*Publikujemy najczęściej czytane teksty z działu Weekend w drodze. Pierwotnie tekst został opublikowany w 2024 roku.
Dlaczego warto odwiedzić kraj ustecki?
Położony w północno-zachodnich Czechach, nad rzeką Łabą, tuż przy granicy z Niemcami, zaskakuje różnymi obliczami. Jest jak dobry aktor, więc kiedy trzeba, gra w filmach, kiedy indziej zachwyca majestatycznymi wzgórzami wygasłych wulkanów, oferuje dobroczynne działanie źródeł termalnych, kilometry tras turystycznych (także zimą, dla miłośników nart biegowych), zaprasza do licznych zamków i pałaców. Jest też od setek lat nierozerwalnie związany z chmielem, z którego tradycyjnej uprawy słynie zwłaszcza Żatec (Žatec). To właśnie dzięki niej w 2023 roku miasto i region żatecki trafiły na listę UNESCO. I to nie jest jedyny skarb tego regionu, który się na niej znajduje.
Osek – architektoniczne cacko
U podnóża Rudaw, od ponad 800 lat wznosi się zespół klasztorny cystersów. Kościół, który jest jego częścią, skrywa wyjątkowe skarby, o których opowiada mi referent FajnTajm Osek František Kovarík. Te najcenniejsze to portal z 1210 roku umieszczony nad pierwotnym wejściem głównym do kościoła, kapituła gotycka z 1230 roku, będąca jednym z najstarszych gotyckich zabytków w Czechach. W niej stoi pochodzący z 1240 roku, najstarszy na świecie gotycki pulpit na Biblię, wyciosany z jednego kawałka piaskowca, wpisany na listę UNESCO. Kościół stanowi też jeden z najcenniejszych przykładów architektury barokowej w Czechach. Jego wnętrza nie pozostawiają co do tego wątpliwości.
Obecny widok świątynia odzyskała po trwającej kilka lat renowacji. Doceniono ją w gremiach branżowych. Otrzymała jedną z głównych nagród w kategorii "Rekonstrukcja" w konkursie Grand Prix Architektu za rok 2023.
Co szczególnie zaskakujące, remont, który zaplanowano na osiem lat, udało się zakończyć w trzy i pół roku! Choć jak pół żartem, pół serio František Kovarík, wszystko dlatego, że podczas pandemii robotnicy nieustannie przebywali na kwarantannach, cóż więc mieli robić – pracowali.
Od niedawna kościół można zwiedzać, odbywają się tu też msze oraz koncerty organowe. Na razie wykonywane na małych organach (które i tak są całkiem spore!), ale jak zapewnia František Kovarík, jesienią 2025 roku po renowacji znowu zabrzmią XVI-wieczne organy Johanna Munda, także twórcy organów w słynnym praskim kościele Najświętszej Marii Panny przed Tynem. Mają 5188 piszczałek! Przed II wojną światową były to drugie największe organy w Czechosłowacji, po tych w katedrze w Ołomuńcu.
Po przekroczeniu bramy zabudowań klasztornych ma się wrażenie przeniesienia w czasie. Grube mury oddzielają od gwaru ulicy, wrażenie robi majestatyczna bryła kościoła. Cystersi do północno-zachodnich Czech przybyli z Niemiec już w XII wieku, ale kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny powstał w wieku XIII. Pierwotnie była to trzynawowa bazylika romańska, potem kilka razy przebudowywana, aż do obecnego stylu barokowego. Barokową szatę kościół zyskał w XVIII wieku pod kierunkiem włoskiego architekta Octaviana Broggia.
Historia nie obeszła się łaskawie ani z tymi terenami, ani z kościołem. Wielokrotnie doświadczał zniszczeń, m.in. podczas wojen husyckich, a w XVI wieku mnisi zostali nawet zmuszeni do jego opuszczenia na mocy decyzji cesarza Rudolfa II, który konwent po prostu rozwiązał. Ostatecznie po bitwie pod Białą Górą w 1620 roku, gdy protestanci ponieśli klęskę, zaczęła się rekatolizacja, a papież unieważnił wcześniejszą decyzję. Klasztor zwrócono cystersom. Od roku 1626 do wieku XVIII następuje jego rozwój, jeden z opatów Laurencius Knittel oddłużył klasztor, rozbudował ogrody, założył manufaktury włókiennicze, rozpoczął działalność browar.
Pod koniec II wojny światowej kościół został zniszczony podczas bombardowania. Kiedy w roku 1950 w Czechosłowacji rozwiązano zakony i państwo przejęło ich majątki, w Oseku powstał przejściowy obóz dla internowanych mnichów, z którego trafiali do więzień albo np. do pracy w kopalni uranu w Jachymowie. Od roku 1954 działał tu tzw. dom charytatywny dla 300 sióstr zakonnych, które w warunkach urągających wszystkiemu opiekowały się chorymi psychicznie. Cystersi odzyskali klasztor w 1989 roku. Gdy na początku XXI wieku zmarł ostatni opat, zamknął się pewien rozdział tej historii.
Kościół można zwiedzać. Więcej: Klasztor Osek
Czeska Szwajcaria. Nie tylko Pravčicka Brama
Do Czeskiej Szwajcarii Polacy jeżdżą przede wszystkim obejrzeć Pravčicką Bramę (Pravčicka Brana). Trudno się dziwić, bo to jej piękny symbol. Natomiast Park Narodowy "Czeska Szwajcaria" (Národní park České Švýcarsko), położony w północno-zachodnich Czechach, około 250 km od Wrocławia, ma więcej rozmaitych unikalnych form piaskowcowych i to blisko wspomnianej Pravčickiej Bramy. Położone wzdłuż szlaku turystycznego, który można przemierzać według własnej inwencji oraz możliwości kondycyjnych (niektóre z tras potrafią dać w kość), z bezpłatnym dostępem, mniej oblegane, są doskonałą opcją na wycieczki o różnych porach roku.
Ruch turystyczny w tym regionie sięga połowy wieku XIX, gdy właściciele majątków Czeska Kamienica (Česká Kamenice) Kińscy oraz Dieczyna (Dečín), Clary-Aldringen, stworzyli ścieżki turystyczne, wybudowali hotele, drogi, przygotowali przewodniki z trasami. Wiele wzniesień nosi zresztą imiona przedstawicieli rodów, z których pochodzili. Jednym z najpopularniejszych celów wycieczek jest Mariina Vyhlidka (Mariina Skala, Skała Marii).
W 1856 roku książę Ferdynand Kinský kazał na szczycie skały (428 m n.p.m.) zbudować altanę z przeznaczeniem pod punkt obserwacyjny dla regionalnej straży. Na cześć swojej żony Marii Anny Kinský nazwał go jej imieniem. Warto wybrać się na szczyt czerwonym szlakiem turystycznym z Jetrzichowic (Jetrichovice), wędrując najpierw leśną ścieżką, a potem po wykutych w skale schodach. Na ostatnim podejściu do punktu widokowego prowadzą schody metalowe. Widok roztaczający się z altany na Rudawy i położone w dole Jetrzichowice wynagradzają trudy zmęczenia wspinaczką.
Dla spragnionych dłuższej wyprawy, w pobliżu Skały Marii znajdują się też m.in. Skała Rudolfa i Mała Pravčicka Brama (10 km od Pravčickiej Bramy).
Z kolei z położonej 4 km od Jetrzichowic Wysokiej Lipy (Vysoká Lípa) warto wybrać się do ruin zamku Šaunštejn na szczycie wzgórza. Zamek stał tam już w XIII wieku, o czym dziś świadczą jedynie kamienne schody czy wydrążona studnia, w której gromadziła się deszczówka. Zbudowano go w konkretnym celu – podobnie jak inne sytuowane na wzniesieniach zamki miał ochraniać szlak handlowy. Żeby osadzić budowlę na niewielkim szczycie, w skale wykuwano otwory, mocowano w nich drewniane belki, wykorzystując do umocnienia konstrukcji naturalne warunki.
Początek trasy znajduje się przy parkingu (płatnym) w Wysokiej Lipie. Po około 30 minutach podejścia czerwonym szlakiem jesteśmy u podnóża skały. Od tego momentu trasa prowadzi po drabinach (w 2022 roku zamontowano nowe) albo po wykutych w skale schodach, w wąskich przejściach pomiędzy skałami. Wspinaczka po drabinach może być wymagająca dla osób z lękiem wysokości, ale na szczycie czekają turystów absolutnie wspaniałe widoki.
Wycieczka na szczyt i z powrotem zajmuje około 1,5–2 godzin.
Więcej: Region Czeska Szwajcaria
Rumburk na trójstyku
A skoro jesteśmy w Czeskiej Szwajcarii to koniecznie skok do Rumburka. Pierwsze wzmianki o tym niewielkim mieście (11 tys. mieszkańców) położonym w pobliżu granicy z Niemcami pochodzą już z XIII wieku. Przy ulicy Šmilovského rozciąga się osiedle tzw. domów przysłupowych. Zachowane w trójstyku niemiecko-czesko-polskim (duża ich część znajduje się na terenie Saksonii), powstawały od średniowiecza jako budynki dla rzemieślników, głównie zajmujących się włókiennictwem. Do ich budowy wykorzystywano ciekawą konstrukcję, która minimalizowała ryzyko zawalenia się domu. Na przysłupach – rodzaju podpór – opierał się ciężar dachu lub piętra budynku, dzięki czemu izby na parterze nie były nadmiernie obciążane. Parter najczęściej był murowany albo kamienny, z pomieszczeniami gospodarczymi, a piętro drewniane, podobnie jak piętrowa stodoła.
To niejedyny cenny zabytek architektury w tym mieście. W Rumburku obejrzeć można także tzw. święty domek, czyli loretę – wzniesioną na wzór Świętego Domku Matki Bożej w Loreto we Włoszech. Kaplice loretańskie budowano w XVII i XVIII wieku w wielu miastach Europy i świata. Po wizycie we Włoszech zapragnął mieć taką także właściciel Rumburku, książę Liechtensteinu Antonio Florian. Stanęła na wewnętrznym dziedzińcu klasztoru Kapucynów w 1707 roku.
Jest najbardziej na północ wysuniętą tego typu kaplicą w Europie i jednym z najcenniejszych zabytków barokowych Czech.
Świeżo odnowiony budynek lorety wygląda zachwycająco, ale warto zajrzeć też do jego wnętrza, gdzie znajduje się rzeźba czarnej Matki Boskiej Loretańskiej (Czarna Madonna), wykonana w Rzymie pod koniec XVII wieku. Również krużganki klasztoru skrywają cenne zabytki – kaplicę Świętych Schodów, symbolizujących schody domu Piłata, i drogę krzyżową z połowy XVIII wieku.
Więcej: Loreta Rumburk
Cieplice - kąpiel w wulkanicznych źródłach
U podnóża Rudaw (Krušné hory), gór, w których od XII wieku wydobywano srebro, miedź, cynę i inne kruszce (stąd czeska nazwa), leżą Cieplice (Teplice). To tylko 90 km od Pragi i tyle samo od Rumburku. Już dla samego krajobrazu wokół miasta, z wygasłymi wulkanicznymi stożkami, warto tu przyjechać. Ale to nie wszystko. W Cieplicach znajdują się termalne źródła, których początków należy szukać blisko dwa tysiące lat temu!
O tym, że Cieplice są najstarszym uzdrowiskiem w Europie Środkowej, mogą zaświadczyć choćby monety rzymskie i celtyckie – opowiada nasz przewodnik po Cieplicach – znalezione w źródle Pravrídlo, a wrzucone tam prawdopodobnie w podziękowaniu za uzdrowienie. Także dziś leczy się tu choroby układu krążenia, układu ruchu i układu nerwowego. Źródła termalne wypływają wprost z magmowych skał wulkanicznych. Na głębokości jednego kilometra poniżej poziomu morza mają temperaturę 45,7 stopnia. Gdy woda wypływa w basenie, jest nieco "chłodniejsza".
Świadome wykorzystanie od XII wieku wód termalnych zawdzięczają Cieplice królowej Judycie, matce Przemysława Otokara I, która to miasto założyła [imieniem Judyty nazwano pierwszy kamienny most w Pradze, który stał tu, gdzie teraz most Karola – przyp. red.]. Ciekawa jest też historia wzniesienia w mieście kolumny morowej. Stanęła w podziękowaniu za to, że zaraza nie dotknęła miasta. Jak udało się jej uniknąć? Odpowiedź jest dość prosta. W Cieplicach byli lekarze, większa higiena, a to – podobnie zresztą jak np. w Karlowych Warach – pozwoliło zabezpieczyć się przed chorobą. Wędrówkę po mieście warto połączyć z wizytą w parku, spacerem po ogrodzie botanicznym czy wśród reprezentacyjnych secesyjnych willi.
Największym, najstarszym i chyba najsłynniejszym domem uzdrowiskowym jest w Cieplicach Dom Uzdrowiskowy "Beethoven". Tu znajduje się słynne Thermalium, czyli kompleks basenów z wodą leczniczą, który pobiera wodę bezpośrednio nad źródłem Pravrídlo. Na powierzchni 420 m kw. można korzystać z dwóch basenów termalnych. Główna terma ma 35 stopni, a mniejsza – 32. Można też przejść się chodnikiem Kneippa z kamykami i naprzemiennie dostarczaną ciepłą i zimną wodą dla poprawy krążenia. Można tu spędzać czas zarówno w celach leczniczych, jak i relaksacyjnie.
Więcej: Łaźnie Cieplice
Żatec – miasto chmielu, najstarszego piwosza i Jojo Rabbita
Czy wiecie, gdzie odnaleziono… grób najstarszego piwosza? Naturalnie w Czechach, a konkretnie w w mieście Żatec.
1 kwietnia 2001 roku archeolodzy natrafili na ludzki szkielet, a pomiędzy szczątkami także na gliniane naczynie o pojemności 0,492 litra. Odkryli na nim ślady pyłku chmielu (Humulus lupulus L.), co potwierdziło, że w tym regionie od wieków uprawia się chmiel, oraz pozwoliło uznać, że doczesne szczątki należą do najstarszego piwosza – homo lupulus. Mieszkańcy miasta nadali mu bardziej swojskie imię – Lojza Lupulín. Wraz ze szczątkami i naczyniem znaleziono też tabliczkę, na której widniało sześć wyrytych kresek przekreślonych siódmą. Archeolodzy orzekli, że to zapewne najstarszy rachunek za piwo, który da się łatwo zinterpretować: Lojza wypił sześć piw, a siódme, przekreślone, wziął na drogę. Tylko że do domu prawdopodobnie nie dotarł. Wniosek jest oczywisty: lepiej kończyć na sześciu piwach albo od razu zamawiać ósme – żartują przewodnicy. I jeszcze jedna ważna informacja: 1 kwietnia także w Czechach obchodzi się prima aprilis.
Z piwoszem Lojzą czy bez niego Żatec z pewnością jest miastem chmielu. I to od tysięcy lat – konkretnie od dziesięciu tysięcy, bo od tak dawna roślina ta występuje w tym regionie. Tradycyjna uprawa chmielu prowadzona jest od 700 lat.
W 2023 roku zabytkowe centrum tego niespełna 20-tysięcznego miasta wraz z dzielnicą Praskie Przedmieście, w której znajduje się największe skupisko budynków związanych z przetwórstwem chmielu i handlem nim, a także region żatecki wpisano na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Jest to pierwszy na świecie region chmielarstwa, który uzyskał ten prestiżowy status.
Trudno sobie wyobrazić, że kamienice ścisłego centrum budowane były nie tylko dla celów mieszkalnych, ale miały też pełnić funkcję suszarni i magazynów chmielu. Dowodem są np. okna, tzw. bawole oczy, umiejscowione wysoko na fasadach, ułatwiające cyrkulację.
Żatec jest dziś siedzibą wielu "naj"… To tu można zobaczyć np. największe muzeum chmielu na świecie i najmniejszą plantację chmielu na świecie w samym centrum miasta. Jedyny chmielowy zegar orloj (Chmelovy Orloj) wybija godziny, prezentując jednak nie świętych, lecz karty do gry.
To w tym mieście znajduje się zabytkowa tyczkowa plantacja w Ogrodach Kapucynów, chmielowa latarnia z windą 3D, która zawozi turystów na taras, z którego rozciąga się widok na miasto czerwonych kominów, browarów rzemieślniczych, suszarni, magazynów i pakowalni.
Pierwsza pisemna wzmianka o mieście pochodzi z 1004 roku, ale jego kariera rozpoczęła się w 1265 roku, gdy król Przemysł Otokar II nadał mu prawa miejskie, a wraz z nimi przywilej warzenia piwa. Początkowo chmiel uprawiano jedynie na własne potrzeby, ale stopniowo plantacje się rozrastały i już od XIV wieku zdominowały uprawę winorośli. Od XVI wieku chmiel nie miał już konkurencji. Był rośliną poszukiwaną nie tylko w Czechach, ale także w krajach sąsiednich, a ponieważ jego wartość rosła, trzeba było zadbać o markę i uchronić cenny towar przed podróbkami. Patenty potwierdzające jego autentyczność nadawała już Maria Teresa. Do dziś nie ma sobie równych na świecie.
Nawet jeśli przybywający do miasta turysta jakimś cudem nie zorientował się, że to chmielowe centrum, bardzo szybko będzie mógł się zrehabilitować i zdobyć niezbędną wiedzę. Blisko siebie stoją tu Muzeum Chmielarstwa (Chmelarské Muzeum Žatec), w którym na 4000 m kw. w XIX-wiecznym dawnym magazynie prezentowane są historia uprawy chmielu, narzędzia i kultura uprawy. W położonej nieopodal Świątyni Chmielu i Piwa (Chrám chmele a piva) przygotowano rodzaj ścieżki edukacyjnej obrazującej fenomen uprawy chmielu w tym regionie. Wśród atrakcji: labirynt w budynku starego magazynu, browar, piwo warzone na oczach gości, latem ogród przy klasztorze Kapucynów z placem zabaw dla dzieci, wolierą, ogródkiem zielarskim, winnicą i chmielnikiem. Na bocznej ścianie Świątyni znajduje się wspomniany już chmielowy orloj z 2010 roku. Tarczę zegara zdobią znaki zodiaku z motywami chmielarskimi, zamiast apostołów są karty do gry i szkielet z dzwonkiem. Pod tarczą zegara umieszczono ruchome postacie piwoszy, a poniżej wizerunek piekła z napisem "Memento Lupuli Saczensi Cereviseae" (Pamiętajcie o piwie z chmielu żateckiego).
Miasto Żatec stało się europejską metropolią chmielową, gdy cała Europa ogarnięta rewolucją przemysłową zaczęła przestawiać się na nowe techniki – podkreśla oprowadzający nas po Świątyni Chmielu przewodnik. Większość chmielu w Czechach uprawiana jest właśnie w regionie Żatca, to aż 77 proc. całkowitej powierzchni gospodarstw chmielowych w Czechach.
Spacerując po mieście, warto przyjrzeć się ratuszowi z XIV wieku, który również padł ofiarą wojen husyckich i przebudowany został w stylu barokowym, kościołowi Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, kolumnie morowej z XVIII czy drugiej co do wielkości synagodze w Czechach, pochodzącej z 1872 roku (prym wiodła ta w Ołomuńcu). Ogólnie poczuć klimat miasta. Wcześniej poczuły go m.in. ekipy filmowe, które w oryginalnej zabudowie miasta, dostrzegły gotowy plan.
Jeśli oglądaliście kinowy hit sprzed kilku lat "Jojo Rabbit", to spacerując po żateckim placu Wolności (Namesti Svobody), rozpoznacie kadry z tego filmu. Żatec pojawił się też w wielu innych produkcjach, m.in. w serialu BBC "Świat w ogniu", tu kręcono zdjęcia do filmów "Jan Palach", "Oliver Twist", "Nędznicy" czy do "Yentl" w reżyserii Barbry Streisand, a wszystko dlatego, że jego oryginalna architektura może "zagrać" praktycznie każde miasto z epoki.
Szczególnie cenny dla miasta jest Dom Medera (Mederuv dum). Tak nazywał się ostatni właściciel jednego z najstarszych budynków w Żatcu. Wzmianka o domu pochodzi z 1564 roku, ale jest on zapewne starszy, o czym świadczą późnogotyckie fundamenty i gotycki portal. W całych Czechach jest około 20–30 takich budynków. W przeszłości dom należał do rzeźnika, ale miał też prawo warzenia piwa, co istotnie podnosiło jego wartość. Prawo warzenia piwa bowiem było przypisane do budynku, a nie do właściciela; gdy go sprzedawano, to z tymi prawami – tłumaczy przewodniczka.
Obecny wygląd dom zawdzięcza stowarzyszeniu Dom Medera, które zdobyło środki z programów europejskich. Uratowało to budynek, z którego na początku lat 80. XX wieku pozostały tylko mur obwodowy i piwnica. Dziś można go nie tylko zwiedzać, ale też wziąć udział w licznych programach (np. umówić się na wspólne gotowanie).
Na wspomnianej już liście UNESCO oprócz miasta Żatec i regionu żateckiego znalazły się też krajobraz pomiędzy Trnovanami a Stekníkiem, obejmujący obie wsie, plantacje chmielu i rzekę Ohrzę (Ohre), a także pałac Stekník.
Stekník
Zaledwie 6 km od miasta Żatec stoi rokokowy pałac Stekník z jednym z niewielu zachowanych w Czechach ogrodów włoskich. Różane tarasy i pola chmielu jak okiem sięgnąć wkomponowują go w niezwykły krajobraz.
Twierdza stała na tym terenie już w XVI wieku, ale przebudowano ją na pałac, pod koniec XVII wieku nadając mu formę rokoko. Pałac zmieniał właścicieli, aż w 1907 roku majątek kupił Friedrich Gimbel i podarował go zięciowi Geroldowi Déteindre, honorowemu konsulowi szwajcarskiemu w Czechach. Zamek był własnością jego rodziny aż do 1949 roku. Rodzina Déteindre oczywiście uprawiała chmiel, po Geroldzie przejął pałeczkę jego syn Rene.
Po II wojnie światowej pałac przeszedł w ręce państwa, choć akurat w tym przypadku, na mocy umowy pomiędzy Czechosłowacją a Szwajcarią, właściciele otrzymali odszkodowanie. Meble wywieziono do magazynu, a we wnętrzach urządzono m.in. internat dla pracujących przy zbiorach chmielu. Od 1997 roku pałac poddawany jest stopniowej renowacji. Do zwiedzania udostępniono już pokoje rodziny Déteindre, co ważne – wyposażone w oryginalne meble, które udało się odzyskać.
Więcej: Pałac Steknik
Brama Czech was zaskoczy. I jest tak blisko Polski!
*Autorka podróżowała na zaproszenie Czeskiej Centrali Ruchu Turystycznego – Czech Tourism, która pokryła koszty jej podróży i pobytu.
Lidia Raś. Dziennikarka, redaktorka. Kiedyś m.in. w Dzienniku Gazecie Prawnej, obecnie w Weekend.gazeta.pl. Pasjonatka teatru i literatury, wielbicielka czeskiej Pragi i polskich gór. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim.




