Kiedy otwieraliśmy Aromatorium, przyjeżdżali do nas dziennikarze. W trakcie jednego z wywiadów wyczerpały mi się anegdotki i poprosiłam uczniów, żeby coś opowiedzieli. Chłopcy zaproponowali, żeby ekipa dziennikarska powąchała… panią dyrektorkę. Na co panowie zdębieli – opowiada ze śmiechem Magdalena Ciura, edukatorka, kustoszka Aromatorium. – W naszych zbiorach chłopcy znaleźli perfumy, których używa jedna z dyrektorek. Ekipa miała, rzecz jasna, powąchać zawartość flakonika, nie osobę – wyjaśnia.
Aromatorium Biblioteka Zapachów znajduje się w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych w Owińskach pod Poznaniem. Działają tu podstawówka, liceum, szkoły branżowe pierwszego i drugiego stopnia. Łącznie uczy się tu prawie 170 niewidomych i niedowidzących dzieci i nastolatków. Część z nich codziennie dojeżdża na lekcje, reszta mieszka na miejscu, w internacie. W ośrodku znajdują się biblioteka, świetlice, sale do rehabilitacji, pracownia tyflo-akustyczna [uczy orientacji w przestrzeni z wykorzystaniem dźwięków – przyp. red.] oraz muzeum z kolekcją przedmiotów związanych z edukacją osób niewidomych. Cała instytucja mieści się w dawnym kompleksie klasztornym sióstr cysterek. Zrewitalizowane zabudowania – dzisiaj w pełni dostosowane do potrzeb osób z dysfunkcjami wzroku oraz z niepełnosprawnościami – pochodzą z XVIII i XIX wieku. Miejsce robi duże wrażenie, tym bardziej że wychowankowie mają również do dyspozycji barokowy ogród z roślinami ozdobnymi i wonnymi oraz Park Orientacji Przestrzennej, gdzie ćwiczą poruszanie się po trudnym terenie.
170 kopert bąbelkowych
Pomysł na założenie Aromatorium pojawił się w trakcie pandemii, kiedy podopieczni ośrodka zostali w domu i uczyli się zdalnie. – Dla wszystkich było to trudne, ale szczególnie dla dzieci niewidomych. Bez pomocy dydaktycznych, które zostały w Owińskach, nie były w stanie wiele zrobić – opowiada Magdalena Ciura.
Marek Jakubowski [zmarły tragicznie w 2023 r. – przyp. red.], tyflopedagog, twórca polskiej czcionki brajlowskiej, nauczyciel i wychowawca w ośrodku, pracował wtedy z uczniami zdalnie. Dużo spacerował też po ogrodzie w Owińskach. Tam zwrócił uwagę na zapachy i rośliny, które zaczęły pojawiać się na wiosnę. – Zrobiło mu się przykro, że nasze dzieci tego nie widzą. Kupił więc 170 kopert bąbelkowych i słoiczki, zapakował do nich wonne rośliny i wysyłał je dzieciom pocztą – wspomina Magdalena Ciura.
Przez trzy dni był spokój, uczniowie zapoznawali się z zawartością przesyłek, a potem zaczęli pisać:
„Panie Marku, świetne to było, kiedy następna przesyłka?",
„A czy coś takiego będzie na stałe?",
„Kiedy zrobicie nam zapachową pracownię?".
Aromatorium powstało w lutym 2022 roku. Przeznaczono na nie puste pomieszczenie na poddaszu w jednym z budynków kompleksu pocysterskiego. Kwestią było zdobycie środków na remont i urządzenie wnętrza. Pieniądze na tę inwestycję znalazło Starostwo Powiatowe w Poznaniu. Dzisiaj w Aromatorium w Owińskach jest sześć tysięcy zapachów.
Pieczony kurczak z tiramisu
– Dzieci rozpoznają, że jestem w pracy, po zapachu kawy. To pierwsze, co robię, gdy tu się pojawię – mówi Magdalena Ciura.
Siedzimy w Aromatorium otoczone niezliczonymi słoiczkami, buteleczkami, flakonikami, w których przechowywane są aromaty. Jest z nami 17-letnia Amelia Belter, uczennica ośrodka, autorka zdjęć do tego tekstu.
Pokaźną część kolekcji Aromatorium stanowią perfumy, wody kolońskie, mydła, sole do kąpieli, świece sojowe i woskowe. Większość z tych aromatycznych produktów przysłali darczyńcy w odpowiedzi na apel zamieszczony na Facebooku przez Marka Jakubowskiego. Wśród flakoników znajdziemy marki Chanel, Dior, Versace, designem wyróżnia się grupa perfum japońskich. Ulubione perfumy do Owińsk przysłała Anna Dymna, ale na flakoniku odręcznie napisała, że woli zapach macierzanki na rozgrzanej leśnej polanie.
W zbiorach Aromatorium są też olejki eteryczne używane do aromaterapii. Amelia, nasza fotografka, szczególnie lubi olejek lawendowy, która działa relaksująco. – Przychodzę tu przed klasówkami, wącham lawendę i wtedy idzie mi dużo lepiej – opowiada.
Amelia uczy się w szkole branżowej, w klasie kucharskiej. Dla niej szczególnie przydatne są zgromadzone w Aromatorium naturalne przyprawy i suszone zioła. – Kiedyś dzieci nie były w stanie odróżnić bazylii, rozmarynu, tymianku. Dzisiaj nie mają z tym problemu – przekonuje Magdalena Ciura.
W bibliotece zapachowej są też aromaty spożywcze, np. budyniu waniliowego, wołowiny, pieczonego kurczaka czy smażonej cebulki. Dostarcza je bezpłatnie firma Kaczmarek Komponenty. Wśród aromatów spożywczych Magdalena Ciura wskazuje na zapach lokalny, typowy dla Wielkopolski – ciastka o nazwie Brzdąc. Wącham brzdąca, pachnie smacznie, jak tiramisu. Kolejny testowany przeze mnie aromat to ser cheddar. Dzieci mówią, że pachnie jak „nieprane skarpety", i trudno nie przyznać im racji.
Następny aromat spożywczy mam rozpoznać sama: moje skojarzenie to cola lub pepsi. – Zwykli śmiertelnicy mówią, że to cola lub pepsi – z uśmiechem podsumowuje moje wysiłki Magdalena Ciura. – Nasze dzieci są bardziej precyzyjne i mówią, że to jest zapach odgazowanej coli lub pepsi, bo gazowane pachną inaczej – tłumaczy. I znowu trudno dyskutować z diagnozą tutejszych zapachowych ekspertów.
Kolejne eksponaty to bursztyn i olejek bursztynowy. – Lekki i ciepły – tak dzieci opisują kawałek zastygłej żywicy. Sam olejek ma zapach bitumiczny, może kojarzyć się z zapachem asfaltu. To jednak amatorski opis, bo uczeń z Owińsk powie, że to zapach warsztatu samochodowego, a dokładniej „zapach szmaty do czyszczenia rozkręconego silnika". Tęgie głowy zajmujące się tematem zapachów jak mantrę powtarzają, że brakuje nam słów do opisywania wrażeń węchowych. Na pewno nie jest to problem w ośrodku w Owińskach.
Niewidomi i niedowidzący wychowankowie ośrodka w Aromatorium sprawdzą też, jak pachną palone jesienią liście, a nawet spaliny. Są to oczywiście zapachy syntetyczne. Zainteresowani atmosferą pracowni malarskiej powąchają werniks i farby olejne. Najbardziej medialny zapach w kolekcji Aromatorium pochodzi od… odchodów słonia z poznańskiego zoo. Ten wonny surowiec nie jest jednak trzymany na poddaszu w Aromatorium. – W tej chwili jest zamknięty w kotłowni. Można go tylko wąchać na zewnątrz – wyjaśnia kustoszka.
Zapachowa nawigacja
W ciągu dwóch lat istnienia Aromatorium przez zapachowe zajęcia prowadzone przez Magdalenę Ciurę przewinęło się 50 uczniów i uczennic w wieku od 10 do 22 lat. Dzisiaj na regularne warsztaty do Aromatorium przychodzi 29 osób. Dlaczego poznawanie zapachów jest tak ważne dla dzieci i młodzieży z dysfunkcjami wzroku? Jeśli niewidome dziecko samodzielnie pokonuje drogę z domu do szkoły, na swojej trasie mija punkty zapachowe, które pomagają mu ustalić, gdzie jest. To może być piekarnia, zakład wulkaniczny czy stacja benzynowa. Wąchanie benzyny może być nieprzyjemne, ale jeżeli dziecko będzie potrafiło przypisać ten zapach do konkretnego miejsca, będzie mu łatwiej nawigować w terenie. – Z jednym z wychowanków na zajęciach wąchaliśmy zapachy związane z kuchnią indyjską: kardamon, szafran. Po wakacjach ten sam uczeń opowiada mi, że był z rodzicami w Gdańsku. Kiedy spacerowali po mieście, na ulicy poczuł kardamon. Powiedział wtedy do rodziców: O, tutaj jest knajpa indyjska! A skąd wiesz? – pytali go zaskoczeni. Zapachy wzbogacają wiedzę o świecie osób niewidomych – tłumaczy edukatorka Aromatorium. Nos informuje też o zagrożeniu. Jeżeli dzieci potrafią przypisać dany zapach, np. spalenizny lub rozkładu, do konkretnego zagrożenia, skuteczniej będą unikać ryzykownych sytuacji.
Aromaty wspierają także trening pamięci. W Aromatorium dzieci wąchają je ułożone w konkretnej kolejności. Ich zadaniem jest odtworzenie ułożenia zapachów, ale od końca. Magdalena Ciura łączy też aromaterapię z arteterapią. – Malujemy, wyrabiamy przedmioty z gliny, robimy własne kompozycje zapachowe, które dzieci mogą zabrać do domu. Do słoiczka wsypujemy zwykłą sól, do środka dziecko wpuszcza krople wybranych olejków eterycznych, zapachy, które lubi i samo wskaże – tłumaczy edukatorka.
Zapachy przydają się również do wytłumaczenia niektórych pojęć, np. kolorów. Otulające, zmysłowe zapachy kojarzą się z barwami ciepłymi – czerwonym, żółtym, pomarańczowym. Aromat mięty czy ogórka idą z kolei w parze z barwami chłodnymi.
W Aromatorium dzięki dyfuzorom rozpylającym olejki eteryczne odbywają się też zajęcia relaksujące. Na takie sesje przychodzą całe grupy z internatu. Na poddaszu zdarzają się również takie ceremonie, jak wspólne parzenie herbaty matcha czy ekwadorskiego kakao. To okazja do rozmowy nie tylko o smakach i aromatach, ale też krajach pochodzenia tych surowców.
Smartfon z cebulką i pomarańczą
Jest godzina 14. Po obowiązkowych lekcjach na zajęcia do Magdaleny Ciury w Aromatorium przyszli 10-letni Oskar i 12-letni Kacper. Na początek chcą wąchać zapach lodów śmietankowych, który „jest najlepszy na świecie". Potem aromat papryczki chilli, ale „takiej najostrzejszej". Intensywna przyprawa wykręca mi nos, na chłopcach nie robi większego wrażenia. Magdalena Ciura idzie dalej tropem kulinarnym, wyciąga atrakcyjne pomoce dydaktyczne – czekoladę i delicje. Zanim będziemy mogli skonsumować pomoce naukowe, razem z Kacprem i Oskarem musimy opisać ich aromaty. Przy delicjach chłopcy identyfikują zapach „ciasteczkowy", czekolady i „coś owocowego". Pani Magda podaje im do powąchania olejek pomarańczowy, który koresponduje ze smakiem galaretki w delicjach. Bingo! Owoc, zapach i smak zostały połączone. Później wąchamy jeszcze zmielony cynamon i aromat prażonej cebulki. Kacpra i Oskara interesuje też zagadnienie z działki niekulinarnej, a mianowicie: czy telefon ma zapach?
– Jesteśmy taką dziwną szkołą, że pytamy dzieci, czego chcą, i liczymy się z ich zdaniem – mówi po zajęciach Magda Ciura. – Kiedy zakładaliśmy Aromatorium, pytaliśmy uczniów, jak chcą, żeby ono wyglądało. Później sami, jako wolontariusze, pomagali nam je wykończyć. Na zajęciach nie mam sztywnego programu, scenariusza, podążam za tym, czego chcą dzieci, co im się podoba, co chcą odkrywać. Nie zmuszam ich do wąchania aromatów, których nie lubią. Te spotkania mają uczyć, rozwijać, ale mają być też przyjemnością i zabawą – dodaje.
Motywem przewodnim zajęć może być też miód. Dzieci na początek wąchają prawdziwy plaster miodu. Do rąk dostają też sześcienny klocek, który odzwierciedla strukturę plastra – w ten sposób łatwiej jest im wyobrazić sobie jego budowę. Kolejny krok to wąchanie różnych rodzajów miodów ze słoiczków. Na koniec podopieczni poznają perfumy, w których pojawiają się miodowe nuty. Atrakcyjnym tematem jest również zapach morza, które od Owińsk oddalone jest o 300 km. Aromatyczne pomoce do tego motywu to: piasek z muszelkami przywiezionymi znad Bałtyku, perfumy o zapachu morskim we flakonie w kształcie muszli oraz imponujących rozmiarów naturalna muszla z dalekiej, egzotycznej wyprawy. – Dla dzieci z dysfunkcjami wzroku oprócz węchu bardzo ważny jest również zmysł dotyku. Kiedy jeden z moich podopiecznych dostał do rąk tę wielką muszlę, nie uwierzył, że jest naturalna. Uważał, że to udźwiękowiona pomoc dydaktyczna dla niewidomych – śmieje się Magdalena Ciura.
Ale Aromatorium nie jest wyłącznie miejscem edukacyjnym, wpadają tu również uczniowie i uczennice, którzy nie mają zajęć. Zajrzał tu np. Wiktor, który jak sam mówi, „nie wącha", ale lubi tu przychodzić, bo jest cicho i spokojnie. Na chwilę przyszli też Kacper i Wiktoria. Są parą. 19-letni Kacper uwielbia aromat kawy. Ale do biblioteki zapachowej przychodzą, żeby się wyciszyć. – No i do pani Magdy – dodają nieśmiało.
W Aromatorium wyjątkowy ruch jest również przed szkolnymi dyskotekami. Panowie szukają ładnych zapachów do spryskania się. Hitem ośrodka jest Sauvage Diora. – Pozwalam się im poperfumować – mówi Magdalena Ciura.
„Do widzenia" nie jest nietaktem
Z wykształcenia jest polonistką. Choć zawsze ceniła dobre perfumy i tropiła wątki zapachowe w książkach, nigdy nie sądziła, że zostanie edukatorką i kustoszką Aromatorium. Dzisiaj wie, że to miejsce przynosi radość uczniom i jest ciekawe również dla ludzi z zewnątrz. Buduje zrozumienie i akceptację dla osób z dysfunkcjami wzroku. Ludzie spoza ośrodka zaczynają rozumieć, dlaczego w autobusach jadących do Owińsk lektor tak głośno zapowiada przystanki. To nadal ich drażni, ale wiedzą już, że tą linią do szkoły dojeżdżają niewidome dzieci. Po wizycie w Aromatorium zaczynają też rozumieć, że z osobą niewidzącą można porozmawiać o świecie, o tym, co widać, co pachnie, i że można powiedzieć do niej „do widzenia" i to nie jest nietakt. – Osoby niewidome mają takie same pragnienia, marzenia i powody do złości jak my wszyscy – mówi Magdalena Ciura.
Amelia Belter. Jest autorką zdjęć do tego tekstu. Ma 17 lat, jest uczennicą Szkoły Branżowej SOSW w Owińskach. Jej hobby to fotografia, muzyka i cukiernictwo. Lubi piec ciasta, spacerować przy zachodach słońca i uwieczniać je na fotografiach. Każdą chwilę poświęca swojemu hobby.
Anna Budyńska. Redaktorka naczelna magazynu Weekend.gazeta.pl. Interesuje się zapachami i tym, jak na nas wpływają. Jest współautorką książki "Ach, zapach! Przewodnik po fantastycznym świecie zapachów".
Badania w ośrodku w Owińskach
Studenci z Uniwersytetu Poznańskiego rozpoczęli tu badania nad postrzeganiem zapachów przez osoby z niepełnosprawnością wzroku. Studenci z kierunków pedagogicznych szkolą się w ośrodku z wykorzystania zmysłu węchu w kształceniu i rehabilitacji osób z dysfunkcjami widzenia. We Lwowie, w szkole dla osób niewidomych, powstanie Aromatorium na wzór biblioteki zapachowej w Owińskach.