Społeczeństwo
Poszczenie, głodzenie się jest zaprzeczeniem intuicji, bo każe ignorować sygnały płynące z ciała, a świadczące o głodzie. I dowodem na to, jak bardzo zapędziliśmy się w dietach. (Fot. Shutterstock)
Poszczenie, głodzenie się jest zaprzeczeniem intuicji, bo każe ignorować sygnały płynące z ciała, a świadczące o głodzie. I dowodem na to, jak bardzo zapędziliśmy się w dietach. (Fot. Shutterstock)

40 minut – tyle zajęła mi podróż tramwajem z jednego końca miasta na drugi. I tyle czasu słuchałam rozmowy dwóch siedzących za mną młodych kobiet na temat głodówki, której jedna się poddała, a druga ją rozważała. Ze słów pierwszej wynikało, że celem głodówki było "oczyszczenie organizmu, pozbycie się toksyn", ale także "wyciszenie stanów zapalnych, pozbycie się pasożytów" (szczegóły zachowam dla siebie), a miłym efektem ubocznym – schudnięcie (padła liczba 10 kg). Rady i doświadczenia, którymi dzieliła się adeptka głodówki z nowicjuszką, brzmiały przerażająco, zwłaszcza kiedy dotarłyśmy do momentu "lewatyw z terapeutycznej kawy".

W czasie podróży powrotnej wciąż zgłębiałam temat głodówek. W internecie i na forach jest jeszcze gorzej niż w zasłyszanej rozmowie. Ludzie analizują wydalane w czasie głodówki produkty przemiany materii, dochodząc do wniosku, że mogą to być "początkowe stadia raka". Piszą o niezwykłym uczuciu lekkości i jasności w głowie, które pojawia się w trzecim dniu niejedzenia. W sieci można znaleźć (i kupić) książki na temat oczyszczania organizmu napisane w latach 90. przez rosyjskiego "naturopatę i uzdrawiacza" Giennadija Małachowa. Małachow bardzo plastycznie opisuje w nich twory jakoby "zanieczyszczające" nasz organizm: kamienie kałowe, fermenty, żużel, zatwardziałe warstwy, kserożel, zgęstniałą galaretę.

Jest także w sieci strona, która w sekcji Q&A w odpowiedzi na pytanie o głodzenie ludzi w obozach koncentracyjnych (!) podaje informację, że takie głodówki były zaburzane przez zjedzenie kromki chleba i dlatego nie przynosiły "oczekiwanych dobroczynnych rezultatów" (!).

O głodówkach możecie usłyszeć od koleżanki z pracy, wiecznie odchudzającej się kuzynki, znajomych wierzących w naturalne i holistyczne podejście do organizmu. Zwłaszcza teraz, kiedy pod presją zastępów przedstawicieli kultury diety zaczniemy szykować ciało na sezon bikini, odchudzać się po pandemii, w której gremialnie "się zapuściliśmy".

Koleżanka, kuzynka, znajomi mogą wam mówić, że podczas głodówki, intencjonalnego postu czy jak to nazwą organizm najpierw spala nagromadzone pokłady tłuszczu, „zjada" wszystko, co zbędne i chore, robi "gruntowny przegląd zapasów", "zabiera się do usuwania tego, co najmniej wartościowe: obumarłych, zwyrodniałych komórek, chorych tkanek".

Mogą was także uspokajać, że "w okresach długotrwałych głodówek narządy takie jak mózg, serce nie tracą na wadze, podczas gdy tkanka tłuszczowa podskórna owszem". Kolejny pseudoargument przemawiający za głodówkami? Że przewód pokarmowy potrzebuje odpoczynku, a organy wchodzące w jego skład mają szansę dzięki temu się zregenerować.

Zastanawiacie się: Ale jak to? Dlaczego? Po co? Serio?

Też mnie to nurtowało.

Organizm nie da się w prosty sposób zagłodzić, a kiedy sobie czegoś odmawiamy, dochodzi do zjawiska reaktancji - silnej potrzeby przywrócenia wolności wyboru . (Fot. Shutterstock)

Głodówka to stan zagrożenia dla organizmu

21 dni niejedzenia? Żadnych napojów energetycznych? Sama woda? I jeszcze lewatywy? – dopytuje na początku rozmowy o głodówkach dr Joanna Pieczyńska, specjalistka psychodietetyki, bromatolożka, czyli analityczka żywności i żywienia człowieka, z Wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego. – Mam nadzieję, że ta kobieta, która miała zamiar przejść na trzytygodniową głodówkę, będzie w pobliżu szpitala, bo dobrze to się dla niej nie skończy – dodaje.

Jak wyjaśnia dr Pieczyńska, dla organizmu długotrwałe odcięcie jedzenia jest stanem zagrożenia, który powoduje uruchomienie alternatywnych szlaków metabolicznych. – Najważniejsze dla organizmu jest, żeby kluczowe organy, mózg i serce, miały stały dopływ energii, nawet kosztem działania innych narządów. Dla mózgu podstawowym źródłem energii jest glukoza pochodząca z węglowodanów dostarczanych z pożywienia. Na wypadek głodu mamy łatwo dostępne  zasoby "paliwa" w postaci glikogenu gromadzonego w wątrobie i w mięśniach. On wystarcza nam na 8–10 godzin braku pożywienia. Jeśli wydłużamy ten czas, organizm zabiera się za tłuszcze i białka jako alternatywne źródło energii. W procesie lipolizy, czyli przekształcania tłuszczów, powstają wolne kwasy tłuszczowe, tworzące ciała ketonowe – aceton, kwas acetooctowy, b-hydroksymasłowy – będące zastępczym źródłem energii dla tkanek, w tym głównie dla mózgu. Ciała ketonowe są obciążające dla nerek i wątroby, ich duże stężenie może doprowadzić do kwasicy ketonowej, która może skończyć się śpiączką cukrzycową, a w ekstremalnych przypadkach zgonem.

Jak wyjaśnia dr Pieczyńska, to, że długotrwała głodówka wpływa źle na organizm, nie pozostawia żadnych wątpliwości. Jak bardzo szkodzi? Zależy od punktu wyjściowego – zasobów tkanki tłuszczowej oraz ogólnego stanu organizmu. – Są badania, które pokazują, że już po trzech dniach stosowania u kobiet głodówki dochodzi do zaburzeń hormonalnych, szczególnie u tych bardzo szczupłych, które nie mają zapasów tkanki tłuszczowej.

Co jeszcze dzieje się w organizmie, kiedy odetniemy mu jedzenie na dłuższy czas? – Głodówka działa moczopędnie. Z moczem i potem wydalamy potas, magnez, sód – ich niedostatki mogą przyczyniać się do zaburzeń rytmu serca. Utrata sodu oznacza spadek ciśnienia tętniczego i pojawienie się zawrotów głowy, a nawet omdleń. Podczas głodówki może też dojść do otłuszczenia wątroby, zaburzenia wydzielania enzymów wątrobowych, zaburzeń perystaltyki woreczka żółciowego i zastoju żółci, co ma szczególne znaczenie w przypadku osób z podwyższonym stężeniem cholesterolu w organizmie i sprzyja powstawaniu kamieni w pęcherzyku żółciowym. U osoby, która choruje na dnę moczanową, podczas głodówki może dojść do zaostrzenia tego patogennego stanu. Z powodu odkładania się szczawianów mogą boleć stawy – wymienia kolejne skutki uboczne ekspertka z Wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego.

Zgodnie z alarmującymi danymi z powodu zaburzeń jedzenia co 52 minuty gdzieś na świecie umiera jedna osoba, a anoreksja to zaburzenie psychiczne o największej śmiertelności. (Fot. Shutterstock)

"Intencjonalne" działanie wbrew potrzebom

Głodówka intencjonalna, czy w wersji lepiej brzmiącej – "intencjonalne poszczenie", jako termin medyczny nie funkcjonuje. Na zdrowy rozum post intuicyjny robimy sobie, kiedy mamy zatrucie pokarmowe, biegunkę, wymiotujemy. Poszczenie, głodzenie się jest zaprzeczeniem intuicji, bo każe ignorować sygnały płynące z ciała, a świadczące o głodzie. I dowodem na to, jak bardzo zapędziliśmy się w dietach – zwłaszcza że zgodnie z alarmującymi danymi z powodu zaburzeń jedzenia co 52 minuty gdzieś na świecie umiera jedna osoba, a anoreksja to zaburzenie psychiczne o największej śmiertelności.

Triki i sztuczki głodnego organizmu

Z wpisów na forach, które przejrzałam, wynika, że osoby na głodówce zazwyczaj (i na szczęście) przerywały ją w okolicy czwartego dnia. Nie dziwi to wcale Agaty Głydy, psycholożki i psychodietetyczki, autorki książki "Równowaga. Jak ogarnąć dietę i odzyskać spokój". – Po kilku dniach głodówki początkowa wysoka motywacja i siła woli opadają. Mózg zaczyna odczuwać niedobory i gwałtownie reaguje, uruchamiając mechanizmy obronne: hormonalne i psychologiczne. Domaga się kromki chleba z masłem. Możemy w niekontrolowany sposób wręcz rzucać się na produkty spożywcze, mieć sny o jedzeniu, Organizm nie da się w prosty sposób zagłodzić, a kiedy sobie czegoś odmawiamy, dochodzi do zjawiska reaktancji – silnej potrzeby przywrócenia wolności wyboru – wyjaśnia Głyda.

Komu może przyjść do głowy pomysł głodówki? Zdaniem psychodietetyczki na głodówkę decydują się osoby mocno zdesperowane, zniechęcone brakiem efektów dotychczasowych prób schudnięcia, wierzące w cudowne sposoby na utratę wagi, ludzie podatni na manipulacje, niewierzący w naukę popartą badaniami, słuchający pseudoekspertów.

To może być związane z kryzysem tożsamości, chęcią wpisania się w kanon obowiązującego piękna. Osoby starsze będą ulegały modzie na głodówki z powodów zdrowotnych, chcąc zwalczyć choroby, odzyskać dobre samopoczucie – twierdzi specjalistka.

Osobom bez zaburzeń nie uda się pokonać głodu. To dobra wiadomość. – Przerwanie zaplanowanej głodówki jest zdrową reakcją organizmu, dowodem na to, że mechanizmy obronne zadziałały – podkreśla Agata Głyda.

W głodówce wytrwać mogą osoby z zaburzeniami odżywiania. – Perfekcjoniści z ogromną samodyscypliną, niską samooceną, u których odmawianie sobie jedzenia będzie kompensowało poczucie braku kontroli w innych obszarach życia – dodaje psycholożka.

Organizm nie da się w prosty sposób zagłodzić, a kiedy sobie czegoś odmawiamy, dochodzi do zjawiska reaktancji – silnej potrzeby przywrócenia wolności wyboru (Fot. Shutterstock)

To się nie uda...

W opowieściach o głodówkach i detoksie ważne miejsce zajmują zanieczyszczenia, toksyny, pasożyty, których w czasie głodówki "się pozbywamy". Nie jest jednak dokładnie wytłumaczone, o jakie "toksyny" chodzi. Czy o te przyjmowane wraz z jedzeniem? A może wchłaniane przez skórę i płuca? O środki ochrony roślin, metale ciężkie, dodatki do żywności? To i tak w sumie nie ma znaczenia, bo jak można przeczytać w analizie z 2015 roku ("Detox diets for toxin elimination and weight management: a critical review of the evidence"), nie potwierdzono klinicznie wpływu głodówek na wzrost detoksyfikacji organizmu.

Część pasożytów bytuje w jelicie cienkim - czyli w ogóle poza zasięgiem wlewek. (Fot. Shutterstock)

Uprzedzam kolejne pytanie: pasożytów nie można zwalczyć dzięki lewatywie. Dr n. wet. Marta Bogdanowicz-Kamirska, założycielka Laboratorium Felix, specjalistycznego zakładu wykonującego badania w kierunku pasożytów jelitowych człowieka, jest wyznawczynią szkiełka i oka oraz usuwania pasożytów lekami. – Lewatywy nie są opisane jako skuteczny sposób na pozbycie się pasożytów w żadnych badaniach medycznych. Samica owsika składa jajeczka w nocy – one mogą być na piżamie, bieliźnie, pościeli – są lekkie, więc będą się unosiły w powietrzu. Wystarczy dotknąć ręką ust i owsica w ciągu dwóch tygodni gotowa. Bez leków, które zabiją tego pasożyta, nie pozbędziemy się problemu. Tasiemiec z kolei jest w jelicie cienkim, przyczepiony do jego ściany, czyli w ogóle poza zasięgiem wlewek – wyjaśnia ekspertka.

Dr Bogdanowicz-Kamirskiej zdarzało się przeglądać fora internetowe pod kątem parazytologii. – To, co ludzie znajdują w swoich odchodach, i jak te znaleziska interpretują, bywa zadziwiające. Są to jednak resztki jedzenia: włókna, złogi, a nie pasożyty – zapewnia. – Głodówka także nie jest przeszkodą dla pasożytów – w jelicie zawsze coś jest, środowisko do bytowania mają zapewnione. Poza tym są i takie, na przykład włosogłówki, które nie żywią się pokarmem z jelit, tylko krwią ze śluzówki jelita – dodaje.

Zarówno dr Bogdanowicz-Kamirska, jak i dr Pieczyńska przestrzegają przed wlewkami. – Lewatywami można sobie zaszkodzić, przy okazji wypłukiwania nieczystości pozbywając się także prawidłowej flory jelitowej, która stanowi podstawę naszego systemu immunologicznego. W skrajnych przypadkach jej wyjałowienia stosuje się przeszczepy mikrobioty jelitowej z wykorzystaniem oczyszczonego ludzkiego stolca. Wykonuje się je przez przełyk sondą jelitową – wyjaśnia ekspertka parazytologii.

Dr Pieczyńska dodaje, że światowa literatura naukowa podaje dwa przypadki zgonów w wyniku lewatyw terapeutycznych. Związane były z bardzo silnym zaburzeniem równowagi elektrolitowej. – Zdarzył się też przypadek bakteryjnej posocznicy miejscowej u pacjentki z zaawansowanym rakiem oraz kilka oparzeń wlewem gorącej kawy.

Lewatywy nie są opisane jako skuteczny sposób na pozbycie się pasożytów w żadnych badaniach medycznych. (Fot. Shutterstock)

Pseudoeksperci, celebryci i doktorzy medycyny funkcjonalnej

Na tym etapie nie ma chyba wątpliwości, że głodówka trwająca dłużej niż jeden dzień to zły pomysł. Dlaczego więc w ogóle kiełkuje nam w głowach myśl, żeby dać jej szansę?

Piotr Stanisławski z bloga Crazy Nauka, zawodowo walczący z pseudonaukowymi mitami, spieszy z wyjaśnieniami: – Ludzie są zwierzętami o bardzo silnych instynktach stadnych – tak nas ukształtowała ewolucja. Dlatego bezpośrednie kontakty i informacje uzyskane od znajomych czy rodziny mają dla nas większą wiarygodność niż odbierane jako anonimowe informacje przekazywane przez naukowców. Kolejny element to pewność i prostota przekazu antynaukowego. Specjaliści od "medycyny alternatywnej czy naturalnej" podają proste, choć zazwyczaj nieskuteczne, lub nawet niebezpieczne, rozwiązania złożonych problemów.

Dr Joanna Pieczyńska podkreśla, że racjonalne odżywianie się jest promowane od dawna. – Nie zmienia to faktu, że my ciągle próbujemy nowości, które mają w czarodziejski sposób pomóc w odchudzaniu. Moda na oczyszczanie i detoks to efekt machiny marketingowej, lansowania ekologicznego podejścia do życia. Jesteśmy zalewani informacjami o skażeniu środowiska, o zanieczyszczeniu wód, o pestycydach, mikroplastiku, metalach ciężkich. Moda na coraz to nowsze "ekodiety" trwa, bo nie ma głośnych przypadków śmierci po ich zastosowaniu. Mody na olej kokosowy, na dietę bezglutenową, dietę paleo z czasem mijają lub zyskują złą sławę.

Bywa i tak, że mody żywieniowe zaczynają się od współpracy gwiazd ze "specjalistami". Taką kooperacją chwali się aktorka Gwyneth Paltrow, lansująca książkę Dr. Willa Cole’a "Intuitive Fasting" (ang. "Intuicyjne poszczenie"), do której napisała przedmowę. "Doktor" przed nazwiskiem oznacza: doktora medycyny funkcjonalnej, doktora medycyny naturalnej i doktora chiropraktyka.

Pojęcia takie jak "medycyna funkcjonalna", "medycyna holistyczna", "medycyna naturalna" nie mają precyzyjnej definicji i używane są w zależności od potrzeby i zamiarów stosującego je – tłumaczy Piotr Stanisławski. – Bardzo często służą manipulacji i zasugerowaniu, że istnieją różne rodzaje medycyny. Tymczasem medycyna jest jedna, a takie jej "odmiany" to zazwyczaj obszary wiedzy niemające poparcia w dowodach naukowych. Istnieją na świecie uczelnie, które nadają tytuł lekarza czy doktora medycyny naturalnej. Nie są to jednak prawdziwe uczelnie medyczne, kierujące się wiedzą opartą na dowodach naukowych. Posługiwanie się takim tytułem powinno budzić najwyższą nieufność.

Jak dodaje bloger Crazy Nauka, tytuł doktora często kojarzy się z zawodem lekarza. – Zdarza się, że naukowcy z innych dziedzin z tytułem doktora występują w kontekście medycyny i w ten sposób sugerują, że mają z nią coś wspólnego, jak profesor elektroniki i filozofii wypowiadający się na temat wirusologii. Trzeba pamiętać, że lekarze mają obecnie wąskie specjalizacje, a doskonale wykształcony ortopeda może nie być na bieżąco z informacjami dotyczącymi dietetyki.

Nie ma cudów, tylko nuda

Dr Joanna Pieczyńska przyznaje, że naszemu organizmowi zdarza się pod względem "oczyszczania" kuleć. Ale kiedy? – Gdy nasza dieta nie ma wysokiej zawartości błonnika, jest uboga w warzywa. Dieta bogata w błonnik działa na jelita jak wycior, który je przepycha. To jest mechanizm zupełnie naturalny i nie trzeba go wspomagać. Dieta mięsna, z wysoką zawartością skrobi, żywności przetworzonej sprawia, że organizm będzie miał problemy.

Jak dodaje Piotr Stanisławski, wolelibyśmy otrzymać proste rozwiązanie, bo łatwiej przyjąć nam radę w rodzaju "proszę pić dwa razy dziennie czystek i zrobić świecowanie uszu" niż "proszę zmienić dietę i więcej się ruszać".  

Ola Długołęcka. Redaktorka o zróżnicowanych zainteresowaniach tematycznych. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. Kolekcjonuje zasłyszane historie i toczy boje podczas autoryzacji wypowiedzi, kiedy rozmówcy chcą "wygładzać" swoje najbardziej wyraziste opinie.