Społeczeństwo
Zdjęcie ilustracyjne (Jakub Ociepa / Agencja Wyborcza.pl)
Zdjęcie ilustracyjne (Jakub Ociepa / Agencja Wyborcza.pl)

Ewa, 37 lat, mama 6-letniego Tomka i 3-letniej Julki

Ewa jest nauczycielką. Uczy w przedszkolu oraz w klasach 1–3 w szkole. Wie, że jej samotny wyjazd jest potrzebny całej rodzinie. Swój pierwszy wyjazd zorganizowała po operacji. Leczenie trwało długo. Chciała odpocząć psychicznie i fizycznie. Nie myśleć, co ugotować na obiad, co posprzątać, gdzie pojechać, co załatwić. Zebrała się w sobie i pojechała.

A właściwie poleciała na tydzień na Kretę ze swoją siostrą. Padło na miejsce, które będzie wystarczająco daleko, żeby nie mogła wrócić z dnia na dzień. Rodzina musiała sobie ze wszystkim poradzić sama. Na sto procent i w każdej sytuacji.

W tygodniu, kiedy wyjechała, przez Polskę przechodziły straszne ulewy. Dostała filmik, na którym jej dziecko płacze. Mąż Ewy wpadł na pomysł, aby zabrać Tomka na pole. W pewnym momencie chłopiec ugrzązł w środku wielkiej kałuży i nie umiał z niej wyjść. Nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc zaczął płakać. – Mój mąż kręci filmik i się śmieje z płaczącego dziecka. Z jednej strony myślę: Boże, patologia! A zaraz potem: jak oni się świetnie bawią! – opowiada Ewa.

Majorka (Katarzyna, archiwum prywatne)

Podczas gdy opalała się na leżaku i piła drinka, jej syn miał czas na nawiązywanie bliskości z drugim rodzicem. – Miałam wyrzuty sumienia straszne. Tęskniłam. Tak sobie myślałam: ciekawe, co robią, a czy młody już zjadł, a coś tam... Ale przeszło mi w dwa dni. Jakby nie zjadł albo zjadł pizzę lub chipsy, to nic by mu się nie stało. Też byliśmy dziećmi i też różne rzeczy jedliśmy. Pomogło też, jak mąż wysyłał zdjęcia i filmy, jak świetnie się razem bawią. Jeżeli już naprawdę tęsknił, umawialiśmy się na rozmowę. Po trzech dniach dziecko samo zdecydowało, że zadzwonią do mnie na kamerze – wspomina.

Bardzo przeżyła tę rozmowę. Syn płakał. – Pomyślałam, jaką straszną jestem matką. Zostawiłam swoje dziecko, a sama się dobrze bawię na wyjeździe – opowiada. Po południu dostała jednak od męża filmik, na którym Tomek mówi, że "bardzo ją kocha i ma się dobrze bawić".

Największy problem? Organizacja opieki nad dziećmi. Wsparcie dziadków, znajomych jest kluczowe. Docenia, że jej mąż ma świetny kontakt z dziećmi i – jak mówi – wszystko ogarnia. – Moja koleżanka ma takiego męża, że choćby chciała pojechać, jej mąż nie ogarnie nic. Nie zrobi obiadu, nie przebierze dzieci. On nawet nie wie, do którego przedszkola te dzieci zawieźć. Tu wszystko jest zależne od kogoś.

Ma ze swoim mężem umowę, że kiedy on wyjeżdża na tygodniową wyprawę ze swoimi znajomymi, to ona opiekuje się dziećmi. A kiedy Ewa chce wyjechać, mąż wszystko załatwia.

W jej przypadku jest łatwiej, ponieważ ona najczęściej wyjeżdża tylko na weekend, do swojej siostry. Każdy taki wyjazd traktuje jak wycieczkę. Chodzi po mieście, próbuje nowego jedzenia i dużo zwiedza. – Czasami wieczorem wyskoczymy do jakiegoś klubu. Lubię tańczyć. Siostra zabiera mnie w różne miejsca, gdzie mogę się wyżyć na parkiecie – opowiada.

Niedługo Ewa wybiera się na pierwszy od pojawienia się dzieci wspólny wyjazd z mężem. Córka i syn mają zostać z jej rodzicami. Długo zwlekali z podróżą tylko we dwoje, ponieważ jej rodzice nie są chętni do pomocy. – Niechętnie, ale mama się zgodziła. Myślę, że jest w strachu, że czasy się zmieniły, że dzieci są bardziej wymagające. Może myśli, że będę o coś zła, że może krzyknie, że może coś zabroni. Chociaż ja nigdy do niej pretensji nie miałam.

Katarzyna, 48 lat, mama 5-letniej Zoi

Kiedyś podróżowała dużo, daleko i egzotycznie. Teraz zostało po prostu dużo. Nadal wyjeżdża sama, wyjeżdża też z dzieckiem, wyjeżdża z rodziną. Podróże zmieniły swój charakter, ale bardzo dba o wyrwanie choć kilku dni dla siebie.

Zoja miała miesiąc, kiedy pierwszy raz zostawiła ją na cały dzień u swojej mamy. Pojechała z partnerem na jeden dzień do Lwowa. Spacerowali, jedli i pili kawę. – Zojka jest przyzwyczajona. Dla niej nie ma jakiegoś większego problemu. Wie, że jak wychodzę, to wracam późno w nocy. Mówię jej: "Mama ma dzisiaj spotkanie z koleżankami. Ty też się spotykasz z koleżankami, dzisiaj wychodzi mama". Wbrew pozorom nie trzeba czekać na wakacyjny urlop w pracy, żeby wyjechać. Zaczyna się od małych wyjazdów czy wyjść. Dzięki temu łatwiej jest nauczyć dziecko, że rodzica nie ma z nim 24 godziny na dobę i wszystko jest dobrze, a mama zawsze wraca.

Wieczór z koleżankami, weekendowy wypad za miasto czy kilkudniowe wakacje. Kasia szuka tanich ofert last minute, więc wiele z wyjazdów nie jest zaplanowanych.

Nie tłumaczy, dokąd jedzie i że w ogóle jedzie. Starała się od początku uczyć córkę, że mama potrzebuje czasu dla siebie i po prostu wyjeżdża.

Sardynia (Katarzyna, archiwum prywatne) , Santorini (Katarzyna, archiwum prywatne)

Kasia dzieli matki na dwie grupy. Dla pierwszych priorytetem jest samochód, dom czy pięknie urządzone mieszkanie. Do drugiej grupy włącza siebie – matki, dla których ważniejsze wciąż pozostają relacje z innymi ludźmi i doświadczanie życia na swój sposób. – Wracam z wyjazdu, robię fotoksiążki, a jak mam zły dzień, biorę lampkę wina, siadam i przeglądam te wszystkie wspomnienia. Mówię wtedy: Boże, jak pięknie. I zaczynam planować następne podróże. Dla zdrowia swojego, rodzinnego i relacji z partnerem – opowiada.

– Córka czasami jest obrażona i nie chce z nami rozmawiać. W tamtym roku byliśmy na dwóch wyjazdach. Wzięliśmy w sierpniu urlop, Zoja miała przedszkole zamknięte i została z babcią. Polecieliśmy na Santorini i jak dzwoniłam do mojej mamy, to było: "Nie, ona (Zoja) dzisiaj nie będzie z mamą rozmawiać" – śmieje się i dodaje, że na szczęście szybko jej przechodzi.

– Wakacje z dziećmi to wakacje dzieci, nie rodziców – podkreśla Katarzyna. Szuka się hoteli, które zapewniają atrakcje takie jak zjeżdżalnie czy place zabaw. Organizuje się czas w zupełnie inny sposób. – Jak jedziemy sami, nie są mi potrzebne huśtawki. Kiedy dziecko zajmie się przez chwilę sobą, rodzice mają chwilę spokoju, jednak nadal trzeba myśleć o jego potrzebach. Czy nie jest głodne, czy może przejść jeszcze kilka kilometrów podczas zwiedzania.

A Katarzyna zwiedzać lubi. Odpoczywa w aktywny sposób. Opowiada, że najlepsze wyjazdy to takie spędzone na zwiedzaniu właśnie. Grafik wypełnia po brzegi.

Chce odwiedzić okoliczne miasta, napić się w spokoju kawy i popatrzeć w ciszy na ludzi. Mówi, że Zoja jest grzeczna, kiedy obieca się jej lody albo żelki. Niestety, to nie zawsze działa. Dodatkowo dzieci męczą się o wiele szybciej, więc zdarza się, że tata musi ją nosić na barana.

Turcja (Katarzyna, archiwum prywatne)

Jej zdaniem świetnym sposobem na przygotowanie dziecka na wyjazd matki jest… wspólny wyjazd. – Nie chciałam, żeby było im przykro, że ja się tu opalam, a oni siedzą w Polsce. Wpadłam na pomysł, żebyśmy wcześniej pojechali na wakacje razem. Udało jej się kupić w promocji na Black Friday bilety na Lazurowe Wybrzeże, dzięki czemu, zanim wyjechała na tydzień sama, spędziła czas z rodziną. Trzy dni po powrocie do domu wyjechała z koleżankami na wakacje all inclusive.

Dominika*, 45 lat, mama 9-letniego Tymona i 4-letniej Poli

Dla Dominiki podróż to nie tylko turystyka, ale także na przykład kilkumiesięczna praca w danym kraju czy prowadzenie badań naukowych. Wszystko zmieniło się, kiedy na świecie pojawiły się dzieci. Rodzina chciała osiąść w jednym miejscu, została w Warszawie. – Zew nomady cały czas we mnie siedzi i staram się małymi krokami wyrwać takie skrawki, żeby trochę ten głód zaspokajać. Nie jest to na razie możliwe w takim stopniu, jak bym chciała, ale staram się.

Dominika przynajmniej raz w roku wyjeżdża na kilka dni ze swoimi koleżankami. W podróżowaniu pomaga jej również charakter wykonywanej pracy. Pracuje w organizacji międzynarodowej, która umożliwia jej wyjazdy służbowe, które bardzo ceni. Pozwalają jej na złapanie oddechu i rozwój zawodowy.

– Po urodzeniu dzieci stałam się inną osobą. Zawsze byłam dość odważna, jeśli chodzi o różne wyjazdy. Nagle stałam się wrażliwa i czuła na wszystko. Wyczulona. Było mi bardzo potrzebne, żeby uwierzyć w swoje siły i w to, że znowu wrócę ja. Że ja mogę coś zrobić. Że nie jestem już na zawsze związana wyłącznie ze swoimi dziećmi, że jest jakiś skrawek życia, który mogę sobie sama ogarnąć. Że mogę coś sama zaplanować i zrobić po swojemu.

Zdjęcie ilustracyjne (Sebastian Rzepiel / Agencja Wyborcza.pl)

Czymś swoim Dominika nazywa żeglowanie. Swój wyjazd na łódkę zarezerwowała po rozmowie z koleżanką, również mamą, którą poznała kiedyś na wakacjach. Znajoma powiedziała jej: "Jak zaraz gdzieś nie pojadę, to nie wiem, co ze mną będzie". To wystarczyło. Świadomość, że inne mamy też tak mają.

Kupiła bilety. W głowie kłębiły jej się myśli, czy już może jechać, czy córka jest wystarczająco duża, a co najważniejsze: czy to nie samolubne wobec rodziny.

Dominika ceni sobie anonimowość. Jedzie na wakacje z czystą kartą – nie jako mama, partnerka, ale jako Dominika po prostu. Pozwala jej to na nawiązywanie relacji, w jaki sposób tylko zamarzy, niekoniecznie wtrącając do każdej rozmowy sprawy rodzinne.

– Jedziesz na wakacje i poznajesz OSOBY. Ta świadomość, że jedziesz i poznajesz kogoś, choćby na chwilę. Kiedy ta osoba okazuje się super, to daje takie pozytywne nastawienie do świata, żeby nie zwątpić i ten wózek rodzinny pchać w optymistycznym nastawieniu.

Magdalena Turek (archiwum prywatne Magdalena Turek)

mgr Magdalena Turek, psycholożka i psychoterapeutka, prowadzi w Katowicach gabinet Therapy & Go

Dzieci naśladują rodziców, zamiast ich słuchać. Tutaj należy sobie zadać pytanie, jak my wychowujemy dzieci, bo dzieci będą nas naśladować. Jeżeli dziecko widzi, że mama dba o siebie, jest w energii radości, to się z tego cieszy. A my kiedy najbardziej odpoczywamy? Kiedy jesteśmy sami. Potrzeba bycia samemu jest bardzo ważna. Żeby się odbudować, żeby mieć czas na przemyślenia i mieć czas z samym sobą.

W momencie, kiedy coś jest dla nas nieznane, nie wiemy, jak reagować. Są mamy, które boją się wyjazdów. Czują wyrzuty sumienia nie tylko względem dzieci, ale także partnerów, z którymi potomkowie zostają. Martwią się, że zrzucają odpowiedzialność, zakładając przy okazji, że druga połówka nie poradzi sobie z opieką. Strach nie pozwala im nawet na głośne zastanowienie się nad pomysłem wyjazdu czy zadanie pytania: czy zajmiesz się dziećmi pod moją nieobecność?

Potrzeby bycia samemu nie trzeba tłumaczyć partnerowi, który sam dba o swoją przestrzeń. Wszystko zależy od typu związku. Jest tak, że każdy z nas potrzebuje czasu dla siebie. Mężczyzna, który też to robi, zrozumie także swoją partnerkę. Jeżeli ten tato zdaje sobie sprawę, że to będzie wyjazd na korzyść rodziny, to to zaakceptuje.

*Imię bohaterki zostało zmienione.

Aleksandra Jesionka. Finalistka I edycji Polska Stories. Chodzi po górach, rozmawia z ludźmi i opowiada o tym. Szuka w świecie dobrej energii. Odkłada pieniądze na starego mercedesa.