"Opowiadanie może od biedy nie mieć początku ani zakończenia, środek jednak wydaje się konieczny".
Wspomniane łamy to "Życie Literackie", tygodnik literacko-społeczny wydawany w Krakowie w latach 1951-1990. Stałą rubrykę z (najczęściej) bezlitosnymi, ale też (rzadziej) merytorycznymi odpowiedziami osobom ślącym do redakcji swoje próby (najczęściej) poetyckie, (rzadziej) prozatorskie, a nawet (od wielkiego dzwonu) dramaturgiczne prowadzili na zmianę właśnie Szymborska oraz krytyk i historyk literatury Włodzimierz Maciąg. Oboje odpowiadali anonimowo, Maciąg pisał w formie męskiej ("przeczytałem", "pomyślałem"), a Szymborska w pierwszej osobie liczby mnogiej ("przeczytaliśmy", "pomyśleliśmy"). Sama poetka wyjaśnia w krótkiej rozmowie otwierającej tom, że była jedyną kobietą w zespole, więc gdyby używała formy żeńskiej, zostałaby natychmiast "rozszyfrowana".
"Wiersze powinny jeszcze pozostać w szufladzie. Księżyc jak broszka już był. Madonny na karuzeli już siedziały. Wiersze też już zaplatały się w wianki. Tak chłonna pamięć przeszkadza w osobistej pracy".
Pro forma dodam, że Szymborska w latach 1953-1966 była w "Życiu Literackim" kierowniczką działu poezji, a przez następnych kilkanaście lat publikowała tam swoje "Lektury nadobowiązkowe", co wiem z Wikipedii, która z kolei nie wie nic o istnieniu "Poczty literackiej", bo nie wspomina o niej ani słowem (również w bibliografii poetki). Coś ta Wikipedia wiedzieć by mogła - już nie mówię o tym, że rubryka szła drukiem ponad 60 lat temu, ale pierwsze wydanie książkowe ukazało się prawie ćwierć wieku temu (WL, 2000).
"Prawda, że Neron miał obrzydliwy charakter, że tarzał się w rozpuście i grafomanii, ale żeby jadł frytki, tego mu zarzucić nie można. Mimo że "frytki" to taki śliczny rym do "zbytki".
A skoro już się czepiam, to przyczepię się i do traktowanego przez niektórych jak wyrocznia portalu Lubimy Czytać, który z kolei twierdzi, że pierwszy książkowy wybór odpowiedzi Szymborskiej wyszedł dopiero w roku 2012. Tak czy siak, książka od dawna była niedostępna i można ją było upolować tylko na aukcjach internetowych (np. wersja z autografem schodziła za drobnych 800 zł), więc cieszy, że nakładem Znaku ukazało się właśnie nowe wydanie "Poczty literackiej".
"Z nadesłanych wierszy zdołaliśmy wyprowadzić wniosek, że jest pan zakochany. Ktoś powiedział, że każdy zakochany jest poetą. Ale to chyba przesada. Życzymy pomyślności w życiu osobistym".
Pełna wersja tytułu to "Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem" i najistotniejsze jest tutaj to, co w nawiasie. Nie trzeba bowiem robić badań ilościowych, by dostrzec, że przede wszystkim zajmuje Szymborską krytyka niedorobionych dzieł, odrzucanie nadesłanych propozycji oraz konsekwentne i zdecydowane zniechęcanie do dalszego zajmowania się literaturą. Zapomnijcie więc o Kubie Wojewódzkim i jego ostrych sądach z "Idola". Zapomnicie o rzucającej talerzami Magdzie Gessler i jej jazdach po knajpach. W ogóle zapomnijcie o wszelkich telewizyjnych jurorach produkujących się w talent shows, skoro macie możliwość obcowania z bezlitosnym piórem Wisławy Szymborskiej. Parę przykładów hurtem:
"To prawda, że Eluard nie umiał po polsku, czy jednak przekładając jego wiersze, trzeba to aż tak mocno podkreślać?".
"Więc przyjaciele nazywają Pana nowym Lecem? To tylko dowód, że nie wszystko, co nowe, to lepsze".
"Jeżeli wydrukujemy, prosimy podać aktualny adres Kazimiera Przerwy-Tetmajera, abyśmy mogli wysłać mu osiemdziesiąt procent honorarium autorskiego".
"Wiersz na razie nieaktualny. Jeszcze ciągle piszemy: strzelec, mrówka, wziąłem. Jeżeli w ortografii zajdą jakieś korzystne dla Pana zmiany, nie omieszkamy zawiadomić osobnym listem".
"Trzeba koniecznie zmienić długopis. Ten, którym Pan pisze, robi mnóstwo błędów. Pewnie zagraniczny".
Nie chcę oczywiście powiedzieć, że była Szymborska w latach 60. XX wieku pierwszą damą przedinternetowego hejtu, ale jest faktem, że wiele z jej odpowiedzi było tyleż atrakcyjnych dla czytelników rubryki (a dzisiaj książki), co bezwzględnych wobec niewydarzonych poetek i prozaików. Przyszła noblistka nie brała w swoich prasowych replikach jeńców i odsiewała ziarna od plew z godną podziwu konsekwencją.
"Ala już nie ma kota, teraz Ala posiada kota. Kariera tego patetycznego nieco "posiadania" rozwija się żywiołowo. Słowo to do niedawno określało własność dużą i raczej trwałą. Obecnie "posiada się" nawet bilet tramwajowy… Tylko, w takim razie, co się po prostu i zwyczajnie ma? Nie posiadamy pojęcia".
Czytając ponownie "Pocztę literacką" nie mogłem się uwolnić od natrętnych myśli w rodzaju: co by było gdyby Wielka Poetka uprawiała taką systematyczną masakrę piórem tu i teraz, w 2024 roku? Czy nie pojawiłyby się natychmiast liczne protesty, bojkoty, cancele, że oto trwa na łamach prasy rzeź niewiniątek, osób wysokowrażliwych, delikatnych i czułych? Wszystko to możliwe. I dalej: czy Szymborska by się wybroniła? Czy też zostałaby elegancko ukrzyżowana na łamach social mediów jako potwór bez serca, duszy i empatii? Czy facebookowe bojówki organizowałyby się i wysyłały listy do szwedzkiej akademii ("Nieczuła i zimna, niejeden przyszły talent zgasiła jak peta, żądamy odebrania jej Nobla!")?
"Wiersz pod tytułem "Ze strzytu Babiej Góry" nie będzie miał w żadnej redakcji strzęścia".
Istotne zastrzeżenie: czytelnik musi już na wstępie zaufać Szymborskiej i uwierzyć jej na słowo, bo przecież inkryminowanych utworów nie będzie nam nigdy dane poznać (nie licząc skromnych a efektownych cytatów). Wszystko wskazuje jednak na to, że słane do redakcji "Życia Literackiego" próby literackie nie zasługiwały na milsze i bardziej wyrozumiałe noty. Plus umówmy się, że nie jest zbrodnią przeciwko ludzkości dość racjonalne założenie, które w skrócie brzmiałoby następująco: "Przecież istnieje tak wiele pięknych i bardziej pożytecznych zawodów, w których może się spełniać rzesza radosnych grafomanów. Naprawdę nie każdy musi być poetką czy prozaikiem. Zwłaszcza, jeśli jego talent literacki jest bezobjawowy". Nie żebym podrabiał poetkę, bo ona robiła to np. w taki sposób:
"Chyba znalazła się już sposobność do wygłoszenia tych miłych rymowanek na jakiejś uroczystości miejscowej, oczywiście po części oficjalnej, po wielkich mowach i polonezie Chopina odegranym przez pucułowatą dziewczynkę z różowymi kokardami. Publiczność poprawia się na krzesłach, nie wie, co będzie dalej, może już czas pójść do bufetu? Aż tu nagle te wiersze o naszym miasteczku! Autor wymienia każdego po nazwisku, a jak grzecznie, jak życzliwie! Wybuchają śmiechy i oklaski. Dopiero po tym wszystkim następuje chwila niedobra. Ktoś powiada do autora: "Powinien pan to gdzieś wysłać, niechby wydrukowali, bo szkoda, żeby się zmarnowało". Oj, nie jest to roztropna rada. Laurka przecież nie zmarnowała się wcale, sprawiła wszystkim zainteresowanym przyjemność, a więc cel swój w pełni osiągnęła. Zmarnuje się dopiero w biurku redakcyjnym, gdzie zaczną ją mierzyć literacką miarą. I powiedzą, że to nie poezja, czym sprawią autorowi ogromną przykrość. A można było jej uniknąć".
Powyższa odpowiedź panu M.D. dowodzi niezbicie, że w "Poczcie literackiej" obcujemy tak naprawdę z kunsztownymi, dopracowanymi do ostatniej kropki minifelietonami. Czasami złożonymi z dosłownie kilku słów, czasami - nawet kilkunastu zdań. Błyskotliwymi, złośliwymi, zabawnymi, wycyzelowanymi, często przewrotnymi, opartymi na paradoksie. Chciałoby się powiedzieć: zupełnie jak w poezji Szymborskiej. Przy odrobinie dobrej woli znajdziemy zresztą w książce fragmenty prorocze. Ot, chociażby w odpowiedzi panu z Otwocka:
"Autor musi być odrobinę doroślejszy od swoich bohaterów, musi wiedzieć o nich więcej, niż sami wiedzą o sobie. Z tą dewizą, złotymi zgłoskami w duszy wyrytą, niech Pan zasiądzie do pisania nowych opowiadań. I laureatom Nobla też z początku niejedno odrzucano".
To fragment nieco dłuższej wypowiedzi, jednej z tych, które zawierają konkretne podpowiedzi, merytoryczne wskazówki dla początkujących piszących (inna sprawa, że czasami są to piszący od dekad, a jakby wciąż początkujący…). Bo owszem, mamy tu sporo czystej i niezobowiązującej zabawy, może wręcz brawury i zgrywy, ale poza tym wszystkim jest również "Poczta literacka" nietypowym, nieformalnym i niedogmatycznym podręcznikiem do nauki pisania. Czytałem tę książkę po raz pierwszy już w 2000 roku dzięki mojej polonistce z liceum (ślę serdeczne pozdrowienia), przez co dzisiaj widzę po pierwsze, jak stary jestem (pierwsze wydanie czytałem prawie ćwierć wieku temu!), a po drugie, jak bardzo tamta lektura na mnie wpłynęła, jak wiele mnie nauczyła i jak - a co mi tam! - zmieniła moje życie. A przynajmniej pisanie. Co zwykle na jedno wychodzi.
"Wiersz na oko ultranowoczesny, tu i ówdzie jakiś schodek, tu i ówdzie jakieś "i" pisane w osobnej linijce, żadnych przecinków i kropek oczywiście, niektóre litery w środku wyrazów pisane wersalikiem (nowość!); ale jak poczytać, to i "grad pocałunków", i "deszcz łez", i "śmiej się pajacu" ukazują się w całej swojej muzealnej melancholii. Wszystko to razem jest jak alfa romeo, który nie rusza z miejsca, bo zamiast benzyny nasypano mu owsa".
Na koniec łyżka dziegciu. Albo dwie. Wielki i dotkliwy jest moim zdaniem brak w "Poczcie literackiej" odpowiedzi autorstwa Włodzimierza Maciąga. Rozumiem, że Maciąg to nie Szymborska, ale chciałbym się przynajmniej dowiedzieć, z czego to usunięcie - było nie było - współautora rubryki w wyborze książkowym wynika (a właściwie w wydaniach, bo tak samo było w roku 2000). Czy to dlatego, że Maciąg nie dostał Nobla? A może Maciąg nie wyraził zgody? Z jakiego powodu? Wstydził się w ostatnich latach tych gier i zabaw literackich? Przewidział erę cancelowania i bał się pośmiertnych reperkusji? Albo - co też możliwe - jego repliki odbiegały formą, jakością, stylem od tych Szymborskiej? Jeśli tak, to szkoda, że jakoś czytelnikom tego nie zaanonsowano, niechby subtelnie i z klasą.
"Poezja w pojęciu Pani to wzniosłość sama, absolut, wieczność, westchnienie i jęk - w takim zagęszczeniu, jakiego nie spotykamy nawet w panieńskich imionnikach z początku stulecia. Taką górnolotnością nic u dzisiejszego czytelnika wskórać nie można, ba, nawet najbardziej bliski i zaufany człowiek, usłyszawszy jedno takie zdanie, spojrzy na rozmówczynię z popłochem, po czym ni stąd, ni zowąd przypomni sobie, że ma coś szalenie pilnego do załatwienia na mieście. No więc jak, odpinamy skrzydła i spróbujemy tworzyć na piechotę?".
Ten wycięty i nieobecny w tomie Maciąg nie daje mi spokoju, bo jako (w tym momencie mogę już chyba zdradzić) wielki fan "Poczty literackiej" chciałbym po prostu, by ta książka była dwa albo nawet i pięć razy grubsza. I tu moja kolejna uwaga, pomniejsza, chudsza. Wyboru i układu tekstów w tomie dokonała Teresa Walas. Ale jakiego wyboru? Nie wiem. Jak bardzo brutalnego? Ile tekstów weszło, ile wypadło? Dlaczego nie wszystkie? Co wyleciało? Czy nie można było teraz - z okazji nowego wydania - wypuścić wersji rozszerzonej, pełnej, o Maciąga wzbogaconej, w skrócie: "Poczty literackiej zebranej", tak jak to miało miejsce w przypadku wydanych dopiero co w Znaku "Wierszy wszystkich" i "Wszystkich lektur nadobowiązkowych" Szymborskiej?
"Pyta Pan wierszem, czy życie ma sęs. Słownik ortograficzny daje odpowiedź negatywną".
Na pewno ma sens czytanie i ciągłe powroty do Szymborskiej. Lektura nowego wydania "Poczty literackiej" daje odpowiedź wybitnie pozytywną.
Wisława Szymborska, Poczta literacka, czyli jak zostać (lub nie zostać) pisarzem, Wyd. Znak, Kraków 2024.
Grzegorz Wysocki. Od grudnia 2022 w Gazeta.pl. Wcześniej m.in. dziennikarz i publicysta "Gazety Wyborczej", szef WP Opinie, wydawca strony głównej WP, redaktor WP Książki, felietonista "Dwutygodnika" i krytyk literacki. Autor wielu wywiadów (m.in. Makłowicz, Chwin, Wałęsa, Urban, Spurek, Gretkowska, Twardoch, Świetlicki), cyklu rozmów z wyborcami PiS-u czy pisanego od początku pandemii "Dziennika czasów zarazy". Dwukrotnie nominowany, laureat Grand Pressa za Wywiad w 2022 (rozmowa z Renatą Lis). Od 2023 w kapitule Łódzkiej Nagrody Literackiej im. Juliana Tuwima. Prezes klubu szpetnej książki Blade Krki (IG: bladekruki). Nałogowo czyta papierowe książki i gazety oraz ogląda seriale. Urodzony i wychowany na Kaszubach, wykształcony w Krakowie, ostatnio porzucił Warszawę na rzecz Łodzi. Profil na FB: https://www.facebook.com/grzes.wysocki/