Społeczeństwo
Każdy człowiek - również dziecko - ma swoje potrzeby (fot. Shutterstock)
Każdy człowiek - również dziecko - ma swoje potrzeby (fot. Shutterstock)

Panuje przekonanie, że dzieci się nie stresują. To stwierdzenie słyszałam już setki razy. Ale czy jest to prawda?*

Absolutnie nie. Należy ten mit zdementować i poprawiać każdego, kto tak uważa. Może dzięki temu kiedyś świadomość w tym zakresie się zmieni, co przyniesie korzyść wszystkim, zarówno dzieciom, które się stresują każdego dnia, jak i ich rodzicom i rodzeństwu. Krótko mówiąc, skorzysta na tym cała rodzina.

Nieporozumienie może wynikać z faktu, że większość dorosłych za główne stresory uważa:

  • nadmiar obowiązków zarówno w pracy, jak i w domu,
  • strach o zdrowie i życie dzieci,
  • problemy finansowe,
  • konflikty z partnerem,
  • separacje,
  • rozwody,
  • śmierć bliskiej osoby,
  • chorobę dziecka albo partnera,
  • pobyt w szpitalu,
  • wizytę u stomatologa, ginekologa, androloga czy innego specjalisty,
  • brak pracy
  • mobbing,
  • prowadzenie szkolenia czy inne publiczne wystąpienia, zwłaszcza gdy nie czujemy się dobrze w tej roli,
  • egzaminy na uczelni, sesja,
  • problemy zdrowotne w sferze psyche (np. depresje),
  • niedosypianie,
  • niedojadanie,
  • problemy z samochodem, mieszkaniem,
  • brak odpoczynku (mam tu na myśli prawdziwy relaks, który zwyczajnie w domach, gdzie są małe dzieci, nie istnieje).

Mogłabym tak wymieniać bez końca. Jest naprawdę wiele rzeczy, które powodują, że w życie dorosłego wkrada się stres i ciężko się go pozbyć.

Tymczasem u dziecka ten stres na ogół ma zupełnie inne podłoże, dlatego wielu rodziców na pytanie: "Czy twoje dziecko się stresuje?", odpowiada: "Oczywiście, że nie. Ma w końcu rodziców, rodzeństwo, dom, chodzi do przedszkola, szaleje na podwórku, śpi, kiedy chce, je, kiedy chce, nie musi sprzątać, prać, gotować. Wszystko ma podane pod nos. Nie musi chodzić do pracy, zarabiać pieniędzy, o nic się martwić. To wszystko jest na naszej głowie". Często słyszę także takie stwierdzenie: "Ach, jak ja bym chciała/chciał być znowu dzieckiem. Tylko relaks i odpoczynek". Tymczasem okazuje się, że dziecko spotyka się ze stresem każdego dnia i podobnie jak dorośli, jedno będzie umiało sobie z nim radzić, inne nie. Jedno dziecko ma rodziców, którzy je wesprą i tak o nie zadbają, żeby tych stresujących sytuacji było jak najmniej. Inne dzieci niestety będą narażone bardziej, gdyż ich rodzice nieświadomie (lub świadomie) będą ich stres pogłębiać.

Dziecko spotyka się ze stresem każdego dnia i podobnie jak dorośli, jedno będzie umiało sobie z nim radzić, inne nie (fot. Shutterstock)

Dlaczego dziecko się w ogóle stresuje? Dziecko, jak każdy człowiek, przeżywa emocje. Towarzyszą nam one od samego urodzenia. A ponieważ niedojrzały układ nerwowy dziecka jeszcze nie umie sobie z tymi emocjami dobrze radzić, mogą one rodzić stres, niezadowolenie, zniecierpliwienie.

Każdy człowiek – również dziecko – ma swoje potrzeby. Jeśli nie są one zaspokajane, to w konsekwencji pojawią się trudne emocje, nerwowość, a co za tym idzie – stres. Do najważniejszych potrzeb zaliczamy:

  1. Potrzeby fizjologiczne (jedzenie, picie, wydalanie, sen).
  2. Potrzeba przynależenia do jakiejś grupy, np. rodziny, społeczności, oraz chęć bycia ważnym w tej grupie. Taka osoba chce czuć się dobrze w danym środowisku i chce być uznana za ważną jego część.
  3. Potrzeba bezpieczeństwa, czyli stanu, w którym dziecko nie musi się niczego obawiać, może się zachowywać swobodnie, ma zapewniony spokój psychiczny i nietykalność fizyczną.
  4. Potrzeba miłości. Każdy człowiek chce być kochany i chce kochać. Chce także tworzyć więzi z innymi ludźmi.
  5. Potrzeba bycia szanowanym i uznanym.

Jeśli którakolwiek z tych potrzeb nie jest zaspokajana, u dziecka pojawia się stres. Najmłodsi mają trudniej, bo nie umieją sobie radzić z emocjami, nie umieją ich rozładować, nie umieją ich sobie wytłumaczyć. Dzieci po prostu biorą rzeczy takimi, jakimi je w danym momencie widzą. Nawet jeśli my, stojąc z boku, widzimy je zupełnie inaczej. Dla nich to, co one w danej chwili widzą, słyszą czy czują, takie właśnie jest.

Co zatem może wywoływać stres u dziecka? Jest wiele stresorów, które dzieli się na psychiczne i fizyczne.

Stres fizyczny to:

  • hałas,
  • zbyt intensywne światło,
  • brak komfortu termicznego – zbyt ciepło lub zbyt zimno,
  • towarzystwo nowych, obcych osób, których dziecko nie zna,
  • przebywanie wśród zbyt wielu osób,
  • przebodźcowanie,
  • zbyt dużo zabawek w jednym czasie,
  • zbyt mało snu,
  • choroby i urazy,
  • zbyt duży wysiłek fizyczny,
  • przebywanie w nowym otoczeniu, np. przedszkolu, żłobku, szkole, sali zabaw,
  • głód i pragnienie.
  • Stresory psychiczne to:
  • poczucie zagrożenia,
  • zmiana rytmu dnia,
  • etapy rozwojowe,
  • silne emocje,
  • nowe emocje,
  • zbyt dużo informacji,
  • niezrozumiale informacje, np. gdy dziecko nie rozumie, co się do niego mówi,
  • konflikty – zarówno te, w których dziecko samo bierze udział, np. z rodzeństwem, kolegami, rodzicami, opiekunami w przedszkolu, ale również te, których dzieci są świadkami, np. nieporozumienia czy kłótnie między rodzicami. Dziecko w takiej sytuacji nie wie, co się dzieje. Czuje napięcie między mamą i tatą, ale nie rozumie sytuacji, nie radzi sobie z tym, wkraczają emocje, dziecko zaczyna się bać i stresować.

Warto znać te stresory, aby w miarę możliwości móc w porę zareagować i zaoszczędzić dziecku stresu. Oczywiście nie zawsze da się to zrobić – w końcu życie bez stresu nie istnieje. No i jeszcze jedna rzecz: obserwujcie swoje dziecko. Dzięki temu będziecie wiedzieć, kiedy jest dobrze, a kiedy stres zaczyna burzyć jego spokój. Co więcej, w kryzysowej sytuacji będziecie mogli być przy dziecku, będziecie mogli pomóc mu w powrocie do stanu równowagi i poradzeniu sobie z silnymi emocjami.

Najmłodsi mają trudniej, bo nie umieją sobie radzić z emocjami, nie umieją ich rozładować, nie umieją ich sobie wytłumaczyć (fot. Shutterstock)

(…)

Pewnie zastanawiasz się, dlaczego tyle mówię o stresie – przecież ta książka miała być na temat naturalnej odporności. Już wyjaśniam. Otóż pewnie zauważyliście, że dzieci, które dotyka stres, częściej chorują. Zresztą nie tylko dzieci – wszystkich niezależnie od wieku. Masz ważne szkolenie w pracy albo przygotowujesz nowy duży projekt i mimo że prawie nigdy nie chorujesz, łapie cię katar, chrypa, kaszel, gorączka albo pojawiała się opryszczka. Ba! Potrafią się nawet nasilić problemy skórne, zwłaszcza u osób ze skórą wrażliwą, atopową, skłonną do alergii albo z łuszczycą. Znam to. Mamy dużo takich pacjentów w aptece. Powiem więcej: można zaobserwować, że ludzie, którzy mają stresującą pracę albo zwyczajnie jej nie znoszą, mają szefa, który ich denerwuje, stresuje – częściej chorują. Jednak w tym przypadku wygląda to trochę inaczej. Zwykle w tygodniu, kiedy działają "na adrenalinie", pozornie wszystko jest okej, jednak gdy przychodzi piątkowe popołudnie, tydzień w tydzień są w aptece po leki na przeziębienie. W weekend, gdy przychodzi rozluźnienie, głowa wie, że nie idzie do pracy, że nie będzie stresu, adrenalina opada i od razu można zobaczyć, że układ immunologiczny nie daje rady.

Dlaczego tak się dzieje? Krótkotrwały stres, taki w małych ilościach (tzw. zdrowy stres) jest naturalną, korzystną reakcją organizmu. Dzięki niemu możemy zadziałać szybciej, np. w niebezpiecznej sytuacji, ale także pomaga nam podczas różnych życiowych wyzwań, np. zdawania egzaminów, zawodów sportowych czy porodu. Niestety, gdy dotyka nas długotrwały stres, który w dodatku jest bardzo silny (pamiętajcie, że każdy może odczuwać go inaczej), nasz organizm przechodzi w "tryb awaryjny".

Cierpi na tym nie tylko układ odpornościowy, hormonalny czy trawienny. Bóle brzucha, biegunki, zaparcia, zgaga – to bardzo częste objawy występujące w czasie, gdy towarzyszy nam niepokój, nerwowość, napięcie. Ograniczamy wtedy także aktywność fizyczną, seksualną, mamy gorszy nastrój, rzadziej spotykamy się ze znajomymi, mamy zły humor, zamykamy się w sobie, nierzadko sięgamy po napoje alkoholowe lub papierosy, często także pojawiają się problemy ze snem. Można więc powiedzieć, że w stresie cierpi cały organizm. Ale wróćmy do układu odpornościowego. Układ nerwowy wpływa na układ hormonalny. W sytuacji silnego, przedłużającego się stresu zaczyna wydzielać się zwiększona ilość kortyzolu, który nieprzypadkowo nazywany jest hormonem stresu. Kortyzol pomaga nam i naszym dzieciom przetrwać w sytuacji wzburzenia, silnych emocji czy dużych nerwów, ale powoduje jednocześnie osłabienie reaktywności układu odpornościowego. W czasie przewlekłego, silnego stresu odpowiedź immunologiczna jest słabsza.

Można powiedzieć, że układ odpornościowy w tym czasie jest jakby zapomniany, a przez to hamowany. Wówczas między innymi:

  • występuje niższy poziom limfocytów, które wolniej się dzielą,
  • komórki NK (natural killers) słabiej działają,
  • wydziela się mniej immunoglobulin (przeciwciał).
Można zaobserwować, że ludzie, którzy mają stresującą pracę albo zwyczajnie jej nie znoszą, mają szefa, który ich denerwuje, stresuje - częściej chorują (fot. Shutterstock)

To wszystko powoduje, że układ immunologiczny nie działa sprawnie i nie zawsze jest w pełnej gotowości. W wyniku takiego działania, a właściwie braku działania lub osłabionej reakcji, z opóźnieniem wyłapywane są patogeny, które nieatakowane przez przeciwciała mogą spokojnie rozgościć się w naszym organizmie i się namnażać.

W stresie zużywamy także bardzo dużo energii, która jest niezbędna do funkcjonowania całego organizmu. Gdy stracimy jej zbyt wiele, nasz organizm musi wybierać, na co ją spożytkuje, bo po prostu na wszystko jej nie wystarczy.

Włącza się wtedy tryb "walki i ucieczki". Wszystko po to, żeby jakoś przetrwać ten czas. Wówczas działanie układu odpornościowego nie jest dla organizmu priorytetem, dlatego następuje zahamowanie jego aktywności do minimum.

 *Fragmenty książki "Naturalna odporność" Any Krysiewicz. Książka do kupienia w Publio >>>