obejrzyj
Podczas spotkania, rytuału szeptucha bardzo szybko i szeptem wypowiada słowa modlitwy (fot. materiały promocyjne)
Podczas spotkania, rytuału szeptucha bardzo szybko i szeptem wypowiada słowa modlitwy (fot. materiały promocyjne)

Gdyby Adam Kruk mieszkał w Warszawie, być może poszedłby do psychologa. Choć możliwe, że mocno doświadczony przez życie policjant nigdy nie zdecydowałby się na wizytę w gabinecie terapeuty. Podobnie jak wiele osób mógłby niesłusznie bać się oceny, krytyki. Podparta certyfikatami i dyplomami praktyka mogłaby mu się wydać zbyt pragmatyczna, racjonalna. A szeptucha – w wersji męskiej, o wiele rzadszej, zwana szeptu nem – to bardziej szamanka niż lekarz. Medium, ktoś spomiędzy światów, kto doskonale czyta ludzi, ale i czujnie nasłuchuje, co szepczą głosy nie stąd. Ktoś, kto zna i rozumie mrok taki jak ten, który nosi w sobie główny bohater serialu.

Nie da się o szeptuchach mówić inaczej niż przez pryzmat miejsca, które je zrodziło – Podlasia. "To jest miejsce, w którym ludzie są trochę bardziej otwarci, trochę bardziej religijni. Taka magiczność, którą ta obrzędowość szeptuch otwiera, związana jest z religią" – mówił w materiale dla tygodnika "Newsweek" reporter Wojciech Cieśla.

Jaki stosunek do nich ma oficjalnie religia? Jak pisze bloger Tomasz Jakimiuk, Podlasianin, który jeden z obszernych wpisów poświęcił właśnie temu zjawisku, "Cerkiew i Kościół mówią, że wszelkie działania Szeptuch są niezgodne z religią chrześcijańską. Prawda jednak jest prawdą praktyczną. W miejscowościach, gdzie służą Szeptuchy, okoliczni mieszkańcy z władzami lokalnej cerkwi na czele są przyjaźnie nastawieni do nich".

Szeptucha to żadna wróżka, nie posługuje się też czarną magią. Jest osobą pobożną, która do cerkwi zanosi prośby i intencje odwiedzających ją ludzi. Co ważne, jej moc uzdrawiania oparta jest na wierze w siłę modlitwy. Zatem osobie niewierzącej szeptunka nie może pomóc.

Zobacz wideo "Kruk. Czorny Woron nie śpi" - zwiastun

Modlitwa i rytuały

Skąd nazwa? Podczas spotkania, rytuału szeptucha bardzo szybko i szeptem wypowiada słowa modlitwy. To modlitwa jest formą bezpośredniego zwrotu do – w tradycji ludowej personifikowanej – choroby, z którą przyszedł pacjent. Siada on we wskazanym przez szeptuchę miejscu, a ta, odmawiając modlitwy w języku starocerkiewnym, wykonuje rytualne czynności: podmuchuje, pluje, wykonuje ruchy rękami, kreśli nad głową kręgi solą, którą następnie wyrzuca do pieca, zapala świeczki. Albo tak jak w scenie pokazanej w "Czornym woronie" zakrywa głowę gościa lnianą ścierką, po czym tuż nad nią spala pukle lnu. "Resztki spalonego lnu, kawałek chleba i coś jeszcze zawinęła w papier i przykazała nie otwierać tego zawiniątka oraz wyrzucić je na pierwszym rozstaju dróg, nie odwracając się przy tym" – wspomina jedna z rozmówczyń Jakimiuka.

Chodziło o to, żeby w zawiniątko  włożyć swoje nieszczęście, a następnie na dobre się go pozbyć.

Nie da się o szeptuchach mówić inaczej niż przez pryzmat miejsca, które je zrodziło - Podlasia (fot. materiały promocyjne)

Szeptuchy o ziołach wiedzą niewiele

Jak pisze w swoim reportażu z 1995 roku Dorota Sulżyk: "Jeszcze te kilka lat temu trudno było na Białostocczyźnie znaleźć rodzinę, która by się nie posiłkowała w różnych sprawach wizytami u szeptuch. Najczęstsze przypadłości, na które próżno było szukać remedium u lekarzy (...), to: jąkanie, płaczące całymi nocami lub przestraszone dziecko (zrywające się w nocy z krzykiem np. po złym spojrzeniu), niegojące się rany, nocne moczenie oraz najpospolitsze: przewianie (cug) i kurzajki".

Odruchem wydawałoby się skojarzenie szeptuch ze znachorami, o których nieraz krzyczą nagłówki tabloidów relacjonujących śmierć kolejnego pacjenta, który nowotwór leczył wlewkami z witaminy C.

Tyle że szeptuchy nie rozdają przepisów na cudowne onkologiczne receptury, a choć są spadkobierczyniami podlaskiej medycyny ludowej, o ziołach też wiedzą niewiele. Choroby wyganiają słowem, symbolem i siłą perswazji.

Szeptucha to żadna wróżka, nie posługuje się też czarną magią (fot. materiały promocyjne)

Jak trwoga, to do Boga?

Ze zlaicyzowanej wielkomiejskiej perspektywy łatwo szeptuchy uznać za relikt, może nawet oszustki naciągające naiwniaków. Ale do słynnej babki z Orli, miejscowości położonej 11 km od Bielska Podlaskiego w stronę Kleszczeli, swego czasu ustawiały się kolejki drogich aut z miastowymi, a nawet zagranicznymi tablicami. Ponoć nawet zdarzały się korki na obrzeżach wsi. Pod artykułem Jakimiuka większość komentarzy to poważne prośby o kontakt, z namiarami i opisem medycznych problemów. Ludzie często się zabezpieczają, tłumaczą, że zasadniczo nie wierzą w "takie rzeczy, ale...". Nie bez powodu szeptuchy tak popularne są wśród osób na końcu drogi medycznej, które mają poczucie, że wyczerpały już wszystkie możliwości leczenia. Jak trwoga, to do Boga?

"Nie wierzą w zabobony szczególnie młodzi ludzie, dopóki na przykład nie wyleczą liszajów poranną rosą albo nie pozbędą się brodawek w bardzo tajemniczy sposób. Opowiadała mi pewna dziewczyna o tym, jak dzięki swojej babci z Bobrownik pozbyła się kurzajek. Do tej magicznej czynności potrzebne są dwie osoby. Ta z kurzajkami liczy je i mówi drugiej, ile ich jest. Od tej pory nie może nic mówić. Druga osoba zawiązuje taką właśnie liczbę węzełków na lnianej nitce i pociera nią brodawki, potem zakopuje ją pod rynną albo pod okapem. Jak zgnije sznureczek, znikną brodawki. I znikają!" – pisze Sulżyk.

Kiedyś szeptuchy miały komu przekazywać swoją unikalną wiedzę. Miały komu przekazywać także umiejętność adkidali uroki, pjakli rożu, siejali pierapałoch i kaczaliwiecier (zdejmowanie uroku, spalanie róży, odsiewanie strachu, odczynianie przewiania). Dziś ten fach nie jest dla młodych interesujący, bo ze wsi raczej uciekają. Z czasem albo szeptuchy znikną, albo przyjdzie nowe pokolenie, tworzone przez zafascynowanych ludowością, tradycją i naturą dezerterów z miasta, współczesne przykłady przypadłości u Wyspiańskiego zwanej chłopomanią.

Szeptuchy nie rozdają przepisów na cudowne onkologiczne receptury, a choć są spadkobierczyniami podlaskiej medycyny ludowej, o ziołach też wiedzą niewiele (fot. materiały promocyjne)

Remedium na skołatane nerwy

Pokazana w serialu "Kruk. Czorny woron nie śpi" relacja bohatera z szeptuchą chwyta coś, na co uwagę zwracają zarówno badacze, jak i zwyczajni obserwatorzy. W czasach, gdy lekarze mają dla pacjentów coraz mniej czasu, kontakt z nimi bywa zdawkowy i oschły, a koszty wizyt dzielą chorych na lepszych i gorszych, szeptuchy pozostają życzliwe i empatyczne. Dla nierzadko znajdujących się w tragicznym położeniu osób to nie tylko szansa na ulgę w chorobie, ale i balsam na skołatane nerwy. Taką relację z szeptunką ma serialowy Kruk. Kobietę traktuje nie tylko jak terapeutkę, ale też dobrą doradczynię i duchową przewodniczkę, która siłą doświadczenia rozświetla ciemne punkty jego duszy. Tak jak to tylko babcie, których coraz częściej nam brak, potrafią.

Więcej treści znajdziesz na JA+ rozrywka