Społeczeństwo
'Przekonanie o tym, że w Kościele można być blisko kasy, zaczyna się już w seminarium' (Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne)
'Przekonanie o tym, że w Kościele można być blisko kasy, zaczyna się już w seminarium' (Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne)

Były kleryk Czarek:
– Powiem to z pełną świadomością: w seminarium odsiewa się tych, którzy mogliby być fajnymi, niezależnymi księżmi, a zostawia tylko tych posłusznych, którzy będą wykonywać polecenia, dotrzymywać tajemnic i tworzyć hermetycznie zamkniętą społeczność. Dlatego tak wielkie wrażenie zrobił na mnie „Kler". Zastanawiam się, jak Smarzowski, który deklaruje się jako niewierzący, tak trafnie sportretował ten świat i tych ludzi.

– "Mordowiczów" z „Kleru" spotykałeś osobiście?

– Koledzy bywali u pewnego bardzo ważnego biskupa w mieszkaniu, w którym panował barokowy wręcz przepych. Miał ksywkę "Arcyksiążę", zakonnice pracowały u niego jako służące. Diakoni również na każdym kroku byli przez niego pomiatani.

„Jakoś to będzie"*

Jeden z przełożonych seminarium w czasach Tomasza Jegierskiego bardzo lubi "gierki", intrygi, wewnętrzne seminaryjne waśnie. (…)

– Dręczył kolegę, twierdząc, że chłopak potajemnie dorobił sobie klucz do bramy seminaryjnej i go używa. A nikt poza przełożonymi nie może mieć do takiego klucza dostępu – mówi ksiądz Tomasz. – Mnie też raz próbował w swoją gierkę wciągnąć.

Przełożony wzywa Tomasza do siebie. Oświadcza: słyszał, że przed seminarium Tomasz miał dziewczynę (rzeczywiście miał) i podobno ona "zabiła jego dziecko".

– Powiedział tę bzdurę i czekał, jaka będzie reakcja. Sondował. Kiedy stanowczo zaprzeczyłem, obrócił wszystko w żart, mówiąc, że była to "taka próba".

Na każdego przełożony stara się szukać haka i każdego wystawiać na "próby". Pewnego razu mówi, że z PGR-ów pochodzą "najgorsze ludzie", "gadziny", które nie powinny mieć wstępu do seminarium. Wie, że i Tomasz, i wielu jego kolegów pochodzi z PGR-ów. Jednocześnie na zewnątrz, jak wspomina Jegierski, przełożony zgrywa niemal świętego. Swoją książkę z psychologii uważa za istne cudo. Czuje się bardzo ważny, ponieważ jest prawą ręką biskupa i nawet przy ołtarzu podczas mszy porusza się jak wysoki dostojnik.

Nie wszyscy klerycy przychodzą do seminarium pełni ideałów. Paradoksalnie romantykom, takim Czarek Sochacki, może być tam dużo trudniej. Doświadczenia byłych księży i kleryków wskazują, że w tym hierarchicznym systemie łatwiej jest się poruszać tym, którzy przyszli z prostymi, przyziemnymi celami. (Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne)

– Wiele razy dawano mi do zrozumienia, że nawet jeśli będę "fikał", to i tak nikomu nie jestem w stanie zaszkodzić – mówi ksiądz Jegierski. – Wielu duchownych ma satysfakcję, jeśli da się komuś we znaki. Często tym kimś byłem ja.

W rozmowie z księdzem Tomaszem kilkakrotnie powtarzam to samo pytanie: dlaczego? I drugie: jak to możliwe? Próbuję zrozumieć motywacje ludzi, w których parafianie i podopieczni powinni pokładać duże nadzieje. Których standardy postępowania powinny być znacznie wyższe niż innych. A jednak w opowieściach księży i kleryków nieraz słyszę żal, pretensje i gniew spowodowane tym, że to właśnie ludzie Kościoła, profesorowie teologii i hierarchowie – ich autorytety – prezentują najniższe ze standardów.

Jego zdaniem polski Kościół trawi też inna choroba, która sprzyja budowaniu i utwardzaniu się hierarchii, betonowego niemal systemu zależności, "haków", opartych na wiedzy jednych na temat drugich.

– Księża potrafią być interesowni, zależy im, by być blisko władzy i pieniędzy. A przekonanie o tym, że w Kościele można być blisko kasy, zaczyna się już w seminarium – mówi. – Młody człowiek kończy szkołę średnią i trafia do seminarium, gdzie wszystko ma podane jak na tacy. Nie musi się starać, nie musi walczyć o to, by przeżyć kolejny dzień, bo zawsze "jakoś to będzie".

Ci, którzy wybijają się poza schemat "jakoś to będzie", ci lepiej "ustawieni", są milej widziani na salonach, pilniej słuchani. Od nich łatwiej jest odebrać prywatny telefon.

– Kiedy wróciłem z Kanady, gdzie zostałem wyświęcony, zgłosił się do mnie biskup N. Zaczął opowiadać o projekcie jakiegoś ośrodka nad Wigrami i był przekonany, że "po tej Kanadzie" to muszę mieć kupę kasy, a on jest przecież "taki biedniutki"… Przywiązanie do pieniędzy bierze się właśnie z tego, że w większości ci ludzie nie znają ich wagi. Nie rozumieją, co to znaczy ciężko zapracować na chleb. To dlatego z taką łatwością przychodzi im sięganie po miliony – mówi ksiądz Tomasz. – Do czegoś takiego szczególnie przyzwyczajony jest biskup, który przyjeżdża na wizytację do księdza, a po kolacji, nie patrząc temu biednemu proboszczowi w oczy, wyciąga rękę i czeka, aż znajdzie się w niej gruba koperta. Bo pieniądze po prostu są. A jak ich nie ma, to mają być.

- Przywiązanie do pieniędzy bierze się właśnie z tego, że w większości ci ludzie nie znają ich wagi. Nie rozumieją, co to znaczy ciężko zapracować na chleb. To dlatego z taką łatwością przychodzi im sięganie po miliony - mówi ksiądz Tomasz (Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne)

"Wiokary"

To klerycy jako pierwsi poznają, na czym polega i jak działa kościelna hierarchia.

– Najniżej są w niej oczywiście klerycy pierwszego roku. Ich najbardziej się gnębi. W seminarium jest fala, niemal taka sama jak w wojsku. Najmłodszych wysyła się do najgorszych prac, dokucza się im na wszelkie sposoby – mówi ksiądz Jegierski.

Fala działa z góry na dół. Dlatego ten, który był gnębiony, jako starszy student gnębi młodszych.

– Potem są święcenia, młody ksiądz trafia na parafię i znowu staje się szmatą. Na wikarego mówi się „wiokary". Bo można nim sterować jak koniem pociągowym. Na plebanii zdarzają się na przykład sytuacje, że proboszcz odłącza wikarym ogrzewanie. Znam przypadki księży, którzy spali w samochodach przy włączonych silnikach, żeby tylko się ogrzać. Opowiem panu pewną historię. Jeden z wikarych gnębionych przez proboszcza wziął pistolet, oleje do namaszczenia, poszedł do proboszcza, położył to wszystko na biurku i powiedział: "Teraz ksiądz proboszcz uklęknie, ja księdza namaszczę i to będzie księdza koniec". Przyłożył mu spluwę do skroni, ale nie pociągnął za spust. Proboszcz nauczył się szacunku do swojego wikarego.

- Młody ksiądz trafia na parafię i znowu staje się szmatą. Na wikarego mówi się 'wiokary'. Bo można nim sterować jak koniem pociągowym. Na plebanii zdarzają się na przykład sytuacje, że proboszcz odłącza wikarym ogrzewanie. Znam przypadki księży, którzy spali w samochodach przy włączonych silnikach, żeby tylko się ogrzać - mówi ksiądz Jegierski (Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne)

"Pieczone prosię z jabłkiem w ryju"

Były kleryk Czarek Sochacki:

– O ciemnych stronach Kościoła nie mówiło się nawet poza wykładami, na korytarzach, między nami, chłopakami. Myśmy zresztą prawie w ogóle nie rozmawiali o filozofii, teologii, o naszych dylematach. Rozmowy były zupełnie zwyczajne – chodziliśmy na kosza, więc rozmawialiśmy o koszu. Oczywiście pełno było plotek. Ten jest gejem, a ten ma dziewczynę.

"Arcyksiążę", czyli biskup z czasów Czarka w seminarium, uważa, że ludzie mają mu po prostu usługiwać. Czarek pamięta spotkanie, na które przyszedł do kleryków. Powiedział wtedy: "Pan Bóg ma dla was otwartą ścieżkę. Ja też kiedyś nie wyobrażałem sobie, że będę mógł przechadzać się z brewiarzem po ogrodzie". To zdanie ma zawierać jego wizję kapłaństwa: kiedy inni ciężko pracują, on "przechadza się po ogrodzie". Opowiadał też o tym, jak to ciężko jest jeździć po parafiach, wizytować i tak dalej.

'Arcyksiążę', czyli biskup z czasów Czarka w seminarium, uważa, że ludzie mają mu po prostu usługiwać. Czarek pamięta spotkanie, na które przyszedł do kleryków. Powiedział wtedy: 'Pan Bóg ma dla was otwartą ścieżkę. Ja też kiedyś nie wyobrażałem sobie, że będę mógł przechadzać się z brewiarzem po ogrodzie'. To zdanie ma zawierać jego wizję kapłaństwa: kiedy inni ciężko pracują, on 'przechadza się po ogrodzie' (Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne)

– Sam byłem świadkiem takich biskupich wizyt – mówi Czarek. – Jako portator, czyli kelner. Kiedy biskup wizytował jakąś parafię, byłem wzywany jako kleryk do obsługi stołu. Takie wizyty kończyły się zawsze uroczystym obiadem z suto zastawionym stołem. Naprawdę suto zastawionym. Kiedy w 1991 roku we Włocławku był papież Jan Paweł II, byłem z kolei parkingowym. Widziałem więc, jakimi samochodami przyjeżdżali biskupi z całej Polski, bo to ja wpuszczałem ich na miejsce postoju. Potem w naszym refektarzu było przyjęcie i po raz pierwszy w życiu zobaczyłem tak wyglądające stoły: pieczone prosię z jabłkiem w ryju, całą paletę wykwintnych alkoholi, whisky, dobre piwo. Pamiętam, że papież poprosił wtedy o kaszę gryczaną i jajko sadzone. Cała reszta śmiało z tych dobroci korzystała. Przyjęcia na plebaniach specjalnie od tego nie odbiegały.

- Wizytacje w parafiach kończyły się zawsze uroczystym obiadem z suto zastawionym stołem. Naprawdę suto zastawionym - mówi były kleryk Czarek Sochacki (Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne)

Nie wszyscy klerycy przychodzą do seminarium pełni ideałów. Paradoksalnie romantykom, takim Czarek Sochacki, może być tam dużo trudniej. Doświadczenia byłych księży i kleryków wskazują, że w tym hierarchicznym systemie łatwiej jest się poruszać tym, którzy przyszli z prostymi, przyziemnymi celami.

– Może zabrzmi to jak banał… Ale ja do seminarium poszedłem naprawdę z czystych pobudek. Chciałem być księdzem i pomagać ludziom, zrezygnowałem więc z dotychczasowego życia i przyjąłem nowe. Za przewodnik służył mi piąty rozdział Ewangelii według świętego Mateusza, czyli tak zwane Kazanie na górze. Jezus mówi tam, jak powinien żyć prawdziwy chrześcijanin – ubogi w sercu, w duchu i w życiu. "Idź, rozdaj ubogim wszystko, co masz, i chodź za Mną" – mówi Jezus. To były dla mnie najważniejsze słowa. Nafaszerowany takimi ewangelicznymi ideałami trafiłem do seminarium.

Co zobaczył?

– Na przykład księdza, który przyjeżdża najnowszym modelem mazdy. Mój ojciec jeździł wtedy piętnastoletnim maluchem. U tego samego księdza zdawałem raz egzamin w jego mieszkaniu i pamiętam, że też w niczym nie przypominało mieszkania ubogiego księdza z moich wyobrażeń. Były w nim dywany, w których człowiek się niemal zapadał. Wystrój w wiktoriańskim, ale kiczowatym stylu. Widoczne przywiązanie do purpury, złota. I w tym wszystkim ja: człowiek kochający punk rocka i sprawiedliwość społeczną.

Widok z lotu ptaka na jedno z polskich seminariów duchownych (zdjęcie ilustracyjne) (Fot. Shutterstock.com, zdjęcie ilustracyjne) , Mariusz Sepioło, autor książki 'Klerycy. Życie w polskich seminariach' (Fot. Materiały prasowe)

Co się dzieje za murami

W wakacje między pierwszym a drugim rokiem klerycy włocławskiego seminarium mają obowiązek stawienia się na tygodniowym dyżurze w seminarium. Potrzebni są do prostych fizycznych prac, zadbania o ogród, stołówkę.

– Ja z kolegami trafiłem na czas, kiedy trzeba było sprzątnąć piwnicę – opowiada Czarek Sochacki. – Seminarium miało własne gospodarstwo rolne niedaleko Włocławka.

Alumni muszą wyrzucić z piwnicy zalegające tam warzywa. Piwnica jest ich pełna po sam sufit. Czarek pyta ekonoma seminarium: dlaczego marnujemy jedzenie, które mogłoby zostać wykorzystane? Ten odpowiada, że władze nie są w stanie przewidzieć, ile mieszkańcy zjedzą.

– Zaraz, zaraz! Przecież gdyby właściciel pensjonatu w górach nie potrafił przewidzieć, ile zjedzą jego goście, szybko by zbankrutował. Seminarium bankructwo nie groziło, otrzymaliśmy żywność w darach od okolicznych rolników – opowiada Czarek. – Jeśli jednak po wykarmieniu dwustu zdrowych facetów wyrzuca się przyczepę zdatnego jeszcze jedzenia, to coś musi być nie tak.

Nie daje mu to spokoju i jednego z księży, który wtedy się doktoryzował, pyta, dlaczego seminarium nie zatrudni specjalisty od wykorzystania takich zapasów. Słyszy odpowiedź, że nie wolno zatrudniać świeckich, bo ci nie mogą wiedzieć, co dzieje się za murami.

– Te słowa zapamiętałem na zawsze – mówi Czarek.

*Śródtytuły, podobnie jak tytuł, pochodzą od redakcji

Mariusz Sepioło, „Klerycy. O życiu w polskich seminariach". Więcej o książce >>

Mariusz Sepioło. Autor bestsellerów „Himalaistki", „Nanga Dream. Opowieść o Tomku Mackiewiczu". Publikuje w największych tytułach prasowych, m.in. „Tygodniku Powszechnym", „Polityce", portalu Gazeta.pl, magazynie „Wiedza i życie". Wyróżniony w I edycji Nagrody Dziennikarskiej im. Zygmunta Moszkowicza. Twórca podcastu Człowiek z plecakiem.