Kwestionariusz Wysockiego (odc. 22). Narzekanie to jeden z naszych sportów narodowych, więc szkoda, że nie wręczają za nie pucharów i medali. Bylibyśmy bezkonkurencyjni. A gdyby tak spróbować NIE TYLKO narzekać i krytykować? Skoro wszyscy wiemy, że w Polsce jest źle i niedobrze, to może warto się zastanowić, co zrobić, by wreszcie było dobrze i wspaniale? To dlatego pytam moich rozmówców o wizję Polski marzeń, o idealnych rodaków i wzorcowych polityków, jak również o patriotyzm i o to, co im się już dzisiaj w Polsce podoba. Wszyscy mówią we własnym imieniu, prezentują swoje opinie i poglądy, które często nie są zbieżne ze stanowiskiem redakcji. A żebyśmy jednak nie zapomnieli, że TU JEST POLSKA, pada także pytanie o to, co ich najbardziej rozwściecza i wyprowadza z równowagi. W tym tygodniu o Polsce swoich marzeń opowiada mi Ignacy Dudkiewicz. Wszystkie rozmowy z serii można przeczytać TUTAJ.
1. Co cię w dzisiejszej Polsce i w Polakach najbardziej rozwściecza/wkurza/irytuje? Co cię najbardziej wyprowadza z równowagi, czego nie możesz znieść?
Ignacy Dudkiewicz: Mój Boże, co ja niby wiem o Polkach i Polakach? Jak większość publicystów i wielu komentatorów – niemal nic. To bardzo wygodny zawód. Coś napiszesz, coś powiesz, coś przepowiesz, ale nie ma to znaczenia. Jak się nie sprawdzi, to zapewne nikt tego nie przypomni, a nawet jeśli, to dorobisz teorię, dlaczego miałeś rację, tylko złowrogie siły sprzysięgły się przeciw tobie. Jak Karnowski, który przez tygodnie w ogłaszał w radiu, że PiS idzie po trzecią kadencję, a Trzecia Droga ma fatalną kampanię i nie przekroczy progu. Albo Lis dowodzący, że PiS już się skończył i zaraz spadnie poniżej 20 proc. Przy czym ani jeden, ani drugi nie jest już dziennikarzem, a ich zajęciem nie jest dociekanie prawdy i opisywanie świata, tylko nabijanie poparcia ulubionym politykom.
To może powiem o inteligencji? Jestem inteligentem, więc coś o nich wiem. I tak, tu mnie sporo wkurza. To, jak przez lata wmawiali społeczeństwu bzdury, w które sami wierzyli. Jak korzystając ze swojej politycznej, symbolicznej, kulturowej i ekonomicznej władzy te bzdury czynili dogmatami oraz zasadami życia społecznego. Gadali o jakimś skapywaniu bogactwa. O ciężkiej pracy, co to przynosi kołacze (powiedzcie na przykład emerytowanym pielęgniarkom, które pracowały w latach 90., że zarabiały mało, bo mało harowały). O zaciskaniu pasa i niskich podatkach. O tym, że Polki i Polacy – inteligenci jakoś rzadko mają opory, by mówić o nich i w ich imieniu – nie są na coś gotowi, a na ogół sami nie byli. O gorszości wszystkiego, co państwowe, choć sami korzystali z państwowego zasobu mieszkaniowego, publicznej edukacji i tak dalej.
Ci, którzy dominują, wytworzyli w Polsce feudalną kulturę zapie*dolu, w efekcie której pracujemy prawie najwięcej w Unii Europejskiej. Do tego mamy – nie tylko w Polsce, ale w Polsce bardzo silnie – wywróconą do góry nogami faktyczną i narracyjną, a nie tylko deklaratywną hierarchię prestiżu zawodów. Ludzie, którzy spekulują wirtualnym pieniądzem albo wynajdują sposoby na lepsze kreowanie potrzeb i wciskanie ludziom szmelcu, albo wymyślają, jak ominąć rygory systemów podatkowych i tak dalej, są w niej wyżej niż ludzie, bez których po prostu nie bylibyśmy w stanie funkcjonować: pielęgniarze i pielęgniarki, ratownicy i ratowniczki medyczne, osoby sprzątające czy sprzedające w sklepach, nauczyciele i nauczycielki, osoby pracujące w elektrowniach i wiele innych.
Czasem ktoś podnosił, że doganianie Zachodu mogłoby oznaczać wprowadzanie tego, co w wielu krajach Zachodu jest standardem: silne związki zawodowe, związki partnerskie, progresywne podatki, ograniczenia związane z jednoosobową działalnością gospodarczą, wysokie nakłady na ochronę zdrowia, regulacja czynszów, podatek katastralny. A w odpowiedzi słyszał krzyk, że nie, że chodzi o niskie podatki i wspieranie bogatych. I to wszystko powtarzali również po kryzysie finansowym z pierwszej dekady XXI wieku, po którym w światowej ekonomii nastąpił zwrot. To, że tak mało z tego zrozumiała, jest już intelektualnie kompromitujące dla istotnej części polskiej inteligencji.
Innymi słowy: wkurza mnie w Polsce, że przez dekady była silna wobec słabych i słaba wobec silnych. Dawała i daje wolność tam, gdzie powinny być słuszne ograniczenia, a zabiera ją tam, gdzie musi istnieć wybór. I do dziś taka jest. A na taki stan rzeczy zapracowali właśnie silni, którzy zawsze pasa zaciskają na cudzym brzuchu.
Pytasz jeszcze o to, co mnie najbardziej wkurza w Kościele w Polsce? A ile masz godzin? (śmiech) Najbardziej to, że poprzez sposób, w jaki jest sprawowana w Kościele władza, oraz przez to, jak tożsamość katolicka została sklejona z prawicową, polscy biskupi niszczą chrześcijaństwo w Polsce. Ale pamiętaj, że pytasz człowieka, który napisał 800 stron "Pastwiska" na temat władzy w polskim Kościele. Długo więc by gadać.
2. A co ci się w Polsce najbardziej podoba, co doceniasz, co cenisz, co zmienia się na lepsze (może za szybko, może za wolno, ale na lepsze)?
Cenię rodzaj chyba historycznie uwarunkowanej przekory. Nie bardzo wierzę, że w Polsce jakiś rząd może się utrzymać dłużej niż dwie kadencje. Rządzący zawsze w końcu Polaków wk*rwią. To według mnie główny powód porażki PiS-u. Gdy widzę analizy, że w Polsce – i tylko w Polsce! – zatrzymano populistów, to mnie śmieszą. Po pierwsze, Donald Tusk był wręcz modelowym populistą liberalnym, gdy formułował niestworzone androny o tym, jak to jeszcze niższe podatki i jednomandatowe okręgi wyborcze stworzą w Polsce "drugą Irlandię" (na szczęście nie wprowadził tych szalonych wizji w życie – dopiero byśmy się nie pozbierali). Populizm to metoda, wszyscy się nim posługują, a niektórzy wręcz zdecydowanie zbyt mało – jak polska lewica. Po drugie zaś, nie wierzę, że wyniki wyborów w 2023 roku w tak dużej mierze były wynikiem sprzeciwu wobec populizmu. Raczej efektem fatalnych błędów PiS-u w kampanii oraz społecznego nastawienia pod tytułem: "No, już starczy tego, co wyprawiacie, niech teraz wyprawiają przynajmniej inni".
Tę przekorę w jakimś wymiarze widać także w podejściu wielu Polek i Polaków do Kościoła – nawet wśród wiernych. Jest w nich często sporo publicznej hipokryzji, ale jednocześnie jak Polki i Polacy chcieli wybrać sobie rządy SLD i Kwaśniewskiego w latach 90., to żadni biskupi nie byli w stanie tego powstrzymać, nawet jeśli próbowali. Znacznie częściej to politycy ulegali wpływom i szantażom hierarchów, niż tak zwani "zwykli ludzie".
Cenię w polskiej tożsamości przekazywaną przez pokolenia zdolność konspiracji. Dwa jej przepiękne efekty – czyli Polskie Państwo Podziemne oraz "Solidarność" – zawsze wywołują u mnie czułość większą niż powstańcze zrywy (choć doceniam bohaterstwo ich uczestników i uczestniczek). Obawiam się jednak, że to zatraciliśmy, bo nie dość, że dobijamy do 40 lat błąkania się po pustyni po 1989 roku, to jeszcze techniczne możliwości inwigilacji wzrosły skokowo.
Lubię też w Polsce, jak w jednej piosence, "że nie musiałem się urodzić pod wulkanem, że średni u nas klimat i przeciętne lato, ale dzieciaki są przeważnie roześmiane".
3. Jak wyglądałaby Polska twoich marzeń? Jaka powinna być? I jeszcze: jacy politycy ci się marzą? Jacy rządzący, jaka opozycja?
Brzmi jak miejsce na listę klasycznych haseł wyborczych, z których nic nie wynika, bo co znaczą te wszystkie "dobre zmiany", "zgody, co budują", "wybieranie przyszłości", "Polska", która "jest najważniejsza" i reszta bezpłciowych bredni? W konkrecie politycznego działania – niewiele.
Chciałbym, by Polska była silna wobec silnych – zwłaszcza złych – oraz wspierająca słabych. Dla przykładu: chciałbym, by wreszcie wsadziła do pierdla zabójców Jolanty Brzeskiej i ich zleceniodawców. I tych, którzy jednych i drugich kryli. By była zbudowana na bazie solidarności, a nie poczuciu wyższości jednych nad drugimi. By była na wskroś ewangeliczna, ale nie katolicka, bo to, co z Ewangelią zrobił polski (i nie tylko) katolicyzm, zbyt daleko nas od niej odwiodło. Ewangeliczna, a więc formułująca wymagania, do których chce się dążyć, i tworząca wspólnotę, w której łatwiej im sprostać. Czuła wobec ludzkich słabości i dająca każdemu według potrzeby. Zauważająca najmniejszych i na nich przede wszystkim nakierowana w działaniu. Radykalnie otwarta: przyjmująca, jak to się mawia w Kościele w Ameryce Łacińskiej, życie takim, jakie przychodzi, a nie nieustannie narzucająca wymogi, które trzeba spełnić, by zasłużyć na przynależność i szacunek.
W Polsce moich marzeń istnieją też lokale, w których można usiąść, wypić herbatę lub kawę za parę złotych, gadać, grać w grę czy czytać. A w Polsce moich najgłębszych marzeń wprowadzamy do naszej kultury sjestę.
A jeśli chodzi o samą politykę, to chciałbym w niej widzieć mniej ludzi, którzy powinni być na stałe skompromitowani – jak choćby odpowiadający za warszawską reprywatyzację ludzie w rodzaju Jarosława Jóźwiaka (dziś radnego Warszawy) czy Hanny Gronkiewicz-Waltz (dziś na listach do Parlamentu Europejskiego). Chciałbym polityki, w której polityczna odpowiedzialność cokolwiek znaczy. Dotyczy to też oczywiście wielu innych polityków i polityczek z różnych partii.
Chciałbym widzieć w niej mniej cyników. Donald Tusk działa cynicznie od lat. Jarosław Kaczyński – jeszcze dłużej. Paweł Kukiz, który miał być tak autentyczny, nie przez przypadek zaczął w internecie funkcjonować jako synonim kawałka materiału. Potem pojawia się taki Szymon Hołownia... Ech. Głosowałem na niego w wyborach prezydenckich – i nie żałuję. Uważam, że miał dobry pomysł na prezydenturę, chciałem, by rozbił duopol PO-PiS. Uważam, że w drugiej turze miał większe szanse na zwycięstwo niż Trzaskowski. Mówił o ekologii, klimacie, jako jedyny (inaczej niż kandydat... LEWICY) zaznaczał w przedwyborczych ankietach poparcie dla wyższych podatków dla najbogatszych. A potem wyszło mu, że wyrwa jest jednak między PiS-em a PO i to w wydaniu neoliberalnym, więc jako warunek trwania koalicji postawił niższą składkę zdrowotną dla przedsiębiorców – w tym dla pracujących na fikcyjnej działalności gospodarczej i zarabiających kokosy, którzy mają dokładać do publicznej ochrony zdrowia mniej niż etatowcy zarabiający grosze. Pogratulować.
Rzecz nie w tym, by nie korzystać z badań, sondaży, analiz elektoratu. Polskiej polityce przydałoby się porządniejsze zaplecze eksperckie w każdym rozumieniu. Ale przydałaby jej się jeszcze bardziej większa reprezentatywność: żeby w Sejmie było więcej robotników, pielęgniarek, nauczycielek, rolników i tak dalej.
Albo przynajmniej ludzi, którzy kiedyś coś zrobili dla kogoś. Jak symboliczny w tym kontekście Piotr Ikonowicz, który swoim życiem zaświadczył, że wierzy w coś więcej niż mandat.
4. I jeszcze jedno ćwiczenie z wyobraźni. Wyobraźmy sobie, że przejmujesz władzę w Polsce i rządzisz. Zostajesz prezydentem lub premierem. Co robisz? Co chcesz zmienić od razu, a co trochę później? Jakie są twoje pierwsze decyzje/zmiany/reformy? Jaka byłaby "piątka" Ignacego Dudkiewicza?
Skoro niektórzy mogą bajdurzyć o 100 "konkretach" na 100 dni, to ja też nie ograniczę się do piątki. Założę też, że mam prawdziwą władzę, a nie to, co realnie dziś mogą rządy średniej wielkości państw pół-peryferyjnych takich jak Polska – czyli niewiele. Wynika to i z aktualnego układu zależności międzypaństwowych, geopolitycznych, także wojennych, i z – w jeszcze większym stopniu – rzeczywistości ekonomicznej, w której kraje generalnie mogą coraz mniej, bo więcej i więcej do powiedzenia mają ludzie po prostu najbogatsi, wielkie korporacje oraz kilka międzynarodowych molochów głównie stojących na straży interesów tych samych najbogatszych i najsilniejszych.
Ale dobrze, uwierzmy przez chwilę, że mogę.
Po pierwsze, wielki program nastawiony na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych Polek i Polaków. Budownictwo komunalne i socjalne. Regulowana wysokość czynszów. Wysoki podatek od trzymania pustostanów na inwestycje. Ograniczenie możliwości najmu krótkoterminowego nastawionego na ruch turystyczny. Wysoki podatek katastralny od nieruchomości niezwiązanych z zaspokajaniem potrzeb mieszkaniowych (tak, chętnie zapłacę znacznie wyższy podatek od tego, że mam działkę).
Po drugie, wielka reforma podatków. W miejsce aktualnej faktycznej degresji, wprowadziłbym zdecydowaną progresję podatkową w podatku dochodowym. Zlikwidowałbym liniowy CIT. Zlikwidowałbym możliwość fikcyjnego przechodzenia na jednoosobową działalność gospodarczą. Przywróciłbym podatek spadkowy. Obniżyłbym za to VAT na podstawowe artykuły i usługi, bo VAT w największym stopniu uderza w najuboższych.
Po trzecie, powołałbym Pełnomocnika Rządu ds. Przeciwdziałania Bezdomności, którego zadaniem byłoby koordynowanie działań państwa nakierowanych na przeciwdziałanie bezdomności oraz wspieranie osób w kryzysie bezdomności. Polskę stać na to, by nikt na ulicach nie zamarzał zimą, a także na to, by każdy miał gdzie mieszkać.
Po czwarte, rozwijałbym komunikację publiczną: gdzie się da, szynową, gdzie się nie da, samochodową. To kwestia godności.
Po piąte, powołałbym trzecią izbę parlamentu, która składałaby się z wylosowanej (tak, tak, mamy nawet numer "Kontaktu" o dobroczynnych skutkach losowania) grupy obywateli i obywatelek z uwzględnieniem wymogu reprezentatywności różnego rodzaju. Jej zadaniem byłoby – przy wsparciu zaplecza eksperckiego – wypracowywanie rozwiązań zapalnych społecznie kwestii (w Polsce popularyzacją podobnych rozwiązań zajmuje się choćby Fundacja Stocznia), które to propozycje byłyby potem przedmiotem zwyczajnej pracy legislacyjnej.
Po szóste, mocno regulowałbym działalność gigantów cyfrowych, zwłaszcza mediów społecznościowych, bo wiemy wystarczająco dużo o tym, jak niszczą nasze mózgi, mózgi naszych dzieci, nasze relacje, jak tworzą przyjazne środowisko dla przestępców – choćby seksualnych – a niekiedy wprost przyczyniają się do czystek etnicznych.
Po siódme, przeorganizowałbym polską politykę migracyjną w stronę i Ewangelii, i uwzględniania rzeczywistości, a więc tego, że ruchy migracyjne nie osłabną bez wielkiej przemiany globalnego porządku polityczno-ekonomiczno-klimatycznego. A to się nie stanie. Realizm w sprawie migracji mówi właśnie to: skala tego wyzwania będzie rosnąć. Odrzucając opcję strzelania do ludzi (przy czym wielokrotne wyrzucanie kobiety w ciąży na pastwę białoruskich siepaczy jest zaledwie kroczek od tego), musimy wymyślić się na poziomie europejskim na nowo.
Po ósme, radykalnie zaostrzyłbym politykę antyalkoholową. Zakaz sprzedaży na stacjach benzynowych to pierwszy krok. Konieczność wydzielania osobnych działów w sklepach (w miejsce ściany alkoholu za ladą). Zakaz sprzedaży alkoholu po określonej godzinie. Dalsze ograniczenia nakładane na „małpki". Zakaz promocji na alkohol. I jeszcze trochę.
(Zmierzam do końca, choć nie zmieściłem nic o edukacji, prawach osób LGBT+, płacach czy rynku pracy!)
Po dziewiąte, uruchomiłbym potężne nakłady na ochronę zdrowia psychicznego. Na placówki, dostępność terapii, profilaktykę. Oraz na regulacje w innych sferach, które mają wpływ na zdrowie psychiczne (wspomniany alkohol i media społecznościowe to przykłady).
A po dziesiąte, by dobić do okrągłej liczby, zakazałbym składania obietnic na pierwsze sto dni rządu. Zrobiła to Szydło, zrobił to Tusk, oboje się tylko ośmieszając. Porządny proces legislacyjny tak nie wygląda. Kropka.
5. Czy jesteś patriotą? I jak w ogóle rozumiesz patriotyzm? Jaki patriotyzm jest ci bliski, a jaki kompletnie obcy?
Jestem. Myślę po polsku, rozumiem po polsku, czuję po polsku. Nie umiem inaczej, żaden ze mnie obywatel świata czy Europy. Lubię te krajobrazy, tę estetykę, te tradycje. Jestem w nich. Jestem zakorzeniony w symbolach, zwrotach, obrazach, nawiązaniach, których nie rozumie nikt poza nami. A nade wszystko lubię tych ludzi.
Wierzę przy tym, jak Karol Modzelewski, że "za rodaków wstydzi się tylko patriota". A jakby ktoś chciał inaczej zrozumieć, o co mi chodzi, odsyłam do piosenki "Mam tak samo" Idy Dzik oraz do wiersza „O Polsce słabej" Słonimskiego.
6. Czy dopadło cię w ostatnich latach zniechęcenie i zmęczenie polityką? Czy masz polityki dość? Czy przestałeś ją śledzić? Albo: nie chcesz śledzić, ale wciąż to robisz? Jak sobie z tym ewentualnym zniechęceniem radzisz?
Jeśli pytasz o politykę partyjną to tak, były takie momenty. Zwłaszcza w końcówkach kampanii wyborczych. Między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich w 2020 roku zrobiłem sobie prywatną ciszę wyborczą. Zero rozmawiania, zero pisania, jak najmniej czytania. Dlaczego? Po prostu nie wierzę w to, że głównym aktorom tej tragifarsy o coś chodzi. Jedni pitolą o demokracji, drudzy o suwerenności, a potem wszyscy mają jedno i drugie w poważaniu. Kłócą się o bzdety, dla własnych korzyści zamieniają Polskę w jeden wielki bubel prawny i pole minowe (to w olbrzymiej części głównie PiS), a o tym, co najważniejsze i najbardziej w istocie polityczne, milczą.
Detoksy od wiadomości politycznych są bardzo ożywcze. Pozwalają odkryć, jak często wszystkie media i wszyscy politycy żyją kompletną bzdurą, o której po kilku dniach zapomną. I jak często nie są w stanie realnie rozliczyć rzeczywistej odpowiedzialności polityków i polityczek za zło, które czynią, które nakazują lub na które nie reagują, dając przyzwolenie państwa na skurwysyństwo silnych i bogatych wobec ubogich i słabych.
Do tego polityka nosi obecnie nieznośne znamię nieustannej bitwy światła z ciemnością o wszystko. Każde wybory – według narracji obu stron – są ostatnią szansą na ocalenie. Obecna skala polaryzacji niszczy też to, co w nas ludzkie: spojrzenie na drugiego jak na towarzysza życiowej drogi. Mam w rodzinie i najtwardszy możliwy elektorat PiS-u, i najtwardszy możliwy elektorat anty-PiS-u. Jak to możliwe, że widzę w niej tylko przyzwoitych, dobrych ludzi? Gdyby wierzyć w narrację Tuska i jego akolitów, albo Kaczyńskiego i jego akolitów, którzyś członkowie mojej rodziny musieliby być źli i zepsuci. Nie są. Wolę z nimi posiedzieć przy stole, niż karmić się tą pseudopolityczną papką.
7. Gdybyś miał być Nostradamusem i przewidywać przyszłość: kto wygra najbliższe wybory europejskie, a kto prezydenckie?
Wygra je PO-PiS. Jedni i drudzy się nachapią. To, kto nachapie się nieco bardziej (raczej KO), a kto nieco mniej (raczej PiS) – jest w tym kontekście bez znaczenia.
Prezydentem zostanie według mnie Trzaskowski. Sądzę, że za półtora roku kandydat PiS-u nie będzie miał szans na zwycięstwo. Oceniam też, że Hołownia, choć na ołtarzu walki o prezydenturę złożył przynajmniej część ideałów i sprawstwo, jakie mógłby mieć jako wicepremier, to na koniec i tak przegra. Oczywiście mogę zostać z tymi prognozami jak Karnowski i Lis, ale przynajmniej wiem, że żaden ze mnie analityk, tylko raczej astrolog.
Generalnie to, jak długo trwa w Polsce prawicowo-centrowy duopol PO-PiS, to koszmar Polski. Czas, jaki upłynął od 2005 roku, już jest wyraźnie dłuższy niż ten, który dzielił pierwsze zwycięstwo PiS-u od 1989 roku. Przez prawie 20 lat wszyscy prezydenci i premierzy, a do przed chwilą także marszałkowie Sejmu i Senatu, wywodzą się z tych dwóch partii, które – wbrew narracjom jednych i drugich – mają dużo wspólnego. To wojna prawicy z centroprawicą, w której jedni i drudzy wyklinają oponentów od lewaków (jedni za słuszne postulaty kulturowe, drudzy za sensowną – choć niedociągniętą – zmianę w polityce społecznej).
8. Konkretnie: na kogo głosowałeś w wyborach 15 X (i ew. teraz w samorządowych)? Czy wiesz już na kogo będziesz głosować w najbliższych wyborach europejskich, a na kogo w prezydenckich?
W parlamentarnych oraz do sejmiku wojewódzkiego głosowałem na kandydatki Partii Razem z list Lewicy. Do Rady Warszawy – na Janka Mencwela z Miasto Jest Nasze, do rady dzielnicy na ruchy miejskie, a w wyborach na prezydentkę Warszawy – na Magdalenę Biejat. W wyborach europejskich zagłosuję tak samo, a w prezydenckich – nie mam pojęcia.
Nie to, żebym nie miał wątpliwości co do koalicji Razem z SLD i Wiosną, nie to, żebym nie miał wątpliwości, co dalej, nie to, żebym ze wszystkim się z Razem zgadzał… Ale reprezentują najwięcej moich poglądów i to często tych, których do debaty publicznej nie wprowadza nikt inny, a jeśli nawet – to przejmując właśnie propozycje Razem.
9. A na kogo na pewno NIE będziesz głosować? Na kogo nie zagłosowałbyś nigdy w życiu? I dlaczego?
Przed laty kilka razy głosowałem na Platformę Obywatelską, ale od dłuższego czasu wiem: nigdy więcej. Nigdy nie zagłosowałem na PiS – i nie wiem, co musiałoby się stać, by to się zmieniło. Dlaczego tak, wynika chyba z moich poprzednich odpowiedzi.
No i oczywiście nigdy nie zagłosuję na Konfederację. Nie widzę potrzeby tłumaczenia się z niechęci do głosowania na połączenie ekonomicznych barbarzyńców i faszystów.
10. Czy to już - jak chętnie wieszczą niektórzy politycy i komentatorzy - koniec Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u?
Nie. Podobnie jak to nie koniec Kościoła rzymskokatolickiego. To, że i polityczna prawica, i Kościół rzymskokatolicki będą się przeobrażać, że będzie się zmieniać ich pozycja – to prawda. Ale to żaden koniec. I o ile Kościół się wyraziście skurczy, wszystkiego mając coraz mniej – wiernych, księży, autorytetu, wpływu, pieniędzy – o tyle prawica się prędzej czy później dostosuje.
A w jakiej formie? Czy pod tą samą nazwą? Od którego momentu pod nowym przywództwem – i czyim? Nie mam pojęcia, ale w Europie dziejowe wiatry nie wieją w twarz nacjonalizującej prawicy głoszącej – jak to ujął Zygmunt Bauman – retrotopię, a więc to, że jeśli wrócimy do tego, co było, to znów będzie "dobrze". Ani dobrze nie było – zawsze trzeba pytać, dla kogo! – ani nie będzie. Wiatr zmian wieje takiej prawicy w żagle. Niestety.
11. Czy masz jakiś pomysł na zreformowanie/zrewolucjonizowanie mediów publicznych, TVP, Polskiego Radia itd.? Czy podoba Ci się, w jaki sposób nowa władza przejęła media publiczne? I szerzej: Jakie media publiczne ci się marzą? Jakie media publiczne chętnie byś oglądał, do jakich chętnie byś chodził etc.?
Po pierwsze, nie, nie podoba mi się.
Po drugie, telewizja wciąż ma moc, ale będzie tylko słabnąć. Myśląc o publicznej przestrzeni medialnej, musimy więc myśleć znacznie szerzej niż tylko o TVP, PR i PAP.
Po trzecie, na pewno chciałbym mediów, które mają działy śledcze, pieniądze na ich utrzymanie, cierpliwość do oczekiwania na efekty ich pracy oraz działy prawne zdolne obronić autorów i autorki materiałów przed szykanami ze strony władzy politycznej oraz ekonomicznej.
Ale czy wierzę w takie media? Już nie. Ale kryzys mediów to temat na osobną rozmowę.
12. Czy po 15 X czujesz się zwycięzcą? Czy po 15 X żyjemy w nowej wspaniałej Polsce czy nic z tych rzeczy? Czy kibicujesz nowym rządom i jak bardzo (bądź jak bardzo nie)? I czy ci się te nowe rządy generalnie podobają czy też jesteś mocno sceptyczny/krytyczny?
Daj spokój. Wizja kolejnych rządów Tuska napawała mnie trwogą, a przedmioty tej trwogi ucieleśniają się na moich oczach. Popieranie tego rządu jako całości jest dla mnie niemożliwe z najgłębszych pobudek światopoglądowych, politycznych i moralnych (patrz: fragment o składce zdrowotnej dla przedsiębiorców czy sytuacja na granicy). Popieram niektóre rozwiązania i kierunki, ale nie rząd.
Dodam: tak, wizja trzeciej kadencji PiS napawała mnie trwogą większą – częściowo z tych samych, częściowo z innych powodów. Popieranie ich rządów było dla mnie niemożliwe z najgłębszych pobudek światopoglądowych, politycznych i moralnych. Popierałem niektóre rozwiązania i kierunki, ale nie rząd jako taki.
Niemniej: ten wybór jest naprawdę beznadziejnie ubogi. Moje poczucie nie tyle zwycięstwa, ile chwilowej i ulotnej ulgi opiera się więc tylko na tym, że naprawdę wierzę, że dla higieny demokracji i państwa każdy rząd należy wymieniać przynajmniej raz na dwie kadencje. Szkoda tylko, że de facto funkcjonujemy w systemie dwupartyjnym, w którym jedna z partii ma za nic praworządność, druga zaś – sprawiedliwość społeczną. Obie więc w efekcie mają za nic człowieka.
Taki już mój los: nigdy nie czułem się zwycięzcą po żadnych wyborach. W Polsce nie ma wyborów dla ludzi o moich poglądach.
Ignacy Dudkiewicz. Filozof, bioetyk, publicysta i działacz społeczny. Redaktor naczelny Magazynu Kontakt, jedynego w Polsce czasopisma lewicy katolickiej. Związany z Klubem Inteligencji Katolickiej w Warszawie, wieloletni wychowawca młodzieży. Pracuje nad doktoratem na temat stanu polskiej debaty bioetycznej. Nagradzany i nominowany w kilku konkursach dziennikarskich, publikował w wielu mediach w Polsce i na świecie. Zajmuje się przede wszystkim tematyką wiary, Kościoła, bioetyki, działalności obywatelskiej oraz wykluczenia społecznego. Współtworzył różne inicjatywy na rzecz wykluczonych i krzywdzonych. W marcu 2024 r. ukazała się jego 800-stronicowa (!) książka "Pastwisko. Jak przeszłość, strach i bezwład rządzą polskim Kościołem" (Wydawnictwo Agora). "Pastwisko" powstawało przez cztery lata. Ignacy Dudkiewicz przeprowadził prawie siedemdziesiąt rozmów z osobami będącymi w Kościele lub blisko niego, w tym z jedenastoma polskimi biskupami, którzy tylko z nim – jedynym wśród krytycznych obserwatorów Kościoła w Polsce – zgodzili się porozmawiać.