Kwestionariusz Wysockiego (odc. 20). Narzekanie to jeden z naszych sportów narodowych. A gdyby tak spróbować NIE TYLKO narzekać i krytykować? Skoro wszyscy wiemy, że w Polsce jest źle i niedobrze, to może warto się zastanowić, co zrobić, by wreszcie było dobrze i wspaniale? To dlatego pytam moich rozmówców o wizję Polski marzeń, o idealnych rodaków i wzorcowych polityków, jak również o patriotyzm i o to, co im się już dzisiaj w Polsce podoba. Wszyscy mówią we własnym imieniu, prezentują swoje opinie i poglądy, które często nie są zbieżne ze stanowiskiem redakcji. A żebyśmy jednak nie zapomnieli, że TU JEST POLSKA, pada także pytanie o to, co ich najbardziej rozwściecza i wyprowadza z równowagi. W tym tygodniu o Polsce swoich marzeń opowiada mi Katarzyna Sadło znana jako Kataryna. Wszystkie rozmowy z serii można przeczytać tutaj.
1. Co cię w dzisiejszej Polsce i w Polakach najbardziej rozwściecza/wkurza/irytuje? Co cię najbardziej wyprowadza z równowagi, czego nie możesz znieść?
Kataryna: To, że przez 35 lat budowania własnego państwa ciągle go nie mamy. Mamy kraj, ale nie mamy państwa rozumianego jako instytucje, prawo, procedury, standardy, kulturę polityczną i to wszystko, co obywatelowi daje poczucie stałości świata, w którym funkcjonuje. U nas każda instytucja jest łupem politycznym, który natychmiast po przejęciu władzy czyści się do spodu z "nie swoich". Okazuje się, że w "odzyskanych" mediach publicznych nie ma miejsca nie tylko dla dziennikarzy o bardziej konserwatywnych poglądach, ale nawet dla muzyka Tomasza Budzyńskiego. To oczywiście przykład działań obecnej władzy, ale poprzednia robiła to samo, i kolejna będzie robiła to samo. Bo u nas nie ma czegoś takiego jak "publiczne", wspólne, mające służyć społeczeństwu. U nas wszystko jest partyjne. Nie mamy chyba żadnego uniwersalnego autorytetu, żadnego stałego standardu, żadnej nieprzekraczalnej granicy.
To, że nie umiemy, a może tylko nie chcemy, znaleźć dobra wspólnego. Czegoś, co mogłoby nas połączyć na dłużej niż te kilka dni po śmierci Jana Pawła II czy katastrofie smoleńskiej. U nas wszystko musi być "lewackie" lub "prawackie", co skutecznie uniemożliwia nie tylko szukanie jakiegokolwiek porozumienia, lecz także po prostu zrozumienia dla siebie. I nie mam nawet na myśli tematów w naturalny sposób mocno dzielących społeczeństwo, jak choćby będąca znowu na tapecie aborcja. Wiadomo, że różnice światopoglądowe są zawsze najtrudniejsze do "okompromisowania". Ale u nas nawet tak techniczne sprawy jak ruch aut w mieście, strefa płatnego parkowania i wysokość mandatów są traktowane jako niemalże wojna o być lub nie być naszej cywilizacji. My chyba po prostu bardzo nie chcemy i nie lubimy być razem.
To, że tak łatwo godzimy się na bycie tylko głosem wyborczym, liczymy się raz na kilka lat przez kilka miesięcy kampanii wyborczej. Nie egzekwujemy wyborczych obietnic, nie karzemy polityków za ich niespełnianie, i bardzo nie chcemy patrzeć na ręce tym, których zatrudniliśmy do rządzenia nami. Dajemy się lekceważyć i jesteśmy lekceważeni. Nie mamy ambicji, więc niewiele dostajemy. Żadnej władzy nie zależało na zbudowaniu silnych mediów publicznych i wyborcom żadnej władzy na takiej telewizji nie zależy. Łatwo odpuścimy CPK, bo to jakiś "pisowski" projekt, o którym nawet nie warto rozmawiać, bo jeszcze ktoś by dostarczył argumentów, że jednak warto. My po prostu naprawdę bardzo niewiele chcemy. W zupełności wystarczy nam "słychać wycie? znakomicie!".
2. A co ci się w Polsce (i w Polakach) najbardziej podoba, co doceniasz, co cenisz, co zmienia się na lepsze (może za szybko, może za wolno, ale jednak)?
Podoba mi się nasza zdolność do szybkiego zorganizowania się w sytuacji krytycznej. Tak było po powodzi w 1997 r. i ostatnio po wybuchu wojny w Ukrainie. Niewyczerpane pokłady energii, kreatywności, altruizmu, poświęcenia. Gdyby nie tragiczny powód tego pospolitego ruszenia, chciałoby się nawet powiedzieć: "chwilo, trwaj!". W swojej dalszej i bliższej historii mamy trochę wspaniałych momentów.
Podoba mi się też to, co widzę codziennie wokół siebie w społeczeństwie obywatelskim - i tym zrzeszonym w organizacjach, i tym całkiem niesformalizowanym. Tysiące osób dzień po dniu zmieniających świat wokół nas na lepszy, małymi krokami, rzadko dostrzegani i jeszcze rzadziej doceniani, uwijający się w tych fragmentach rzeczywistości, których większość z nas, szczęściarzy, nie ma okazji doświadczać osobiście. Całe swoje życie związałam z organizacjami pozarządowymi i codziennie dziękuję za to Opatrzności, bo to jest nieustanne źródło mojej nadziei na lepsze. I pokory wobec wszystkiego, na co mogłabym narzekać w swoim życiu.
Podoba mi się też Polska "prowincjonalna", społeczności małych miasteczek i wiosek, z klubami gospodyń wiejskich, zebraniami wiejskimi, samopomocą sąsiedzką i takim innym rodzajem życiowej mądrości.
Według kryteriów czysto wizualnych podoba mi się także Polska jako kraj. Bieszczady, Mazury, Bałtyk, Roztocze - jest u nas po prostu pięknie.
3. Jak wyglądałaby Polska twoich marzeń? Jaka powinna być? I jeszcze: jaki rząd ci się marzy? Jacy rządzący, jaka opozycja? Jacy politycy?
Nie wiem, czy jeszcze umiem marzyć o Polsce, bo państwo, w jakim chciałabym żyć, jest tak bardzo różne od tego, w jakim żyję, że ta droga wydaje się nie do przebycia. Polska moich marzeń byłaby krajem, w którym obywatel bardziej utożsamia się z innym obywatelem niż z partią, na którą głosował. W którym nie wystarczałaby nam rola kibica albo nawet kibola polityków. W którym posadzeni przy jednym stole wyborcy PO i PiS umieliby zidentyfikować choćby trzy problemy, w których byliby gotowi razem pracować nad rozwiązaniem, a nie tylko się o nie pokłócić. W którym istniałyby standardy, których naruszenie wykluczałoby z życia publicznego, a wyborcy nie rozgrzeszaliby in blanco swoich z absolutnie wszystkiego, nawet z okradania i okłamywania samych siebie.
Chciałabym mieć media prawdziwie publiczne, w których znajdzie się miejsce dla dziennikarzy o różnych poglądach, ale o tych samych dziennikarskich standardach, i w których będzie mniej partyjnej polityki, a więcej tego, co naprawdę publiczne. Chciałabym trochę przewidywalności, trochę sprawiedliwości i trochę wspólnotowości. Mniej nienawiści, hipokryzji i kalizmu.
A jeśli chodzi o polityków? Marzy mi się rząd, którego ambicje wykraczają poza jedną kadencję i poza zaspokojenie własnego elektoratu, zwłaszcza jeśli dominującą ambicją tego elektoratu jest zemsta na poprzednikach. I marzy mi się opozycja próbująca stawiać przed rządem ambitne wyzwania, a nie zakrzykiwać wszystko, co rząd robi, przeczekując do kolejnych wyborów, w których będzie mu można władzę odbić i odwinąć się tak, że dopiero popamięta.
Marzy mi się rząd i opozycja, które nie są zakładnikami swojego najbardziej radykalnego elektoratu i umieją mu się postawić, dostrzegając także ten bardziej umiarkowany, po swojej i po drugiej stronie. Marzy mi się rząd, który nie boi się zaprosić do rozmowy opozycji, i opozycja, która nie boi się takiego zaproszenia przyjąć. Marzy mi się rząd i opozycja umiejące wymarzyć sobie Polskę. Taką dla każdego.
4. I jeszcze jedno ćwiczenie z wyobraźni. Wyobraźmy sobie, że przejmujesz władzę w Polsce i rządzisz. Zostajesz prezydentką lub premierką. Co robisz? Co chcesz zmienić od razu, a co trochę później? Jakie są twoje pierwsze decyzje/zmiany/reformy? Jak wyglądałaby "piątka Kataryny"?
Mam bogatą wyobraźnię, ale nie aż tak, żeby sobie wyobrazić polityczną rzeczywistość, w której mogę lub chcę w jakikolwiek sposób uczestniczyć we władzy. Ale gdybym jakimś cudem miała realny wpływ na rzeczywistość, to:
- Usuwam z Kodeksu karnego wszystkie paragrafy karzące za słowo czy innego rodzaju wyrażenie poglądów. Nie tylko niesławny art. 212 i bliski mu art. 216, lecz także przepisy pozwalające - teoretycznie - wsadzać do więzienia za obrazę uczuć religijnych poprzez powieszenie tęczowego szalika na figurce Matki Boskiej albo za znieważenie głowy państwa, także obcego. A także pozostałe przepisy-worki dające się wykorzystywać do okładania przeciwników po głowach.
- Ustawowo ograniczam dopuszczalny czas stosowania aresztu tymczasowego do sześciu miesięcy oraz termin, w którym prokurator musi wnieść akt oskarżenia po postawieniu zarzutów. Nie będzie można przetrzymywać nikogo przez trzy lata bez wyroku albo wiecznie przeciągać śledztwa i zostawiać osoby z zarzutami w zawieszeniu, tylko dlatego, że prokurator nie daje rady z ich zamknięciem.
- Wprowadzam możliwość śledzenia procedowanych rozpraw sądowych online wszędzie tam, gdzie nie ma wyłączenia jawności i publiczność mogłaby przyjść do sądu. Większa dostępność społecznych obserwatorów wymiaru sprawiedliwości znacząco poprawiłaby jakość orzecznictwa, a w dłuższej perspektywie pozwoliłaby odbudować zaufanie do niego.
- Wprowadzam przepisy wymagające precyzyjnego uzasadnienia każdej umowy zawartej poza trybem konkurencyjnym przez instytucję publiczną. Tworzę centralny rejestr umów, w którym na bieżąco ujawniane są wszystkie umowy związane z wykorzystaniem środków publicznych, także te zawierane przez spółki Skarbu Państwa lub spółki komunalne. Każdy obywatel będzie mógł łatwo znaleźć w nim informacje o tym, z kim władza zawarła umowę, na jaką kwotę i na jakie działania.
- Wprowadzam przepis znoszący karalność w przypadku, gdy obywatel wykaże, że kierował się urzędową decyzją wydaną komuś innemu w bliźniaczej sprawie. Prawo trzeba uprościć, a jego stosowanie musi być przewidywalne. Obecnie na dokładnie to samo zapytanie można uzyskać dwie zasadniczo odmienne decyzje. Jest to korupcjogenne i nie buduje zaufania obywatela do państwa.
- Znoszę ulgi nieuzasadnione społecznie - na przykład zwolnienie z podatku dochodowego dla osób poniżej 26. roku życia. Znacząco ograniczam możliwość "wrzucania w koszty" prowadzenia działalności gospodarczej wydatków całkowicie prywatnych. Dodatkowe środki w ten sposób pozyskane kieruję na wsparcie najbardziej potrzebujących i wiecznie pomijanych, na przykład opiekunów osób całkowicie niesamodzielnych.
5. Czy jesteś patriotką? I jak w ogóle rozumiesz patriotyzm? Jaki patriotyzm jest ci bliski, a jaki - kompletnie obcy?
Jestem patriotką, choć nie zawsze rozumiem patriotyzm. Bo przecież kibicowanie manulowi z polskiego ogrodu zoologicznego w jakimś internetowym konkursie na najfajniejszego manula na świecie nie jest racjonalne. Ale głosuję i się cieszę jak wygrywa. To chyba też takie emocje. Mój patriotyzm to brak wstydu za własną tożsamość i tradycję, nawet jeśli sama się w niej nie odnajduję. Wiejskie babcie klęczące w maju przed przydrożnymi figurkami są dla mnie powodem do wzruszeń, a nie wstydu, że to takie nieeuropejskie.
Kompletnie obcy jest mi natomiast patriotyzm zbudowany nie na tym, co się kocha, ale na tym, czego się nienawidzi. Jestem patriotką, bo kocham Polskę, a nie dlatego, że nienawidzę Niemiec. Bliższy mi jest patriotyzm Muzeum Powstania Warszawskiego niż rac i okrzyków. Nie pójdę więc w Marszu Niepodległości i nie będę żałować Roberta Bąkiewicza, jeśli zostanie ukarany za namalowanie powstańczej kotwicy na zabytkowym budynku.
No i najważniejsze - patriotyzm to dążenie do budowania silnego państwa. Silnego swoimi sojuszami, instytucjami, strukturami, prawem i społeczeństwem obywatelskim. Państwa, z którego można być dumnym nie tylko za czyny naszych dziadów, lecz także za jego obecny stan. Przeciwieństwem patriotyzmu jest wszystko, co to państwo osłabia, oraz traktowanie go jak skarbonki, z której można łapczywie wybierać kasę, gdy się akurat jest u władzy.
6. Czy dopadło cię w ostatnich latach zniechęcenie i zmęczenie polityką? Czy masz polityki dość? Czy przestałaś ją śledzić? Albo nie chcesz śledzić, ale wciąż to robisz? Jak sobie z tym ewentualnym zniechęceniem radzisz?
Zniechęcenie dopadło mnie i trzyma od 2005 roku, czyli po wyborach, w których obie główne partie obiecały zerwanie z "rywinlandem" i budowanie nowego, uczciwego państwa. Po wybuchu afery Rywina i wstrząsie nią wywołanym naprawdę uwierzyłam, że to będzie przełom. Nie tylko nie był, ale od tamtego czasu konsekwentnie się pogarsza. Gdyby afera Rywina wybuchła dzisiaj, przeszłaby niezauważona, bo tak się już w tej Polsce mętnej wody urządziliśmy.
Więc tak, jestem chronicznie zniechęcona, ale niestety śledzę i ciągle tym żyję. Jest to już zaawansowane uzależnienie, bo inaczej niż ileś lat temu nie mam już ani złudzeń, ani poczucia, że mam na cokolwiek wpływ jako obywatelka, wyborca, komentatorka. I tak jak po aferze Rywina miałam poczucie, że internet bardzo poszerza przestrzeń do publicznej debaty i dopuszcza do niej zwykłych obywateli, tak od jakiegoś czasu mam wrażenie, że normalna debata jest z niego kompletnie wypierana.
A jeśli pytasz o Twittera, no to tutaj tej debaty na pewno nie ma. Na Twitterze zasiedziałam się na dobre i, niestety, przykładam się do jego marnej jakości, jednocześnie mając jej naprawdę dość, ale nie umiem wyjść.
7. Gdybyś miała być Nostradamusem i przewidywać przyszłość: kto wygra najbliższe wybory europejskie, a kto prezydenckie? Jak ci się wydaje i czy masz w związku z tym przemyślenia, uwagi, obawy?
Myślę, że wyborach europejskich PiS-owi może pójść całkiem nieźle, bo będzie mógł łatwo grać na całkiem uzasadnionych strachach. Po ostatniej decyzji na temat paktu migracyjnego okazało się przecież, że miał rację, gdy ostrzegał, że będzie przymus przyjmowania imigrantów w ramach relokacji. Dużo łatwiej będzie w kampanii przekonywać, że obecnie potrzebni są hamulcowi niż politycy, którzy przyklepią wszystko. To oczywiście duże uproszczenie, ale spin doktorzy PiS-u mają teraz łatwiejszą robotę niż spin doktorzy PO.
Jeśli chodzi o wybory prezydenckie, to chyba wygra je ten, kogo wystawi Platforma, jedyna obecnie partia mogąca łowić w różnych elektoratach. Ale jestem otwarta na niespodzianki, bo były w prawie każdych wyborach. W 2015 roku po ogłoszeniu kandydata PiS myślałam, że nie ma szans nawet na drugą turę. Jest druga kadencja. Polityka umie zaskoczyć. Bardzo jestem ciekawa, czy Krzysztof Stanowski dotrzyma obietnicy i wystartuje, a jeśli tak - jaki zrobi wynik.
8. Konkretnie: na kogo głosowałaś w wyborach 15 X (i ew. teraz w samorządowych)? Czy wiesz już, na kogo będziesz głosować w najbliższych wyborach europejskich, a na kogo w prezydenckich? A może nie będziesz w nich brać udziału, bo w ogóle nie głosujesz?
15 X głosowałam do Senatu na Macieja Żywno - osobę wywodzącą się ze środowiska pozarządowego i samorządowego, społecznika, którego dotychczasowa działalność dawała gwarancję, że nie będzie się kierował interesem partyjnym. Tak, kandydował z Polski 2050, ale to bez znaczenia. Zagłosowałabym na niego do Senatu, niezależnie od tego, jaki komitet by go wystawił, bo przynajmniej tam jest komfort głosowania na człowieka, a nie na szyld. W wyborach samorządowych nie głosowałam wcale, nie było mnie w Warszawie. Jeśli chodzi o przyszłe wybory - jeszcze nie wiem. Wszystko zależy od tego, kto w nich wystartuje.
9. A na kogo na pewno NIE będziesz głosować? Na kogo nie zagłosowałabyś nigdy w życiu? I dlaczego?
Na pewno nigdy nie zagłosuję na Konfederację. Dzisiaj nie wyobrażam sobie też zagłosowania na żadną z dwóch głównych partii. Nie zagłosuję na żadnego kandydata, który swoją polityczną tożsamość buduje na nienawiści i pogardzie dla innych. Lista polityków, na których nie zagłosowałabym nigdy, jest bardzo długa i są na niej przedstawiciele wszystkich partii.
10. Czy to już - jak chętnie wieszczą niektórzy politycy i komentatorzy - koniec Jarosława Kaczyńskiego i PiS-u?
Nie wiem, ale na razie (znowu) nic na to nie wskazuje. Jednak ustał. Jeśli PiS-owi dobrze pójdzie w wyborach europejskich, to znowu nie będzie powodu do radykalnej zmiany. Nie bardzo zresztą widzę, kto miałby jej dokonać, bo nawet jeśli wielu w PiS-ie chętnie by widziało zmianę prezesa, to raczej nie znajdzie się odważny, który mu rzuci wyzwanie, dopóki prezes ma jeszcze siły trzymać się swojej władzy.
Przecież oni tam się boją mieć własne zdanie, a co dopiero postawić się prezesowi i zaryzykować całą polityczną karierę. Czarnek? Nawet Czarnek, w którym niektórzy chcieliby widzieć ojcobójcę, mimo zachęt ze strony np. profesora Andrzeja Nowaka, deklaruje pełną lojalność wobec prezesa. Oczywiście to tylko słowa, ale mimo wszystko nie sądzę, że padają równolegle z knutym w tajemnicy spiskiem mającym obalić prezesa. Myślę, że prezes odejdzie dopiero, gdy sam zechce.
11. Czy masz jakiś pomysł na zreformowanie/zrewolucjonizowanie mediów publicznych, TVP, Polskiego Radia itd.? Czy podoba ci się, w jaki sposób nowa władza przejęła media publiczne? I szerzej: jakie media publiczne ci się marzą? Jakie media publiczne chętnie byś oglądała, do jakich chętnie byś chodziła etc.?
Nie podoba mi się ani styl przejęcia mediów publicznych, ani to, co po przejęciu z nimi zrobiono. Jasne, jest lepiej, ale przecież gorzej być nie mogło. Tylko to wciąż nie są media publiczne, czyli takie, które reprezentują interes obywateli, a nie partii. Jestem niemile zaskoczona tym, jak mało ambitnie do tego podeszli zwycięzcy, nawet jeśli nie powinnam oczekiwać czegoś więcej niż potraktowania ich jak politycznego łupu. Charakterystyczne, że nikt już nawet nie wraca do tematu reformy. Media zostały - jak to powiedział minister Sienkiewicz - "jako tako odbite", i to w pełni zaspokaja ambicje władzy i jej elektoratu. Tej, poprzedniej i każdej kolejnej.
Nie mam własnego pomysłu na media, ale najbliższy jest mi obywatelski projekt pilotowany lata temu przez Macieja Strzembosza, poparty wtedy przez ludzi tak bardzo politycznie od siebie dalekich jak Rafał Ziemkiewicz i Jacek Żakowski. O co chodziło? Tamten projekt zakładał dużo większy udział obywateli w tworzeniu mediów publicznych, ich odpartyjnienie i odpolitycznienie. Zawierał też bardzo ciekawe rozwiązanie polegające na przeznaczeniu 25 proc. wpływów z opłaty audiowizualnej (miała zastąpić abonament) na Fundusz Programów Misji Publicznej, z którego w ramach konkursów na dofinansowanie programów mogliby korzystać wszyscy nadawcy realizujący misję mediów publicznych. Gdy media teoretycznie publiczne puszczają w dużej części zwykły komercyjny chłam, niektóre media prywatne tworzą wartościowe programy mieszczące się w ustawowej definicji misji mediów publicznych.
Myślę, że dałoby się wypracować naprawdę dobry pomysł na media, ale wymagałoby to od władzy posunięcia się. Obserwując jednak jej ataki choćby na Wirtualną Polskę za ujawnienie niewygodnych faktów na temat sposobu przejmowania mediów publicznych i udziału w tym pani prokurator Ewy Wrzosek, można zobaczyć, jak bardzo władza nie chce mediów od siebie niezależnych. Trudno zatem oczekiwać, że podzieli się z kimś tymi w pełni przez siebie kontrolowanymi.
12. Czy po 15 X czujesz się zwycięzcą/zwyciężczynią? Czy po 15 X żyjemy w nowej wspaniałej Polsce, czy nic z tych rzeczy? Czy kibicujesz nowym rządom i jak bardzo (bądź jak bardzo nie)? I czy ci się te nowe rządy generalnie podobają, czy też jesteś mocno sceptyczna/krytyczna?
Nie czuję się zwyciężczynią, a nowej wspaniałej Polski nie ma i nie będzie. Oczywiście kibicuję wszystkiemu, co może pomóc choć trochę naprawić państwo, ale szczerze mówiąc za wiele tego (jeszcze?) nie widzę. Jestem bardzo sceptyczna, bo pierwsze miesiące to głównie igrzyska dla elektoratu zemsty. Żadnej instytucji nie udało się naprawić, choć przejmowanie idzie sprawnie.
Kataryna. Pseudonim Katarzyny Sadło, słynnej blogerki politycznej. Publiczną aktywność zaczynała od komentowania na forum Gazety Wyborczej prac komisji śledczej ds. afery Rywina. Pierwsza blogerka polityczna w czasach, kiedy jeszcze prowadziło (i czytało) się blogi. Przez wiele lat ukrywała się pod nickiem Kataryna, prowokując liczne i czasami zabawne domysły co do swojej prawdziwej tożsamości. Miała być dziennikarką, polityczką, grupą osób, mężczyzną podszywającym się pod kobietę. Ujawnienie w 2010 roku jej tożsamości przez „Dziennik" wywołało duże oburzenie nie tylko internautów i stało się pretekstem do szerszej dyskusji o prawie do anonimowości w internecie. Po latach komentowania wyłącznie w internecie zaczęła publikować w mediach tradycyjnych - była felietonistką "Do Rzeczy", "Wprost", a obecnie można ją przeczytać na ostatniej stronie "Plusa Minusa" (weekendowe wydanie "Rzeczpospolitej"). Na Twitterze śledzi ją ponad 86 tysięcy osób. Politycznie jest konserwatystką, ale nie odnajduje się w partyjnym podziale i żadna ze stron nie uważa jej za wystarczająco "swoją". Zawodowo całe życie związana z organizacjami pozarządowymi, przez lata była prezeską Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Obecnie jest członkinią zarządu Fundacji dla Polski prowadzącej Fundusz Obywatelski imienia Henryka Wujca i komisji rewizyjnej Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. Publikuje felietony w serwisie ngo.pl. Fanka innowacji społecznych i poszukiwania niekonwencjonalnych rozwiązań starych problemów.
Grzegorz Wysocki. Od grudnia 2022 w Gazeta.pl. Wcześniej m.in. dziennikarz i publicysta "Gazety Wyborczej", szef WP Opinie, wydawca strony głównej WP, redaktor WP Książki, felietonista "Dwutygodnika" i krytyk literacki. Autor wielu wywiadów (m.in. Makłowicz, Chwin, Wałęsa, Urban, Spurek, Gretkowska, Twardoch, Świetlicki), cyklu rozmów z wyborcami PiS-u czy pisanego od początku pandemii "Dziennika czasów zarazy". Dwukrotnie nominowany, laureat Grand Pressa za Wywiad w 2022 (rozmowa z Renatą Lis). Od 2023 w kapitule Łódzkiej Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima. Prezes klubu szpetnej książki Blade Kruki (IG: bladekruki). Nałogowo czyta papierowe książki i gazety oraz ogląda seriale. Urodzony i wychowany na Kaszubach, wykształcony w Krakowie, ostatnio porzucił Warszawę na rzecz Łodzi. Profil na FB: https://www.facebook.com/grzes.wysocki/