. Świetnie nam się razem współpracowało na planie. Film wymaga skupienia, ale jak już się usiądzie w fotelu, to wciąga.

Ogarnęła pana kiedyś życiowa panika?

- Ulegam, jak każdy, różnym emocjom, ale w panikę nie wpadłem nigdy. Parę razy byłem na granicy, ale zawsze w porę udawało mi się pozbierać. Cieszę się z tego, bo gdy wpadamy w panikę, tracimy zdrowy rozsądek, a wraz z nim kontakt z rzeczywistością. A wtedy możemy zrobić dużo głupich rzeczy. Zupełnie nieświadomie. W panice patrzymy bardzo wąsko, nie widzimy rozwiązań i szans. Zawsze warto patrzeć szerzej, żeby nie przegapić fajnych rzeczy, które nam się przydarzają.

Lubi pan sytuację, kiedy nie wiadomo, co czeka nas za rogiem?

- Bardzo. Przyznaję, że kiedyś się tego bałem. Na przykład kiedy pierwszy raz zostałem bez etatu w teatrze, bo ze względu na "Psy" Władka Pasikowskiego nie byłem w stanie podołać wszystkim obowiązkom. Dzisiaj się nad tym nie zastanawiam, biorę to, co mi życie przynosi.

Radio Pogoda

Cały wywiad z Arturem Żmijewskim dla Radia Pogoda do posłuchania na www.radiopogoda.pl .

Artur Żmijewski. Aktor teatralny, filmowy i serialowy. Skończył PWST w Warszawie. Występował m.in. w Teatrze Współczesnym, w Teatrze Ateneum oraz w Teatrze Narodowym. Grał m.in. w "Psach", "Katyniu", "Odwróconych" czy "Kamieniach na szaniec". Największą popularność przyniosła mu rola w "Ojcu Mateuszu". Od 2007 roku jest ambasadorem dobrej woli UNICEF. Ma żonę Paulinę i troje dzieci - córkę Ewę oraz dwóch synów Karola i Wiktora.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU