Społeczeństwo
'Co trzeci nastolatek nie wie, jak zmienić ustawienia prywatności'. Zdjęcie ilustracyjne. (Halfpoint/ Shutterstock)
'Co trzeci nastolatek nie wie, jak zmienić ustawienia prywatności'. Zdjęcie ilustracyjne. (Halfpoint/ Shutterstock)

Ile prawdy jest w poglądzie, że nastolatki doskonale rozumieją cyfrowy świat i umieją się po nim poruszać?

Niewiele. Faktycznie internet jest dla nich środowiskiem naturalnym, korzystają z wielu aplikacji w smartfonach i spędzają w sieci dużo czasu, tylko że wielu nastolatków świata online nie rozumie, tzn. nie umie po nim nawigować i korzystać z sieci tak, by wyzyskać jej potencjał. Jak wynika z danych pochodzących z badania ySkills, które miałem okazję współtworzyć, około jedna trzecia nastolatków w wieku 13–15 lat przyznała, że nie wie, jak zmienić w mediach społecznościowych swoje ustawienia prywatności – a zatem nie są w stanie kontrolować tego, kto będzie mógł oglądać ich zdjęcia i wpisy. Znajdziemy nawet grupę osób (około 7 proc.), które nie wiedziały, że coś takiego istnieje*!

Jak to możliwe?

Częste korzystanie niekoniecznie oznacza, że użytkownik jest kompetentny. Myślimy, że skoro korzystają często, to z pewnością nauczyli się to robić dobrze.

Ale przecież to nastolatki często uczą rodziców obsługi urządzeń.

Zwykle wiedzą, jak obsłużyć edytor tekstu (choć i to niekoniecznie), proste programy do edycji zdjęć itd. To nie jest to samo co umiejętność bezpiecznego poruszania się po sieci. Przeprowadzono wiele różnych badań, które jasno pokazują, że młodzi ludzie często nie potrafią z sieci korzystać tak, by było to korzystne dla ich rozwoju. Wspomniane już przeze mnie ySkills jest jednym ze świeższych i większych. Obejmowało dwa i pół tysiąca nastolatków z sześciu krajów, w tym z Polski, których badaliśmy przez trzy lata. Wyniki wskazują jasno, że pod wieloma względami umiejętności cyfrowe dużej części młodych ludzi są niskie i niespecjalnie znacząco przyrastają w szkole. 

dr. hab. Jacek Pyżalski (Archiwum prywatne)

Z czym jest najgorzej?

Z poszukiwaniem i selekcją informacji. Proszę pójść do przeciętnej szkoły podstawowej i zapytać uczniów starszych klas, czy korzystają z Wikipedii. Prawie wszyscy powiedzą, że tak. Ale kiedy zapyta pan siódmo-ósmoklasistów, kto jest autorem treści, skąd one się w Wikipedii wzięły, to okaże się, że jedna osoba w klasie będzie umiała odpowiedzieć. A przecież Wikipedia powstała w 2001 roku i co ważniejsze, jest powszechnie wykorzystywana.

Wielu młodych ludzi, jak pokazuje szereg badań, nie odróżnia materiałów reklamowych i informacyjnych online. Jeśli reklama wygląda jak news, wielu z nich uzna, że to nie przekaz, który ma ich do czegoś skłonić. W ySkills zbadaliśmy np. to, czy nastolatkowie zdają sobie sprawę, że influencerzy mogą stosować product placement: pić określony napój, palić określonego e-papierosa itd. i dostawać za to pieniądze. Prawie 15 proc. badanych nastolatków stwierdziło, że influencerzy tak nie robią, albo nie rozumiało, o co pytamy. Kolejne 15 proc. nie było pewne**.

Z czymś jest lepiej?

Nastolatkowie potrafią szybko informacje pozyskać. Te prostsze, codzienne zadania wykonują sprawnie: bez trudu sprawdzają, kiedy odjeżdża pociąg, do której otwarty jest sklep, jak gdzieś dotrzeć, ale większość z nich nie odróżnia wiarygodnych i niewiarygodnych źródeł. Nie rozpoznają, czy nie mają do czynienia z informacjami połowicznymi, nieprawdziwymi albo zmanipulowanymi. W jednym z badań pytaliśmy, czy wyniki, które pojawiają się jako pierwsze w przeglądarce, są najlepsze i najbardziej prawdziwe. 7 proc. nastolatków odpowiedziało twierdząco, a prawie 30 proc. stwierdziło, że nie są pewni*[1] . Z tego wynika, że zupełnie nie rozumieją, jak działa to medium! Internet bardzo mocno opiera się na algorytmach, które sprawiają, że to przeglądarka dostosowuje się do nas. Każdy ma inny, "własny", pierwszy wynik na stronie. Zależy on od tego, na jakich stronach użytkownik wcześniej spędzał czas i co w internecie robił.

To niebezpieczne.

Oczywiście! Co więcej, młodzi z internetu korzystają, żeby znaleźć rozwiązanie dla swoich problemów. Dowiadują się w ten sposób, jak rozwiązać jakiś problem zdrowotny, z jakiej diety skorzystać, jak się zachować w danej sytuacji, choćby jak zagadać do koleżanki z klasy, która im się podoba.

W ciągu ostatniego miesiąca prawie 75 proc. szukało informacji o zdrowiu fizycznym, a sześciu na dziesięciu o psychicznym – choć nie zawsze musiały to być informacje na temat ich zdrowia. Prawie co trzeci z naszych badanych (w trzecim rzucie ySkills) wskazał, że przynajmniej raz w ciągu ostatniego roku na podstawie informacji z internetu zaszkodził jakoś swojemu zdrowiu.

Szczególnie podczas pandemii media cyfrowe wymknęły się nastolatkom z rąk. Wtedy pojawiło się u nich wiele problemów z higieną cyfrową: utrata kontroli nad tym, ile czasu spędzają w sieci, co tam robią, idące za tym zaburzenia rytmu dobowego itd. To dotyczy zresztą też dorosłych.

'Podczas pandemii media cyfrowe wymknęły się nastolatkom z rąk'. Zdjęcie ilustracyjne. (Antonio Guillem/ Shutterstock)

Są jakieś dobre wiadomości?

Kiedy mówimy o nastolatkach, ciągle jesteśmy skupieni na mówieniu o ryzykach, jakie niesie internet, nawet jeśli są bardzo rzadkie. Tymczasem większość młodzieży to osoby, które nie wchodzą w specjalne ryzyka. Kilka lat temu zrobiła się moda na patostreamy [transmisje pokazujące na żywo np. przemoc – przyp. red.]. Dużo się mówiło o tym, że trzeba przed nimi dzieci chronić, że należy uświadamiać rodziców. I oczywiście to było potrzebne, ale kiedy myślimy w ten sposób, to umyka nam, że np. połowa nastolatków  słyszała o patostreamach, lecz ich nie oglądała.

Dlaczego?

Bo tak zostali ukształtowani, że tego typu treści ich nie interesują. Znakomitej większości nastolatków w sieci nic strasznego się nie dzieje. Według różnych dużych badań 2–4 proc. regularnie podejmuje poważne ryzykowne zachowania, takie jak problematyczne używanie internetu, udostępnianie nieznanym osobom swoich danych, poruszanie się po tych bardziej "nienawistnych" częściach internetu, gdzie pochwala się przemoc, nienawiść do mniejszości albo gdzie użytkownicy chwalą się używaniem narkotyków. Kolejne około 15 proc. podejmuje takie ryzykowne zachowania sporadycznie. Ale podobnie – 2–4 proc. korzysta z internetu w sposób szczególnie twórczy, kreatywny: pokazują, jak grają na gitarze, opowiadają o tym, co ich ciekawi, następne 15 proc. robi to sporadycznie. Ogromna większość osób, około 60 proc., przez korzystanie z internetu ani szczególnie wiele nie traci, ani nie zyskuje. To oczywiście uogólnienie danych, które mogą się nieco różnić w kontekście poszczególnych problemów. Ale taki jest generalnie rozkład w dobrze prowadzonych badaniach populacyjnych. Jednocześnie nawet przy mniej poważnych problemach obserwujemy nakładanie się zaangażowania w zachowania pozytywne i ryzykowne. Podobnie jak offline w funkcjonowaniu młodych ludzi online szansom zawsze towarzyszy ryzyko.

Czy możemy powiedzieć, kto jest w jednej i drugiej grupie?

Owszem. To są ludzie, którzy offline zachowują się podobnie jak online. Ci, którzy prowadzą blogi albo vlogi, w większości piszą bądź kiedyś pisali pamiętnik. Osoby, które moderują jakieś grupy, zwykle pełnią podobną funkcję w życiu: w szkole są przewodniczącymi klasy, skarbnikami, członkami kół zainteresowań itd. A ci, którzy podejmują dużo zachowań ryzykownych w sieci, podejmują je również offline. Statystycznie to będą nastolatkowie, którzy ciągle doświadczają problemów, używają alkoholu, podejmują wczesną inicjację seksualną, palą papierosy. To są ci sami ludzie. Nowe technologie nie wprowadzają nowych, unikalnych zagrożeń – zamiast tego ryzyka online są przedłużeniem tych, które występują w życiu offline. Dlatego kluczowe jest, aby interwencje koncentrowały się na ogólnych czynnikach ryzyka i ochrony, które dotyczą zarówno świata online, jak i offline.

Świat online jest dużo bardziej podobny do offline, niż sądzimy. Zachowujemy się tak samo, sieć otwiera nam po prostu drzwi do kolejnego pokoju.

Internet to wierne odbicie naszego świata?

Można powiedzieć, że internet nie stworzył nowych zjawisk i problemów, ale wyostrzył te, które znamy. I coś w tym jest, to trochę tak funkcjonuje. Chcielibyśmy się wybielić: to internet robi krzywdę nastolatkom, a my jesteśmy niewinni. Ale to nieprawda. Weźmy przykład przemocy rówieśniczej. Internet na pewno daje dużo nowych sposobów, żeby kogoś skrzywdzić. Ale ze wszystkich badań wynika, że młodzi ludzie, którzy w klasie stosują przemoc rówieśniczą, będą zachowywać się tak samo w sieci: wyśmiewać, przerabiać zdjęcia itd. Prawie nie ma dzieciaków, które byłyby agresywne w stosunku do kolegów w sieci, a w szkole byłyby dla nich miłe. Jeśli chcemy przeciwdziałać przemocy rówieśniczej w sieci, musimy przeciwdziałać przemocy rówieśniczej offline. To są dwie głowy tego samego smoka.

Zobacz wideo

Czyli przemoc rówieśnicza online i offline mają te same przyczyny?

Tak. Wiemy, że koreluje m.in. ze złymi relacjami w rodzinie. Można im też tak samo przeciwdziałać w szkole, np. przez prowadzenie warsztatów i w ogóle działań ćwiczących współpracę w grupie.

Wiemy, co jest pierwsze? Problemy psychiczne czy ryzykowne zachowania w internecie?

Z badania ySkills wynika, że zazwyczaj pierwsze są problemy psychiczne (albo inne trudności życiowe nastolatka). Przez trzy lata wracaliśmy do tych samych osób z podobnym zestawem pytań. Mogliśmy obserwować, w jakiej kolejności pojawiały się trudności. Docieraliśmy też dodatkowo do specyficznych grup młodzieży, np. osób z zaburzeniami psychicznymi.

Co do zasady okazuje się, że ci nastolatkowie, którzy w pierwszym pomiarze słabo oceniali np. swoje relacje z ludźmi, w kolejnych odczytach mieli wyraźnie gorsze wskaźniki funkcjonowania w sieci niż za pierwszym razem (np. wskaźniki związane z doświadczaniem dyskryminacji, nie tylko online). Gorzej też funkcjonowały online osoby, które mają małe wsparcie społeczne w relacjach domowych i rówieśniczych.

A nie jest tak, że internet i smartfony oddalają ludzi od siebie?

Może tak być. Ale prawie wszyscy przebadani nastolatkowie, którzy mają rozbudowane znajomości online, a nie mają tych offline, wcześniej nie mieli znajomych wcale. Nie było tak, że mieli masę znajomych, a później weszli do internetu, znaleźli nieznajomych ludzi i zerwali kontakty.

Co w takim razie sprawia, że część nastolatków w sieci radzi sobie dobrze, a część używa jej ze szkodą dla siebie?

Co do zasady – status społeczny, wykształcenie rodziców. Wiemy, że np. (w niektórych krajach) nastolatkowie z rodzin migranckich są dużo bardziej narażeni na ryzykowne zachowania online, szczególnie wtedy, gdy funkcjonują poza systemem edukacji. Podobnie z nastolatkami ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Przykładowo młodzi ludzie z niepełnosprawnością intelektualną lub ze spektrum autyzmu częściej doświadczają cyberprzemocy w porównaniu z resztą populacji. Jednocześnie jednak mądre wykorzystanie technologii okazuje się dla nich szansą na uczestniczenie w sensownych społecznościach czy na ćwiczenie umiejętności społecznych. Wszystko zależy jednak od tego, czy będziemy umieli edukacyjnie wykorzystać ten potencjał. Nie zawsze tak się dzieje – są badania pokazujące, że wiele młodych osób z zaburzeniami psychicznymi ogląda online materiały, które pogarszają ich sytuację.

'Nie mam wątpliwości, że najważniejsze jest uczenie selekcji informacji'. Zdjęcie ilustracyjne. (Fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl)

Jaka edukacja i wsparcie są konieczne?

Nie mam wątpliwości, że najważniejsze jest uczenie selekcji informacji. Żyjemy i będziemy żyć w świecie nadmiaru informacji, dezinformacji. Istnieją portale factcheckingowe, są projekty zmuszenia korporacji technologicznych do oznaczania, czy jakaś informacja pochodzi z wiarygodnego źródła itd. Ale w przypadku takiej ilości materiału tworzonego przez użytkowników jest to niemożliwe, żeby opanować znaczącą część internetu. Firmy, instytucje i państwa nierzadko mają interes, żeby wprowadzać nas w błąd. Największa i jedyna nadzieja jest w kompetencjach odbiorcy.

Temat na informatykę?

Tak naprawdę wszyscy nauczyciele są nauczycielami umiejętności cyfrowych. Na jakim przedmiocie one nie są ważne? Historia jest świetnym przedmiotem do tego, żeby uczyć krytycznego podejścia do źródeł. Historycznych, bo dezinformacja nie jest przecież nowym zjawiskiem.

Jasne, kroniki pisane w średniowieczu na zamówienie królów też prezentują bardzo konkretną wizję wydarzeń.

Dokładnie. Uczniowie mogą też korzystać bezpośrednio z internetu na wielu przedmiotach: mogą spojrzeć choćby na Wikipedię, zastanowić się, dlaczego w różnych wersjach językowych te same osoby mają podaną np. inną narodowość, sprawdzić, skąd pochodzą informacje itd. To by wymagało zmiany w podstawie programowej, przeznaczenia na to godzin na różnych przedmiotach, stworzenia dobrych materiałów dla uczniów i nauczycieli.

A czy jest coś, co każdy nauczyciel albo rodzic może zrobić już teraz?

Dobrze pamiętać, że świat online nie jest wirtualny, w sensie "nieprawdziwy". W sieci wszystko jest psychologicznie prawdziwe, a obie przestrzenie się zlały. W badaniach wychodzi, że ludzie prawie nie mają relacji wyłącznie online ani offline. Znakomita większość jest hybrydowa, tak jak cały świat. 

A co z zagrożeniami?

Ryzyka wynikają raczej z niekompetentnego, bezsensownego wykorzystania narzędzi, a nie z samych narzędzi. Niedawno badaliśmy stosunek nauczycieli do generatywnej sztucznej inteligencji. Co czwarty nauczyciel przynajmniej raz użył tego narzędzia do pracy: żeby zrobić grafikę czy przygotować test. Dużo rzadziej mówili uczniom o tym narzędziu. Boją się, że uczniowie przestaną myśleć, przestaną się uczyć.

Przestaną?

Nie przestaną. Tylko muszą być przyzwyczajeni do krytycznego myślenia i trzeba im tworzyć warunki, żeby się uczyli, jak z tej technologii korzystać i jakie ma ograniczenia. Wtedy nie zrobią sobie nią krzywdy. A do tego sporo skorzystają.

* Badania ySkills prowadzono w sześciu krajach w trzech "falach", wracając do tych samych respondentów przez trzy lata. Podane dane dotyczą pomiaru z 2021 r. Z wiekiem świadomość wzrasta. Po dwóch latach wrócono do respondentów (już 15–18 lat). Około 15 proc. nastolatków nie wiedziało, jak zmienić ustawienia prywatności, 2,5 proc. dalej nie wiedziało, czym te ustawienia są. 

** W trzeciej fali badań ySkills. Dane pochodzą z sześciu badanych krajów.

Jacek Pyżalski: dr hab. profesor na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pomysłodawca, kierownik i wykonawca ponad sześćdziesięciu międzynarodowych i krajowych projektów badawczych. Autor licznych publikacji.

Jan Rybicki: laureat pierwszej edycji programu "Polska Stories", obecnie na stałe w weekend.gazeta.pl. Wcześniej publikował swoje reportaże m.in. w "Dużym Formacie" i "Tygodniku Powszechnym". Lubi słuchać, jak ludzie mówią.