Podróże
Gdańsk Wrzeszcz (Artur Andrzej)
Gdańsk Wrzeszcz (Artur Andrzej)

Drodzy, oto Wrzeszcz.

Niewysokie bloczki z lat 70., kilka kamienic z końca XIX wieku, zielone trawniki, pomniczek. Gdzieś skrzeczy mewa, postękuje tramwaj. Uwielbiam to miejsce. Wrzeszcz w Gdańsku jest wart zobaczenia, ale żeby docenić jego urok, potrzeba czasu. Jeśli chce się go poznać, należy tu – w najlepszym razie – zamieszkać. Od biedy można się powałęsać. Powałęsajmy się więc razem, a ja Wam urządzę subiektywny tour.

Niepozorny, ale sielski

Przejdźmy się kawałeczek na ulice Saperów i Kubacza, które prowadzą do parku nad Strzyżą. Otaczają nas domki powstające od lat 20. XX wieku, bardzo urokliwe. Stop! Proszę nic nie mówić. Słyszycie? Nie słyszycie? No właśnie. Niby środek miasta, a cisza, spokój. Wieczorem można czasem stanąć i nie słyszeć w ogóle nic: żadnego samochodu, krzyku. Nawet jeden pies nie zaszczeka.

Dlaczego pokazuję Wam miejsce tak zupełnie niepozorne? Bo cały Wrzeszcz taki jest. Nie ma tu żadnych najważniejszych gdańskich zabytków. Tłumów turystów również brak. To zatem doskonałe miejsce na relaks. Jesteśmy jakieś 20 minut tramwajem od ścisłego centrum, a klimat wręcz sielski. Nie ma tu jednego miejsca, które trzeba zobaczyć.

Nic nie 'trzeba', ale warto rzucić okiem na Politechnikę Gdańską (Jakub Strzelczyk via Wikimedia Commons)

Pójdziemy w stronę Politechniki Gdańskiej, bo tam znajduje się najbardziej spektakularny budynek Wrzeszcza. Przetniemy rzeczkę Strzyżę. Lepiej się z nią zaprzyjaźnić: zaczyna się i kończy w Gdańsku, przepływa pod ulicami i biegnie tyłem podwórek. Będziemy na nią co chwilę wpadać. Potok, technicznie "struga", przez stulecia napędzał nieduże młyny i kuźnice położone na jego brzegach – bo Wrzeszcz to jedna z najstarszych dzielnic Gdańska, wzmiankowana już w XIII stuleciu. Dla porządku dodam, że w XIX wieku większość terenów, po których będziemy spacerować, pozostawała niezabudowana.

Większość drogi na uczelnię możemy pokonać, klucząc małymi uliczkami, rozglądając się po solidnych poniemieckich domach i willach. Szybko przekroczymy głośną Grunwaldzką i wejdziemy na ulicę Narutowicza, z każdej strony szpaler lip. Jest ich tu konkretnie 79. Wszystkich drzew we Wrzeszczu nigdy jeszcze nie udało mi się policzyć, ale jak zaczynacie się pewnie orientować, jest tu naprawdę zielono.

W końcu docieramy na miejsce – oto Gmach Główny Politechniki Gdańskiej. Neorenesans niderlandzki z początku XX wieku. Sto lat temu robił wrażenie, wrażenie robi i teraz. Jest tak okazały, że udawał prestiżowe liceum w mało udanym serialu Netfliksa "Bring back Alice".

Możemy odpocząć w parku Akademickim – to kolejna połać zieleni. Gdyby ktoś wolał: kawałek dalej jest park Steffensa (niegdyś cmentarz dla ubogich).

Pomnik przyrody (Perełkowiec japoński) w parku Steffensa (Drumeros via Wikimedia Commons)

Dawniej mordownia, dziś deptak

Kolejne 30 minut spaceru, dochodzimy do ulicy Wajdeloty. To jedna z najstarszych części Wrzeszcza Dolnego. Kiedyś okazałe kamienice z XIX wieku. W czasach młodości moich rodziców: mordownia. Dziś: niemal promenada. Ulicę rewitalizowano ponad dekadę temu. To lokalne zagłębie gastronomiczne: kilka wegańskich knajp, kawiarnie, piwiarnie. Tu się bywa. Ja polecam serdecznie Kurhaus, gdzie można zjeść ciasto, wypić herbatę bądź drinka.

Z dawnej atmosfery Wajdeloty nie pozostał żaden ślad, ale ulica wciąż pozostaje żywa. Moje dwa ulubione punkty: gabinet ginekologiczny lekarza o nazwisku Smutek wypisanym na tabliczce, z którego jacyś dowcipnisie usunęli "m" (żart prosty, ale jakże w punkt), oraz kawałek dalej, na skrzyżowaniu Wajdeloty oraz Konrada Wallenroda, wielki napis na ścianie: "Natalio, wciąż czekam" – i numer telefonu. Zawsze się zastanawiam, czy posiadacz numeru pożałował umieszczenia go w tym miejscu? Czy historia miała szczęśliwy finał? Nie miałem jeszcze odwagi zadzwonić z tym pytaniem.

Ulica Wajdeloty (Martyna Niećko / Agencja Wyborcza.pl)

Z Wallenroda rzut beretem do – a jakże – parczku z fontanną Güntera Grassa, który mieszkał w okolicy. Fontannę wieńczy dziewczynka z parasolką. Zwróćcie uwagę, czy faktycznie ma ją w ręku, czy tylko wznosi pustą dłoń? Parasolkę, od kiedy pamiętam, co ukradną na złom, to wstawiają nową. Człowiek nigdy nie wie, jaką sytuację tym razem zastanie.

Wajdeloty tymczasem prowadzi do dworca kolejowego. Obok niego – ważna informacja dla tych z Was, którzy będą dziś późno wracać do domu – całonocny kebab, przystań nocnych rozbitków. Stąd pójdziemy na Jaśkową Dolinę. Nazwa sugeruje, że miejsce ma w sobie coś niezwykłego – i Jaśkowa Dolina spełnia tę obietnicę. Zaczyna się niepozornie i pnie się lekko pod górę. Mijamy okazałe wille, ale najbardziej fantastyczne domki znajdziecie w bocznej uliczce Stanisława Pawłowskiego. Domek z okrągłą basztą na skraju lasu, tam balustradki, tu wykusze: dawnych mieszczan poniosła eklektyczna fantazja.

Wejdźmy do lasu kawałeczek dalej. Idąc w prawo, za chwilkę wyjdziemy z lasu. Skręcając w lewo, znajdziemy żółty szlak, który pozwala przejść przez Sopot do Gdyni trasą, która prawie nie wychodzi z lasu. Od tego miejsca możemy pójść łagodnym wzniesieniem do polanki, gdzie znajdziemy pomnik Gutenberga z połowy XIX wieku. Kawałek dalej i dojdziecie do miejsca piknikowego, gdzie można palić ognisko i robić grill, jak mają w zwyczaju gdańszczanie w ciepłe dni.

Ale zostańmy tu jeszcze chwilę. Przyznaję, że ogromnie lubię tę część, w którą weszliśmy – te buki, mała dolinka między dwoma wzniesieniami. Przekraczam granicę lasu i ogarnia mnie spokój. Powody są dwa. Jeden oczywisty: to wspaniały bukowy las, w którym można się zanurzyć i spędzić tu długie godziny. Drugi? Znam to miejsce, od kiedy w ogóle pamiętam cokolwiek; dwadzieścia kilka lat temu zjeżdżałem tu na sankach z siostrami (ciągle to czasem robię). W tym miejscu wszystko jest po prostu na swoim miejscu.

Wszystko tam, gdzie powinno być

Coś zabawnego dzieje się z uliczkami, które się zna od dziecka i którymi chodzi się każdego dnia –człowiek nie zawsze pamięta ich nazwy, ale co kilka metrów spotyka jakieś wspomnienie. Na tym przejściu dostałem mandat (dwa razy, bo przejście dwuetapowe). W tym sklepie pierwszy raz w życiu się targowałem. Na tym garażu piło się piwo po szkole, tu siadałem po maturach ze smakową cygaretką. Tam dalej jest Lidl, niby zwykły market, ale dla mnie jest to miejsce sentymentalne z powodów, których tu nie wyjawię. Na tej ławce rozmawiałem z byłym funkcjonariuszem SB na początku drogi dziennikarskiej. Obok mieszkała dziewczyna, która kiedyś mi się podobała. Tamto konkretne skrzyżowanie szalenie lubię: zawsze żegnam się tu z przyjacielem, zanim każdy pójdzie w swoją stronę.

Wrzeszcz jest wspaniały, ze swoim wolniejszym tempem, parkami, Strzyżą i architekturą. Mam nadzieję, że już to widzicie. Ja uważam, że jest najwspanialszy: tylko i wyłącznie z tego powodu, że jest mój. I wszystko jest tu na swoim miejscu.

Jaśkowa Dolina 45 (Yanek via Wikimedia Commons)

Być może nie jest to dzielnica na pierwszy pobyt w Gdańsku. Przecież ciekawa jest i gdańska starówka, i Dolne Miasto – szkoda ich nie zobaczyć. Koniecznie trzeba wejść na teren stoczni, która w dużej części jest dostępna dla zwiedzających. Fanom nowszej architektury polecam Muzeum II Wojny Światowej, Europejskie Centrum Solidarności, ciemną bryłę Teatru Szekspirowskiego. Ja w kółko powtarzałem: las i las, drzewa i drzewa, ale nie ukrywajmy, jest tu też morze i plaża, są przepiękne klify w Gdyni-Orłowie.

Ale jeśli bywacie tu częściej, wpadnijcie do Wrzeszcza. Wałęsajcie się po nim i zapełniajcie go własnymi wspomnieniami. 

Kilka polecajek, niekoniecznie we Wrzeszczu

Gdzie zjeść: Moją ulubioną potrawą jest pizza. Co tu dużo mówić: Husak, pizza neapolitańska z prawdziwej pasji, i Lekko przy Operze Bałtyckiej, oni na pizzę mają pomysł. Wiele przyjemnych knajp znajdziecie też na Garnizonie – zgentryfikowanym osiedlu na terenie dawnych koszarów. Wszystko we Wrzeszczu.

Gdzie jeszcze zajrzeć: Jeśli mało Wam uroczych domków, rzućcie okiem na jakby miniaturowe domki z cegły, postawione w XIX wieku dla kolejarzy w okolicach ulicy… Kolejarzy.

Gdzie się bawić: Nie we Wrzeszczu, niestety. Tańczyć nie ma gdzie, pić piwa do rana – też niespecjalnie. Zapraszam za to na teren stoczni, która stała się zagłębiem imprezowym Gdańska. Jeśli lubicie się gibać przy elektronicznych beatach, zajrzyjcie do Crackhouse’u – na własną odpowiedzialność. W weekend zdarza się również impreza na ulicy Elektryków. Przy tej okazji koniecznie zajrzyjcie do Plenum: miejsce na lunch i kawę za dnia, drink wieczorem. To dopiero jest wspaniała, postindustrialna przestrzeń.

Gdzie spać: Na pewno nie we Wrzeszczu. Wynajem krótkoterminowy sprawia, że ceny mieszkań są tu i tak kosmiczne.